Film

Griaziew: Radykalizm wzmacnia władzę

Nakręcił Pan film Jutro, poświęcony rosyjskiej grupie artystycznej Wojna. Podobno już po skończeniu filmu doszło między wami do kłótni…

Nakręcił Pan film Jutro, poświęcony rosyjskiej grupie artystycznej Wojna. Podobno już po skończeniu filmu doszło między wami do kłótni…


Gdy skończyłem film, pokazałem ostateczny montaż członkom grupy. Byli zadowoleni, zaakceptowali film. Mam nawet nagrania pokazujące, jak wspólnie to oglądają. Pytałem ich, czy nie mają nic przeciw wysłaniu filmu do Berlina – nie tylko nie mieli nic przeciw, ale uważali, że to świetny pomysł. Kiedy film był już w przeglądzie, nie uprzedzając mnie, nie zgłaszając do mnie żadnych pretensji, wysłali oficjalne pismo do dyrekcji festiwalu domagające się zablokowania pokazu filmu. Dyrekcja skontaktowała się ze mną, pokazałem im nagranie, na którym członkowie grupy wyrażają zgodę na pokaz. Film został pokazany. Sąd nie przychylił się do ich żądań. Ten sam manewr wykonali przed festiwalem w Moskwie – wysłali do Nikity Michałkowa pismo domagające się wycofania filmu z przeglądu.


O co poszło?

 

Nie wiem, do mnie nigdy osobiście nie zgłaszali żadnych pretensji. Być może czuli się rozgoryczeni tym, że odmówiłem poparcia dla kierunku,  w jakim grupa ewoluowała w ostatnich miesiącach po wyjściu części jej członków z aresztu. Moim zdaniem zabrnęli w ślepą uliczkę. Powinni skupić się na tematyce praw człowieka, akcjonizm na granicy prawa po prostu przestał działać. Oni jednak idą w zaparte, co pewnie spowodowane jest też tym, że wyrasta im konkurencja w postaci takich ruchów jak Pussy Riot. Towarzyszyłem Wojnie przez ponad półtora roku, mieszkałem z nimi, pomagałem im, dokumentując ich akcje i pracując dla nich jako montażysta. Gdy odszedłem, by jeździć z filmem po festiwalach, oni też byli źli o to, że stracili kogoś, kto wykonywał dla nich tę pracę.


Pana film nie zawiera bardziej radykalnych akcji, takich jak np. Jebnięty Prometeusz, w której członkowie grupy podpalili w Petersburgu policyjną więźniarkę.


Takie akcje to już przestępstwo, kodeks karny nie sztuka. Zresztą sama Wojna w pierwszych dniach milczała w sprawie akcji, nie przyznawała się do niej. Gdyby udało się tę akcję skoordynować z szerszym środowiskiem opozycji w Rosji,  by zaraz po niej odpowiedzialność za jej przeprowadzenie brali na swoich blogach różni dysydenci z różnych opcji, to miałoby sens. Wtedy wytworzyłoby to wrażenie, że to była akcja całego narodu. Ale w tej formie, w jakiej oni to zrobili, wyszło z tego chuligańskie działanie marginalnej grupki. Najbardziej radykalną akcją, jaką przedstawiam w filmie, jest Przewrót pałacowy – akcja w Petersburgu, w trakcie której aktywiści grupy przewracają na dach policyjny samochód, by wydobyć spod niego piłkę Kacpra – najmłodszego, dwuletniego członka grupy. Nie przez przypadek kończę film zdjęciami z akcji, w trakcie której grupa namalowała penis na moście zwodzonym w Petersburgu naprzeciw siedziby FSB – to była w 100% sztuka. Chciałem przypomnieć, jaka Wojna była kiedyś. 


Czy w ogóle takie określenia jak „100% sztuka” mają sens w przypadku tej grupy? Tu przecież chodzi o to, by sztuka była bezpośrednim działaniem politycznym. Pan tymczasem, m.in. za pomocą montażu swojego materiału filmowego, chce zamknąć grupę w autonomicznym polu sztuki. Oni już od dawna nie chcą w nim być.


Wcale nie oddzielam sztuki od polityki. Sztuka nowoczesna w jakiś sposób musi być polityczna. Montuję film tak, by widzowi zostawić pole do decyzji: czy to, co ogląda, to sztuka, czy już zwykłe chuligaństwo. Tak samo przedstawiam ich relacje z dzieckiem, Kacprem. Pokazuję miłość, ale i to, jak go wykorzystują, jak zasłaniają się nim, np. w czasie kradzieży w sklepach.


Skąd bierze się w Rosji fenomen takich grup jak Wojna, czy Pussy Riot (a wcześniej też mających performatywny charakter działań narodowych bolszewików Limonowa)?


W dużej mierze z tego, że polityka nie może się tam wyrażać w inny sposób. Ale nie jest to zjawisko wyjątkowe dla Rosji. Na Zachodzie mieliśmy do czynienia z podobnym zblokowaniem polityki w latach 60., tam pokolenie ’68 sięgało po podobne metody. To, że w Rosji dzieje się to dziś, wynika z jej zapóźnienia. Nie porównywałbym jednak Wojny czy Pussy Riot z nazbolami Limonowa. Limonowcy działają w polu polityki, czasem sięgają po środki o charakterze artystycznym, ale nastawieni są przede wszystkim na polityczne cele. Działania Wojny są starannie przygotowywane, poprzedzone próbami, dokumentowane – dokładnie tak, jak działania o charakterze artystycznym.


Ale oni chcą generować polityczne skutki!


Tylko są w tym przeciwskuteczni. Takie akcje, jak ich, rozwiązują ręce władzy, dostarczają jej pretekstów do zaostrzenia represji, uchwalania jeszcze bardziej represyjnego prawa. Chcą dać społeczeństwu poczucie siły, a tak naprawdę wzmacniają władzę. 


Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.