Weźmy chwilowo w nawias publiczne wsparcie, z którego korzystała Tesla Elona Muska. Dla porządku przypomnę, że otrzymała 465 milionów dolarów rządowej pożyczki, bo administracja Obamy (ci straszni urzędnicy państwowi!) podjęła strategiczną decyzję, by przestawić gospodarkę na produkcję i użytkowanie elektryków.
Zastanówmy się nad czymś innym: co właściwie jest tak imponującego w skaczącym samochodzie?
Nowy samochód Muska: wolność jednego kierowcy kosztem innych
Paradoksalnie największy problem z tą skoczną wizją przyszłości obrazują sami entuzjaści Muska. W krążących po X filmikach wygenerowanych przez AI samochód może na przykład unieść się nad ulicą w środku miasta, a przy okazji potraktować wszystkich wokół strumieniem gazu. Może podlecieć do piramid, ignorując reguły bezpieczeństwa. Albo przeskoczyć kilka aut stojących w korku i… właściwie co dalej? Wylądować na innych samochodach? Zmusić kierowców do gwałtownego hamowania? Wywołać jeszcze większy korek?
Jest tu pewien wzór. Kierowca zyskuje swobodę, a pozostali mają zrobić mu miejsce. Wygląda to trochę tak, jakby główny „ficzer” tej fantazji polegał na możliwości uwolnienia się od ograniczeń, którym nadal podlegają inni, a nie na wspólnym postępie.
Fani Muska odpowiadają, że zaraz, zaraz – z pierwszych samochodów też się śmiano i też mówiono, że nie wiadomo po co to.
Cóż, z wielu pomysłów się śmiano, a potem rzeczywiście okazywały się po prostu kiepskimi pomysłami. Warto przypomnieć rozpropagowaną przez Muska wizję superszybkiego transportu. Hyperloop One, jedna z firm próbujących ją urzeczywistnić, zakończyła działalność w 2023 roku. Nie zdobyła żadnego kontraktu na budowę działającego systemu.
Poza tym analogia do aut i innych wynalazków z tego okresu jest wątpliwa. Samochody, pociągi czy tramwaje oferowały czytelne korzyści: pozwalały szybciej przewozić ludzi i towary, z czasem udostępniały tę możliwość coraz większej części społeczeństwa.
Musk pokazuje samochód z dodatkową funkcją. I to taką, której sens staje się tym bardziej wątpliwy, im więcej osób miałoby z niej korzystać. Zaryzykuję więc tezę, że akurat ta samochodowa innowacja nie powinna przyprawiać włodarzy Unii Europejskiej o ból głowy. Zdecydowanie bardziej martwiłbym się choćby nierównościami społecznymi w obrębie UE czy niedoinwestowanymi systemami edukacji. Wystarczy zerknąć na wydarzenia we Francji.
Dolina Krzemowa obiecuje postęp technologiczny, nie społeczny
W jednym zgadzam się z fanami Muska. Podskakujące auto rzeczywiście ukazuje w pełnej krasie możliwości współczesnego kapitalizmu i przedsiębiorczości w stylu Doliny Krzemowej. Czyli to, co się dzieje, gdy oddajemy postęp w ręce garstki miliarderów zajętych pomnażaniem prywatnego majątku i wpływów.
Jedną z największych obietnic nowoczesnej gospodarki było upowszechnianie wygodnego, bezpiecznego życia. Pralka miała uwalniać od wielogodzinnej pracy, lodówka ułatwiać przechowywanie żywności, a transport publiczny umożliwiać codzienne podróże także ludziom, których nie stać na własny pojazd.
Połączenie rynku, inwestycji państwowych i regulacji pozwoliło osiągnąć pod tym względem ogromne postępy. Coraz trudniej jednak pogodzić rozmach kolejnych technologicznych obietnic z tempem poprawy warunków codziennego życia.
Media co chwilę przedstawiają nam nowego geniusza, który ma zmienić świat. Skoro nasze możliwości rosną tak gwałtownie, dlaczego równie gwałtownie nie przybywa nam wolnego czasu? Dlaczego powszechny dostęp do dobrej opieki zdrowotnej nadal wydaje się tak odległy? Dlaczego tak łatwo pokazać nam przyszłość pełną niezwykłych gadżetów, a tak trudno przyszłość z dobrze działającą szkołą, dostępnym mieszkaniem i spokojniejszą pracą?
Mamy postęp technologiczny, ale bez postępu społecznego i politycznego. No chyba że uznajecie za postęp zasypywanie nas tysiącami śmieciowych treści AI. Nawet sami przedstawiciele Doliny Krzemowej przyznają, że ich najnowsze wynalazki niekoniecznie są dobre dla społeczeństwa. „Większość znanych mi osób z branży AI uważa, że przeciętny człowiek ma przechlapane, i nie ma pojęcia, co z tym zrobić” – pisze w „New York Times” Jasmine Sun. „Niezależnie od tego, czy rozmawiam z programistami, inwestorami venture capital, założycielami firm czy menedżerami, z katastrofistami, akceleracjonistami, lewicowcami czy libertarianami – tak zwany konsensus z San Francisco w sprawie wpływu AI na sytuację pracowników jest ponury”.
Luksus dla większości? Nie w kapitalizmie według Muska
Komentując pokaz Muska Ian Bogost trafnie uchwycił logikę tej konkretnej fantazji o postępie: kiedy samochodowa wolność stała się powszechna, a drogi zatkały się tysiącami uczestników wyścigu szczurów, niebo zaczęło wyglądać jak obietnica wyzwolenia. Samochód miał dawać niezależność, ale inni też kupili samochody i teraz przeszkadzają nam z tej niezależności korzystać. Pozostaje więc wznieść się ponad nich.
George Monbiot podsunął swego czasu dobry sprawdzian wyobrażeń o dobrobycie: czy da się ten dobrobyt upowszechnić? Przykładowo, w miastach jest dość miejsca na wspaniałe parki i publiczne baseny dostępne dla wszystkich. Nie wystarczy go jednak, żeby każdy miał wielki prywatny ogród z basenem. Podobnie mają się sprawy z transportem: wygodna kolej może służyć milionom ludzi, podczas gdy obietnica pustej drogi dla każdego kierowcy sama się unieważnia. Największym wrogiem jednego kierowcy jest inny kierowca. Dlatego Monbiot słusznie zaleca nam „publiczny luksus”.
Podskakujący samochód Muska działa wedle odwrotnej logiki postępu. Jego atrakcyjność opiera się na tym, że wynosi swojego właściciela ponad innych. I konieczne jest, żeby reszta została na dole. Bo gdyby wszyscy zaczęli robić to samo, również niebo szybko straciłoby urok. Trzeba byłoby wyznaczyć trasy, ustalić pierwszeństwo, ograniczyć prędkość i wykonać całą masę tej biurokratycznej roboty, od której podobno chcieliśmy się uwolnić.
Więc zgoda: samochód Muska to doskonały symbol współczesnego kapitalizmu! Gospodarki, która tak wiele pomysłowości poświęca sprzedawaniu nielicznym możliwości ucieczki od problemów dotykających większości. Krótsza praca, dostępne mieszkania, dobra szkoła i sprawna opieka zdrowotna uchodzą za postulaty przesadnie kosztowne, naiwne, wręcz utopijne. Ale samochód przeskakujący nad głowami pozostałych – to mamy.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!