„Bez stalowego gorsetu dosłownie się rozpadnę” – pisała Frida w liście przytoczonym przez Hayden Herrerę w biografii artystki. Gorset, fizycznie i metaforycznie, trzymał Fridę w pionie. Bez niego jej kręgosłup to Strzaskana Kolumna. Obraz, którego wartość szacuje się na około 150 milionów dolarów, wisi w meksykańskim Museo Dolores Olmedo.
Stoję w długiej kolejce pod Tate Modern, by zobaczyć wystawę Frida: The Making of an Icon. Ludzi przybywa i przybywa. Jeszcze przed otwarciem sprzedało się ponad 41 tysięcy biletów – to najlepiej sprzedająca się wystawa w przedsprzedaży w całej historii muzeum. Niektórzy są tu na randce lub z rodziną, inni zastygają w milczeniu, skupieni na ochroniarzach przeszukujących nam plecaki. Wokół kobiety we fridopodobnej sukni krąży zniecierpliwiona dziewczynka. Unosi się energia fanowska.
Gdy nas wpuszczają, lecę pod gipsowy gorset. Dziwne uczucie – gapić się na coś, co Frida miała na ciele, niczym na zerwany płat skóry, rewię skorupy po plecach wywieszoną w klimatyzowanym budynku Londynu.
Fridomania
Profesorka hiszpańskiego na Harvardzie María Luisa Parra-Belasco wyznacza studentom zadanie: „Wyjdźcie z domu i poszukajcie Fridy Kahlo”.
To część kursu online – „Meksyk Fridy Kahlo”. Uczestniczą w nim studenci z całego świata, dzięki czemu poszukiwania Fridy mogą odbyć się nie tylko w USA, ale też w Afryce czy Ameryce Południowej.
Znaleźli. Wizerunek Fridy Kahlo trafił na: lakiery do paznokci, szminki, wystroje kawiarni, restauracje, murale, torby, plakaty.
Też wykonuję zadanie, internetowo. Wpisuję „Frida Kahlo” na Vinted, wyskakują mi: poszewka na poduszkę, plecak, koszulka, marynarka, kubek, piórnik, strój kąpielowy, figurka z serii „POP! Icons”, naszyjnik, zeszyt, „duże jajko Fridy” – tamborek z własnoręcznie doszytymi wstążkami. Chwilę później na telefonie wyskakuje Temu: szukasz wianka na głowę na meksykański Dzień Zmarłych?
Frida jest wszystkim naraz. Nie trzeba długo szukać, by znaleźć Frido-zegarki, Frido-świeczki, Frido-trampki, Frido-tequile. A jeśli nie macie jeszcze dość, to warto pamiętać, że istnieją nawet Frido-podpaski oraz organizery na pieluchomajtki sygnowane twarzą Fridy.
Frida jest wszędzie naraz – w Meksyku, Argentynie, Hiszpanii, Brazylii, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Polsce, Holandii, Indiach, Grecji, Australii. Długo by wymieniać, więc podelektujmy się chwilę konkretną inwestycją – w 2018 roku Frida Kahlo Corporation odsłoniła „inspirowany Fridą” apartamentowiec w Miami. W jego skład wchodzi „244 luksusowych rezydencji na wynajem krótkoterminowy”. Dlaczego? Na stronie inwestycji czytam: „Zainspirowane nieustraszonym duchem Fridy Kahlo rezydencje emanują ruchem, kontrastem i autentycznością poprzez śmiały design i przemyślane detale”.
Frida jest popularniejsza niż jej wieloletni partner Diego Rivera, choć za ich życia było odwrotnie. Po wpisaniu „Diego Rivera” na Vinted pojawia się tylko kilka kart z autografami mało znanych piłkarzy sprzedawanych za piątaka. Symbolicznie Frida przeżyła Diega i siebie – i żyje wciąż, choć umarła w 1954 roku.
Frida radosna
Scena z filmu Frida (2002).
Tina Modotti kładzie na stole tequillę:
„Kto wypije więcej, będzie mógł ze mną zatańczyć”.
Pije David Siqueiros, pije Diego Rivera.
Podchodzi Frida. Leje w siebie alkohol bez umiaru. Gdy odstawia butelkę, wszystko jest jasne – pokonała obu malarzy. Bierze Tinę w obroty i tańczą tango, kończąc je pocałunkiem.
Nie wiadomo, czy to wydarzyło się w rzeczywistości, ale jest to prawda emocji, prawda temperamentu Fridy – lubiła żartować, imprezować, lubiła mężczyzn i kobiety.
Scena z biografii Frida. Życie i twórczość Fridy Kahlo autorstwa Hayden Herreiry:
Frida, jeszcze licealistka, podchodzi do artysty malującego freski na wysokościach w Ministerstwie Oświaty. To znany i szanowany Diego Rivera. Ludzie często zbierali się, by oglądać go przy pracy.
„Diego, zejdź” – zażądała nastolatka od obcego sobie, starszego o 21 lat mężczyzny. „Słuchaj, nie przyszłam tu flirtować ani nic z tych rzeczy, nawet jeśli namiętnie uganiasz się za spódniczkami. Przyszłam pokazać ci moje malarstwo. Jeśli cię zainteresuje, powiedz, jeżeli nie, nie ukrywaj przede mną prawdy, bo w takim razie zajmę się czymś innym, by pomóc rodzicom”.
Związała się z Diegiem. Potem z Lwem Trockim. Potem znów z Diegiem. I innymi mężczyznami oraz kobietami, choć w jej sercu zawsze na pierwszym miejscu był Diego. Mówiła o nim zdrobniale: „moje dziecię”, „przystojniaczek”. Być może miała też słodki pseudonim dla Trockiego.
Sylwia Chutnik pisała o niej w książce Kłirówy. Te, które złamały zasady: „Była bezczelna, jak bezczelną jest kobieta, która nie boi się mężczyzn i mówi to, na co ma ochotę. Była odważna, na ile odwagą możemy nazwać chęć życia po swojemu. Patrząc na krótkie filmiki z jej udziałem, które zachowały się cudem w prywatnych archiwach, widać osobę, która od razu zwraca na siebie uwagę. Myślę, że to dlatego jest nadal tak ważną postacią w sztuce. Bo oprócz talentu dobrze jest wiedzieć, po co się wchodzi do pokoju”.
Niektórzy szaleją na jej punkcie, bo widzą ją właśnie tak: Frida jak rakieta, Frida-agregat.
Frida bolesna
Jej obrazy powstawały metodą grzebania w bebechach. Frida malowała siebie, znajomych, kochanków, swoje ciało po wypadku, choć sam wypadek – tylko w szkicu, ołówkiem.
Mając pięć lat zapadła na dziecięcy paraliż. Jedną nogę miała chudszą i krótszą. Jednak najgorsze miało nadejść późnym popołudniem 17 września 1925 roku:
Frida i Alejandro jadą autobusem. Nagle Frida orientuje się: zgubiła parasol. Wysiadają. Chwilę później wchodzą do autobusu jadącego w stronę Coyoacán, który, jak sama opisuje, „ją zniszczył”.
Trolejbus powoli zbliża się do drewnianego autobusu. Kierowca jest młody i nerwowy, nie wie, co robić. Gdy trolejbus skręca za róg, pcha autobus prosto na mur.
„Uderzenie rzuciło nas do przodu i w tym momencie przeszyła mnie bariera, tak jak szpada przeszywa byka. Jakiś pasażer zobaczył, że dostałam straszliwego krwotoku. Wziął mnie na ręce i zaniósł na stół bilardowy, gdzie leżałam do przyjazdu karetki” – wspomina Frida cytowana w biografii autorstwa Herrery.
Przeszyta na wskroś, naga. Jakiś facet miał przy sobie złotą farbę w proszku – złote drobinki unoszą się, obsypując zakrwawioną Fridę.
„La bailarina, la bailarina!” – krzyczą ludzie na widok czerwono-złotej kobiety. Myślą, że to tancerka.
Kręgosłup połamany w trzech miejscach. Złamany obojczyk, dwa żebra. Jedenaście złamań w prawej nodze, lewa – zmiażdżona. Ramię wybite ze stawu. Pęknięta na trzy miednica. Bariera wystająca z ciała przez pochwę.
„Straciłam dziewictwo” – mówi Frida.
Niektórzy szaleją na jej punkcie, bo widzą bolesną stronę: Frida-cierpniętnica, Frida jak jątrząca się rana. Ciało, które bez gorsetu się rwie.
Przez resztę życia upycha lęk przed śmiercią gdzieś między sztukę, Diega, ból, leki, alkohol.
41 lat po śmierci Fridy Amy Fine Collins na łamach „Vanity Fair” określi ją mianem „politycznie poprawnej bohaterki dla każdej skrzywdzonej mniejszości”.
Fridziary
Justyna płakała na widok muralu w MSN-ie na wystawie Kwestia kobieca 1550-2025. Nie był autorstwa Fridy, ale ją przedstawiał – wystarczyło.
„Gdy miałam osiem lat, zachorowałam na reumatoidalne zapalenie stawów. W pewnym momencie wylądowałam w szpitalu, wprowadzili mnie w śpiączkę. Byłam w niej miesiąc.
Po przebudzeniu nie czułam nic od pasa w dół. Po prostu – nogi przestały działać. Niekończąca się rehabilitacja. Właśnie wtedy poznałam Fridę. Pamiętam szczególnie jeden motyw: po operacjach Frida długo leżała, więc zawiesili jej nad łóżkiem lustro. Żeby mogła malować autoportrety.
W podstawówce ukrywałam nogi. Miałam zanik mięśni, chowałam go pod długimi spódnicami, a przy okazji wyglądałam jak Frida. Czasem dodawałam czerwoną szminkę – chorym dzieciom wybacza się więcej.
Całe gimnazjum i liceum myślałam tylko o tym, by iść na malarstwo na ASP. I poszłam, ale na architekturę krajobrazu. Rodzice powtarzali: za dużo chorujesz, tak będzie praktyczniej, musisz mieć stabilne źródło utrzymania. W końcu i tak to rzuciłam, poszłam na medycynę. Frida też rozważała taką ścieżkę kariery.
Na różnych etapach życia ważne są dla mnie różne obrazy. Kiedyś, wiadomo, Strzaskana Kolumna. Obecnie wolę te o poronieniu, nieudanej drodze do macierzyństwa”.
Anna marzy, by pojechać do Meksyku, zobaczyć Museo Dolores Olmedo i różowo-niebieski dom Fridy i Diega. A przede wszystkim obraz – Strzaskaną Kolumnę.
„Chciałoby się ładnie wyglądać, a wciskają cię w gorset. Pamiętam swój pierwszy, jeszcze w podstawówce. Był plastikowy, ze skórzanymi paskami zapinanymi metalową blaszką. Dolna część nachodziła na biodra. Najpierw musieli zrobić odlew, zagipsować mnie. Pojechałam z mamą do dużego miasta. Badanie odbywało się w dziwnej, mrocznej sali – ja, płacząca i mała, oraz dwóch milczących mężczyzn w uniformach. Ciało na wyciągu, ręce w górze.
Gdy miałam 16 lat, coraz bardziej wsiąkałam w świat Fridy – czytałam o niej, oglądałam film, drukowałam jej obrazy – Strzaskaną Kolumnę i Rannego Jelenia. Przeszłam operację kręgosłupa, byłam cała w gipsie, jak Frida. Wycięli mi na brzuchu kwadrat. «To na pierogi» – usłyszałam.
Nie ma języka, by wytłumaczyć taki stan koleżankom. Problemów z kręgosłupem nie widać na pierwszy rzut oka. Frida to rozumiała.
Niedługo po tym na rynku pojawiły się gadżety z Fridą. Niby się cieszyłam, ale też złościłam. Uważałam, że większość ludzi noszących torbę z Fridą pewnie nawet nie wie, z czym się zmagała i jak bardzo cierpiała. Przecież nie jest tylko ciekawą twarzą ze zrośniętymi brwiami. Potem mi przeszło, pomyślałam – może dobrze. Przecież Frida chciała być znana i zwracać na siebie uwagę”.
Nieznośna heroizacja cierpienia
Kolejna inspirująca artystka, która pokonała cierpienie? Unieruchomiona w łóżku, z pędzlem w ręku. Chciałoby się obwiązać ten obrazek wstążką, zakrzyknąć niczym kapitaluch: skoro ona mogła malować dalej, wstawać wcześniej i mruczeć głośniej, to czemu ty nie możesz, sprawna, ale leniwa osobo?
Tarzanie się w bólu, odtwarzanie go do zdarcia – to już gloryfikacja? W historii przerobiliśmy wiele artystek, które musiały coś przezwyciężać. Romantyzowanie Virginii Woolf, Sylvii Plath – czy to się kiedyś skończy?
Pewnie nie, choć jest nieco nieznośne. Gloryfikowanie artystów, którzy nic tylko cierpią, umacnia wizerunek rozmytego i jęczącego, ale jednak geniusza. Z drugiej strony: artyści cierpiący w konkretny sposób dają język do opowiadania o bólu.
Emily Rapp napisała książkę Frida and my left leg, w której mierzy się ze swoją niepełnosprawnością przez pryzmat historii Fridy i jej amputacji w ostatnich latach życia. „Jestem jednonożna, jak Frida, ale też inna niż ona i w naszej różnicy leży moja fascynacja, a także moje oddanie, moja rozpacz, mój wstręt, moja uraza, moje pożądanie” – czytam w opisie książki.
– W sztuce przewinęło się wielu gruźlików i samobójców. Problemy z kręgosłupem to jest nisza – tłumaczy Anna.
Konsekwencje stawania się ikoną
Tak jak Jane Austen uległa austemanii, Frida spowodowała szaleńczą fridomanię. W ten sposób trudno potraktować Fridę jako całość, na powierzchnię wybijają różne jej elementy. Dla niektórych jest malarką, męczennicą, dla innych – komunistką, rewolucjonistką, aktywistką, buntowniczką, ekscentryczką, queerówą, patriotką, feministką, XX-wieczną girlboss.
Estetykę wielowymiarowych artystek łatwo przerobić na produkt. W przypadku Austen będą to delikatne hafty, zeszyty w kwiatki, cottage core, u Fridy: zrośnięta brew, między innymi. Wystarczy umieścić ją na dowolnym gadżecie, by sprzedawać jako Kahlo.
Historia praw do Fridy jest ciekawa. Uzyskała je rodzina – siostrzenica Isolda, a później córka siostrzenicy – Maria Cristina. W 2004 roku powstała FKC – Frida Kahlo Corporation, której celem było komercyjne wykorzystanie Fridy. Rodzina sprzedała firmie prawa, a resztę historii już znamy: breloczki, zegarki, podpaski.
Ostatecznie Frida zapewne by się z tego śmiała. Ironia losu – zostać popularniejszą niż Diego, popularniejszą od Trockiego. Kilkadziesiąt lat po śmierci artystki fani zjeżdżają do jej domu, noszą ją na ciele, płaczą na widok jej prac. Gdyby żyła, pewnie tańczyłaby w Tate, dziwiąc się, że ochrona nie pozwala jej odpalić papieroska.
Jednak istnieją granice komercjalizacji. Wydaje mi się, że Frida mogłaby zrównać FKC z błotem za powstanie Fridy Kahlo jako Barbie. Jasne – była atencyjna, zabawna, frywolna, ale była też lewicowa. Podobnie poczuli członkowie jej rodziny, którzy protestowali przeciwko przemianie Fridy w Barbie, co zapoczątkowało wymianę pozwów między stronami.
Biografka Fridy, Hayden Herrera, komentuje sprawę tak:
„To obrzydliwe. Frida była bardzo lewicowa. Nie chciałaby zamienić się w korporację, zarabiać tak dużo pieniędzy. Nie potrzebuje Amazona, żeby stać się jeszcze sławniejsza”.
W opisie tegorocznej wystawy w Tate Modern można przeczytać: „Kulminacją wystawy będzie eksploracja «fridomanii». Transformacja Kahlo w globalną markę obejmie ponad 200 obiektów komercyjnych, które odzwierciedlają jej sztukę, wizerunek, styl i osobowość”.
Po wyjściu z wystawy wpadam do sklepu z pamiątkami. Trochę się waham, ale to głupie. Ostatecznie kupuję pocztówkę z reprodukcją mojego ulubionego obrazu (Samobójstwo Dorothy Hale), bo jak mogłabym nie.
Frida rozpuściła się w popkulturze jak proszek, przelewa się przez Londyn. Na budynkach gigantyczne murale z jej twarzą, w Soho meksykańskie dekoracje papel picado, jej twarz na ekranach Picadilly Circus. Frida popularna jak matcha – droga, irytująco i zachwycająco wszędzie, wali po oczach, ma w sobie lont.











Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!