Film

Czemu nie wysadzono karuzeli?

W tych filmach nikt nie licytuje się na to, kto bardziej ucierpiał w czasie wojny. Coś się zmieniło.

„W Rzymie na Campo di Fiori, kosze oliwek i cytryn” czyta Czesław Miłosz w pierwszych scenach filmu Michała Nekandy-Trepki Campo di Fiori (Polska 2012). Miłosz przeczyta w filmie cały wiersz, a po przeczytaniu go zapyta: „All right?”. Nie wszystko jest jednak „all right”. Po latach rozmowa o wojnie, o warszawskim getcie, o karuzeli, która kręciła się i grała wesołe lunaparkowe melodie w czasie, kiedy za murami getta płonęły domy, jest trudna.

Film Campo di Fiori jest w zasadzie półgodzinną ilustracją wiersza Miłosza. Nauczyciele mogliby go pokazywać w szkole na lekcji polskiego. Nie ma w filmie nic wywrotowego. Zrobiony jest w stylu „telewizyjnego dokumentu na ważny temat”: dużo gadających głów, trochę archiwaliów, zero zastanawiania się „co autor chciał przez to powiedzieć”. Trochę zaskakujące jest chyba tylko to, że w filmie o wojnie i relacjach polsko-żydowskich w tamtym czasie tak dużo jest poczucia winy ze strony Polaków, tak wiele pytań o to, czy zrobiliśmy wszystko, żeby pomóc Żydom w getcie.

Coś się chyba zmienia, skoro obok podkreślania, że Polacy w czasie wojny ukrywali Żydów, pomagali im, pojawiają się pytania, czemu nikt nie wysadził tej karuzeli? Przecież organizowano podobne akcje dywersyjne, przecież atakowano niemieckie kina. Czemu nie karuzelę? Bo nikomu to wtedy nie przyszło do głowy – odpowiada w filmie zadający to pytanie żołnierz z AK.

W Campo di Fiori pada więcej trudnych pytań. Podobne pytania padają w filmie Agnieszki Arnold Rotem (Polska 2012). Rotem to portret Simchy Ratajzera-Rotema (ps. Kazik), członka Żydowskiej Organizacji Bojowej, uczestnika powstania w getcie. Opowieść o Kaziku to nie tylko biografia, ale też opowieść o relacjach polsko-żydowskich w czasie wojny. Na Krakowskim Festiwalu Filmowym pokazano jeszcze jeden film z serii „trudnych pytań”, Wyrzutki Sławomira Grunberga i Tomasza Wiśniewskiego (Polska, USA, 2013). Bohaterami Wyrzutków są mieszkańcy Łap, miejscowości przez którą przejeżdżały w czasie wojny pociągi wiozące Żydów do Treblinki. W Łapach pociąg lekko zwalniał. Zdarzało się, że z pociągu wyrzucano dzieci, z nadzieją, że to uratuje im życie. W filmie słyszymy opowieści świadków tych wydarzeń.

Wszystkie trzy filmy pokazują traumę wojny, ale też poczucie winy Polaków. Nie ma tu tak dobrze znanej reakcji obronnej, która pojawia się zazwyczaj w momencie, kiedy pada pytanie, czy Polacy zrobili wszystko, co mogli. Ta reakcja obronna każe natychmiast opowiedzieć, że przecież Polacy stanowią najliczniejszą grupę odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W filmach nikt nie licytuje się na to, kto bardziej ucierpiał w czasie wojny. Coś się zmieniło. Można pójść krok dalej niż licytacje na cierpienia i przypominanie o drzewach w Jad Waszem.

Czy AK mogła bardziej pomóc powstaniu w getcie? Pomagała. Słyszymy w filmie Agnieszki Arnold, że AK miała taką partię pistoletów, do której trzeba było innej amunicji, tej amunicji było mało, w zasadzie tyle, co w magazynkach każdego z pistoletów. I to te właśnie pistolety AK przekazała do getta. Pistolety jednorazowego użytku. Po latach te opowieści pojawiają się razem z pytaniami, czemu nie wysadzono karuzeli. Opowiadający o powstaniu w getcie, o wojnie, o dzieciach wyrzucanych z pociągów wspominają poczucie winy. Każdy inne. Każdemu jednak nie daje ono spokoju. Może nie dało się zrobić więcej, ale też co się takiego działo, że te pytania przez lata nie padały.

W filmie Rotem słyszymy opowieść o chłopaku, który przeżył powstanie w getcie, ukrywał się, a kiedy wybuchło powstanie warszawskie, wyszedł z ukrycia, żeby do niego dołączyć. Żeby walczyć. Wyszedł z ukrycia i Polacy go zastrzelili. Bo był Żydem.

W Wyrzutkach wspomina się o kilkunastu przypadkach wyrzucenia z pociągu dzieci. Opowiadający wspominają, że ludzie się bali pomóc tym dzieciom. Że dzieci te najczęściej natychmiast ginęły zastrzelone przez „Prusów” – jak mówią bohaterowie filmu. Znany jest tylko jeden przypadek dziecka, które przeżyło. Dziewczynki. Do dziś podobno mieszka w mieście. Nie widzimy jej w filmie. Do dziś nie chce ujawnić swojej tożsamości.

Oglądając te trzy filmy, trudno nie odnieść wrażenia, że coś się zmienia w tym, jak opowiadamy o relacjach polsko-żydowskich w czasie wojny. W filmach nie padają jakieś mocne słowa – nikt nie mówi, że jednak polski antysemityzm był bardzo silny. Filmy nie opowiadają też o drastycznych przykładach tego antysemityzmu, o pogromach. Może dlatego każdy z tych filmów można pokazać w telewizji i pewnie wielkiego skandalu nie wywołają. Nie wzbudzą takich debat, jak książki Grossów i Sąsiedzi Agnieszki Arnold, Pokłosie Pasikowskiego czy nawet Festung Warschau Elżbiety Janickiej (książki przywołanej jako inspiracja w napisach końcowych filmu Campo di Fiori).

Z drugiej strony może część słów padających w filmie nie jest mocna tylko dla czytelników Grossów. Rozmawiam po projekcjach ze znajomymi spotkanymi na festiwalu i zachwycam się, że coś się zmienia, że po etapie, w którym każde wspomnienie o tym, czy Polacy zrobili wszystko, co się dało, i że Polacy też nie byli tacy święci, nadchodzi etap, kiedy bez oburzania się można będzie powoli rozmawiać o polskim antysemityzmie. A znajomi mi mówią, że przecież my to już mamy przerobione. No nie jestem tego taka pewna.

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna". Współautorka książki "Współpraca. Przewodnik dla dzieci".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.