Film

W szarej strefie przemocy seksualnej [o serialu „Mogę cię zniszczyć”]

Mogę cię zniszczyć recenzja

„Na świecie głodują dzieci, w Syrii toczy się wojna, nie każdy ma smartfona” – powtarza Arabella, żeby przekonać samą siebie, że są rzeczy gorsze niż to, że została zgwałcona.


Arabella mieszka w Londynie, lubi imprezować, nie stroni od alkoholu i narkotyków, jest gwiazdą mediów społecznościowych, ma dwadzieścia kilka lat i czarną skórę. To bohaterka serialu Mogę cię zniszczyć, który można obejrzeć na HBO GO. Po opublikowaniu literackiego debiutu o wiele mówiącym tytule Kroniki rozdrażnionego millenialsa Arabella zostaje okrzyknięta głosem swojego pokolenia. Poznajemy ją, kiedy usiłuje skończyć szkic drugiej książki. Tym razem nie wrzuci do sieci PDF-a ze swoimi najlepszymi tweetami – podpisała umowę z ważnym wydawnictwem, które zaczyna się niecierpliwić. To nie czas na blokadę twórczą.

W noc przed deadline’em Arabella wychodzi ze znajomymi do baru, gdzie ktoś dosypuje jej prochów do drinka. Następnego dnia kobieta budzi się z rozciętym czołem, zawrotami głowy i luką w pamięci. Z kolejnych przebłysków skleja obraz mężczyzny w toalecie, który zmusza ją do seksu oralnego. Arabella nie wie, kim był, ale jest pewna, że ją zgwałcił.


Za scenariusz, reżyserię i produkcję Mogę cię zniszczyć odpowiada Michaela Coel (laureatka brytyjskiej nagrody BAFTA za serial Guma do żucia), która jest również odtwórczynią roli Arabelli. Do stworzenia serialu zainspirowało ją własne doświadczenie przemocy seksualnej. Coel na tyle zależało na pełnej kontroli nad projektem, że odrzuciła milionowy kontrakt na wyłączność z Netflixem i stworzyła Mogę cię zniszczyć na własnych warunkach. „Nie czułabym się komfortowo, gdybym serial o wykorzystywaniu i utracie władzy robiła, straciwszy wszystkie swoje prawa” – mówiła.

W dwunastu odcinkach serialu Michaela Coel stara się upchnąć tak wiele różnych reakcji Arabelli na gwałt i sposobów na radzenie sobie z traumą, że czasami wydaje się to nieprawdopodobne i nielogiczne. A może tak ma być? Może Coel chce przetestować siedzące w głowie widzów i widzek stereotypy dotyczące ofiar przemocy? Nie ma jednego wzoru zachowania ofiary po napaści seksualnej. „Przecież na świecie głodują dzieci, w Syrii toczy się wojna, nie każdy ma smartfona” – powtarza na terapii spokojna Arabella, próbując złapać dystans. Lepiej się czuje, kiedy na głos wypowie, że inni mają gorzej.

Jak powinna się zachowywać ofiara gwałtu, żeby jej uwierzono?

czytaj także

Arabella cierpi na bezsenność, prześladują ją mgliste obrazy z koszmarnej nocy, ale równocześnie ma ochotę na seks z nowym kolegą z pracy. Po gwałcie goli głowę na łyso. Wycisza się i praktykuje self-care, ćwicząc jogę i malując z przyjaciółmi, a jednocześnie pisze o napaści w mediach społecznościowych. Słowa wsparcia od obcych osób jej pomagają, ale po jakimś czasie fala wiadomości z wyznaniami o traumatycznych doświadczeniach zaczyna ją przytłaczać i nie pozwala jej pójść dalej. Michaela Coel pokazuje, że ofiara przemocy seksualnej to niekoniecznie jedynie zalewająca się łzami kobieta w podartych rajstopach, że ten obraz ma dużo więcej odcieni, a trauma może przybierać różne postaci.

Najmocniejszym, najbardziej intensywnym momentem serialu jest spotkanie grupy terapeutycznej dla ofiar przemocy seksualnej, na którą uczęszcza Arabella. Jedna z uczestniczek żali się, że kiedy zwróciła swojemu partnerowi uwagę na jakieś zachowanie, ten zbagatelizował jej sprzeciw i odwrócił kota ogonem, twierdząc, że jej pretensje odbierają mu poczucie bezpieczeństwa. W odpowiedzi Arabella wygłasza monolog o tzw. szarej strefie, czyli trudnej do zidentyfikowania przemocy seksualnej, którą łatwo zakwestionować z punktu widzenia sprawcy. Mówi: „Sprawca uważa, że przesadzasz. Zbadał, o co chodzi z granicami i przemocą, o której nawijają te wszystkie baby, i odkrył linię, która go od przemocy dzieli. Zamiast ją przekroczyć, stąpa po niej i znajduje się dokładnie na granicy, ani tu, ani tam. W strefie, w której wszystko jest rozmazane”.

Najseksowniejsza w łóżku jest zgoda

Z taką „szarą strefą” wiążą się doświadczenia przemocy seksualnej Arabelli i jej najbliższych znajomych – Terry (Weruche Opia) i Kwamego (Paapa Essiedu). „Nie wiedziałam, że można zgwałcić kogoś oralnie” – wyznaje Arabella podczas zeznań na policji. „Zdjęcie gumki w trakcie stosunku to też napaść seksualna?” – dziwi się. Jej przyjaciółka Terry dopiero po kilku miesiącach orientuje się, że zgodziła się na trójkąt w wyniku manipulacji. Kwame, który regularnie umawia się z mężczyznami przez Grindra, zostaje zgwałcony na randce tuż po pierwszym udanym i konsensualnym stosunku. Po napaści boi się umawiać z mężczyznami, próbuje seksu z kobietą. I w dużej mierze nieintencjonalnie, ale sam staje się predatorem, wykorzystując niewiedzę osoby, z którą się spotkał.

Wszystkie te sytuacje są udziałem osób, które nie boją się nowych doświadczeń. Randkowanie w sieci i niezobowiązujący seks to ich codzienność. Oprócz Arabelli, którą ktoś odurzył w barze, wszyscy świadomie zgodzili się na pójście do łóżka i czerpali z tego przyjemność. Chyba właśnie dlatego trudno im zaakceptować to, że padli ofiarą napaści, że wpadli w szarą strefę. Nie dają sobie prawa do tego, aby źle się czuć. Dopiero gdy opowiedzą swoją historię własnymi słowami – na policji, na grupie terapeutycznej czy komuś bliskiemu – zaczną rozumieć, co zbagatelizowali i gdzie zostały przekroczone ich granice.

„Prezerwatywa? Po co? Przecież jestem zdrowy”

Michaela Coel prowokuje: „uczłowiecza” sprawców przemocy seksualnej, zmuszając widzkę i widza, żeby empatyzowali z przestępcami, albo wręcz zamienia ich miejscami z ofiarą. Twórczyni Mogę cię zniszczyć kwestionuje również call out i doxing (podawanie do wiadomości publicznej danych osobowych) jako metody walki z przemocowcami. Nie wydaje wyroku: czy są dobre, czy złe, ale pokazuje różne konsekwencje ich stosowania. Do każdego wątku serialu Coel dokłada też perspektywę rasową i genderową.

Dwanaście dwudziestominutowych odcinków to publicystyczny rajd po tylu zagadnieniach dotyczących przemocy seksualnej, że trudno uchwycić wszystkie i nad każdym spokojnie się zastanowić. Momentami Mogę cię zniszczyć staje się chaotyczne i powierzchowne. A finał, a właściwie finały nie dają ukojenia, nie zaspokajają potrzeby poczucia sprawiedliwości. Raczej mnożą pytania. I te pytania są dużo ważniejsze niż cały serial.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać