Film

Datner, Graff: My, komisarki od kultury – polemika z Vargą

Zachwyty nad „Idą” mówią nam, że Polacy mają dość trudnej pracy nad zbiorową pamięcią.

Krzysztof Varga w felietonie Piękno pod pręgierzem („Gazeta Wyborcza” z 8 listopada 2013) zalicza nas do „komisarzy ludowych do spraw kultury”. Komisarze to ci, co niszczą debatę o sztuce, pozostają bowiem ślepi na „efekt czysto artystyczny” oglądanych wystaw i filmów oraz czytanych książek, pytając jedynie, czy są one „nasze” czy „wasze”.

Przykładem jest spór o Idę Pawła Pawlikowskiego. Fabuła filmu dotyczy Żydów, Polaków, Zagłady i stalinizmu, zdaniem Vargi stanowi on jednak dzieło „metafizyczne” i „całkowicie apolityczne”. Każdą próbę politycznego odczytania Idy Varga uważa za komisarskie doktrynerstwo, a już dostrzeganie w niej antysemickich klisz – za skandal.

Mamy na temat Idy, antysemityzmu, metafizyki oraz relacji między sztuką i polityką inne zdanie. Jest ono także nieco bardziej złożone niż to, które nam przypisuje Varga.

[…]

Varga broni „piękna” filmu Pawlikowskiego przed „ideologicznym naddatkiem”, ale chodzi mu o rzecz ogólniejszą: broni estetyki przed polityką, czystej sztuki przed uwikłaniem w kontekst. Otóż jest to sposób myślenia, który w światowej refleksji nad kulturą wyczerpał się gdzieś w latach 60., choć warto zauważyć, że w Polsce przetrwał nieco dłużej, jako reakcja alergiczna na odgórnie dekretowany marksizm. Współczesna teoria kultury nie zna jednak czegoś takiego jak „apolityczność sztuki”. Każde użycie języka, wybór formy, gatunku, medium jest uwikłane w historię, ideologię, złożone relacje władzy. Zadaniem krytyka jest te uwikłania zrozumieć i opisać.

Tu możemy Vardze po komisarsku zalecić lekturę pism Ranciere’a czy Jamesona, Bourdieu czy Derridy, a jeśli nie lubi nowinek, to Adorna czy Benjamina.

 

To, co Varga nazywa doktrynerstwem, to proste stwierdzenie, że zarówno tworzenie, jak i odbiór dzieł sztuki nie odbywa się w pustce.

Twórcy i odbiorcy są uczestnikami historii, a w procesach tworzenia i odbioru sztuki uczestniczą społecznie wytworzone przekonania, z których część bezrefleksyjnie przyjmujemy za pewnik, a część ulega rewizji czy krytyce. Współczesna sztuka i refleksja nad nią polega w znacznej mierze na uwidacznianiu złożonych relacji między estetyką a polityką. Nie jest to, jak sugeruje Varga, tożsame ani z ignorowaniem formy, ani z przypisywaniem autorom politycznych intencji.

[…]

Varga użył techniki, która pozwala czytelnikowi sprawnie odnaleźć się w złożonej rzeczywistości: po jednej stronie ustawił znawców sztuki, po drugiej – „komisarzy ludowych”. Celny to strzał. W hierarchii epitetów dostępnych w przestrzeni społecznej komisarz ludowy, czyli komuch po prostu, zajmuje pozycję wysoką. Autor może liczyć na jednoznaczną reakcję czytelnika. Wysiłek niewielki, skutek piorunujący.

Nawiasem mówiąc, tropienie komunistów to zajęcie dziś w Polsce dość rozpowszechnione. Ciekawe, że rzadziej obchodzą nas faszyzujący nacjonaliści, których wolimy określać wdzięcznym mianem „kiboli”.

[…]

Nie podejrzewamy Pawlikowskiego o żaden „chytry plan”, nie oskarżamy go o to, że świadomie wykorzystał antysemickie klisze, stwierdzamy jedynie ich obecność w jego filmie. I stawiamy pytanie, które Varga uważa za skandaliczne: skoro na najbardziej polityczny z tematów (Polacy, Żydzi, Zagłada, stalinizm) powstaje film pełen aluzji do sacrum, skupiający uwagę na warstwie wizualnej, i ten film budzi powszechny zachwyt, to co to nam mówi o współczesnej Polsce?

[…]

W jego recepcji najciekawsze jest unisono w pochwałach i ostre odrzucenie głosów krytycznych. Ida budzi zachwyt, bo zaspokaja istotne potrzeby: mierzy się z tematem żydowskim, nie burząc obrazu polskiej wspólnoty; zachowuje też w stanie nienaruszonym stereotyp „żydokomuny”, który gra w Polsce niebagatelną rolę społeczną, ponieważ pozwala zdjąć „odpowiedzialność” za komunizm ze wszystkich innych.

Ida jest filmem politycznym nie dlatego, że taka była intencja Pawlikowskiego, ale dlatego, że pojawienie się ostentacyjnie „apolitycznego” filmu o współudziale Polaków w Zagładzie i żydokomunie jest właśnie gestem politycznym w toczącym się od ponad dekady sporze na ten temat – a mianowicie próbą zamknięcia tego sporu. To dlatego rozmowę merytoryczną zastępuje się rozmową o tajemnicy, wspaniałym aktorstwie i pięknych kadrach. Nareszcie, cieszą się krytycy, nie ma polityki. Nie ma brutalnych tez.

Otóż my twierdzimy, że polityka jest tu obecna. Niestety nie ta, która może prowadzić do zmiany, tylko ta, która pielęgnuje samozadowolenie większości. Chodzi o to, żeby niczego w dotychczasowych wyobrażeniach o Żydach i Polakach nie zmieniać. Dekadę temu publikacja Sąsiadów Grossa spowodowała zbiorowy wstrząs; rozpoczęła się mozolna i trudna praca nad zbiorową pamięcią. Zachwyty nad Idą mówią nam, że Polacy mają tego procesu dość.

Dobrze jest tak, jak jest. Żydzi wprowadzili komunizm, Polacy byli trochę dobrzy, a trochę źli, obraz Kościoła jest nienaruszony. Biada transgresorom!

Całość tekstu czytaj w „Gazecie Wyborczej” z dn. 13 listopada 2013.

Czytaj także:

Agnieszka Graff, Ida – subtelność i polityka

Piotr Forecki, Legenda o Wandzie, co zastąpiła Niemca

Jakub Majmurek, Pierwsze odkrycie w Gdyni


__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij