Sztuki wizualne

Homorodziny są równie nudne jak każda rodzina na świecie

Obowiązki, troski, radości są takie same.

Marta Konarzewska: Projekt We love we make we exist to zdjęcia rodzin nieheteroseksualnych. Dlaczego na wszystkich wszyscy siedzą w domu?

Marta Kochanek: To cel zamierzony i konsekwentnie realizowany przy każdym nowym spotkaniu. Nie chciałam uciekać do lasu, parku czy za miasto. Nie chciałam wywozić rodzin na place zabaw, by zmieszać je z tłumem innych rodziców czy dzieci. Chciałam dotknąć ich rzeczywistości, stać się nie tylko gościem z aparatem, ale przede wszystkim na tę chwilę osobą niewidzialną. Wtopić się w przestrzeń, gapić się, obserwować i wyjść właśnie z takim obrazem – normalnym. Bez przydzielania rodzicom ról, bez nakazów i sterowania. Wchodząc do domów prosiłam: idź tam, gdzie masz swoje miejsce, i rób to, co normalnie robisz o tej godzinie.

Niektóre zdjęcia wyglądają prawie jak z katalogu dizajnerskiego. Bohaterem zdaje się sama przestrzeń domu, której homorodzina (podobnie jak okna, zasłonki, bibeloty czy meble) jest stałym, naturalnym elementem. Świadomy zabieg?

Nie (śmiech), nie ma to nic wspólnego z wpisywaniem się w katalog dizajnerski. Chodzi o naturalne otoczenie rodzin wychowujących dzieci. O bezpieczeństwo, jakie rodzina zapewnia potomstwu. To zabawki, pamiątki i elementy składające się na budowę przestrzeni, która, jak widać, nie różni się od tej u tak zwanych „normalnych” .

To było jak badanie kontrastów… Co mają homo, czego hetero nie mają? Gdzie jest granica „normalności” i gdzie zaczyna się ta „nie uleczalna choroba” – bo przecież tak o nas myślą!

A dostają niespodziewaną perwersję sztuki – nudę!

No tak, nuda! Dla wielu atraszna nuda, bo w taki sam sposób nudna jest (do jasnej cholery) każda rodzina na świecie. Obowiązki, troski, radości wszędzie są takie same, bez względu na to, czy dziecko ma mamę i mamę, tatę i tatę czy tatę i mamę.

A czemu wszyscy tu mają dzieci? Rodziny z wyboru mogą być przecież różne.

Na potrzeby tego projektu poszukiwałam rodzin, które wychowują dzieci. Taki był cel i takie było założenie od początku. Dążyłam do tego, by pokazać, że dzieci w rodzinach homoseksualnych mają się tak samo dobrze jak w rodzinach heteroseksualnych. Dzieci pojawiają się w naturalnym otoczeniu, otoczeniu, które znają, w którym się wychowują i czują bezpieczne. Są u siebie, mają swoje zabawki, medale i wszelkie możliwe skarby. Dom, niezależnie od dizajnu wnętrza – jest, istnieje i daje przestrzeń, by móc stworzyć najdogodniejsze warunki – potrzebne każdej rodzinie, by mogła po prostu i zwyczajnie istnieć.

Status społeczny tych rodzin w zasadzie wygląda na podobny.

Może tak wygląda na pierwszy rzut oka, bo pamiętaj, że to są rodziny, które wpuściły mnie do domu. Czyli czuły, że mogą sobie na to pozwolić, nie wstydziły się, że biednie, że może ktoś pomyśli: o, niewystarczająco dla dziecka. Że nieposprzątane, bo nie ma kiedy. Ale tak naprawdę status społeczny się różni. Mamy tu panią architekt, mamy panią rektor, panią policjantkę, panią na wysokim stanowisku w korporacji, ale mamy też kobiety bez pracy. Matki samotnie wychowujące dzieci i mamę z dzieckiem, które wymaga specjalnej troski.

Wystawa pyta, czy jest tu coś nienormalnego? Czy jest coś, co robią, czym się zajmują mamy hetero, a w czym nie dorównują im mamy homo?

Mówimy o mamach, bo wystawa odbywa się w ramach festiwalu Rewolucje kobiet. Dlatego na zdjęciach  widzimy osoby definiujące się jako kobiety (choć niekoniecznie są nimi biologicznie). Ale nie tylko dlatego. Ojcowie mniej chętnie dawali się fotografować…

Tak, do projektu zgłosiło się mniej rodzin gejowskich. Niektórzy tylko pomagali mi w poszukiwaniach, kierowali, ale sami nie chcieli wystąpić na zdjęciach. Być może ma to podłoże społeczne, ale w dużej mierze zależy na pewno od ich chęci pokazywania się, od charakteru.

W galeryjnym opisie wystawy czytamy, że projekt „nazwać można, bo dlaczego nie, promocją homoseksualizmu”.

Można (śmiech). Ale oczywiście zarówno ja, jak i kurator Piotr Seweryn Rosół podchodzimy do tego określenia ironicznie.

Marta Kochanek (1979 r.) urodzona w Rawiczu koło Wrocławia, absolwentka Uniwersytetu w Coventry (BA Hons) Photography. Od 8 lat mieszka i pracuje w Anglii. Jest laureatką prestiżowych międzynarodowych konkursów fotograficznych, jak Px3 Paris, International Aperture Awards czy International Photography Awards. Jej zdjęcia publikują, m.in. Times czy Professional Photographer Magazine.

W 2011 roku koordynowała prace nad dużym projektem archiwalnym dla Annie Leibovitz w Nowym Yorku, odpowiadając za archiwizacje 40 lat pracy fotografki.


O wystawie

Rodzina to dla Marty jeden z najważniejszych tematów społecznych i artystycznych. Rodzina homoseksualna to temat jeszcze ważniejszy, budzący wciąż niepokój i niezrozumienie, rodzący napięcia, frustracje, nienawiść i bunt. I nie ulega żadnej wątpliwości, że pary homoseksualne tak w Anglii, jak i – tym bardziej – w Polsce, na tej drodze, która prowadzi je do DOMU, napotykają niezliczone przeszkody natury prawnej i spotykają się często z odrzuceniem wspólnoty, do której przynależą. Nie znaczy to jednak, że swój dom budują przeciwko domom heteroseksualnym, że swoją rodzinę tworzą w opozycji do rodzin heteroseksualnych, znaczy tyle, że DOM i RODZINA mają dla nich jeszcze większą wartość. Projekt Marty – cykl fotografii przedstawiających życie codzienne rodzin homoseksualnych zarówno polskich, jak i brytyjskich – nazwać można – czemu nie? – „promocją homoseksualizmu”, tworzy bowiem obraz jakże zwyczajnych „nadzwyczajnych” rodzin zamieszkujących zwyczajne „nadzwyczajne” domy. Przekaz chyba jest jasny?

Kurator: Piotr Seweryn Rosół

Wystawę można obejrzeć w MiTo (ul. Waryńskiego 28, Warszawa) do 27 lutego.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.