Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Andziaks Holmes jest w związku małżeńskim z Wielkim Przekrentem 

Co łączy jazdę po Bandziaks za opinię o podatkach z Fiszem, Zu Bochniarz, Heleną Englert i typowanym do Oscara za najlepszy film dokumentem „Zobaczysz wszystko”?

ObserwujObserwujesz
Walka

Ostatni dzień miesiąca sprzyja szybkim podsumowaniom i nie będzie przesadą stwierdzenie, że był to najbardziej czerwony październik ostatnich lat. W wielu krajach europejskich ludzie wyszli na ulicę, by protestować przeciwko drożyźnie, populistyczna prawicowa fala została powstrzymana w Brazylii i w Serbii, a jakby tego było mało – coś nieustannie psuło dobre samopoczucie dzieci z dobrych domów. 

Tylko spójrzmy na cierpienia Fisza, syna Wojciecha, który ponosi cenę za niepokorność, dlatego w porównaniu z zapełniającym stadiony Taco Hemingwayem „wcale nie jest bogaty”. Z rozmowy z Jackiem Cieślakiem w „Rzeczpospolitej” nie dowiemy się niestety, czy inteligencki raper płacił składki na ZUS, czy jak Krzysztof Cugowski zaniedbał tę drobnostkę, licząc na emeryturę opłaconą z sampli u 50 Centa.

Czytaj także Jak spadać, to z wysokiego konia, czyli wielki tydzień Kosiniaka-Kamysza Łukasz Łachecki

Wspomnijmy znaną już na tych łamach Helenę Englert, przekonującą w tytule wywiadu, że „Tylko ludzie, którzy wiele z siebie dają, osiągają sukces. Może to niezgodne z BHP, ale tak trzeba”. Englert po raz kolejny dała z siebie przede wszystkim to, że zaciągnęła na parkiet „Tańca z gwiazdami” 84-letniego, słynnego ojca, ale jak każde nepo baby ma przy okazji wiele do powiedzenia o higienie pracy i logice sukcesu. 

Dodajmy do tego występ trzech pokoleń Bochniarzy (Bochniar?) na forum EFNI, czyli zwolenniczaku Koalicji Obywatelskiej – od twórczyni imprezy i byłej kandydatki na prezydentkę po reprezentującą pokolenie zet wnuczkę. Oraz, last but not least, przezabawną debatę o podatkach płaconych przez Andziaks oraz wchodzący na ekrany film Nathana Fieldera i Lance’a Oppenheima Zobaczysz wszystko, jedną z głośniejszych kinowych premier sezonu. W ten sposób otrzymamy obszerny katalog zgryzot dekadenckich elit. 

Niech bogaci przemówią 

Teoretycznie niewiele łączy te wydarzenia, w praktyce jednak można sprowadzić je do konkluzji: po prostu pozwólmy bogatym mówić. Weźmy Andziaks, postać dla czytelniczek Krytyki Politycznej nie bez powodu raczej anonimową, ale pod względem popularności należącą do ścisłej czołówki influencerek lajfstajlowych, która obwieściła, że płaci w Polsce bardzo wysokie podatki i chciałaby się rozliczać za granicą, a na dodatek korzysta tylko z prywatnej opieki zdrowotnej, więc wszystkie te gigantyczne kwoty, które przekazuje fiskusowi, okazują się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. 

Jeszcze kilka miesięcy temu społeczna niechęć do influencerki zderzała się ze społeczną sympatią do bogaczy, będących przedmiotem specjalnej troski przede wszystkim wśród polskich posiadaczy niczego. Gdy sztuczne odchody w ramach performensu grupy klimatycznej Jazda! wylądowały na ogrodzeniu domu Andziaks i Luki, słowa pochwały mieszały się z uznaniem argumentów o małym dziecku w domu albo o niezainteresowaniu polityką, tak jak w przypadku „dobrych ruskich”, którzy nie popierają wojny Putina. 

Tym razem antypodatkowa Andziaks wzbudziła powszechny gniew, który mógłby posłużyć za namiastkę francuskich raptusów. Szybko okazało się, że choć tylko jedna ze spółek vlogerki wygenerowała w 2025 roku zysk ok. 2,85 mln zł, to podatek wyniósł śmieszne 26 tys. zł. Oburzeni byli politycy, rzadko wszak atakujący przedsiębiorców – w ubiegłym tygodniu, w cieniu głosowań nad prawem antyaborcyjnym i dwukadencyjnością w samorządach, zatrzymano podwyżkę CIT – a nawet dziennikarze. Jakby tego było mało, w weekend zbiegiem okoliczności do bazy poszukiwanych przez policję trafiły dane Wojciecha Kurowskiego, ojczyma Andziaks, niedoszłego budowniczego zakopiańskich condohoteli, ściganego przez rękę sprawiedliwości za oszustwa. 

Może i Polacy nie potrafią protestować i oprzeć się dyskretnym urokom burżuazji, ale koniec końców Andziaks w pół roku mocno nadszarpnęła swój influencerski kapitał, dyskutując o podatkach, kupując dynie za kilkadziesiąt tysięcy złotych i objawiając się w oczach całej Polski jako pasierbica oszusta. Może i oglądalność jej zbytnio od tego nie spadnie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że duża część przeszła dziś na stronę tych, którzy obserwują życie bogatych, czekając na ich niechybny upadek. Jest nas coraz więcej. 

Czytaj także Polska jak w 1938: blady strach, głupia polityka i modły do najświętszej panienki Łukasz Łachecki

Sukces wyssany z palca 

Oglądając przedpremierowo Zobaczysz wszystko nie mogłem oprzeć się snuciu analogii między Andziaks i Elizabeth Holmes, bohaterką trzygodzinnego dokumentu Oppenheima i Fieldera, pamiętając oczywiście o różnicy w skali przewin. 

Założycielce Theranosa („od połączenia terapii i diagnozy”), podobnie jak Andziaks, udało się nabrać dużą grupę ludzi – w tym przypadku akurat panów w kategorii wiekowej martwego już Henry’ego Kissingera – i zarobić kokosy na rzeczach, które z daleka wyglądają na ciężki przekręt. Również ojciec „wynalazczyni” był uwikłany w jeden z najsłynniejszych skandali finansowych swoich czasów (upadek Enronu). 

Czytaj także Dlaczego tak trudno oderwać się od seriali Nathana Fieldera? Paulina Januszewska

Wreszcie, wybrankowie serc obu bohaterek wydają się tak samo uroczo bezpretensjonalni i bezinteresowni – co widzimy w wielu scenach z filmu, choćby tej, w której Holmes nie potrafi zrozumieć (albo udaje, że nie potrafi) skeczu Abbotta i Costello, i nagraniu, w którym małżonek Andziaks stara się ją pocieszyć Testamentem moim Juliusza Słowackiego i fragmentem o kamieniach rzuconych na szaniec. 

Oglądając film widzimy, że wyznająca kult Steve’a Jobsa Holmes do dziś nie rozumie, za co trafiła za kraty i odsiaduje niemały wszak wyrok, którego odbywanie zakończy w lutym 2030 roku. I choć z jednej strony widzimy wiwisekcję kłamstw dokonywaną, jak skomentował dziennikarz John Carreyrou, „pod mikroskopem”, to bez wsparcia się śledztwami dziennikarskimi, takimi jak to przeprowadzone właśnie przez Carreyrou, które posłużyło później za kanwę książki Zła krew, nie zrozumiemy w pełni spektakularnej skali oszustw, jakich dopuściła się wynalazczyni. 

Firma w szczycie zainteresowania wyceniana była na 10 miliardów dolarów; doczekała się zainteresowania największych mediów i inwestorów, uznana za wzorzec, chwalona przez starszych panów z każdej możliwej branży i na każdym eksponowanym stanowisku państwowym w USA. Rzecz jednak w tym, że pomysł na urządzenie o wielkości iPhone’a, które będzie dokonywało kilkuset badań na podstawie kilku kropel krwi, był, jak docelowo sama krew – wyssany z palca. 

Takie farmazony padają jednak na podatny grunt w kraju, w którym nierówności sprowadziły samo pobranie krwi do drogi przez mękę, nie wspominając o jej przebadaniu. Kabaret starszych panów łyknął „lęk przed igłami” jako siłę napędową postępu i napompował spółkę, której tour de force nigdy nie wyszło poza poziom przeprowadzenia najprostszych badań przy posiłkowaniu się technologiami z Europy – ale i tak pozostaje raczej kwestią dni niż miesięcy, kiedy mentzeniarze będą próbowali ci wmówić, że w USA latają auta, a w Europie nakokainowany Macron jeździ zapyziałym Citroenem. 

Bogaci wierzą we własne kłamstwa 

Są więc na świecie hardzi wolnorynkowcy, którym żadna ilość bogackiej śliny w zupie nie przeszkodzi w pianiu na rzecz konkurencji, technologii przyszłości, deregulacji i chlebowości. Są też wolnorynowcy sofciarscy, jak Dominika Maciejasz z Wyborczej.biz, tłumacząca politykom i ciemnemu ludowi, czego nie zrozumieli w estońskim CIT. Nie ma się co łudzić, że czeka nas stopniowe skapywanie antyelitarnego gniewu i wprowadzanie do krwioobiegu marksistowskich intuicji na temat walki klasowej – teoria skapywania ma w końcu tyle wspólnego z prawdą, co opowieść o cudownych urządzeniach Holmes.

Czytaj także Pan X i pan Z: dlaczego pogłoski o śmierci Telewizji Republika i Solidarnej Polski są przesadzone? Łukasz Łachecki

Najprzyjemniejsze w tych wszystkich historiach jest jednak to, że bogaci, wbrew suflowanym tu i ówdzie spiskowym teoriom dziejów, nie patrzą na nas, maluczkich, z góry, rozgrywając swoje szachy 5D. Koniec końców Andziaks Holmes, Englert Fisz i Bochniarz Girls okazują się tak samo podatni na własne kłamstwa i upiększenia, jak niezamożni wyborcy Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna. Możemy słuchać w kółko, że Elon Musk czy sprzedająca sojowe świeczki Andziaks „umieją w promocję”, możemy zżymać się na tych, którzy to łykają, ale pod tym względem krążymy z nimi wśród jednej nocy i trawi nas podobny ogień. 

Wśród głosów krytyki nie brakuje prognoz, że Zobaczysz wszystko może zostać pierwszym w historii filmem dokumentalnym, który zgarnie Oscara za najlepszy film. Niektórzy jednak na myśl o oglądaniu trzygodzinnego dokumentu przewracają oczami – przyzwyczailiśmy się do netfliksowej sztancy i sztywnego rozdzielania fikcji od prawdy, co skądinąd nie wyszło tej drugiej na dobre. 

Jednak mimo fałszywej obietnicy zawartej w tytule filmu – podobnie jak w przypadku „codziennych vlogów” Andziaks, dających złudne wrażenie zobaczenia życia „takiego, jakim jest” – w filmie Fieldera i Oppenheima widzimy więcej, niż pokazywały nam nawet najostrzejsze i najbardziej udane satyry na życie elit w szalonych latach dwudziestych, jak Parasite, Dziennik panny służącej, W trójkącie czy Sukcesja. Zapewniam, że to wystarczająco dużo.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x