Na początku maja anonimowa grupa niezależnych dziennikarzy z Hondurasu – Diario Red i strona Hondurasgate – opublikowała serię nagrań rozmów byłego prezydenta tego kraju Juana Orlando Hernándeza, które ujawniają kulisy polityki zagranicznej Trumpa w krajach za południową granicą USA i nie wróżą nic dobrego, jeśli chodzi o przyszłość Hondurasu.
W najbardziej skandalicznym z międzynarodowego punktu widzenia nagraniu Hernández informuje obecnego prezydenta Hondurasu i swego kolegę z Partii Narodowej, Nasry Asfurę, że ludzie prezydenta Trumpa planują założyć platformę medialną, z której będą atakować lewicowe rządy Meksyku, Kolumbii i Brazylii.
Nagrania, które trafiły do sieci ze Signala, WhatsAppa i Telegramu, wstrząsnęły opinią publiczną w Ameryce Łacińskiej. Amerykańskie media nie podchwyciły jeszcze tematu; o wyciekach poinformowała lewicowa platforma Democracy Now! i hiszpański El País. O Hernándezie, którego nazwisko nie po raz pierwszy pojawia się w amerykańskich mediach, pisała wcześniej ProPublica.
Jako jeden z najbiedniejszych krajów zachodniej półkuli, Honduras od zawsze funkcjonuje jako państwo klienckie Stanów Zjednoczonych. To tu narodził się termin „republika bananowa” – w czasach, gdy największą potęgą w kraju była korporacja United Fruit Company (dziś znana z niebieskich naklejek na bananach jako Chiquita). Gospodarka Hondurasu jest praktycznie w całości opanowana przez amerykańskie firmy, a obecność wojsk USA na terenie kraju sięga lat 80., gdy z terytorium Hondurasu wojska USA wspierały kontrrewolucyjne oddziały walczące z lewicowym rządem Nikaragui.
Prawicowiec Juan Orlando Hernández rządził krajem w latach 2014–2022. Jak każdy prezydent Hondurasu współpracował z Waszyngtonem bez większych dyskusji. Po drodze mu zawsze było republikanami niż z demokratami, choćby dlatego, że demokraci mieli problem z przeprowadzoną przez niego rozbudową aparatu bezpieczeństwa. (W pierwszej dekadzie XXI wieku Honduras był znany jako światowa stolica morderstw).
W czasie swoich rządów Hernández miał się odznaczyć walką z kartelami narkotykowymi, znacznie ograniczając ich działalność w kraju. To on rozpoczął ekstradycję oskarżonych Hondurańczyków do USA, zaczynając od Carlosa Arnoldo „El Negro” Lobo, reprezentanta karteli Sinaloa i Cachiros, który miał mu opowiedzieć o spisku na jego życie. Kartele rzekomo nienawidziły za to prezydenta. To oczywiście jedna z wersji tej historii, a ci, którzy żyli pod jego rządami narzekali na ciężką rękę prezydenta.
Pierwsze oskarżenia, jakoby Hernández brał łapówki od karteli narkotykowych, pojawiły się w 2021 roku, gdy w Waszyngtonie przejęli na cztery lata władzę demokraci. Aresztowano go w 2022 roku – tuż po tym, jak dobiegła końca jego kadencja – a samo śledztwo prowadzono podobno przez lata. Ostatecznie Hernández został odesłany do USA i w 2024 roku skazany na 45 lat więzienia za budowanie politycznej kariery na pieniądzach z przemytu narkotykami. Jednym z postawionych mu zarzutów było przyjęcie milionowej łapówki od słynnego meksykańskiego barona Joaquína „El Chapo” Guzmána.
I tu zaczyna się właściwa historia. W grudniu 2025 roku Donald Trump – ten sam który nazywa walkę z przemytem narkotyków swoim priorytetem i usprawiedliwia nią swoją brutalną, szowinistyczną politykę migracyjną – ułaskawił Hernándeza trzy dni po tym, jak Asfura wygrał w wyborach prezydenckich w Hondurasie.
Podobno Trump ułaskawił Hernándeza pod wpływem niesławnego błazna-mędrca amerykańskiej prawicy Rogera Stone’a, któremu udało się przekonać Trumpa, że Hernández nic złego nie zrobił oraz że sam – jak Trump – jest ofiarą demokratycznej administracji Joe Bidena i jego mściwego Departamentu Sprawiedliwości. Zarzuty pod jego adresem nagle okazały się słabe. Ludzie, którzy go oskarżyli, to przecież przemytnicy narkotyków; nie można ufać ich zeznaniom.
Były prezydent Hondurasu opuścił więc więzienie, skąd zabrano go do luksusowego hotelu Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Bo Hernández nie wrócił do Hondurasu. Zamiast tego zaczął nagrywać wiadomości i wysyłać je swoim politycznym kolegom. Działo się to w tym samym czasie, gdy świat z niedowierzaniem śledził bezprecedensową akcję USA wobec Wenezueli: amerykańskie władze aresztowały prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę, przewiozły ich do Stanów Zjednoczonych i postawiły im zarzuty uczestnictwa w organizowaniu przemytu kokainy.
W jednym z nagrań Hernández instruuje Asfurę, żeby załatwił 150 tysięcy dolarów na stworzenie platformy medialnej kierowanej przez ludzi Trumpa. Fundusze miały pochodzić z publicznych pieniędzy Hondurasu przeznaczonych na budowę dróg i mostów; inną ich część miał dostarczyć prezydent Argentyny Javier Milei. Nowa platforma miałaby atakować lewicową opozycję w Hondurasie oraz lewicowe administracje w regionie – Claudii Sheinbaum w Meksyku, Luiza Inácio Lula da Silva w Brazylii i Gustavo Petro w Kolumbii.
(Swoją drogą, postawa sąsiedniej Kolumbii stanowi kontrast dla honduraskiej uległości. Gdy w 2025 roku Trump zażądał, by Bogotá przyjęła samoloty wojskowe z deportowanymi obywatelami, prezydent Petro odmówił — wywołując tym krótki, lecz intensywny kryzys dyplomatyczny. Honduras nie stawiał takich oporów. Według ujawnionych rozmów wręcz aktywnie oferował własne więzienia i zasoby państwowe do dyspozycji Waszyngtonu).
Jakkolwiek problematyczne są wycieki rozmów Hernándeza w kontekście stosunków międzynarodowych, Hondurasgate to przede wszystkim kupa złych wiadomości dla samego Hondurasu. Najwyraźniej Hernández przymierza się do powrotu do władzy z pomocą USA; Asfura grzeje mu tymczasem fotel. Pod znakiem zapytania stoją zapewne wybory prezydenckie w Hondurasie w 2029 roku, bynajmniej nie pierwsze, które będą monitorować organizacje takie jak Freedom House. Kwestionowane były między innymi wyniki wyborów w 2017 roku, które dały Hernándezowi drugą kadencję.
W innym z ujawnionych nagrań Hernández rozmawia z przewodniczącym honduraskiego Kongresu Luísem Zambrano i wzywa go do stosowania „wszelkiego rodzaju przemocy”.
„W Hondurasie potrzebujemy siły, logistyki i krwi. Jeśli chcesz kontrolować ludzi, musisz ich gnębić. Ściskać. Tak mówi prezydent Trump” – perorował były prezydent, za przykład skutecznego zarządzania krajem podając narkobarona Pabla Escobara.
Na bananowym torcie jest wisienka: w nagraniach Hernández twierdzi, że zawdzięcza wolność wstawiennictwu nikogo innego jak samego premiera Izraela, Benjamina Netanjahu.




![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)



!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.