Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Szwecja niby stoi, ale zwrot w prawo już się dokonał. Upadek skandynawskiej socjaldemokracji postępuje

Magdalena Andersson jest o krok od powrotu na stanowisko premiera. Ale wynik nie jest sukcesem lewicy, która nie chce rezygnować ze „zdobyczy” poprzedników, jak deportacje na dużą skalę czy więzienia dla młodocianych.

ObserwujObserwujesz
1
Walka

W szwedzkich wyborach parlamentarnych zmierzyły się dwa bloki: prawicowy i centrolewicowy. Ten pierwszy kierował krajem przez kilka ostatnich lat, ale to opozycja była zdecydowanym faworytem do zwycięstwa ze względu na zmęczenie rządami mniejszościowego gabinetu Ulfa Kristerssona, którego trwanie na stanowisku zależało do poparcia skrajnie prawicowych Szwedzkich Demokratów (SD).

Czytaj także Kłopoty w norweskim raju Kinga Dunin

W 2022 r. konserwatyści wrócili do władzy właśnie za sprawą porozumienia z nacjonalistami. Co prawda nie dopuszczono SD do rządu i stanowisk ministerialnych, lecz i tak partia z neonazistowskimi korzeniami uzyskała spory wpływ na politykę Szwecji, nierzadko dyktując centroprawicy kolejne posunięcia.

Czterolecie rządów skrajnej prawicy z tylnego siedzenia

Gabinet Kristerssona przystąpił do sprawowania władzy pod hasłami walki z przestępczością, ograniczenia migracji i obniżenia kosztów życia. O ile w tej ostatniej kwestii osiągnął niewiele, o tyle w pierwszych dwóch wprowadził sporo zmian: zaostrzono przepisy migracyjne, zwiększono uprawnienia policji i podniesiono sankcje za przestępstwa.

Sam rząd mówił o zmianie paradygmatu w polityce migracyjnej, co było kluczowe dla jego partnerów, czyli Szwedzkich Demokratów. Utrudniono możliwość uzyskania prawa do pobytu lub azylu zmieniono procedury łączenia rodzin, wreszcie zwiększono skalę deportacji. Nie poprzestano jednak na kontroli imigracji i wydalaniu przestępców, lesz zastosowano sankcje także wobec osób, które ze Szwecją mają więcej wspólnego niż z jakimkolwiek innym krajem i nie zdążyły popełnić choćby najmniejszego wykroczenia.

Radykalny i czasem nieludzki wymiar polityki imigracyjnej forsowanej przez prawicową koalicję pokazał szereg kontrowersyjnych decyzji szwedzkich urzędników, podjętych zgodnie z nową wykładnią prawa. Nakaz opuszczenia Szwecji otrzymało chociażby ośmiomiesięczne dziecko legalnie przebywających w kraju Irańczyków, a także czteroletni chłopiec w spektrum autyzmu, który nie potrafi mówić. Dopiero po nagłośnieniu tych przypadków przez media urzędnicy dochodzili do wniosku, że może jednak deportacja małych dzieci bez ich rodziców nie należy do najbardziej humanitarnych pomysłów.

Nie zmieniło to jednak kierunku polityki. Kolejne przypadki pokazywały, jak restrykcyjne przepisy działają w praktyce. Wśród osób zagrożonych wydaleniem oprócz dzieci cudzoziemców znaleźli się ludzie, którzy przez dziesięciolecia mieszkali w Szwecji i są z nią faktycznie związani. Władze uzasadniały takie decyzje koniecznością ścisłego przestrzegania nowych zasad pobytowych, niezależnie od tego, jak absurdalne lub dramatyczne były ich indywidualne konsekwencje. Bezmyślna polityka migracyjna prowadziła do wydalania z kraju m.in. emerytów pochodzenia brytyjskiego, którzy ze względu na brak przychodów nie spełniali warunków pozwalających na dalszy pobyt.

Czytaj także Majmurek: Lewicy problem z migracją Jakub Majmurek

Ostatnie czterolecie to również postawienie na represyjne praktyki w wymiarze sprawiedliwości, obejmujące m.in. tworzenie specjalnych jednostek więziennych dla młodocianych i coraz szersze stosowanie narzędzi śledczych wobec dzieci. Kulminacją tej polityki stało się obniżenie od września tego roku wieku odpowiedzialności karnej do 14 lat oraz zaostrzenie maksymalnych kar.

Ta polityka jest prowadzona nie tylko wbrew organizacjom broniącym praw człowieka, ale również w kontrze do zaleceń ekspertów z zakresu kryminologii, przestrzegających przed skutkiem odwrotnym do zamierzonego – pogłębiona stygmatyzacja utrudni powrót do społeczeństwa i będzie sprzyjać przestępczej recydywie. W takich okolicznościach powszechnie spodziewano się wymiany rządu, jednak rywalizacja obu bloków okazała się zaskakująco wyrównana.

Socjaldemokraci wygrywają, ale tracą głosy

Od ponad stu lat Szwedzka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza (potocznie Socialdemokraterna) jest największą partią w parlamencie i ostatnie głosowanie tego nie zmieniło. Jednocześnie uzyskane 28 proc. głosów stanowi najgorszy wynik centrolewicowego ugrupowania od 1908 r. Prawdopodobny powrót socjaldemokratów do władzy będzie więc wynikał nie z poszerzenia ich własnej bazy wyborczej, lecz ze wzrostu poparcia ich sojuszników: Lewicy, Centrum i Zielonych, którzy otrzymali po 5-8 proc. głosów. Moderaci (Moderaterna), partia urzędującego premiera Ulfa Kristerssona, zajmą pozycję głównej partii opozycyjnej w nowym parlamencie za sprawą zdobycia ok. 20 proc. poparcia, nieco większego niż ich skrajnie prawicowymi partnerzy.

Pozytywną wiadomością jest, że Szwedzcy Demokraci po raz pierwszy od 1988 r. nie poprawili swojego wyniku wyborczego, spadając z powrotem na trzecie miejsce. Część wyborców mogła uznać, że Moderaterna odpowiednio dobrze realizuje antymigracyjną politykę, chociaż liderzy SD tłumaczą swoją porażkę głosowaniem taktycznym – koalicyjnym liberałom groziło znalezienie się pod progiem wyborczym, co pozbawiłoby prawicę jakiejkolwiek szansy na rządzenie. Na ostatniej prostej nagle przybyło im wyborców, dzięki czemu Liberalerna znalazła się w parlamencie, a oba bloki są niemal równej wielkości. Według aktualnych wyliczeń (oficjalnych wyników jeszcze nie zatwierdzono) dotychczasowa opozycja zdobyła 176 na 349 mandatów poselskich, co daje zaledwie dwuosobową przewagę nad prawicą. 

Nie na to liczono jeszcze miesiąc temu, gdy według niektórych prognoz blok czerwono-zielony miał dostać blisko dwieście mandatów, dzięki czemu Socialdemokraterna zyskałaby większą elastyczność przy formowaniu nowej koalicji rządzącej. Co sprawiło, że ostatnie tygodnie kampanii praktycznie zrównały poparcie obu obozów?

Czytaj także Szczęśliwe wyspy Czerwonej Północy, czyli narodziny skandynawskiego snu lewicy Przemysław Kmieciak

Socjaldemokratom zarzuca się, że zamiast zaproponować konkretną alternatywę dla prawicy, prowadzili wyjątkowo miałką kampanię, być może nadmiernie sugerując się pozytywnymi sondażami i nie chcąc zajmować żadnych kontrowersyjnych stanowisk, które mogłyby to popsuć. Największa partia Szwecji zaakceptowała zresztą część programu swoich prawicowych rywali – Socjaldemokraci chcą utrzymania restrykcyjnej polityki migracyjnej i surowości systemu sprawiedliwości. Chociaż zapowiadają połączenie tej polityki z większymi wydatkami na państwo dobrobytu i działania mające ograniczyć społeczne źródła przestępczości, to prowadzenie kampanii na zasadach przeciwnika nie napawa optymizmem, zwłaszcza przy tak skromnych rozmiarach zwycięstwa wyborczego.

Zmiana rządu, ale czy również polityki?

Strategia wyborcza szwedzkich socjaldemokratów przywodziła na myśl centrolewicowe ugrupowania z dwóch innych państw: Wielkiej Brytanii i Danii. Laburzyści pod wodzą Keira Starmera w 2024 r. również prowadzili bardzo zachowawczą kampanię, której nijakość sprawiła, że krótko przed wyborami poparcie spadło o ok. 10 punktów proc., co mimo zwycięstwa zwiastowało kryzys partii w kolejnych dwóch latach. Z kolei duńscy socjaldemokraci mają za sobą kadencję, podczas której prowadzili bardzo centrową i zarazem antymigrancką politykę. Mimo pomocy od Trumpa (jego grenlandzkie zakusy podbiły notowania rządu Mette Frederiksen) przyniosło im to najgorsze wyniki wyborcze od XIX wieku. Jeśli socjaldemokraci w Szwecji chcą uniknąć podobnego losu, to powinni wyciągnąć wnioski z kłopotów swoich kolegów. Wynik wyborów nie ułatwi im jednak sprawy.

Czytaj także Marsz ku centrum, umizgi do prawicy i klęska duńskiej socjaldemokracji Artur Troost

Mając przewagę zaledwie jednego lub trzech mandatów nad koalicją prawicową nadchodzący rząd wracającej na stanowisko Magdaleny Andersson będzie miał trudności z przeforsowaniem istotnych reform, ponieważ istnieją poważne różnice między jego potencjalnymi partnerami. Lewica będzie naciskała na większe wydatki na państwo opiekuńcze i bardziej zdecydowaną politykę redystrybucyjną, podczas gdy liberalne gospodarczo Centrum jest niechętne interwencjonizmowi państwowemu i nie pali się do współpracy z socjalistami. Wyczuwając te napięcia, rękę do centrystów wyciąga urzędujący premier, ale wątpliwe jest, żeby przekonał ich do zaakceptowania sojuszu z SD. W najbliższych latach to Andersson o ból głowy będzie przyprawiać zarządzanie sprzecznymi oczekiwaniami partnerów z bloku czerwono-zielonego.

Niezależnie od niestabilności nowej koalicji socjaldemokraci muszą udowodnić, że to oni mają pomysł na rozwiązanie codziennych problemów Szwedów. Rosnące koszty życia, problemy z ochroną zdrowia, mieszkaniami i zatrudnieniem nie znikną z dnia na dzień po odsunięciu prawicy od władzy. Samo zaostrzenie polityki migracyjnej nie wystarczy też, żeby odzyskać elektorat utracony na rzecz Szwedzkich Demokratów. Ludzie muszą odczuć, kto realnie reprezentuje ich interesy i może poprawić ich sytuację bytową. Jeśli socjaldemokraci, zamiast tworzyć własną alternatywę, będą jedynie łagodzić lub naśladować pomysły prawicy, przesunięcie szwedzkiej polityki w prawo może okazać się trwalsze niż sam wynik tych wyborów.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x