Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kolumbijczycy raczej nie pogonią lewicy. Gustavo Petro ma godnego następcę

Syn zamordowanego w latach 90. senatora walczy o prezydenturę. Iván Cepeda chce pogłębić reformy Gustavo Petro, stawiając opór przychylnym Trumpowi elitom i prawicy.

Gustavo Petro i Iván Cepeda na tle mapy Kolumbii, z czerwoną flagą pośrodku
Kontekst

🇨🇴 Kolumbia przygotowuje się do wyborów prezydenckich, które zdecydują o przyszłości pierwszego lewicowego rządu w historii kraju. Faworytem sondaży jest Iván Cepeda – senator i obrońca praw człowieka związany z obozem Gustavo Petro.

🕊️ Cepeda jest synem zamordowanego polityka lewicy Manuela Cepedy i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci walki o pamięć ofiar konfliktu wewnętrznego.

⚖️ Rządy Gustavo Petro przyniosły spadek ubóstwa i bezrobocia oraz reformy społeczne, ale napotkały silny opór konserwatywnych elit, mediów i części wymiaru sprawiedliwości. Wybory pokażą, czy Kolumbia utrzyma kurs na progresywne zmiany, czy wróci w ramiona prawicy.

🌎 Kampania odbywa się w cieniu rosnącej ofensywy latynoamerykańskiej prawicy i napięć wokół roli USA w regionie. Kolumbia pozostaje jednym z kluczowych pól politycznego starcia o przyszłość Ameryki Łacińskiej.

Walka

Kiedy Iván Cepeda stanął przed samochodem swojego ojca, w przedniej szybie zobaczył dziurę po pocisku. Na nagraniu z miejsca zamachu młody profesor filozofii mówi łamiącym się głosem: „Wzywam prezydenta, by nie pozostawił tej zbrodni bezkarną”. Jest rok 1994. Jego ojciec, senator Manuel Cepeda, został właśnie zamordowany przez funkcjonariuszy państwa współpracujących z paramilitarną skrajną prawicą.

Trzydzieści dwa lata później syn zabitego polityka może zostać prezydentem Kolumbii. Ostatniego dnia maja Kolumbijczycy i Kolumbijki zdecydują, czy kontynuować projekt pierwszego lewicowego rządu Gustavo Petro, czy oddać władzę obozowi, który rządził od czasu uzyskania niepodległości. Faworytem wyborów jest dziś Cepeda – senator i obrońca praw człowieka, który stał się jedną z najważniejszych postaci kolumbijskiej lewicy.

Lewica po Petro

Ivána Cepedę od Petro różni bardzo wiele. Nie jest politykiem w stylu latynoamerykańskiego caudillo – charyzmatycznego przywódcy, wokół którego tworzy się kult jednostki. Niedostatek charyzmy rekompensuje konsekwencją, spokojem i rygorem moralnym. Jest bardziej koncyliacyjny i silnie utożsamiony z szerokim ruchem społecznym, na czele którego ma stanąć. W tym sensie jest idealnym politykiem drugiego pokolenia kolumbijskiej lewicy u władzy – pokolenia, które ma pogłębić progresywne zmiany. Wspólnym mianownikiem obu polityków pozostają głębokie reformy społeczne obliczone na zmniejszenie nierówności w Kolumbii, należących do najwyższych na świecie.

Czytaj także Kolumbia: demokracja radykalna w neoliberalnym raju Piotr Wójciak-Pleyn

Marcowe wybory parlamentarne są dobrym prognostykiem dla Cepedy. Lewicowa koalicja rządząca Pacto Histórico osiągnęła w nich wynik bez precedensu. To kolejny dowód, że w oczach wielu Kolumbijczyków rząd Petro wywiązał się z obietnic. Wbrew zapowiedziom „drugiej Wenezueli” gospodarka Kolumbii – wciąż zasadniczo wolnorynkowa – radzi sobie dobrze. Spadły bezrobocie, inflacja i ubóstwo, do czego przyczyniła się między innymi podwyżka płacy minimalnej o niemal jedną czwartą. Rząd Petro redystrybuuje ziemię – ponad 700 tysięcy hektarów trafiło w ręce bezrolnych chłopów. Popularna okazała się też inwestycja w bardziej dostępną edukację. Na arenie międzynarodowej Petro stał się z kolei ważnym głosem w sprawie Palestyny, prawa międzynarodowego i pokoju.

Lewica jest u władzy, ma na koncie sukcesy, jednak przełamywanie prawicowego status quo przychodzi jej z mozołem. Bez większości w kongresie, z nieprzychylnym systemem sprawiedliwości i wrogimi mediami, program reform był paraliżowany na każdym kroku. Przepadł ambitny plan na restrukturyzację systemu ochrony zdrowia, reforma systemu emerytalnego utknęła w trybunale, a reforma pracy przeszła w okrojonej wersji. Cepeda zdaje sobie sprawę, że bez jednoczesnego szukania kompromisu i konfrontacji z elitami broniącymi starego porządku dalsza transformacja kraju nie jest możliwa.

Stoik pośród wojny

Czy po latach gróźb, wygnania i śmierci najbliższych towarzyszy można powiedzieć, że tragedia była – jak u Marqueza – zapowiedziana? Cepeda twierdzi, że tak. Dwa tygodnie przed morderstwem jego ojciec poleciał odwiedzić mieszkającą w Europie córkę i poznać wnuczkę. Była to forma pożegnania – czuł, że niebezpieczeństwo jest blisko. Ten rys opanowania i spokoju z nagrania na miejscu śmierci ojca towarzyszy Ivánowi podczas jego własnej walki politycznej. Wyznaje, że jedną z najważniejszych inspiracji jest dla niego filozofia i praktyka stoików.

Iván Cepeda jest ofiarą konfliktu, ocalałym z ludobójstwa popełnionego przez kolumbijski rząd przeciwko partii politycznej Unión Patriótica. W systematycznej próbie wymazania lewicowej klasy politycznej między 1984 a 2002 rokiem zamordowano lub „zniknięto” tysiące działaczy, samorządowców i polityków. Wśród nich był ojciec Ivána. On sam trafił do senatu jako lider ruchu ofiar przemocy państwowej. To właśnie troska o ich los jest główną motywacją Cepedy. Od nich uczył się odporności na przeciwności losu, która – jak mówi – „wynika z umiejętności przezwyciężania bólu, ze zrozumienia, że niezależnie od trudności, nadejdzie inny moment. I ten moment trzeba wykorzystać”.

W życiu publicznym, mimo olbrzymiego ryzyka, Cepeda latami dochodził prawdy i szukał sprawiedliwości dla ofiar. Najsłynniejszy był jego długi spór sądowy z byłym prezydentem Álvaro Uribe Vélezem, w którym Cepeda widzi jednego z politycznych patronów środowiska odpowiedzialnego za śmierć ojca. Po 13 latach procesu Uribe został skazany jako pierwszy były prezydent, tracąc tym samym aurę nietykalności. Sąd skazał go nie za domniemane relacje z paramilitarnym terrorem, ale za oszustwo procesowe. Po uniewinnieniu Uribe przez sąd apelacyjny i wniosku o kasację, sprawa toczy się dalej. W trakcie procesu Cepeda stał się symbolem walki z bezkarnością elit.

Choć za młodu Cepeda należał do młodzieżówki komunistycznej, dziś określa się jako socjaldemokrata. Ukształtowało go doświadczenie Europy Wschodniej. Jego rodzina, zmuszona do emigracji do Czechosłowacji, była świadkiem praskiej wiosny; on sam studiował filozofię na Uniwersytecie w Sofii. „Dzieliłem codzienność narodu bułgarskiego i obserwowałem rozpad realnego socjalizmu. To doświadczenie zmieniło moją polityczną wizję” – wspomina.

Czytaj także Nic bardziej rewolucyjnego: Prezydent Petro śni o pokoju totalnym w Kolumbii Piotr Wójciak-Pleyn

Cepeda był jednym z kluczowych mediatorów po stronie rządu podczas rokowań pokojowych z FARC (dziś prawica wykorzystuje zdjęcia z tamtych negocjacji, by insynuować mu związki z partyzantką). Kiedy w plebiscycie Kolumbia zagłosowała przeciw porozumieniom pokojowym, Cepeda nie zwątpił. „Wszyscy byli przygnębieni, ale spokój Ivána był imponujący. »Nie wszystko stracone. Jest wiele do zrobienia, do odzyskania. Kolumbia chce pokoju« – mówił wtedy. Dał nam lekcję, że spraw nie przegrywa się w jednej bitwie” – wspomina działacz społeczny Luciano Sanín. W rządzie Petro Cepeda był jedną z osób odpowiedzialnych za wywołującą kontrowersję politykę „totalnego pokoju. Świadomy błędów, nie zmienia swojego fundamentalnego przekonania: wojnę trzeba kończyć, a kończyć ją można tylko negocjując.

Dwie kobiety, dwie historie Kolumbii

Z Cepedą o fotel prezydenta rywalizuje dwoje kandydatów prawicy. Pierwszy to Abelardo de la Espriella, który stylizuje się na libertariańskich prezydentów pokroju Bukele czy Mileia. Starannie przystrzyżony i epatujący luksusem adwokat mieszkający w Miami ma długą historię związaną z usługami dla przemytników i dowódców paramilitarnych. De la Espriella, nazywający sam siebie „tygrysem”, operuje znaną kanwą antypolityka, który będzie zarządzał krajem jak firmą – pragmatycznie i dochodowo. W talk show sprzed lat z uśmiechem na ustach opowiadał, jak dla zabawy zabijał koty fajerwerkami.

Sedno sporu politycznego w Kolumbii najlepiej oddają dwie kobiety – bohaterki zbliżających się wyborów: Paloma Valencia – główna kandydatka obozu Uribe, oraz wytypowana przez Cepedę na wiceprezydentkę Aida Quilcué. Valencia należy do wpływowego klanu politycznego; jest wnuczką byłego prezydenta Guillermo Leóna Valencii. Jej rodzina od pokoleń związana jest z pogrążonym w konflikcie departamentem Cauca, gdzie gromadziła ziemię, zakładała kopalnie srebra i wpływała na politykę. Z Cauca jest też Quilcué, choć mogłaby to być równie dobrze inna planeta. Wywodzi się z plemienia Nasa i jest duchową spadkobierczynią najważniejszego rdzennego lidera Kolumbii, Quintina Lamé. Pradziadek Valencii, gubernator, rozkazał aresztowanie i tortury Lamé. Miał opluć skutego w kajdany buntownika na placu Popayan za sprzeciw wobec wysiedlania autochtonów.

Podczas gdy kariera Palomy to historia nepotyzmu i salonów, Quilcué reprezentuje politykę oddolną, opartą na kolektywizmie. Po latach aktywizmu w strukturach zrzeszeń rdzennych i ruchów społecznych trafiła do senatu. „Uosabia to, co najlepsze w tradycjach oporu” – powiedział o niej Cepeda. Tak jak on, także i Quilcué ma w rodzinie ofiarę państwowego terroru: wojsko zamordowało jej męża. Valencia to przedłużenie dynastii zatęchłych idei i dziedzicznego rasizmu. Jeszcze dekadę temu postulowała podział Cauca na dwie części – swoistą kartografię apartheidu między ludnością rdzenną a metysami. Dwie kobiety, ta sama Cauca, przepaść w sposobie myślenia i uprawiania polityki.

Postacie są nowe, taktyka pozostaje ta sama: dla obozu Uribe Petro to partyzant, a Cepeda komunista lub współpracownik FARC. Coraz większa część kolumbijskiego społeczeństwa pozostaje obojętna na tę retorykę. Cepeda diagnozuje, że obecna prawica nie rozumie współczesnej Kolumbii. Ani Petro, ani on nie byli nigdy w FARC. Za głównego winowajcę powstania insurekcji zbrojnej uznaje się za to dziadka Palomy, który w 1964 roku zbombardował chłopskie enklawy, z których wyłoniła się największa partyzantka w kraju. Ponad pół wieku później pomysły wnuczki na politykę bezpieczeństwa niewiele się różnią.

Między pokojem a reakcją

Kolumbijska i międzynarodowa prawica są gotowe zrobić wiele, by zahamować progresywne rządy w Kolumbii. Wraz z powrotem Trumpa Ameryka Łacińska ponownie staje się dla Stanów Zjednoczonych strategicznym zapleczem i obszarem politycznej presji. W ostatnich tygodniach portal Diario Red ujawnił nagrania, w których były prezydent Hondurasu Juan Orlando Hernández przedstawia strategię międzynarodowej ultraprawicy, mającej za cel obalenie progresywnych rządów w Brazylii, Meksyku i Kolumbii. Nagrania Hernándeza – skazanego na 45 lat więzienia za przemyt narkotyków, a następnie wypuszczonego decyzją administracji Trumpa (w samym środku wojny z narkotykami na Karaibach) – ujawniają plan przygotowany przy wsparciu środowisk politycznych w Waszyngtonie i Tel Awiwie. Zakłada on stworzenie biura „prasowego”, odpowiedzialnego za rozpowszechnianie kłamstw na temat lewicowych rządów. Kolportowanie fake newsów to wierzchołek góry lodowej: „Jeśli trzeba zabijać ludzi, żebyśmy my mogli być spokojni, to tak się zrobi” – mówi Hernández. Jeden z największych skandali ostatnich lat doczekał się śladowych wzmianek w zachodnich mediach.

Czytaj także Globalne południe Ameryki po stronie Gazy Agata Popęda

Zdając sobie sprawę z zagrożenia, Cepeda szuka sojuszów z podobnie myślącymi głowami państwa. W ramach kampanii spotkał się z premierem Hiszpanii Pedro Sánchezem, a także z Lulą da Silvą i Claudią Sheinbaum. „Świat jest świadkiem ogromnego pęknięcia ładu międzynarodowego, systemu bezpieczeństwa i pokoju w regionie. Obserwujemy pojawienie się bardzo niebezpiecznej doktryny, zgodnie z którą Stany Zjednoczone dominują na półkuli zachodniej, decydując o losach narodów, a nawet prezydentów. W jednym celu: zawłaszczyć bogactwa danego narodu” – komentował ostatnie wydarzenia kolumbijski polityk.

Zwycięstwo kandydata lewicy może osłabić impet rosnącej w siłę prawicy latynoamerykańskiej. Oraz wskazać drogę lewicy na świecie: radykalne polityki społeczne są popularne. Cepeda nazywa swoją wizję gospodarczą kapitalizmem społecznym: „Chcemy modelu produktywnego i różnorodnego – o obliczu głębokiej sprawiedliwości społecznej”. Przez cztery lata rządów Petro odsetek Kolumbijczyków deklarujących, że żyją w biedzie, spadł z 50 do 37 procent, co oznacza poprawę sytuacji 6,5 milionów obywateli.

Jeśli dojdzie do niespodzianki i wygra prawica, Kolumbia wróci do ciemnej przeszłości. Zarówno Valencia, jak i de la Espriella będą posłuszni elitom ekonomicznym w odtwarzaniu nierówności oraz administracji Trumpa we wzmacnianiu aparatu represji. Pod przykrywką polityki bezpieczeństwa skurczą demokratyczną przestrzeń poprzez inwigilację i kryminalizację opozycji.

Niezależnie od wyniku majowych wyborów, pewnych procesów w Kolumbii nie da się już odwrócić. Emancypacyjny dyskurs lewicy i konkretne działania rządu Petro przywróciły poczucie godności milionom Kolumbijczyków, którzy przez dekady pozostawali poza polityką. Ruchy społeczne, związki zawodowe i aktorzy oddolni coraz częściej wyłaniają własnych kandydatów i własną wizję państwa. Ofiary przemocy stoją dziś na straży pokoju w Kolumbii.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x