Przyjacielskie, odkarmione kotki i pieski wałęsające się przy hotelach i knajpach idealnie wpisują się w doświadczenie beztroskiego urlopu za granicą. Ale elementem kolorytu lokalnego są też zwierzęta z żebrami na wierzchu, zarobaczone, z matową sierścią i oczami zalepionymi ropą, stołujące się na śmietnikach. Na jednego zdrowego milusińskiego idealnego na estetyczny Instagram przypada z tysiąc takich, które psują nam wakacyjny humorek.
Jeśli zaczniemy patrzeć, będą wszędzie. W odruchu dobroci nakarmimy je kilka razy czymś dobrym, może nawet pogłaskamy, jeśli nie są zbyt brudne (a chore zwierzęta zazwyczaj są brudne) i nie boimy się pcheł. Dobry uczynek spełniony. Można się rozejść. Tymczasem gdy wracamy do kraju, one tam zostają – niedożywione, schorowane, często pozbawione jakiegokolwiek wsparcia ze strony władz lokalnych (a nawet przez nie wybijane), zdane na łaskę kolejnych fal turystów. Najłatwiej w takiej sytuacji założyć, że nie mamy pola manewru – może nawet roniąc kilka łez nad sytuacja zwierząt. Albo, w wariancie pop-psychologicznym, przyjąć, że okrucieństwo świata jest dla nas zbyt trudne do zniesienia i nie mamy na nie przestrzeni. Zresztą – co możemy zrobić w te kilka dni na miejscu? Jak się okazuje, zaskakująco i zawstydzająco dużo.
Kocioł bałkański
Widok bezdomnych, wałęsających się po ulicach psów i kotów stanowi codzienność w wielu rejonach Bałkanów, nie tylko na głębokiej prowincji. Choć problem boleśnie daje o sobie znać szczególnie w krajach biednych, niejako na marginesie Europy, czyli w Albanii, Macedonii, Czarnogórze czy Bośni, okazuje się, że w Unii Europejskiej wcale nie jest o wiele lepiej. Odpowiednią ilustracją – ze względu na atrakcyjność turystyczną, a przez to i widzialność problemu – jest Grecja. Szacuje się, że w tym kraju na wolności mogą żyć aż trzy miliony kotów i psów. Statystycznie dożywają dwóch lat. Przeświadczenie, że nie sposób pomóc wszystkim potrzebującym zwierzętom spotkanym na wczasach sprawia, że ostatecznie często nie pomagamy żadnemu. To prawda – wszystkich nie uratujemy. Ale między „żadnym” a „wszystkimi” istnieje nieskończoność półśrodków.
Potencjalne działania krępuje poczucie nieznajomości obowiązujących w danym kraju praw i obyczajów albo lekceważące czy też otwarcie wrogie nastawienie lokalnej ludności, którą mamy zwyczaj traktować protekcjonalnie, co dodatkowo utrudnia komunikację. Jednak dzięki technologii możemy przynajmniej spróbować nawiązać kontakt z ludźmi, którzy będą w stanie pomóc w pomaganiu. Jeśli nie ze stowarzyszeniami i innymi inicjatywami, to z zaangażowanymi turystami albo lokalsami, których znajdziemy na jednej z facebookowych grupek. Wspólnie o wiele łatwiej poszukać greckiej fundacji działającej w pobliżu, domu tymczasowego, albo po prostu zebrać się i zawieźć chore zwierzę do weterynarza.
Kurier grecki, działacze z Eubei i apokalipsa
Facebookowa grupa Kurier Adopcyjny – Grecja – Polska skupia ludzi gotowych pomagać bezdomnym kotom i psom żyjącym na ulicach i uliczkach Grecji. W jej opisie czytamy, że pośredniczy między organizacjami i opiekunami poszukującymi kurierów dla zwierząt, na które czeka w Polsce nowy dom. Założenie jest następujące: wystarczy napisać, kiedy będzie się w Grecji i jakimi liniami będzie się lecieć. Wszystkie formalności ma wziąć na siebie administracja pozostająca w kontakcie z organizacjami i aktywistami działającymi na miejscu. Wszystko legalnie, z troską o komfort i bezpieczeństwo transportowanych zwierząt. Grupa działa od niedawna i póki co wyłącznie na terenie Krety. W planach jest jednak ekspansja na cały kraj.
Na drugiej pod względem wielkości wyspie Grecji, Eubei, działa Gatakia. Gatakia to zlatynizowana wersja słowa γατάκια, oznaczającego po grecku „kocięta”. Tak nazywa się prokocia inicjatywa trzech osób: Patrycji, Marcina i Thanasisa. Ci sojusznicy kotów prowadzą przede wszystkim działalność informacyjną – na rozbudowanej stronie inicjatywy czeka ogrom wiedzy dotyczącej tego, jak pomagać, a jak nie pomagać spotykanym w Grecji kotom. To w lwiej części porady uniwersalne. Na przykład lepiej nie przyzwyczajać kota do pobytu w pokoju hotelowym, nie odrobaczać na ślepo, a już na pewno nie karmić byle czym, zwłaszcza ludzkimi lekami, bez konsultacji z weterynarzem.
Pomagać z kolei można na różne sposoby – wyłapując koty i zawożąc je do kastracji, dokarmiając je pełnowartościowym pożywieniem, w końcu adoptując. W ostatnim przypadku kluczowe znaczenie ma współpraca z wolontariuszami działającymi w danym regionie kraju, którzy najpierw zapewniają kotu dom tymczasowy, a następnie pomogą uporać się z wszelkimi formalnościami, jak koci paszport, szczepienia, czipowanie. Gatakia zachęca do adopcji, ponieważ wobec braku schronisk, ograniczonych zasobów fundacji i niezależnych aktywistów, często to jedyna szansa na poprawę życia czworonożnych istot. Jednak tak ważną decyzję trzeba podejmować z chłodną głową – nieprzemyślana adopcja może być źródłem dodatkowego cierpienia. Inicjatywa namawia też do adopcji wirtualnej kotów nieadopcyjnych – m.in. starych i leczonych paliatywnie. Ten aspekt jej działalności uważam za szczególnie istotny.
Oto sukcesy aktywistów, którymi szczycą się na stronie: opieka nad 30 kotami, kastracja i pomoc medyczna w ponad 200 przypadkach, około 70 adopcji. Należy jednak podkreślić, że Gatakia nie jest pogotowiem interwencyjnym. Mimo to cały czas zasypywana jest setkami próśb o pomoc ze strony turystów, bywa że przebywających na drugim końcu Grecji, którzy oczekują od działaczy natychmiastowej pomocy.
Gatakia dzieli się z czytelnikami swoją burzliwą historią. Aktywiści z Eubei w trakcie kilkuletniej działalności zdążyli zetknąć się z cierpieniem zwierząt na przytłaczającą skalę. W czasie pandemii, gdy lokale gastronomiczne były zamknięte, setki uzależnionych od nich kotów konało z głodu. Patrycja i Thanasis, mimo restrykcji, dokarmiali je wtedy gotowanymi rybami. Wielokrotnie spotykali się ze znieczulicą i przemocą wobec zwierząt, w tym truciem kotów, choć w Grecji za zabicie zwierzęcia grozi nawet 10 lat więzienia. A gdy wyspę nawiedził największy pożar w historii Europy, Thanasis wywiózł wszystkie koty na plażę, gdzie miały największą szansę na przeżycie. Szczęśliwie przeżyły wszystkie.
Zachwycając się małymi kociętami w Salonikach, Atenach, na Korfu lub Eubei, miejmy w pamięci, że śliczne kocię może już za parę miesięcy (jeśli dożyje) przeobrazić się w wychudzoną, wyczerpaną kocią matkę, która regularnie (jeśli przeżyje) będzie sprowadzać na świat kolejne mioty słabych kociąt. Jedna sterylizacja czy kastracja ratuje przed cierpieniem wiele istnień.
Baladi dogs, wielki futbol i wielkie eksterminacje
W starożytnym Egipcie koty i psy otaczano opieką, te pierwsze wręcz czcią. Do tej pory trwa spór o to, czy Anubis, łącznik z zaświatami, miał twarz szakala, czy też psa. Pewnym jest jednak, że kocie oblicze miała bogini ogniska domowego, Bastet. Kocich było też kilka mniejszych bogini. Relacje Egipcjan z udomowionymi zwierzętami transcendowały śmierć. Dlatego na przykład w katakumbach w Sakkarze odnaleziono 8 milionów psich mumii.
Prawie dwa razy więcej, bo 15 milionów żywych psów (baladi dogs, od arabskiego baladi, a więc lokalny) można napotkać na ulicach i bezdrożach współczesnego Egiptu – czytamy na stronie stowarzyszenia Salam Lab. Towarzyszy im około 100 milionów (!) kotów. Daje to łącznie 115 milionów bezpańskich zwierząt. Populacja ludzka kraju wynosi natomiast jakieś 114 milionów. Tak jak w Grecji, zwierzęta w Egipcie były wytruwane, ale z jeszcze większym rozmachem. W grę wchodził powszechny strach przed przenoszoną przez bezpańskie zwierzęta wścieklizną, która każdego roku zabija około 60 Egipcjan. Podobno – takie chodzą słuchy – truł sam Urząd ds. Weterynarii. Jak pisze arabistka Zuzanna Kowalczyk, egipska rada religijna wydała fatwę (oficjalne orzeczenie) stanowczo potępiającą zabijanie bezdomnych zwierząt. Mimo to zło dzieje się nadal, oprawców nie odstraszały kary przewidziane przez egipskiego prawodawcę, czyli pół roku więzienia lub… grzywna odpowiadająca kilku dolarom.
Przemoc i eksterminacja ukierunkowana w stronę psów jest też ponurym faktem w Maroku, gdzie rząd Aziza Achanusza od lat prowadzi program ograniczenia populacji bezpańskich psów przed mistrzostwami w piłce nożnej w 2030 roku. W teorii państwo wydaje miliony dolarów na rozbudowę schronisk i sterylizację baladi dogs i baladi cats. W praktyce widok zastrzelonych lub konających po spożyciu trucizny psów jest w tym kraju na porządku dziennym. Nowe prawo przewiduje kary za pomoc bezdomnym zwierzętom. Podobnie dzieje się w Turcji, gdzie od 2024 roku państwo likwiduje psy na masową skalę, między innymi z wykorzystaniem ciężarówek wypchanych zatrutym mięsem, które jest rozrzucane po ulicach.
Fundacje, adopcje i inne opcje
Jak pomagać zwierzętom na innym kontynencie, w tym przypadku w Afryce Północnej, gdzie ich życie zdaje się mieć marginalne znaczenie? Na jednym z kocich forum przeczytałem, że w Egipcie każdy chce mieć kota, nie sterylizuje kotek, a niechciane młode wyrzuca na ulicę. Z ulicy kotów nikt nie bierze, bo są brudne i chore. W ten sposób problem eskaluje.
Poza pomocą indywidualną dobrym rozwiązaniem wydaje się wspieranie fundacji. Działająca od 20 lat Fundacja Centaurus – od 2024 roku również w ramach projektu Zwierzęta Bez Granic – niesie pomoc zwierzętom w różnych częściach świata, także w Egipcie i Maroku. Warto dodać, że Centarus – nomen omen – nie ogranicza się do zwierząt małych, pomaga kopytnym, np. zamęczonym pod piramidami koniom i osłom. A propos fundacji i zbiórek: w związku z rozwojem AI warto mieć z tyłu głowy, że fejki różnego rodzaju mogą być wykorzystywane do drenażu portfeli życzliwych ludzi.
A co z adopcją? To trudne, ale nie niemożliwe. W „Dzienniku Bałtyckim” czytam o instruktorce nurkowania, która dzięki pomocy obeznanego z prawem egipskim Włocha wyrabia psom paszporty i ściąga je do Polski. Kobieta regularnie prowadzi zbiórki, ponadto szuka ludzi gotowych adoptować wybrane koty i psy. W artykule znajduje się adres kontaktowy do aktywistki.
Poszukując zorganizowanych inicjatyw niosących pomoc zwierzętom pod ostrym podzwrotnikowym słońcem, trafiłem na grupę Pomoc dla zwierząt – Tunezja, prowadzoną przez Stowarzyszenie Lepsza Zmiana. Łączy ona osoby, które chciałyby pomagać zwierzętom napotykanym podczas wakacji w ojczyźnie Berberów i Hannibala. Umówienie wizyty u weterynarza czy kontakt ze schroniskiem w obcym kraju może być niezwykle stresogennym doświadczeniem, ale działając w kilka osób, zwłaszcza zaprawionych w bojach z barierą kulturową, o wiele łatwiej dogadać się i zapewnić zwierzęciu niezbędną pomoc. Na grupie poszukiwani są również lekarze weterynarii, prawnicy, tłumacze i inne osoby znające arabski.
Pisząc o ludziach walczących o zwierzęta w rajach turystycznych, nie wypada nie wspomnieć o organizacji Soi Dog Foundation, która w Phuket w Tajlandii zapewnia pomoc medyczną i schronienie bezdomnym zwierzętom, albo o Fundacji Animals Rescue Team z Malediwów, małej akcji usiłującej poprawić jakość życia kotów w kraju, w którym jeszcze niedawno nie było ani jednej kliniki weterynaryjnej (teraz są trzy), a kocięta topiły się podczas tropikalnych ulew. Nie mógłbym nie nadmienić o odważnych kobietach z inicjatywy Z piekła do domu, które ratują eksterminowane w Turcji psy.
Nawet daleko od domu nie jesteśmy bezsilni i możemy zaangażować się w poprawę jakości życia bezpańskich zwierząt. Możliwe jest nawet, choć w niewielkim stopniu, wpływanie na prawo w danym kraju, choćby przez petycje, jak ta przeciw truciu psów w Egipcie. Trudno ocenić, jaka w tym zasługa presji zewnętrznej, ale w lipcu egipski rząd oficjalnie zakazał stosowania tego typu praktyk na drodze do kontroli populacji ulicznych zwierząt. Jak będzie w praktyce? Okaże się.
Pomoc zwierzętom w wakacyjnych rajach wymaga osobistej odwagi, gotowości do pobrudzenia się i stłuczenia kolan. Kluczem do efektywnej pomocy jest jednak działanie zespołowe. Ważne, by próba pomocy nie zamieniła się w przerzucanie odpowiedzialności na innych, od czego już tylko krok do frustracji i resentymentu. Człowiek to istota społeczna, niech ten aspekt człowieczeństwa ma swój pozytywny wpływ na otaczające nas zwierzęta.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!