Film

W butelkę [o serialu „Tacy właśnie jesteśmy”]

Tacy właśnie jesteśmy recenzja

Luca Guadagnino, reżyser „Tamtych dni, tamtych nocy”, po raz kolejny fetyszyzuje młodość. Tym razem na HBO GO, znowu we Włoszech, znowu niebo jest nieprzyzwoicie niebieskie, a ciała gładkie i sprężyste. Tylko czy na kimś robi to jeszcze wrażenie?

„Na długo pozostawia pod wpływem pięknego zmysłowego erotyzmu” – czytamy w zwiastunie filmu Tamte dni, tamte noce, i ciężko o bardziej adekwatny i pretensjonalny (czyli adekwatny) komentarz do kina Luki Guadagnino. Włoski reżyser zasłynął kolorowymi pocztówkami ze „słonecznej Italii”, zbliżeniami czerwonych i na pewno drogich krewetek, portretami ciał w miłosnych uściskach. Reżyser takich filmów jak Jestem miłością, Nienasyceni czy nowa Suspiria nieustająco przekracza w swoich filmach granice kiczu. Guadagnino jest portrecistą dobrobytu, tak zwanego dobrego smaku, Włoch, które kojarzą się z obrazkami ze stron takich jak tanieloty.pl czy innych sprzedawców wakacyjnych marzeń.


Serial Tacy właśnie jesteśmy to opowieść o życiu nastolatków w amerykańskiej bazie wojskowej we Włoszech. Bohaterowie szukają albo znajdują, miotają się, nie panują nad emocjami. Są po prostu młodzi i właśnie ta młodość jest najważniejszym tematem serialu. Nie ma chyba mocniejszej metafory dorosłości, czyli społeczeństwa, niż wojsko. Bohaterowie są dziećmi żołnierzy. Wszyscy jesteśmy dziećmi żołnierzy, zdaje się mówić Guadagnino. Mówi więc o dyscyplinie, normach, wychowaniu.


Od początku (do tej pory na HBO GO możemy obejrzeć cztery odcinki) wszystko jest na swoim miejscu. Mamy zbuntowanego, nieco irytującego bohatera, który wyróżnia się wyglądem i zachowaniem, koszulkę z Laurie Anderson w amerykańskiej bazie, plakat Ostatniego tanga w Paryżu. Za pomocą postaci Frasera reżyser porusza temat nieoczywistej orientacji seksualnej, tożsamości, transpłciowości, wyobcowania. Chłopak doświadcza odrzucenia, a potem chłodnej akceptacji. Jak w wojsku.

Jednym z ciekawszych wątków serialu jest relacja młodego bohatera z (graną przez Chloë Sevigny) matką. Matka jest zawsze ważna, ale ta jakby ważniejsza, bo wysoko postawiona w wojskowej hierarchii, atrakcyjna, związana z kobietą (ale czy lesbijka?). Fraser wykrzykuje do matki: „Zajebię cię!”, rzuca się z pięściami, robi sceny. Ale czy jego furia jest gorsza od codziennych taktyk dorosłych? Czy z pozoru niewinne flirty matki (na oczach partnerki i syna) z jego nową dziewczyną (ale czy dziewczyną?) nie są bardziej niebezpieczne, bardziej okrutne niż realna przemoc? A może pokolenie tak zwanych dorosłych ludzi, ludzi po trzydziestce, tych pasywno-agresywnych, którzy nieustannie grają, wysyłają sprzeczne sygnały, „żartują”, jest prawdziwym niebezpieczeństwem, źródłem fałszu? Czymś, przeciwko czemu trzeba się buntować? Na co trzeba rzucać się z pięściami?

Dobrobyt i inne nieszczęścia

Fraser zaprzyjaźnia się z Caitlin, wrażliwą, nieco zagadkową dziewczyną, której autorytetem jest surowy ojciec. Matka tęskni za domem, ogląda pogodę w Chicago („idealna na spacer”), brat gra w wojenne gry, ojciec zamawia czapki MAKE AMERICA GREAT AGAIN, które będą mogli nosić w domu. Tacy właśnie jesteśmy to serial o braku zakorzenienia, a jednocześnie o potrzebie wiary w coś większego, w ideę.

Wojna, wojsko, to wszystko, co ważne, w serialu pojawia się tylko czasem, jest tłem. Kiedy na basenie jedna z bohaterek zaczyna opowiadać o kimś, kto wrócił z wojny, na której zobaczył straszne rzeczy, i po powrocie próbował zabić swoją żonę lampą, zostaje uciszona. O tym się nie mówi! Wojny nie ma w Europie, nie ma jej w Stanach, nawet jeśli kraj jest w stanie konfliktu, są żołnierze, walczą. Ale nie walczą u siebie. O wojnie można zapomnieć. Można udawać, że to tylko praca, ćwiczenia. Niebo jest niebieskie, a słońce świeci.

Życie młodych ludzi w Tacy właśnie jesteśmy wiąże się z pewnym chaosem, przypadkowością. W jednej ze scen bohaterowie grają w butelkę. Może to ona jest kluczem do tego serialu? Jest w nich sporo agresji, a scena demolki po rundzie paintballu (w bazie wojskowej) przypomina radosny karnawał przemocy i agresji z Mechanicznej pomarańczy. Nastolatki są ze sobą w związkach, ale się nudzą. Próbują, lepią swoje tożsamości, rywalizują. Czy gra w hiperseksualność Britney przetrwa próbę czasu? Bohaterowie za rok mogą być kimś innym, testują różne modele.

Luca Guadagnino buduje fundament swojego serialu (którym na pewno zachwycą się fani jego filmów) na braku centrum, sedna. Sensu? Czy pokazywanie nieheteroseksualnych historii dziś jeszcze wystarcza? Czy jest wartością samą w sobie? Serial rodzi więcej pytań. No więc: Czy Tacy właśnie jesteśmy mówi cokolwiek nowego i interesującego o dorastaniu? Czy baza wojskowa jest tu czymkolwiek innym niż tylko oryginalnym tłem do dość banalnych i (nie bójmy się tego słowa) nudnych wydarzeń? I czy naprawdę życie nastolatków da się dziś sportretować bez rekwizytów takich jak Instagram, Facebook czy co tam jest dzisiaj modne? I czy oni wszyscy naprawdę muszą być tacy piękni? I czy na pewno „zmysłowość” jest taka ważna? Po co nam ten zbyt piękny świat? I niebo niebieskie, ciała muskularne, muzyka głośna, no i słońce. Słońce świeci.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Emilia Konwerska

| Publicystka, krytyczka literacka i filmowa
Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie literaturoznawstwo, publicystka, krytyczka literacka i filmowa. Współpracuje z "Magazynem Osiem Dziewięć" i "Krytyką Polityczną". Mieszka w Olsztynie.