Film

Sąd ogląda „Jesteś Bogiem”

Czy film Leszka Dawida o Paktofonice narusza dobra osobiste pierwszego menedżera zespołu i producenta muzycznego Krzysztofa Kozaka? O tym ma rozstrzygnąć sąd w Poznaniu.

Kozak skierował pozew przeciwko producentowi filmu, Studiu Filmowemu „Kadr”. Pierwsza decyzja już jest: sąd zakazał rozpowszechniania filmu na DVD i innych nośnikach elektronicznych, a projekcje w kinach ma poprzedzać informacja, że film „może stanowić naruszenie dóbr osobistych” Kozaka. W ten sposób głośny obraz o Magiku, Rahimie i Fokusie dołączył do innych utworów artystycznych objętych sądowymi zakazami, takich jak film Henryka Dederki Witajcie w życiu o korporacji Amway i jej sekciarskich metodach czy Nocnik Andrzeja Żuławskiego, który zaskarżyła była partnerka reżysera, Weronika Rosati.

Na szczęście czasy nieograniczonych zakazów, oznaczających w praktyce cenzurę prewencyjną, już się skończyły: w 2010 roku Sejm znowelizował kontrowersyjny przepis o zabezpieczeniu powództwa i dzisiaj można zablokować publikację najwyżej na rok. Poznański sąd ograniczył się do sześciu miesięcy, co w przypadku filmu kinowego, który dopiero co miał premierę, nie jest szczególnie dotkliwą karą. Pozostaje jednak otwarte pytanie, czy sala sądowa to dobre miejsce na debatę o tym, co w filmie czy literaturze jest faktem, a co fikcją, i czy polski wymiar sprawiedliwości jest przygotowany na rozstrzyganie tego typu spraw.

Krzysztof Kozak, właściciel firmy RRX, twierdzi, że został w filmie nieprawdziwie pokazany jako cwaniak, gangster i pirat muzyczny. Rzeczywiście, pierwszy menedżer Paktofoniki, występujący w filmie pod nazwiskiem Krzysztof Koza (gra go Piotr Nowak), nie jest miłym mecenasem kultury. To zachłanny menago z epoki wczesnego polskiego kapitalizmu, który w bezwzględny sposób eksploatuje chłopaków. Za śmiesznie niską zaliczkę nagrywają dla niego materiał w studiu, a kiedy domagają się pełnej zapłaty, niemal rozjeżdża ich swoim terenowym samochodem. Później nagrania bez ich wiedzy ukazują się na płycie, którą przywozi im z Empiku nowy menedżer Gustaw (Arkadiusz Jakubik).

W oświadczeniu opublikowanym zaraz po premierze filmu Kozak twierdzi, że nigdy nie płacił Paktofonice, bo…. nie był jej wydawcą. Owszem, w 1998 roku doprowadził do nagrania w katowickim studiu trzech kawałków, ale nie podpisał z zespołem kontraktu, nie odebrał nawet cyfrowych kopii nagrań. Ponieważ nie dogadał się z muzykami na temat honorariów, zrezygnował z wydania płyty, zażądał tylko zwrotu kosztów próbnego nagrania.

W mojej opinii opowieść Kozaka potwierdza tylko pokazany w filmie Dawida obraz dzikiego rynku muzycznego końca lat 90.: Paktofonika nagrywa w studio bez umowy, producent, zamiast im zapłacić, domaga się jeszcze zwrotu zainwestowanych w nagranie pieniędzy. Można powiedzieć, że filmowa wersja jest dużo łagodniejsza: chłopcy jednak dostają parę stów. Nie ulega wątpliwości, że producenci w latach 90. eksploatowali muzyków, zabierając dla siebie większość zysków. Wybuch mody na hip-hop wygenerował ogromny rynek i wielkie pieniądze, którymi przemysł muzyczny niechętnie dzielił się z artystami.

Mówił o tym w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” AbradAb z Kalibra 44, formacji, w której Magik zaczynał: „Na pewno artyści przy takiej ilości sprzedanych płyt powinni zarobić dużo więcej. Patrząc na swoje dawne umowy, to ten procent był skandaliczny, a do tego jeszcze dzielony na trzy lub cztery osoby. Nie byliśmy jednak wyjątkiem, wiele innych zespołów, nie tylko hiphopowych, miało podobne historie”.

W tej sprawie nie chodzi jednak o prawdę filmu, ale prawdę postaci: sąd będzie musiał rozstrzygnąć, czy Koza z filmu Leszka Dawida jest tożsamy z panem Kozakiem, czy też jest postacią fikcyjną. Według Studia „Kadr” jest to bohater fikcyjny. Film zaopatrzony jest w standardową formułę: „Fabuła filmu, choć oparta na faktach, stanowi artystyczną interpretację zdarzeń, losów i postaci w nim przedstawionych”. Kierownictwo Studia „Kadr” twierdzi w swoim oświadczeniu, że zachowania i postawy ludzi związanych z wydawniczym rynkiem muzycznym końca lat 90. były jedynie inspiracją w procesie kreowania postaci Kozy.

W Jesteś Bogiem jest więcej takich fikcyjnych konstrukcji i przetworzeń: Rahim i Fokus w rzeczywistości poznali Magika dużo wcześniej, niż to pokazano w filmie, scena, w której Magik szuka piętnastu złotych na przedłużenie sesji nagraniowej (bo w kolejce do studia czeka inny zespół) zdarzyła się także gdzie indziej. Ale takie są prawa fabuły, która kondensuje akcję, wykorzystuje skrót, emocję, mocny efekt, aby zbudować artystyczny obraz świata.

Jak mówi dr Ireneusz Kamiński, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, sąd powinien wziąć pod uwagę szczególny wymiar wypowiedzi artystycznej, która posługuje się fikcją i przerysowaniem. – Istnieją oczywiście granice ochrony dobrego imienia, ale ograniczenia należy nakładać w wyjątkowych sytuacjach, gdy zarzut naruszenia dóbr osobistych zostanie bardzo mocno wykazany – mówi prawnik.

Pozostaje mieć nadzieję, że poznański sąd zrozumie, że ma do czynienia z fabułą, a nie dokumentem, i nie będzie oceniał filmu Jesteś Bogiem pod kątem jego literalnej zgodności z faktami.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Roman Pawłowski
Roman Pawłowski
Krytyk teatralny, publicysta
Krytyk teatralny, literacki, telewizyjny i filmowy, publicysta. Autor dwóch antologii polskiego dramatu współczesnego "Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne" (2003) i "Made in Poland" (2006) oraz leksykonu "New Polish drama. Polish drama in the face of transformatio" (2008).
Zamknij