Kultura

Kaczmarski: Poezja 2011. Podsumowanie osobne

Kopyt, Góra, Pietrek, Pasewicz - a może Ważyk i Karpowicz? Kogo warto było czytać w 2o11? Czyje tomy wierszy nagradzano, a czyje wznawiano? Rok w poezji podsumowuje Paweł Kaczmarski, KP Wrocław.

2011 nie był rokiem Czesława Miłosza, choć jego nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki i nastąpił wysyp wspominkowych audycji radiowych oraz quasi-biograficznych publikacji. Nie był też rokiem Tadeusza Różewicza, choć Artur Burszta z Biura Literackiego, jego nowy wydawca, nazwał go „największym polskim pisarzem”. Mimo to 2011 był dla polskiej poezji bardzo udanym rokiem – przede wszystkim ze względu na autorów najmłodszego pokolenia.

W 2011 roku pojawiły się nowe tomiki poetyckie Szczepana Kopyta (buch) i Konrada Góry (Pokój widzeń). Obaj autorzy mają bardzo mocne i „świeże” głosy – można ich chyba z czystym sumieniem nazwać najciekawszymi spośród młodych poetów (oczywiście wespół z kilkoma innymi autorami, jak Justyna Bargielska, o której tu nie wspominam, gdyż w 2011 wydała tylko zbiór próz). Mają przy tym wielką siłę przebicia – pierwsza książka Konrada Góry wzbudziła powszechny entuzjazm krytyków; Przemysław Czapliński wspominał o niej w kontekście najważniejszych krajowych publikacji 2008 roku, chociaż ukazała się w lokalnym wydawnictwie Rita Baum, jako dodatek do czasopisma. Szczepan Kopyt, który tworzy wiersze zaangażowane o bardzo wyrazistym, lewicowym charakterze, został zauważony zarówno przez „Politykę” (nominacja do tegorocznych Paszportów), jak i „Tygodnik Powszechny”.

Trudno opisać pokrótce, dlaczego obaj są reprezentatywni nie tylko dla swojego pokolenia, ale w ogóle dla tego, co najciekawsze we współczesnej polskiej literaturze; jeszcze trudniej określić, co ich łączy, choć łączy ich z pewnością niemało. Może zasadniczy brak „negatywnej” recepcji? Może wyraziste zaangażowanie? (Choć to zaangażowanie bardzo odmienne, co widać nie tylko w wierszach, ale i w deklaracjach samych poetów: Kopyt – marksista, Góra – anarchista; taką klasyfikację można by odczytać jako nadmierne uproszczenie, gdyby nie łatwość, z jaką autorzy sami się do tych etykiet przyznają). Góra odzyskuje z polszczyzny to, co anachroniczne, prowincjonalne czy marginalizowane; korzysta przy tym ze złożonych struktur i zabiegów formalnych.

Kopyt rozpisuje swoje wiersze w przestrzeni między protest songiem, mantrą a podszytym ironią filozoficznym traktatem. Sięga przy tym coraz chętniej do tradycji jazz poetry; jest fenomenalnym recytatorem, a do nowej książki dodał płytę, na której gra razem z Piotrem Kowalskim i śpiewa swoje teksty (chociaż część krytyków zbyt chętnie używa hasła „płytomik”, by nie mówić o samych wierszach Kopyta). Ani Konrad Góra, ani Szczepan Kopyt nie występują „w imieniu” szeroko rozumianej klasy robotniczej i nie „opiewają” jej bohaterów (gdyż stronią od nadmiernych uproszczeń), ale ich wiersze można z czystym sumieniem nazwać porywającymi.

Nagrodę poetycką Silesius za najlepszy debiut roku 2010 otrzymała – już w roku 2011 – Kira Pietrek. W swoim Języku korzyści wykorzystuje jako literacki materiał język szeroko rozumianego corpolife, często sięgając po formę wiersza narracyjnego, ale korzystając z niej z dużą dozą ironii. Pietrek pisze jakby „z drugiej strony barykady”, sprawnie obracając frazesami kapitalistycznej i korporacyjnej ideologii, aż do ich autokompromitacji. Potrafi być przy tym naraz wzniosła, empatyczna i wulgarna. Cieszy, że jury „dużej” nagrody poetyckiej, jaką jest Silesius (zarówno pod względem prestiżu, jak i nakładów nań wrocławskiego magistratu), docenia tak jednoznacznie zaangażowane poetyki już niejako na starcie.

Ubiegły rok przyniósł też premierę nowego tomu wierszy Edwarda Pasewicza, Pałacyk Bertolta Brechta. Wiersze tego miejskiego, buddyjskiego i gejowskiego poety okazały się fundamentalne dla zaangażowanej krytyki literackiej spod szyldu Krytyki Politycznej i pióra Igora Stokfiszewskiego, były też pośród najczęściej komentowanych (jeśli chodzi o autorów debiutujących w minionej dekadzie). Tym niemniej krytyka ma wciąż duży problem z recepcją Pasewicza, co było widać w wyborze wydanym w 2010 pod redakcją Joanny Orskiej i Grzegorza Jankowicza (Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę) – wspólna selekcja utworów nie zaowocowała wspólną interpretacją w posłowiu, które zostało ostatecznie rozbite na dwa niezbieżne krytyczne komentarze. Pałacyk, który składa się z wierszy wyraźniej niż dotąd nacechowanych emocjonalnie i wykorzystuje złożony schemat kompozycyjny, nie rozjaśni raczej sytuacji.

Nowy tom niedawnego laureata Nagrody Nike, Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, miło zaskoczy tych, którzy obawiali się, że ten autor „piszący ciągle jedną książkę” przestanie zaskakiwać. Imię i znamię nie tylko rozwija i przekształca typową dla Dyckiego strategię powtórzeń i nawracających obrazów, ale w dość poruszający sposób podejmuje problematykę skomplikowanej dwudziestowiecznej historii Kresów, znajdując się gdzieś w punkcie przecięcia enigmatycznej indywidualnej biografii poetyckiej i swoistej „biografii zbiorowej”, wywołującej w wierszach trudne zagadnienia społeczne.

Poznańskie Wydawnictwo WBPiCAK (Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury), najistotniejsze w tej chwili wydawnictwo poetyckie w kraju, opublikowało w 2011 dużą antologię wierszy Powiedzieć to inaczej: polska liryka nowoczesna pod redakcją Michała Larka i Jerzego Borowczyka. Ich zamysłem było pokazać modernizm w polskiej poezji jako tradycję żywą i kontynuowaną przez autorów współczesnych – a więc „przedłużoną” do Sosnowskiego, Wiedemanna czy Pasewicza. Książka okazała się głośna i kontrowersyjna, a niektóre istotne media – np. dział kulturalny „Przekroju” pod redakcją Marcina Sendeckiego – wydawały się ją ostentacyjnie pomijać.

Niewątpliwie można czytać antologię Larka i Borowczyka jako roszczącą pretensje do „uniwersalności” i „jedynej słusznej perspektywy”. Pytanie jednak, czy trzeba, czy warto – zdaje się, że sami antologiści nie dali ku temu podstaw. Autorzy Powiedzieć to inaczej są w zasadzie pionierami, jeśli chodzi o próbę pokazania – za pomocą antologii – zasięgu i ciągłości modernizmu w polskiej poezji. Warto czytać zredagowany przez nich tom jako ciekawą, odważną interpretację literackiej nowoczesności. Jest to interpretacja zahaczająca niewątpliwie o mainstream, niemniej nakreślona z dużą odpowiedzialnością, wyczuciem i rozeznaniem. Zdziwienie budzi tylko obecność jednego z twórców starszego pokolenia, o którym Larek zwykł wypowiadać się dość negatywnie, a który był związany z Nową Falą w odłamie krakowskim i jest kojarzony zwykle z linią Miłosza. Zdziwienie jest tym większe, że samego Miłosza w Powiedzieć to inaczej brak, co dowodzi, że nawet względem „starych mistrzów” stać Larka i Borowczyka na gesty odważne i prowokacyjne. Przy całym podziwie dla tej świetnie zredagowanej, pionierskiej antologii wydaje się jednak, że jej autorzy pozostali o krok od nakreślenia odkrywczego dla wielu, a na pewno bardzo ważnego wizerunku polskiej poezji: poza Herbertem, poza Szymborską, poza Miłoszem, za to wokół Wata, Ważyka, Iwaszkiewicza, Wirpszy czy Karpowicza.

A skoro już o Wirpszy i Karpowiczu mowa – podsumowując rok 2011 w poezji, nie sposób nie wspomnieć o dwóch inicjatywach wydawniczych związanych z tymi twórcami. Instytut Mikołowski pod przewodnictwem Macieja Meleckiego i Krzysztofa Siwczyka (ciekawych skądinąd poetów, którzy w mijającym roku wydali własne tomiki) sukcesywnie wznawia trudno dostępne książki Witolda Wirpszy. Również w Mikołowie ukazała się pierwsza monografia poświęcona Zbigniewowi Bieńkowskiemu (autorstwa Pawła Sarny), twórcy wymienianemu często w jednym szeregu z Wirpszą i Tymoteuszem Karpowiczem.

Biuro Literackie wydało tymczasem pierwszy tom dzieł zebranych tego ostatniego, co samo w sobie jest szczytną inicjatywą. Publikacja ta bliższa jest jednak pirackiego wznowienia niż edycji krytycznej; w zasadzie nieopatrzona badawczym komentarzem (a co dopiero przypisami), okazała się w równej mierze ważną publikacją, co zmarnowaną szansą. To zresztą problem z wszystkimi „dziełami zebranymi” wydawanymi w Biurze – podobnie było z wierszami poetów młodszych: Sosnowskiego, Dyckiego, Grzebalskiego czy Sośnickiego.

To samo wydawnictwo przypomniało w tym roku wiersze Adama Ważyka, publikując tom w wyborze Andrzeja Sosnowskiego w serii „44. Poezja polska od nowa”. Jakkolwiek próba napisania polskiej poezji „od nowa” za pomocą jednej serii wydawniczej jest z pewnością zadaniem niewykonalnym, sama idea pozostaje (jak często w wypadku Biura Literackiego) bardzo interesująca. BL sięga do formuły znanej w zachodnich wydawnictwach – serii wyborów z „klasyków”, redagowanych przez znanych współczesnych poetów; najbardziej rozpoznawalna jest w tym kontekście chyba seria „Poet to Poet” wydawnictwa Faber & Faber. Pierwszą książkę przygotowaną dla Biura przez Piotra Matywieckiego, czyli tom wierszy Marii Konopnickiej, można było uznać za kontrowersyjne otwarcie bądź po prostu kiepski start, jednak kolejne wybory (Ważyk Sosnowskiego, Broniewski Suski i Nowak Zadury) okazały się nadzwyczaj ciekawe.

Ważyka warto wyróżnić choćby ze względu na szczególny status tego poety we współczesnej dyskusji literackiej. Prawie niewznawiany, pozostaje uosobieniem niejednoznaczności i problematyczności poety uwikłanego w historię, w większym bodaj stopniu niż na przykład Bruno Jasieński. Lektura jego wierszy jest przy tym niezbędna, by zrozumieć poetycką awangardę w Polsce jako żywą tradycję – a nie jako zamknięty nurt przynależny do pewnego okresu historycznego bądź jako zupełnie abstrakcyjne określenie wszystkiego, co „niecodzienne”, „nowe”, „eksperymentalne”.

W wydawnictwie EMG ukazały się w 2011 roku wiersze zebrane Marcina Świetlickiego. „Istotność” Świetlickiego dla polskiej poezji trudno zanegować, więc z wydania wierszy zebranych (a osobno – próz zebranych) wypada się cieszyć. W jego kontekście jednak ciekawsza wydaje się publikacja sprzed paru lat – Nieoczywiste, czyli wybór Wojciecha Bonowicza pokazujący Świetlickiego jako poetę religijnego. A zebrane wiersze „Świetlika” należy potraktować w kategoriach raczej kolekcjonerskich.

To był naprawdę ciekawy rok dla polskiej literatury, a szczególnie dla polskiej poezji. Nawet bardzo zachowawczy w sądach Marian Stala sugerował ostatnio na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że ciekawe zjawiska literackie zachodzą współcześnie w Polsce raczej w wierszach niż w opowiadaniach i powieściach. Nie poruszając kwestii przeciwstawienia poezji i prozy – opozycji z założenia dość ryzykownej – należałoby stwierdzić tylko, że może być w tym sporo racji.

 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.