Kraj

Poradnik narkopolityki (dla parlamentarzystów i nie tylko)

Martyna Dominiak

Mikołaj Pancewicz

Im więcej politycy mówią o polityce narkotykowej, tym częściej mylą pojęcia i fakty. Czas odrobić lekcje. Parlamentarzystom, i nie tylko, polecamy przewodnik po substancjach psychoaktywnych.

1. Narkotyki nie są ani dobre ani złe

Narkotyki to substancje, które znane są  człowiekowi  od dawna. Są naturalne lub przetworzone, bardziej lub mniej związane z konkretnymi społecznościami czy kulturami, wreszcie – mają mniejszy lub większy wpływ na ludzki organizm. Złe może być na przykład uzależnienie od nich – bo to groźna i ciężka do wyleczenia choroba – albo zamykanie heroinistów w więzieniach. Dobre może być pomocne działanie marihuany w leczeniu nowotworów albo terapia substytucyjna pomagająca chorym wrócić do funkcjonowania w społeczeństwie. Lepiej oceniać użytkowników narkotyków lub działania podejmowane wobec nich niż  same substancje. Czy nóż, który może posłużyć zarówno do pokrojenia chleba, jak i do zabicia człowieka, jest dobry albo zły? Czy leki na serce, które pomagają chorym, ale można za ich pomocą także doprowadzić się do śmierci są dobre albo złe? Poza tym wolimy określenie substancje psychoaktywne. Powszechnie dostępna wódka też jest tego typu substancją, ale demonizowanie nazwy narkotyk pozwala inne używki bagatelizować, choć bywają tak samo groźne dla zdrowia.

2. Można używać, ale nie nadużywać

Nie każdy użytkownik nadużywa. Nie każdy się uzależnia. Zwolennicy kryminalizacji marihuany powołują się na fakt, że ogromna większość uzależnionych od heroiny w przeszłości zażywała też marihuanę. Większość z nas pija piwo, ale niewielu kończy pijąc denaturat.
Jeśli nawet sami nie eksperymentowaliśmy z marihuaną, to na pewno znamy kogoś, kto to robił, ale wcale się nie uzależnił. Jeśli nie znamy, włączmy telewizor. Na pewno znajdzie się  tam ktoś, kto przyznaje, że miał do czynienia z jakimiś narkotykami, a dzisiaj jest np. premierem dużego europejskiego kraju lub prezydentem światowego mocarstwa.

3. Ani więzienie ani cmentarz

Państwo nie może stawiać alternatywy „lepiej w więzieniu niż na cmentarzu”. To irracjonalne i fałszywe hasło-szantaż, które pozoruje troskę o młodzież, a tak naprawdę –  wspomaga działania, które łamią jej życie. Badania pokazują, że karanie posiadaczy narkotyków godzi przede wszystkim w okazjonalnych użytkowników substancji, psując im plany na przyszłość lub demoralizując w więzieniach, albo – co jeszcze gorsze – w ciężko chorych, uzależnionych ludzi, dla których wyjście z choroby w więzieniu jest rzeczą prawie niemożliwą.

4. Trudne słowa: depenalizacja, dekryminalizacja i legalizacja

Legalizacja to dopuszczenie i regulacja obrotu i sprzedaży narkotyków. W obecnym kształcie wiążących nas międzynarodowych konwencji nie jest możliwa i mówienie o niej jest nieracjonalne. Dekryminalizacja natomiast to zniesienie odpowiedzialności karnej za poniesiony czyn – posiadanie narkotyków, a depenalizacja to złagodzenie odpowiedzialności za ten czyn w wymiarze karnym. Te dwie ostatnie kategorie pokazują, że możliwe jest mówienie o wyłączeniu kwestii narkotykowych z sytuacji, w których działa prawo karne. To bardzo ważne, żeby mówić o problemach z narkotykami, ale w kontekście mądrego leczenia i profilaktyki, a nie karania więzieniem. Dekryminalizacja to zatem przeniesienie dyskusji o narkotykach z szufladki „Ministerstwo Sprawiedliwości” do „Ministerstwo Zdrowia”. Takie podejście jest możliwe i co więcej, daje rezultaty – o tym więcej w punkcie 7.

5. Konwencje międzynarodowe

Podczas kampanii wyborczej usłyszeliśmy, że Polska może bez problemu odstąpić od konwencji międzynarodowych, żeby zalegalizować marihuanę. O jakie konwencje chodzi? ONZ przyjęła trzy kluczowe dokumenty decydujące o prohibicyjnym charakterze prawa narkotykowego. Najważniejsza jest Single Convention z 1961 roku wprowadzająca ścisłą kontrolę nad produkcją i konsumpcją narkotyków naturalnego pochodzenia. To w jej zapisach pojawia się informacja, że marihuana jest równie groźna jak heroina, a jej uprawy (podobnie jak uprawy kokainy) znikną z powierzchni ziemi w ciągu 25 lat (sic!). Minęło 50 lat, a produkcja wzrosła, dlatego coraz silniejsze są głosy, żeby te zapisy zmienić. Naszym zdaniem lepszym pomysłem niż nawoływanie do wycofania się (co przy naszej słabej pozycji geopolitycznej jest i tak nierealne) jest lobbowanie na rzecz reformy wpływającej na zakończenie globalnej wojny narkotykowej.

6. Bezpieczeństwo naszych dzieci

Kiedy w 1971 roku Richard Nixon ogłaszał wojnę narkotykową, to właśnie „bezpieczeństwo naszych dzieci” było podstawowym argumentem na jej rzecz. Po 40 latach możemy obserwować konsekwencje takiej polityki. Chociażby na przykładzie Meksyku – gdzie 10.000 dzieci zostało osieroconych w wyniku działań wojska skierowanych (teoretycznie) przeciwko wielkim kartelom – widać, że retoryka chronienia najmłodszych przed złem zaciemnia rzeczywistość i uniemożliwia podjęcie bardziej skutecznych działań niż polityka prohibicji. Politycy skupiają się na jednorazowym pokazie siły, co było widać także w wojnie z dopalaczami prowadzonej przez rząd Donalda Tuska, kiedy często słyszeliśmy, że „dzieci umierają na ulicach”. Skuteczniejsza od moralnego oburzenia będzie przemyślana prewencja w szkołach. Obecnie sprowadza się ona do wmawiania dzieciom, że jeden skręt prowadzi do trwałego uzależnienia i śmierci (dosyć łatwo można się przekonać, że to nieprawda). Narkotyki stają się problemem szczególnie wtedy, gdy są ucieczką dla dzieci i młodzieży pozbawionych perspektyw. Dlatego prewencja powinna być częścią szerszego systemu edukacji i polityki społecznej.

7.  Dekryminalizacja – to się dzieje naprawdę

To już nie eksperyment – Portugalia dowiodła, że można prowadzić racjonalną politykę narkotykową bez wsadzania ludzi do więzienia. Kompleksowy system od edukacji przez komisje zniechęcające (prowadzące postępowania w przypadku zatrzymania z narkotykami) po redukcję szkód zdrowotnych i społecznych. To wszystko bardzo dobrze funkcjonuje w Portugalii,  gdzie za posiadanie narkotyków na własny użytek można dostać w najgorszym przypadku grzywnę. Spożycie narkotyków nie wzrasta, a wśród młodzieży spada.

8. Wojny narkotykowe – bogata północ gnębi biedne południe

Wojna domowa w Kolumbii. Ogromna liczba zakażeń HIV w Rosji i na Ukrainie. Gwinea Bissau w Afryce Zachodniej, dokąd przemyca się tak dużo kokainy, że wieśniacy używają jej do malowania ścian swoich lepianek. To nie są przypadkowe historie, ale elementy globalnej układanki, którą nazywamy wojną narkotykową. Rozpoczął ją Nixon, zaostrzył Reagan. Trwa do dziś, bo nadal wielu wierzy, że jest to wojna sprawiedliwa. Jej motorem jest przekonanie, że narkotyki to zło absolutne, które trzeba zwalczać wszelkimi dostępnymi środkami. Eskalacja przemocy na wszystkich kontynentach prócz Antarktydy przyczyniła się jedynie do wzrostu bogactwa mafii narkotykowych i degradacji społeczno-ekonomicznej kilkudziesięciu krajów.

Sprzeciw wobec tej wojny jest coraz bardziej słyszalny, czego przykładem jest ostatni list noblistów z całego świata. Ich stanowisko popierają m.in. byli prezydenci krajów Ameryki Południowej oraz Jimmy Carter. Oni już wiedzą, że należy się uczyć na swoich błędach.

9. Kto tak naprawdę zarabia na nielegalności narkotyków?

Głównym inicjatorem wojny z narkotykami są Stany Zjednoczone. Jednym z powodów jest presja mocnego lobby penitencjarnego (prywatne więzienia, związki zawodowe strażników). Za przestępstwa związane z narkotykami siedzi w USA około 500 tys. osób z 2,3 milionów więźniów. Wartość tego biznesu to ponad 100 mld dolarów rocznie.

Przykład prohibicji lat 30. XX wieku pokazuje, kto najbardziej korzysta na kryminalizacji substancji, na które jest zapotrzebowanie. Może pytanie „której mafii pan/pani służy?” należałoby zadać gorącym zwolennikom utrzymania obecnego restrykcyjnego prawa, a nie tym, którzy chcieliby bardziej racjonalnych i korzystnych dla społeczeństwa rozwiązań.

10. Są równi i równiejsi – również w przypadku karania za posiadanie narkotyków

Można zaobserwować ogromną dysproporcję w pochodzeniu etnicznym i klasowym osób, które są karane więzieniem za narkotyki. Zarówno w USA, gdzie nosi to znamiona rasizmu, jak i w Polsce, gdzie młody człowiek w subkulturowym ubraniu ma ogromne szanse na zatrzymanie i przeszukanie na okoliczność posiadania narkotyków. Natomiast spożycie  kokainy czy amfetaminy wśród osób zamożnych (np. menedżerów) jest dość powszechne, ale szansa, że taka osoba zostanie przeszukana jest minimalna. Spożycie narkotyków jest więc na podobnym poziomie w każdej klasie społecznej, natomiast karani są ci biedniejsi, o innym wyglądzie lub kolorze skóry.

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.