Kraj

Metadon na gdański bajzel

Gdańsk to jedyne duże miasto w Polsce bez terapii substytucyjnej.

Tę historię można byłoby rozpocząć od Ewy, która nieusatysfakcjonowana doskonałością raju postanowiła rozszerzyć swoje horyzonty i sięgnęła po zakazany owoc. Więcej, była pierwszą osobą skazaną za posiadanie i handel. Ludzkości za ten grzech przyszło płacić po dziś dzień.

Nie będziemy jednak rozpoczynać od raju. Zaczniemy od Gdańska. W 1976 roku dwaj studenci Politechniki Gdańskiej opracowali przepis na „kompot”, polską heroinę. Gdańsk najwyraźniej do tej pory pokutuje za ich odkrycie – jest jednym z ostatnich większych miast w Polsce (obok Białegostoku), które nie wprowadziło terapii substytucyjnej.

Substytuty – metadon i buprenorfina – to syntetyczne opioidy, choć chemicznie zupełnie niepodobne do morfiny i heroiny, działają na te same receptory opiatowe. Eliminują objawy głodu narkotykowego, nie wywołując przy tym efektu euforyzującego. Podawanie metadonu  przedłuża uzależnionym życie oraz zmniejsza ich cierpienia, umożliwia podjęcie stałej pracy, założenie rodziny – pozwala normalnie żyć. Buprenorfina oprócz tego blokuje receptory opiatowe – heroina nie daje już żadnej przyjemności.

W roku 2008 lecznictwo substytucyjne było dostępne dla ok. 1200 polskich pacjentów w 12 miastach. Polska była zresztą pierwszym krajem Europy Środkowej i Wschodniej, który wprowadził w 1992 roku program metadonowy do praktyki klinicznej. Jeśli jednak przyjrzeć się liczbom bliżej, sytuacja nie wygląda tak różowo. Liczbę uzależnionych od narkotyków w Polsce szacuje się na około 100-120 tysięcy, w tym uzależnionych od opiatów – ok. 25-27 tysięcy. W 2008 roku leczenie substytucyjne obejmowało zatem ledwie 4-5% opiatowców. W Europie Zachodniej od 20 do 70% uzależnionych korzysta z substytutów. Średnia UE to 30-40%. Łącznie z takiej terapii w 2005 roku w Europie skorzystało prawie 600 tysięcy osób. W samych Niemczech – ponad 70 tysięcy. Spośród krajów europejskich jedynie Rosja nie wprowadziła tej formy terapii.

W 2006 roku w Warszawie, gdzie działały trzy programy, leczące 300 pacjentów, na wejście do niego czekało się 60 tygodni. W Krakowie w kolejce czeka się 3 lata. Na konwencjonalną terapię drug free chętnych brak

Zmianę tej fatalnej sytuacji przewiduje Krajowy Program Przeciwdziałania Narkomanii na lata 2006-2010, który zakłada wzrost dostępności terapii substytucyjnej do 20%. Oznacza to, że w 2011 roku 5000-5400 osób powinno zostać objętych leczeniem substytucyjnym.

Pomorski szlak pokutny

Województwo pomorskie jest białą plamą na mapie terapii substytucyjnej. Jeszcze w 2004 roku w Gdańskiej Akademii Medycznej planowane było otwarcie programu metadonowego. Sprawa jednak ucichła, między innymi dlatego, że kontrakt z NFZ umożliwiał podjęcie leczenia jedynie 7 osobom. Potrzeby metadonowe w Gdańsku na podstawie danych MONARU, Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii oraz Instytutu Psychiatrii i Neurologii oszacowano przy tym na poziomie 350 miejsc. W roku 2008 zapadła już decyzja o rozpoczęciu programu, ale okazało się, że przyznany lokal, już w momencie konsultacji był sprzedany w ręce prywatne.

Inny aspekt problemu odsłania Jacek Charmast, do niedawna kierujący Centrum Redukcji Szkód Monar w Warszawie. Jego zdaniem pomorscy terapeuci żywią „niechęć ideologiczną” do substytutów: co 7 ośrodek leczący narkomanów bez użycia farmaceutyków mieści się w województwie pomorskim. Wskaźnik dostępności rehabilitacji stacjonarnej opartej na metodzie drug-free to 19 miejsc na 100 tysięcy mieszkańców. Polska średnia to 7 miejsc na 100 tysięcy. Terapia metadonowa byłaby konkurencją dla i tak cierpiących na brak chętnych Monarów. Do „niechęci ideologicznej” dochodzi jednak argument ekonomiczny – ośrodki są źródłem dochodów dla wielu osób z Pomorza.

Jolanta Koczurowska, szefowa pomorskiego Monaru, nie widzi problemu. Uważa, że działania jej placówki przynoszą efekty, że nie ma dokładnych danych, co do liczby osób potrzebujących terapii metadonowej. Sama przyznaje zresztą, że do leczenia substytucyjnego ma stosunek powściągliwy. Jej głos jest przy tym ważny – Jolanta Koczurowska zasiada w komisji eksperckiej doradzającej Urzędowi Marszałkowskiemu w sprawie możliwości wprowadzenia terapii metadonem w Gdańsku.

Wróćmy do liczb. Skuteczność terapii drug-free jest niewielka: jedynie 1-2 osoby na 100 uzależnionych całkowicie zaprzestaje używać narkotyki. Z kolei w przypadku programów substytucyjnych istnieje ryzyko „dobierania”, ale po 54 miesiącach leczenia tylko 8% pacjentów wraca do narkotyków. W dodatku często to właśnie w ośrodkach stacjonarnych początkujący narkomani nabierają doświadczenia w obcowaniu z narkotykami. Rodzi się przez to zamknięty krąg: bajzel – więzienie – ośrodek. Terapia substytucyjna zaś daje szansę się z niego wyrwać. Takie leczenie jest również tańsze: cena jednej dawki metadonu to kilkanaście złotych. Utrzymanie pacjenta substytucyjnego jest więc korzystniejsze finansowo niż jego pobyt w ośrodku, nie wspominając już o kosztach leczenia narkomana na ulicy.

Zarabiać i karać

Tymczasem w Gdańsku, pozbawionym programu substytucyjnego, kwitnie czarny rynek substytutów. System, który odmawia prawa do opieki i wsparcia finansowego osobom uzależnionym jednocześnie nie ma skrupułów w zarabianiu na nich. Metadon często jest sprzedawany przez sam personel programów.

Nielegalny obrót co prawda umożliwia dotarcie metadonu do szerszej grupy odbiorców, same jednak jego posiadanie podlega karze takiej samej, jak posiadanie narkotyków. Wobec Marka S. z Gdańska toczy się postępowanie za posiadanie 200 ml metadonu znalezionego w jego mieszkaniu. Grozi mu 5 lat więzienia. Nie stać go na legalną kurację, a pobyt w więzieniu, gdzie o heroinę równie łatwo jak na bajzlu, może okazać się dla niego zabójczy. Na początku marca został zatrzymany z kolei Marek Szkoda. W areszcie odmówiono mu substytutu. W zamian za to zaproponowano mu „inną formę leczenia”. Magdalena Michalewska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku przyznaje, że przynajmniej raz w miesiącu zatrzymywana jest osoba za nielegalne posiadanie metadonu.

Czy jest szansa na zmianę sytuacji w Trójmieście? Wierzy w to pan Władysław, uczestnik programu substytucyjnego, od 24 lat uzależniony od narkotyków. Jemu samemu udało się wyrwać z narkomanii. Teraz walczy o tę możliwość dla innych. Pan Władysław zasłynął dramatycznym listem do sejmowej Komisji Zdrowia w sprawie braku terapii metadonowej w Gdańsku, gdzie dowodził, iż ograniczenie dostępności terapii substytucyjnej jest jawnym pogwałceniem konstytucyjnych praw pacjenta do równego dostępu do leczenia. Wraz z innymi zakłada stowarzyszenie, które ma bronić praw osób uzależnionych.

Pozostaje wierzyć, że program metadonowy w Gdańsku w końcu powstanie. Ostatecznie chodzi o życie ludzi. Gdy w Jeleniej Górze wprowadzenie programu opóźniło się o dwa lata, jedna czwarta zapisanych na niego pacjentów nie dożyła leczenia.


Zapraszamy na dyskusję „Metadon w Gdańsku”, która odbędzie się 2 kwietnia, we czwartek, o godzinie 18:00 w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku (ul. Korzenna 33/35). [więcej]

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco