Film

Majmurek: Bez obciętego ucha w trawie [recenzja]

„Zaginiona dziewczyna” to jeden z najbardziej przenikliwych portretów Ameryki w kryzysie.

Nowy film Davida Finchera sprawia recenzentowi nie lada problem. Nie z oceną – to bez wątpienia świetne kino, jedno z lepszych dzieł reżysera. Z czystym sumieniem je polecam. Problem tkwi w czymś innym: film opiera się na zaskoczeniu, zawiera niespodziewane zwroty akcji. Sam oglądałem go bez świadomości tego, co się stanie, i nie chcę nikomu odbierać tej przyjemności. Z drugiej strony trudno o nim na poważnie pisać (poza kategoriami fajny/niefajny), nie zdradzając przebiegu akcji. Zaginiona dziewczyna oparta jest zresztą na powieści Gillian Flynn, którą kupiło blisko dziesięć milionów osób. A z cztery razy tyle pewnie gdzieś słyszało, o co w niej chodzi. Dlatego proponuję pewien kompromis. Oto dwie wersje recenzji: tutaj przeczytasz tę zawierającą spojlery, a poniżej tę zdradzającą mniej.


***

Film zaczyna się współcześnie na amerykańskiej prowincji, w małym miasteczku North Carthage położonym w sercu kontynentu, w stanie Missouri. Poznajemy młode małżeństwo, Nicka (Ben Affleck) i Amy (Rosamund Pike). Właśnie przypada piąta rocznica ślubu. Nick wychodzi rano z domu do baru, który prowadzi ze swoją siostrą bliźniaczką. Gdy wraca, Amy nie ma, a dom wygląda, jakby ktoś się do niego włamał. Zaniepokojony zawiadamia policję. Rusza śledztwo.

Równolegle z jego postępami obserwujemy retrospekcje z punktu widzenia Amy, ukazujące przeszłość małżeństwa. Poznanie się pary na hipsterskiej domówce w Nowym Jorku, życie w Wielkim Jabłku w artystyczno-medialnym środowisku, aspiracje zniszczone przez amerykańską gospodarkę. Zaginiona dziewczyna jest bowiem jednym z najbardziej przenikliwych w kinie hollywoodzkim portretów Ameryki w kryzysie. I to ukazanym z perspektywy ciągle rzadko obecnej w kinie, a pewnie bliskiej wielu czytelnikom tego portalu: trzydziestolatków, rozbitków z klasy kreatywnej, wykończonych przez kryzys i ewolucję internetową z jej ekspansją darmowych treści.

Słuchając tyrad Bena Afflecka przeciw tej nowej gospodarce, zastanawiamy się, czy nie pisał mu ich jakiś amerykański Wojciech Orliński.

Nick w Nowym Jorku pracował jako autor w magazynach dla mężczyzn. Pisał o filmach, muzyce, popkulturze i lajfstajlu. Za pieniądze. Kryzys i dostępność wszystkich tych treści za darmo zlikwidowały jego miejsce pracy. Podobnie było z Amy, absolwentką psychologii na Harvardzie układającą psychologiczne quizy dla prasy. Dostępność terabajtów darmowych quizów w sieci radykalnie zlikwidowała popyt na jej usługi. Rodzice Amy zostawili jej pieniądze pozwalające przez kilka co najmniej lat nie martwić się młodemu małżeństwu o środki do życia. Ale i ten fundusz pod wpływem kryzysu szybko wyparował.

W dyskusji towarzyszącej dwudziestej rocznicy emisji pierwszego odcinka Przyjaciół krytycy zwracali uwagę, że był to ostatni ważny serial, który mógł się gładko wpisać w popkulturowy mit Nowego Jorku jako miejsca, gdzie się przyjeżdża, by piąć się w życiu w górę, by odnieść sukces. W Zaginionej dziewczynie widzimy, jak ten mit rozpada się na naszych oczach. Dla sfrustrowanej dwójki bohaterów śmiertelna choroba matki Nicka okazuje się szansą, by uciec z miasta, gdzie nic już na nich nie czeka. Ale i Missouri nie jest miejscem, do którego by warto uciekać.

Fincher i Flynn dekonstruują bowiem nie tylko mit Nowego Jorku, ale także amerykańskich przedmieść. North Carthage, gdzie mieszkają Nick i Amy, nic nie ma wspólnego z sielskimi obrazami rodem z pierwszego Kevina samego w domu. Tylko że w przeciwieństwie do Blue Velvet, przedmieścia z Z zaginionej dziewczyny nie potrzebują zbliżeń robactwa i obciętego ucha w trawie, by ujawnić swoje demoniczne oblicze. Niesamowite, straszne, makabryczne są od samego początku.

Nick i Amy wynajmują wielką, kiczowatą willę (McMansion, jak przyjęło się je określać za oceanem), projektowanej na znacznie lepsze gospodarczo czasy. Dzielnica takich rezydencji, gdzie mieszkają, jest wyludniona jak makieta do symulacji ataków jądrowych wyjęta z filmu z lat 50. Ostatni lokatorzy walczą z kredytami hipotecznymi, na ogół na próżno. Banki przejmują kolejne nieruchomości, ale nie mają na nich kupców – nikogo nie stać na takie domy. W pustostanach koczują bezdomni.

W North Carthage nic się nie produkuje. O żadnym przemyśle od dekad nie ma nawet mowy. W czasach Reagana wybudowano w miasteczku wielkie centrum handlowe – to ono przez lata dawało pracę miejscowej ludności. Teraz jednak zbankrutowało; w jego ruinach można kupić co najwyżej narkotyki i broń od czających się po dawnych food courtach drobnych przedsiębiorców z czarnego rynku. W Szklanym sercu Wernera Herzoga arystokrata z początku wieku XIX pyta sam siebie: „Czy fabryki zmienią się kiedyś w majestatyczne ruiny, świadczące o dawnej przeszłości tak, jak dziś ruiny średniowiecznych zamków?” Jak wiemy, dawno się już zmieniły. Zaginiona dziewczyna rozgrywa się w świecie, gdzie fabryki już dawno zamieniono na lofty lub zaorano, a symbolami dawnej, szczęśliwszej przeszłości stają się nawet ruiny supermarketów.

Siła nawyku

W filmie pada też trzeci mit: ponowoczesnego małżeństwa, które miało być partnerskie, szanujące wolność i autonomię każdej osoby, nienakładające na małżonków ograniczeń w autoekspresji itd. Tu się okazuje, że zmieniło się ono w toksyczną relację, tak dobrze znaną poprzednim generacjom.

Nick i Amy wracają do tych samych zachowań, którymi gardzili, widząc je w pokoleniu swoich rodziców. Siła nawyku jest większa niż społecznej zmiany

Ten rozpad obserwujemy z dwóch perspektyw: Amy i Nicka. W świecie bohaterów wszystko jest pewnym projektem: edukacja, praca, kariera, tożsamość, przyjaźń i relacje intymne. Biografia nie jest niczym innym niż projektem projektów. Bohaterowie nie tyle zakochują się tu w sobie, ile w możliwościach, jakich projekt każdego z nich niósł dla drugiego.

Projekty mają jednak to do siebie, że nie zawsze wychodzą. A pokoleniu Nicka i Amy trudno radzić sobie z tą klęską. Gdy Amy znika, jej małżeństwo jest już w głębokim kryzysie; być może w ogóle tak naprawdę nie istniało. Filmowym związkom towarzyszą różne piosenki. Ta para mogłaby mieć chyba tylko jedną: Love will tear us apart. Zresztą otwierająca ją strofa: „When routine bites hard / And ambitions are low / And resentment rides high / But emotions won’t grow”, doskonale oddaje nie tylko naturę ich relacji, ale całą ich egzystencjalną sytuację. I ich klasy społecznej, która na obiecujące wyjście z kryzysu „yes, we can” odpowiada głuchym milczeniem.

Gwiazda odnaleziona

Wszystko to udało się Fincherowi włożyć w koronkową filmową robotę. Gra tu wszystko: od precyzyjnej reżyserii, przez zdjęcia Jeffa Cronenwetha, po casting nawet trzeciego planu. Największym zaskoczeniem jest wspaniała rola Rosamund Pike. Brytyjska aktorka (gra tu bez śladu akcentu) pokonała w walce o tę rolę o wiele bardziej utytułowane aktorki: Natalie Portman, Charlize Theron, Olivie Wilde. Wybór okazał się świetny. Nie można sobie wyobrazić innej Amy.

Do tej pory talent Pike marnował się w słabych Bondach (rola demonicznej królowej śniegu w Śmierć nadejdzie jutro) czy adaptacjach gier komputerowych. W adaptacji Dumy i uprzedzenia zagrała jedną z nudnych sióstr Bennet, stanowiących tło dla Elizabeth odtwarzanej przez Keirę Kinghtley. Zaginiona dziewczyna jest więc jednocześnie odnalezieniem gwiazdy.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij