Film

#WszystkoGra?

100% słuszności w treści. 100% TVN-owatości w formie. Czy to #WszystkoGra?

Kinga Dunin zaapelowała kiedyś na łamach Krytyki Politycznej, żeby pisząc o filmach, wspominać, czy przechodzą one test Bechdel. Przypomnijmy – film spełnia warunki testu, jeśli występują w nim co najmniej dwie kobiety, te dwie kobiety rozmawiają ze sobą i rozmawiają o czymś innym niż o mężczyznach. No więc o filmie #WszystkoGra śmiało można powiedzieć, że test ten zdaje celująco. Są jednak jeszcze inne testy, którym poddaje się filmy, np. takie – czy film jest dobry, czy nie usnęłaś oglądając go, czy ziewałaś, czy trzymał do końca w napięciu, czy pękałaś ze śmiechu itp. Z tymi innymi testami #WszystkoGra radzi sobie niestety trochę gorzej.

Film Agnieszki Glińskiej to – przynajmniej w teorii – spełnienie marzeń postępowej widowni kochającej kino rozrywkowe. Opowieść o trzech silnych kobietach ubrana w formę musicalu – czy można chcieć więcej? 100% słuszności w treści. Są niezależne kobiety, jest motyw eksmisji i blokady, są wyrażające protest obrazy na murach. A wszystko to pokazane tak, żeby masowy widz te rzadko pojawiające się w mainstreamie treści z łatwością przyswoił. 100% TVN-owatości w formie. Warszawa w dzień, Warszawa nocą, mosty, ludzie na mostach, piękni, tańczą i śpiewają, a piosenki nasze ulubione, bo akurat te, które tak dobrze znamy.

Wymęczył mnie ten film. A mimo to, jak będziecie mieli okazję – zobaczcie. Ale po kolei.

#WszystkoGra opowiada o trzech paniach w różnym wieku, które muszą bronić domu. Zosia (Eliza Rycembel) jest studentką, po nocach z koleżankami maluje na murach Warszawy portrety postaci, która ma chyba pokazać zło tego świata. Animowane wstawki przybliżają przesłanie – to zło niszczy miasto, to zło to – powiedzmy sobie otwarcie – krwiożerczy kapitalizm. Zosia planuje wyjazd na wakacje za granicę, kiedy dowiaduje się, że ona, mama i babcia mają opuścić dom, w którym mieszkają. Mama Zosi, Roma (Kinga Preis), pracuje w Muzeum Sztuki Nowoczesnej jako sprzątaczka – tak, z punktu TVN-owskiej formy, to genialny pomysł, bo MSN mieszczący się nadal w pawilonie Emilki jest wyjątkowo fotogeniczny, ale jak sprzątaczka utrzymuje wielki dom w Warszawie to nie pytajcie, bo ten film to jednak musical, więc darujmy sobie czepialstwo. Trzecią kobietą jest babcia (Stanisława Celińska) – uczy gry na pianinie, zajmuje się ogrodem i robi koktajle z warzyw i ziół. Obok słuszności jest jeszcze spory procent hipsterskości: koktajle, studenci pracujący w modnych knajpach, rowerzystki.

Problem #WszystkoGra to rozjechanie się formy i treści. I nie chodzi o to, że nie da się mądrej i ciekawej opowieści wlać w komercyjny format. Ale jak głoszą banały z zajęć języka polskiego – formy i treści nie powinno się rozdzielać, bo jak się rozdzielą, to się dzieło rozłazi.

Musicalowa forma jest prosta. Przypomina tę z filmów porno. Fabuła jest pretekstowa i służy temu, żeby pokazać momenty. Musicalu i porno nie oglądasz dla opowieści – a dla tego, co jest pomiędzy nią. Dlatego też opowieść ta jest z reguły dość prosta. Musical może sobie pozwolić na więcej finezji narracyjnej niż porno, ale też najlepiej jak się ktoś z kimś zakocha, potem nastąpią przeszkody na drodze ich miłości, a mimo to na koniec będą razem. Oczywiście Chicago, West Side Story czy Kabaret dowodzą, że da się musicalem opowiedzieć sporo. Większość tego typu filmów tak ambitnego zadania sobie nie stawia. A jednak postawiły je przed sobą scenarzystki #WszystkoGra. I za to należą im się wyrazy uznania. Niestety odnoszę wrażenie, że opowieść filmowa jest momentami zbyt mało oczywista i zbyt skomplikowana, a przeplatające ją momenty z piosenkami są proste i banalne. I stąd to rozjechanie formy i treści.

Dla czytelników Krytyki Politycznej historia trzech kobiet, które dostają dokument nakazujący opuszczenie domu, to odwołanie do znanych warszawskich przypadków „odzyskiwania” nieruchomości „przez byłych właścicieli”, a w zasadzie przez podejrzanych typów raczej. Ci, którzy znają temat, natychmiast go zrozumieją, ci, którzy go nie znają, z filmu raczej nie dowiedzą się, o co chodzi.

Dziewczyny malują na murach. Ale po co? Co chcą tym załatwić? Tego mogę się domyślić, ale raczej z lektur i innych tekstów kultury, a nie z filmu.

Kobiety mieszkają w domu, który trafił do nich w niecodziennych okolicznościach. Dziś dom chce „odzyskać” mężczyzna bliźniaczo podobny do przedwojennego właściciela (obie role gra Antoni Pawlicki). Jakie kierują nim motywacje? Domyślam się, że żądza zysku. Ale znów nie wiem, czy to film mi to opowiedział, czy może raczej nadmiar lewackich lektur.

Wiele z tych wątpliwości mogłyby dopowiedzieć piosenki. A piosenek jest w filmie masa. Są świetne, bo to polskie klasyki. Trochę męczą po godzinie, bo jednak odegrane na jedno kopyto polskie przeboje mogą zadziałać na weselu, do tańca, ale nie do oglądania i słuchania w kinie. I tu znów dochodzi do rozjechania – piosenki coś tam dopełniają, oddają nastrój postaci, ale też na musical idzie się w dużej mierze dla piosenek właśnie, więc wymagania miałam większe. Podobne oczekiwania widzowie mogą mieć do scen tanecznych. W końcu naoglądaliśmy się Tańców z gwiazdami i innych talent show, więc taniec zdążyliśmy szczerze pokochać.

Wspaniale bawiłam się, oglądając sceny tańca w deszczu na boisku piłkarskim, sceny tańca dziewczyn, koleżanek Zosi. Zawadiackość młodych bohaterek bliska jest niekiedy klimatowi Cwaniar Sylwii Chutnik. W ogóle #WszystkoGra jest dość „cwaniarowate” i to też jeden z powodów, dla których warto – na Cwaniary czekając – film zobaczyć.

Czemu polecam zobaczenie filmu, na który wylałam przed chwilą wiadro pomyj? Nie tylko dlatego, że pojawia się w nim wspaniała scena, w której jedna z bohaterek siedzi w ogrodzie i czyta Kapitał w XXI wieku Thomasa Piketty’ego. Choć nie ukrywam, że ta scena mnie i moich przyjaciół z Krytyki Politycznej szczerze wzruszyła. Polecam #WszystkoGra, bo niektóre filmy, które nie przechodzą testu gwiazdek w rankingu, warto znać. Ten do takich należy. Bo piłkarz Staszek Borucki (Sebastian Fabijański) tańczący z Romą, a nie jej córką to coś, co się w kinie  zdarzazdecydowanie za rzadko. Bo zawadiackie dziewczyny są świetne. A jak wywracają się na placu Defilad pod barem Studio w kałuże, są genialne.

Ten film ma w sobie sporo energii girl power. W dzisiejszych czasach niczego nam bardziej nie trzeba niż właśnie ładującej akumulatory energii. A że się film czasem rozjeżdża. No cóż. Nikt nie jest doskonały.

 

**Dziennik Opinii nr 127/2016 (1277)

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij