Film

Miłość w pułapce banałów

Do historii o gwałcie dostajemy niepasujący tu w ogóle schemat odnowy małżeństwa przez zdradę. O najnowszym filmie Sławomira Fabickiego pisze Jakub Majmurek.

Miłość Sławomira Fabickiego jest przykrą klęską, całkowitą pomyłką artystyczną i intelektualną. Po seansie zostaje wyłącznie złość na zmarnowany przez reżysera temat. Zamiast – jak się można było spodziewać – filmu o splocie władzy, seksu, ekonomicznych nierówności i (nie wyłącznie seksualnej) przemocy w świecie polskiej, ciągle niedorobionej klasy średniej, otrzymujemy sentymentalną, łzawą, szalenie konserwatywną apologię małżeństwa. Żeby było jasne, nie jestem z zasady przeciwnikiem nawet najbardziej konserwatywnych apologii małżeństwa na ekranie. Czasem wychodzą z tego filmy wybitne – Moja noc u Maud i Miłość po południu Erica Rohmera, Oczy szeroko zamknięte Kubricka i wiele innych, wymieniać można długo. Jednak gdy konserwatyzm łączy się z źle dopasowanymi filmowymi kliszami, sztampą, reżyserską, aktorską i wizualną bylejakością, filmu nic nie jest już w stanie uratować.

Fabicki układa swoją historię, posługując się znanym z kina schematem historii o kryzysie w związku będącym okazją do odnowienia małżeństwa. Skonsumowana lub nie pokusa, nagła, przelotna erotyczna fascynacja trzecią osobą uświadamiają  w filmach tej konwencji obu małżonkom, jak ważne są dla nich ciągle łączące ich więzy i uczucia. Fabicki próbuje zaprząc tu do pracy ten schemat, ale że u początku opowiadanej przez niego intrygi stoi nie zdrada, erotyczna pokusa, ale gwałt, schemat ten musi zazgrzytać. I zgrzyta – można odnieść wrażenie, że reżyser sięga po znany i oswojony schemat, jakby bał się historii, która może się rozwinąć z otwarcia filmu.

Przemoc w raju ITI

Bo film zaczyna się bardzo ciekawie. Młode małżeństwo z klasy średniej na prowincji. On chyba inżynier (Marcin Dorociński) imieniem Tomek i jego żona, pracująca w ratuszu Marysia (Julia Kijowska). Mają mały schludny domek w małym, ładnym miasteczku (jak z folderu o Polsce rozwijającej się dzięki umiejętnemu wykorzystaniu unijnych środków). Robią kariery na jego miarę, spodziewają się dziecka – Marysia ma rodzić za kilka tygodni. Do Marysi wyraźnie zaleca się jej szef, prezydent miasta (Adam Woronowicz). Marysia chce odejść z pracy i zatrudnic się w firmie Tomka. On namawia ją, by poczekała i wykorzystała względy prezydenta dla załatwienia jego firmie korzystnego rozstrzygnięcia lukratywnych (na skalę świata bohaterów) przetargów. Pewnego dnia do Marysi do domu przychodzi jej szef. Narzuca się jej, nie przyjmuje do wiadomości granic, jakie stawia kobieta, w końcu dochodzi do gwałtu.

Z takiego punktu wyjścia można zrobić świetne kino. Zwłaszcza, że postacie nie są tu stereotypowe. Prezydent miasta wcale nie jest silną, patriarchalną figurą, przekonaną, że prawo do ciał podległych mu służbowo kobiet to jego nowoczesne droit du seigneur. Jest słaby, w swoich nachalnych zalotach do Marysi (maile, smsy, kwiaty, nieudolne komplementy) raczej żałosny, groteskowy, smutny. A jednak to on okaże się sprawcą, gwałcicielem, to po jego stronie stoi władza, wszelkie związane z nią przewagi i przemoc. Rozwijając taką historię, ile by można powiedzieć o współczesnej Polsce! O relacjach władzy i płci, przemocy ukrytej w pozornie czystym, ładnym i pachnącym świecie klasy średniej. Jakże ciekawy formalnie i wizualnie film można było zrobić, wychodząc od początkowo pastelowo-ikeowego, wyjętego z produkcji ITI świata bohaterów i odkrywając ukrytą w nim przemoc, żądzę, nagą, arbitralną władzę, struktury dominacji.

Fałszywa ofiara

Tego wszystkiego nie ma jednak na ekranie. Do historii o gwałcie dostajemy niepasujący tu w ogóle schemat odnowy małżeństwa przez zdradę. W efekcie, choć ofiarą jest Marysia, to na ekranie głównie obserwujemy cierpienie jej męża Tomka. Zachowuje się on tak, jakby padając ofiarą gwałtu, żona zdradziła go i zraniła jego męski narcyzm. Ta postawa bohatera w żaden sposób nie jest przez film problematyzowana, przedstawia się ją jako zupełnie naturalną reakcję.

Przez większość filmu Tomek snuje się więc zraniony po ekranie, stroi urażone miny (Marcin Dorociński zalicza chyba swoją najgorszą kinową rolę), wyprowadza się z domu, upija się, zalicza one night stand z przypadkowo poznaną kobietą, wraca do domu, nie odzywa się do żony, śpi na kanapie.

A Marysia? Marysia cierpliwie to znosi, w trudnych chwilach przynosi Tomkowi zimne piwo w puszce. Gdy zamiast nasuwającego się w takiej sytuacji „dziękuję”, słyszy „nie wiem, czy cię jeszcze kocham”, cierpliwie czeka, aż jej mąż się zdecyduje.

Zmarnowany talent?

W końcu małżeństwo godzi się ze sobą, kulminacją tego jest moment chrztu córki Tomka i Marysi – Ilony Marii. Kamera odjeżdża od rodzicielskiej pary trzymającej niemowlę nad chrzcielnicą ku drzwiom świątyni, przez które do wnętrza kościoła bije niezwykle intensywne, słoneczne światło. Czy światło to duch święty, boża miłość, transcendentny, horyzontalny wymiar odnowionej małżeńskiej więzi bohaterów? 

Dlaczego twórca bez wątpienia utalentowany kręci coś takiego? Dyplomowy film Fabickiego, świetna, inspirowana brytyjskim kinem społecznym, Męska sprawa, walczyła o Oscara. W Miłości zupełnie zginął widoczny w etiudzie pazur, drapieżne wyczucie rzeczywistości, chęć złapania jej na gorącym uczynku. Zamiast tego lądujemy w pseudo-duchowej, moralistycznej papce, która wygląda jak nieśmieszna parodia tego, co najgorsze w filmach Krzysztofa Kieślowskiego czy innego „uduchowionego” po polsku twórcy.

Jakie instytucjonalne mechanizmy sprawiają, że tak marnujemy nasze talenty? Dlaczego reżyser nie miał choćby agenta, który powiedziałby mu: „Zaczekaj, co ty w ogóle kręcisz?!”. To w zasadzie jedyne interesujące pytania, jakie zostają po seansie tego filmu.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij