Film

Mężczyźni też doświadczają gwałtów. A w „Bridgertonach” gwałt na mężczyźnie to taka małżeńska kłótnia

„Bridgertonowie”, najnowszy hit Netflixa, to serial reklamowany jako progresywna wersja XIX-wiecznych romansów. I rzeczywiście – porusza kwestię braku równouprawnienia kobiet, tworzy ahistoryczne społeczeństwo zróżnicowane rasowo i przedstawia sporo konsensualnego seksu. W tym kontekście to, co może nas uderzyć w szóstym odcinku, dotyka jeszcze mocniej. (Uwaga: spoilery).

Ale od początku. Akcja serialu, który powstał na podstawie serii powieści Julii Quinn, rozgrywa się w XIX-wiecznym Londynie i opowiada o Daphne Bridgerton (Phoebe Dynevor), młodej, niedoświadczonej dziewczynie z wyższych sfer, która poznaje niedostępnego, tajemniczego księcia, Simona Basseta (Regé-Jean Page). Oczywiście, mimo wielu przeszkód wszystko zmierza ku wielkiej miłości. Zakochani w końcu się całują, zauważa to brat dziewczyny, a co gorsza – nieżyczliwa znajoma, muszą się więc pobrać, bo książę splamił młodą dziewczynę i nikt inny nie będzie jej po tym chciał.

Jest to więc wciąż ten sam model, co w tradycyjnym romansie: młoda dziewczyna, śliczna i niedoświadczona, poznaje starszego, doświadczonego, przystojnego mężczyznę. Ona jest uosobieniem tego, co stereotypowo kobiece: delikatna, wiotka, niewinna. On tego, co męskie: umięśniony, wysoki i bardzo bogaty. On nie chce się ustatkować, ona bardzo. On nie chce mieć dzieci, ona bardzo. On jako dziecko został odrzucony przez ojca, któremu w chwili jego śmierci poprzysiągł w akcie zemsty, że nigdy nie będzie miał potomków, co oznaczałoby wygaśnięcie rodu. Przyszłej żonie mówi, że dzieci mieć nie może.

Ona nie wie nic o seksie, więc po ślubie on ją wszystkiego uczy od zera. Za każdym razem na koniec stosunku wychodzi z niej i ejakuluje poza nią (nieskuteczność stosunku przerywanego jako metody antykoncepcji to osobny temat). Ona jest przekonana, że tak po prostu wygląda seks. Nie wie, w jaki sposób niezamężna dziewczyna może być w ciąży, skąd więc może wiedzieć, co konkretnie w stosunku sprawia, że zachodzi się w ciążę?

Gdy w końcu dowiaduje się, skąd się biorą dzieci, jest wściekła. Czuje, że mąż ją oszukał – jego „nie mogę” zrozumiała jako fizyczną niemożliwość, nie decyzję. W trakcie stosunku przejmuje inicjatywę i ujeżdża męża, póki on nie zacznie dochodzić. Przed wytryskiem on mówi: „czekaj, czekaj”, stara się ją zatrzymać – ale ona na to nie zważa. Doprowadza go do orgazmu, mężczyzna kończy w niej, a ona po wszystkim wypomina mu oszustwo i odchodzi obrażona.

I to jest po prostu gwałt. Każdy stosunek bez zgody to gwałt. Mężczyzna nie wyraził zgody na wytrysk w pochwie – a zatem jest to stosunek bez zgody. Co więcej, on wyraźnie dawał znaki sprzeciwu. Kobieta go zgwałciła.

Przebaczyć swojej ofierze

Po gwałcie nastają między nimi burzliwe chwile. To, co zrobiła dziewczyna, w ogóle nie jest uznawane w fabule za winę. To on jest tu winny. Ona jest na niego wściekła, robi mu wyrzuty. A on zaczyna rozumieć, jak bardzo ją skrzywdził, nie wyjaśniając jej dokładnie sytuacji, przez co ona wylądowała w małżeństwie, na które być może by się nie zdecydowała, gdyby miała pełną wiedzę. Całość jest ustawiona tak, by to jej współczuć, a na niego być złym.

Jego zachowania, które można interpretować jako reakcje na traumę – odcinanie się od żony, rezygnacja z seksu, natłok emocji, zagubienie – bohaterka (i twórcy filmu) interpretują jako dalszą krzywdę, którą wyrządza dziewczynie. Bo nie chce być obok niej i z nią mieszkać.

Ostatecznie bohaterce udaje się zrozumieć jego historię i przyrzeczenie dane ojcu, więc mu przebacza. Gwałcicielka przebacza zgwałconemu mężczyźnie, że po gwałcie się od niej odsunął. A po wszystkim jakby nigdy nic decydują się na dzieci – obietnica złożona ojcu na łożu śmierci przestała mieć dla niego znaczenie, a wszystkie traumy magicznie zniknęły. Bez żadnego przepracowania. Jak to się stało? Po prostu poddał się potrzebom żony.

Ten happy end przypomina happy endy klasycznych filmów kina hollywoodzkiego, w których kobiety żyły długo i szczęśliwie z mężczyznami, którzy najpierw w ramach „podrywu” je stalkowali, porywali czy molestowali, jak to miało miejsce np. w kilku popularnych filmach z Harrisonem Fordem, m.in. w Gwiezdnych wojnach (na co wskazywał Pop Culture Detective w swoich filmach). I to uchodziło za najromantyczniejszą z miłości.

Jak w 365 dni spieprzyć całą pracę na rzecz ofiar gwałtu? Poradnik Blanki Lipińskiej

Oczywiście, mężczyzna także wykorzystał dziewczynę – i to zostaje przedstawione w filmie bardzo wprost. Bohaterka nie miała pojęcia, czym jest seks, a on wygodnie skorzystał na tym, by najpierw wyznać, że nie może mieć dzieci – mimo że mógł wiedzieć, że dla niej to niejasne stwierdzenie – a następnie kończyć stosunki poza nią bez narażania się na pytania czy wątpliwości w tej sprawie z jej strony. Dziewczyna nie wiedziała, że skończenie w pochwie może prowadzić do zapłodnienia, a on wykorzystał tę niewiedzę. Czy gdyby miała wiedzę z zakresu seksualności i została w pełni poinformowana o postanowieniu mężczyzny, zdecydowałaby się na to małżeństwo i kolejne stosunki? Bohaterka z całą pewnością dawała nieświadomą zgodę (uninformed consent) – nie miała świadomości na temat seksu – przez co ich stosunki były stosunkami bez świadomej zgody. Więc gwałtami.

To ważne kwestie, które zostają przed nami postawione dzięki serialowi. Twórcy bardzo świadomie grają tu na tych wątpliwościach i dają do myślenia. To potrzebny wątek, po którym mogłaby się rozpocząć dyskusja o tym, czym jest nie tylko zgoda, ale także świadoma zgoda. Tym bardziej dziwi więc przeoczenie gwałtu, którego na mężczyźnie dokonuje kobieta.

Bridgertonowie to sprawnie nakręcony serial, który potrafi wciągnąć, wzruszyć i rozemocjonować. Ale – mimo starań twórców widocznych w innych wątkach – nie jest to nadmiernie feministyczny przekaz, bo wraz z wyczuleniem na przemoc wobec kobiet nie przyszło wyczulenie na przemoc na mężczyźnie, której dokonuje kobieta.

Nie ma zgody, jest gwałt. Proste!

Gwałt jako „odzyskanie kontroli”?

W wielu recenzjach serialu nie wspomniano w ogóle o tej scenie, jakby gwałt był nieistotnym szczegółem. Pojawiły się wręcz interpretacje, że ta scena to „odzyskanie kontroli” przez dziewczynę. Przedstawienie gwałtu jako odzyskania kontroli czy sposobu emancypacji to jakaś makabra.

Gdy część zagranicznych widzów i mediów w reakcji na tę scenę wprost nazywała to zdarzenie gwałtem (dyskusja ta toczyła się już zresztą wcześniej wokół powieściowego pierwowzoru serialu), ze strony innych zaczęła się zaciekła obrona arystokratki: że to nie gwałt, bo mężczyzna wyraził zgodę na stosunek; kobieta jest za drobna, żeby go przymusić; gwałt to tylko stosunek z użyciem siły, a on w każdej chwili mógł ją zrzucić; za cicho wyraził sprzeciw; są małżeństwem, a poza tym zmuszenie mężczyzny do dokończenia w pochwie to nie gwałt. I że takie twierdzenie obraża „prawdziwe ofiary gwałtów”.

To wszystko są sposoby na obwinianie ofiary za gwałt. Żaden z tych argumentów nie sprawia, że gwałt przestaje być gwałtem. Mężczyzna wyraził zgodę na stosunek, ale nie na skończenie w pochwie. Mógł nie zrzucić kobiety z mnóstwa powodów: szok, strach, niepokój, zaskoczenie, troska o jej dobro. To były sekundy. Do tego właśnie szczytował. I nikt nie jest w stanie powiedzieć „ja na jego miejscu…” – bo nie był na jego miejscu. W momencie traumy organizm działa inaczej niż zwykle. Nie podejmujemy decyzji logicznie i racjonalnie – uruchamiają się mechanizmy obronne zamiast przemyślanych zachowań. Nikt nas nie uczy reagować w chwili gwałtu – ani kobiet, ani mężczyzn. Tych reakcji jest tyle, ile gwałtów.

Jak powinna się zachowywać ofiara gwałtu, żeby jej uwierzono?

czytaj także

Wyobraźmy sobie, że to mężczyzna jest na kobiecie, a ona mówi „czekaj, czekaj”, macha głową i próbuje się wydostać – czy mielibyśmy jakiekolwiek wątpliwości, że to gwałt? Dlaczego zatem, gdy jest odwrotnie, tak wiele osób – także mężczyzn – kwestionuje, że doszło do gwałtu?

Gwałt jest taki niemęski

W komentarzach dotyczących tej sceny, jak zawsze w sytuacji przemocy seksualnej na mężczyznach, pojawiły się głosy: „każdy mężczyzna chciałby być zgwałcony” czy „ja nie miałbym nic przeciwko zgwałceniu przez taką dziewczynę”. Dla mężczyzn pisanie takich komentarzy to często pokaz męskości, niekończącego się libido i testosteronu. „Oto prawdziwy mężczyzna, zawsze ma ochotę na seks i jest silniejszy od jakiejś tam kobiety, więc nie można go zgwałcić”.

Bo gwałt jest dla kobiet. Gdy mężczyźni zostaną zgwałceni, słyszą nie tylko, że są słabi, nie umieli się obronić i są winni – to słyszą też kobiety – ale i że są niemęscy. „Baba cię zgwałciła?!” Nagle w oczach społeczeństwa stają się kimś w rodzaju kobiety, kimś nawet gorszym – więc należy się im najwyższa pogarda. Bo przecież „prawdziwy mężczyzna” nie może być zgwałcony. Gwałty mają dotyczyć tylko kobiet, mają odbywać się przez penisa – narzędzie zbrodni. A tu mamy gwałt, w którym mężczyzna penisem penetruje – a jednak to on jest gwałcony przez kobietę, którą penetruje.

Te mity tkwią bardzo głęboko w naszej kulturze i normalizują przemoc seksualną wobec mężczyzn. Sprawiają, że mężczyznom trudno mówić o gwałtach. Że samo przyznanie się do niego jest degradacją do roli „niemęskiej” – więc „kobiecej”. Gwałt na mężczyznach to co najwyżej temat na żart, np. o gwałtach w więzieniach („nie schylaj się po mydło”), a nie na poważne traktowanie.

Tak nie wygląda ofiara

Co więcej, ofiara gwałtu w serialu Netflixa to uprawiający boks postawny czarny mężczyzna, postać, która w filmach i literaturze zdecydowanie częściej jest przedstawiana jako sprawca gwałtu niż zgwałcony. Stereotyp czarnego gwałciciela wyrasta z na wskroś patriarchalnej i rasistowskiej kultury, podobnie jak stereotyp obcego nożownika wyskakującego zza krzaków, który najczęściej ma być niezamożnym, źle wyedukowanym „dresiarzem”. Tak działa połączenie dyskryminacji osób po gwałtach z dyskryminacją osób z grup nieuprzywilejowanych. Gdy pojawia się sprawa gwałtu, od razu pierwszymi podejrzanymi są czarni (jak w historii, która stała się podstawą serialu Jak nas widzą) czy niezamożni (jak Tomasz Komenda). W ten sposób uprzywilejowani wykorzystują sprawę zgwałceń, by poniżać nie tylko ofiary, ale i tych mniej uprzywilejowanych.

A gdy okazuje się, że gwałcicielem jest bogaty człowiek, elity robią wszystko, żeby go bronić i nie pozwolić, by ktokolwiek pomyślał, że bogaty mężczyzna może zgwałcić. Pieniądze latami mogą chronić oprawców przed konsekwencjami gwałtów. Harvey Weinstein, Jeffrey Epstein czy Roman Polański – to ledwie kilka przykładów.

Albo młoda biała arystokratka. Taka ładna, niewinna, dobrze wychowana i uprzejma? Jak mogłaby zgwałcić? Przecież ona nie musi gwałcić, jest śliczna. A jednak – zgwałciła człowieka.

Ludzie, którzy gwałcą

czytaj także

Kobieta też musi mieć zgodę na seks

Wiele osób uważa, że Bridgertonowie to serial feministyczny. Owszem, twórcy wyraźnie zadbali m.in. o to, żeby sceny seksu były konsensualne: mężczyzna, który ma przewagę pod właściwie każdym względem – jest większy, silniejszy, bardziej doświadczony, starszy, ma wiedzę na temat seksu i wyższą pozycję społeczną – w trakcie seksu pyta, czego dziewczyna by chciała, czy podoba jej się to, co robi, czy wszystko dobrze, zwraca uwagę na jej potrzeby. Nie brakuje tu romantyczności, spontaniczności ani ostrego seksu – a mimo wszystko jest to konsensualne.

To może być pewną wskazówką dla mężczyzn, którzy wciąż nie wiedzą, czym jest ta straszna zgoda w seksie i jak sobie z nią poradzić bez notariusza. To także duże wytchnienie po scenie gwałtu w 365 dni, która jest przedstawiona jak ostry seks. A więc w filmach może istnieć ostry seks, który nie jest gwałtem.

Przy całym tym skupieniu na uzyskaniu zgody przez mężczyznę twórcy zapomnieli jednak zadbać, by i bohaterka zadbała o zgodę ze strony partnera. Po czym z gwałtu stworzyli coś na kształt małżeńskiej sprzeczki wywołanej z winy zgwałconego. W ten sposób normalizuje się przemoc seksualną. To bardzo niepokojący wątek jak na „feministyczny” serial.

Najseksowniejsza w łóżku jest zgoda

Pojawiają się też głosy, że gwałt wynikał z nieświadomości bohaterki i XIX-wiecznej rzeczywistości. Tyle że serial powstał w 2020 roku, a nie w XIX wieku. Jestem przekonana, że większość stosunków seksualnych nie wyglądała wówczas tak konsensualnie jak te przedstawione na ekranie – mąż, który nie zakłada automatycznie, że seks w noc poślubną jest obowiązkiem żony, albo pyta ją, na co ma ochotę w seksie? To nawet współcześnie nie są oczywiste sceny, a przecież nasza wiedza o seksie i relacjach oraz wrażliwość na przemoc są na znacznie wyższym poziomie. Więc skoro już udało się uniknąć scen wykorzystania seksualnego kobiety, skoro najwyraźniej poświęcono temu sporo uwagi, to naprawdę dało się też uniknąć sceny gwałtu na mężczyźnie.

Chyba że twórcy chcieli pokazać, że brak edukacji seksualnej może prowadzić do gwałtu, bo po prostu ktoś nie wie, że się go dopuszcza. Ale w takiej sytuacji należałoby wprost wskazać, że to gwałt, a następnie nie wpisywać go w logikę małżeńskiej kłótni. Dzięki temu można by podjąć dyskusję o tym, czy można zgwałcić, nie rozumiejąc, że się gwałci, i jakie to ma skutki dla sprawczyni i ofiary – to ważna dyskusja – a nie o tym, czy przymuszenie do ejakulacji w pochwie w ogóle jest gwałtem, czy można zgwałcić mężczyznę i czy kobieta może być gwałcicielką. Bo odpowiedzi na te pytania już dawno powinny być społecznie oczywiste: tak, tak, tak.

Serial udaje więc feministyczny, a naprawdę normalizuje przemoc seksualną i bagatelizuje traumę, jaką mężczyźni mogą mieć po zgwałceniu.

Czym jest gwałt przez podstęp?

Wiele argumentów podważających to, że w serialu mamy do czynienia z gwałtem, mówi też o tym, że nie ma takiej kategorii gwałtu jak „przymuszenie do skończenia w pochwie”. To również błędne przekonanie. Przedstawiony w Bridgertonach gwałt można by sklasyfikować jako zgwałcenie przez podstęp, a konkretnie gwałt przez oszustwo związane z antykoncepcją. Ale także wykorzystanie niewiedzy dziewczyny na temat seksu mogłoby mieścić się w tej kategorii.

Czym w ogóle jest gwałt przez podstęp? W polskim prawie „podstęp” to jedna z trzech kategorii, która kwalifikuje stosunek jako zgwałcenie w art. 197 polskiego Kodeksu karnego. I o ile łatwo znaleźć przykłady zgwałceń przez „groźbę bezprawną” czy „przemoc” (dwie pozostałe kategorie), o tyle „podstęp” jest wciąż mało opisany – mimo iż jest karany taką samą karą jak zgwałcenie z użyciem groźby czy przemocy.

„Siostro, jesteśmy twoją watahą”

czytaj także

Przemoc i groźba tworzą przymus, podstęp – nie. W sytuacji podstępu ofiara jest przekonana o uczciwych zamiarach sprawcy, przez co nie czuje obawy, strachu czy szoku. W sytuacji przemocy i groźby pokrzywdzona osoba jest świadoma niebezpieczeństwa, czuje przymus. Dodatkowo ofiara podstępu najprawdopodobniej zachowałaby się inaczej, gdyby wiedziała, że jest oszukiwana. W momencie podejmowania decyzji jest przekonana, że podejmuje ją świadomie, tymczasem jest wykorzystywana i manipulowana.

Dlatego po odkryciu informacji o tym, jak wygląda stosunek, bohaterka Bridgertonów miała traumę – mimo że podejmowała te stosunki ze zgodą, ale bez świadomości. Nie było świadomej zgody. Również mężczyzna po stosunku, w którym ona go zgwałciła, miał traumę. Gdyby tylko twórcy pokazali i jedno, i drugie jako przemoc seksualną – mielibyśmy naprawdę mocne kino. Obydwoje są sprawcami – i ofiarami. Gwałcicielka zgwałciła swojego gwałciciela. Ale żadne z nich nie zrobiło tego ze świadomością i wiedzą, że gwałcą. Jak w takiej sytuacji ich traktować? Jak opisywać te gwałty?

Zgwałcenie przez podstęp stanowi najmniej jasny i najbardziej kontrowersyjny rodzaj zgwałcenia.

Marian Filar w książce Przestępstwo zgwałcenia w polskim prawie karnym definiuje zgwałcenie przez podstęp jako doprowadzenie ofiary do wyrażenia zgody na czynności seksualne poprzez wprowadzenie jej w błąd lub wykorzystanie jej błędu co do istotnych przesłanek wpływających na jej procesy motywacyjne, a także jako zachowanie sprawcy, które poprzez wprowadzenie ofiary w błąd lub wykorzystanie jej błędu powoduje, że ofiara nie jest w ogóle w stanie wyrazić decyzji woli z powodu wyłączenia jej aparatu decyzyjnego lub ruchowego.

Co to realnie oznacza?

W międzywojniu, gdy powstało obecne brzmienie zgwałcenia w Kodeksie karnym, jako przykład zgwałcenia przez podstęp podawano fałszywy ślub, po którym następował stosunek, a także podszycie się pod męża. Niektórzy karniści w latach 30. przywoływali także przypadek odurzenia lub sztucznego pobudzenia przez użycie środków pobudzających.
W polskiej doktrynie zgwałcenie przez podstęp to zwykle sytuacje gwałtu po podaniu przez sprawcę tzw. pigułki gwałtu (czy szerzej narkotyków) albo alkoholu, zwłaszcza jeśli osoba jest niedoświadczona życiowo, czyli np. ma mniej niż 18 lat, więc teoretycznie wcześniej nie piła.

W 1983 roku Sąd Najwyższy uzasadniał wyrok w zakresie gwałtu przez podstęp następująco: „Istotą podstępu w rozumieniu art. 168 § 1 k.k. jest podjęcie takich oszukańczych zabiegów, które zdolne są doprowadzić nawet rozważną, przestrzegającą zasad obyczajowości kobietę do poddania się czynowi nierządnemu. Nie stanowi przeto takiego podstępu nakłanianie pełnoletniej, znającej działanie alkoholu kobiety do picia napojów alkoholowych, chociażby nakłaniający miał na celu odbycie z odurzoną alkoholem stosunku płciowego” (8 lipca 1983 r., sygn. IV KR 124/83, LEX nr 19896).

Sąd Najwyższy dodał dalej, że gdyby chodziło o młodą dziewczynę, np. piętnastoletnią, która nie wie, jaki wpływ na organizm ludzki ma alkohol, można przyjąć podstęp po stronie sprawcy.

Sytuacje z alkoholem czy narkotykami mogłyby podpadać pod inny artykuł (198 k.k.), czyli „seksualne wykorzystanie bezradności lub niepoczytalności innej osoby”, czyli wynikający „z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem”. Kara w przypadku tego przestępstwa jest niższa niż ta za zgwałcenie. Art. 198 k.k. może dotyczyć sytuacji, których nie wywołał sprawca – to nie on podawał narkotyki lub alkohol. Art. 197 k.k., a konkretniej zgwałcenie przez podstęp, miałoby dotyczyć zaś sytuacji, w których to sprawca gwałtu powodował stan ofiary.

Znamiona zgwałcenia przez podstęp ma także wprowadzenie ofiary w błąd co do charakteru podejmowanych przez sprawcę czynności. To choćby przypadek, gdy ginekolog lub lekarz wykorzystują swoją pozycję i autorytet, by penetrować przyrządami czy nawet penisem (np. gdy kobieta jest przekonana, że to przyrząd) – a ofiara tkwi w przekonaniu, że poddaje się badaniu.

Chutnik: Popiół

czytaj także

Chutnik: Popiół

Sylwia Chutnik

Zapytałam Adama Kuczyńskiego, radcę prawnego z Fundacji Przeciw Kulturze Gwałtu, czy prowadził sprawy dotyczące zgwałcenia przez podstęp i jakie to były sprawy. – Obecnie trudno mi przywołać sprawę, która już by się zakończyła, a w której przyjęto by taką kwalifikację. Mieliśmy sprawę, w której próbowaliśmy przedstawić jako podstęp manipulację psychiczną dorosłego względem niepełnoletniej nastolatki, z którą był w związku, ale sprawa została umorzona, bo od zdarzeń minęło ponad 15 lat i to było bardzo trudne dowodowo. Dwie sprawy, w których chodziło o podanie dziewczynom narkotyków, umorzono – jedną z powodu niewykrycia sprawców (rzecz działa się w klubie i prokurator nie znalazł sprawcy), drugą, bo nie było znamion przestępstwa – parafrazując bardzo złośliwie uzasadnienie postanowienia: „to, że się ze sobą przespali, to jeszcze nie powód, żeby zawracać głowę prokuraturze”.

Czy kłamstwo w kwestii antykoncepcji to gwałt?

Ale nie tylko takie sytuacje można uznać za „gwałt przez podstęp”. Na przykład stealthing – czyli zdjęcie prezerwatywy w trakcie stosunku bez wiedzy drugiej osoby – także mieści się w kategorii podstępu, nawet – teoretycznie – zgodnie z polskim Kodeksem karnym. Prawnicy w Polsce wskazują jednak, że nie znają takiego wyroku. Ale już w Szwajcarii w 2017 roku mężczyzna został skazany za stealthing – dostał rok więzienia w zawieszeniu za gwałt.

Osoba zgadzała się na stosunek z zabezpieczeniem, a zatem stosunek bez niego jest stosunkiem bez zgody – czyli jest gwałtem. Taka scena pojawia się w świetnym serialu na HBO GO Mogę cię zniszczyć. Policjantka mówi bohaterce, że stealthing to gwałt, z czego ta nie zdawała sobie sprawy – po odkryciu jego podstępu była zła na mężczyznę, ale głównie dlatego, że musiała zdobyć tabletkę dzień „po”, a nie dlatego, że ją zgwałcił.

„Prezerwatywa? Po co? Przecież jestem zdrowy”

Jednak rodzajów gwałtu przez oszustwo związane z zabezpieczeniem i antykoncepcją jest więcej. Gwałtem w tym rozumieniu jest także twierdzenie, że stosuje się antykoncepcję hormonalną, chociaż tak nie jest. Osoba zgadzała się na stosunek z antykoncepcją, a zatem seks bez niej jest stosunkiem bez zgody; twierdzenie, że ma się zrobioną wazektomię, chociaż tak nie jest; obietnica, że wyjmie się penisa przed wytryskiem, chociaż wcale nie ma się takiego zamiaru; kłamstwo, że ma się zrobione badania na infekcje przenoszone drogą płciową – i że są negatywne.

Sytuacja przedstawiona w Bridgertonach kwalifikuje się właśnie jako gwałt przez oszustwo związane z antykoncepcją, choć może być także rozumiane jako gwałt z użyciem przemocy (gdyby uznać, że gwałt nie wynikał z oszustwa, tylko z przytrzymania w momencie wytrysku).

Z badań profesorki Kelly Davis wynika, że 23,4 proc. badanych mężczyzn przyznało, że stosowało podstęp w seksie. Najczęściej chodziło o kłamstwo w zakresie wyjęcia penisa przed wytryskiem (19,9 proc.) i w sprawie badań na infekcje (9,6 proc.). Prawie 10 proc. mężczyzn przyznało się do stealthingu, a średnio wykonali go co najmniej trzy razy w życiu. Zgodnie z tymi badaniami wśród kobiet 6,6 proc. badanych przynajmniej raz zastosowało podstęp, najczęściej przez udawanie, że są na tabletkach.

Zgoda jest dawana pod pewnymi uzgodnionymi warunkami. Jeśli ktoś celowo zmienia te warunki, by otrzymać zgodę, to nie dostał zgody na tę aktywność, którą wykonuje. A stosunek bez zgody to gwałt.

W szarej strefie przemocy seksualnej [o serialu „Mogę cię zniszczyć”]

W polskiej doktrynie nie są to jednak powszechnie używane interpretacje zgwałcenia przez podstęp. Nie mamy także badań dotyczących podstępu w zakresie antykoncepcji w Polsce. Organizacje feministyczne postulują zmianę definicji zgwałcenia – tak by był nią każdy stosunek bez zgody, nie tylko ten z użyciem przemocy, groźby czy podstępu. To bardzo ważny kierunek zmian. Gdyby dodatkowo w nowej definicji zgwałcenia napisać o „świadomej zgodzie” – to także i stosunek z użyciem nieświadomej zgody (jak ten na bohaterce Bridgertonów) mógłby zostać uznany za zgwałcenie.

Oczywiście, gwałt przez podstęp także będzie się mieścił w kategorii stosunku bez zgody – a ze względu na to, że mówi się o nim najrzadziej, wciąż potrzebna jest edukacja w tym zakresie. Wciąż wiele osób jest przekonanych, że nie ma możliwości, by nie wiedzieć, że zostało się zgwałconym. Gwałt z użyciem podstępu to dokładnie taka możliwość.

Czy kobiety gwałcą makijażem?

Jakie są inne przykłady gwałtu z użyciem podstępu? To m.in. podszywanie się pod kogoś innego – np. wkradanie się po ciemku do sypialni, by odbyć stosunek z kobietą, która jest przekonana, że odbywa go ze swoim partnerem albo znajomym. Takim zgwałceniem nie jest jednak sytuacja, w której ktoś skłamie na temat zamożności czy pracy – bo oszustwo dotyczy cechy, a nie tożsamości. Podobnie z powielanym żartem o tym, że kobiety oszukują mężczyzn przez robienie makijażu – to również dotyczy tylko cechy, a nie tożsamości, nie można więc oczywiście mówić o gwałcie (pomijając fakt, że makijaż widać, nikt nie rodzi się z kreskami na powiekach i jest to raczej dość powszechna wiedza).

Gwałtem z użyciem podstępu jest też niezapłacenie za pracę seksualną. Osoba zgadzała się na stosunek za pieniądze, a zatem stosunek bez zapłacenia jest bez zgody – czyli jest gwałtem. W tej chwili w Polsce toczy się co najmniej kilka tego typu spraw.

Chociaż oczywiście doktryna prawna pod tym kątem nie jest zgodna, a w historii można znaleźć przykłady umorzenia takich spraw i nieuznania ich za gwałt, jak w przypadku angielskiej sprawy z 1995 roku R. vs. Linekar. W pierwszej instancji mężczyzna, który umówił się z pracownicą seksualną na 25 funtów i nie miał przy sobie tych pieniędzy, został skazany. Sędzia pouczył ławę przysięgłych, że jeśli mężczyzna od początku nie zamierzał płacić kobiecie, to do uzyskania zgody doszło przez podstęp, a zatem jest to zgwałcenie. W trakcie apelacji stwierdzono jednak, że kobieta miała świadomość tego, czego dotyczyła jej zgoda, a fakt uzyskania zgody za pomocą fałszywej obietnicy zapłaty nie wpływał na jej ważność. Mężczyznę w apelacji uznano za niewinnego.

Przypadki określane jako rape by deception (po polsku – „gwałt przez podstęp”) bywają bardzo zróżnicowane i naprawdę trudno wypisać wszystkie oszustwa, które gwałciciele stosują, by wymusić stosunek. Na przykład w 1984 roku w USA mężczyzna zadzwonił do kobiety, podał się za jej lekarza i powiedział, że ta choruje na ciężką, śmiertelną chorobę. Miała się nią zarazić podczas korzystania z publicznych toalet. Mężczyzna twierdził, że może być pozwana za roznoszenie tej choroby. Podał jej dwie opcje leczenia. Pierwszą byłaby bolesna, bardzo droga operacja. Drugą – stosunek seksualny z anonimowym dawcą, który w trakcie stosunku przekazałby jej szczepionkę. Kobieta wybrała drugą opcję i zapłaciła za to 1000 dolarów. Mężczyzna odbył z nią stosunek i wziął pieniądze. Niedługo potem został oskarżony o gwałt, ale Kalifornia nie miała wówczas przepisów, które można by zastosować w tym przypadku. Stan wprowadził takie prawo w 1986 roku. Trzy lata później mężczyzna został aresztowany za to samo zachowanie – tym razem go skazano. Nie wiadomo, jak wiele kobiet zgwałcił w ten sposób.

Gwałt przez podstęp wyraźnie wskazuje, że istotą gwałtu nie jest ani penetracja, ani dotyk, ani nawet zaspokojenie seksualne, tylko pozbawienie kontroli. Może go doświadczyć każda osoba, niezależnie od płci. Zarówno wiotka, delikatna kobieta, jak i postawny, umięśniony mężczyzna, jakim jest bohater Bridgertonów.

Prawo do niemilczenia [o „Missouli” Jona Krakauera]

*
Doświadczyłeś przemocy? Potrzebujesz wsparcia? Zawsze możesz się zgłosić do Niebieskiej Linii: 22 668 70 00 (Poradnia Telefoniczna „Niebieskiej Linii”), [email protected]

Na specjalne potrzeby mężczyzn po przemocy seksualnej odpowiada Fundacja Fortior. Możesz skontaktować się z Fundacją za pomocą formularza na stronie internetowej, napisać na: [email protected] lub zadzwonić pod numer: +48 795 631 614

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maja Staśko
Maja Staśko
Krytyczka literacka
Maja Staśko – krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje m.in. z „Ha!artem” i „Wakatem”.
Zamknij