Kraj

Borysa Budki szczera deklaracja bezradności

Borys Budka udzielił wywiadu, który brzmi jak deklaracja politycznej bezradności. Bardzo szczera, w zasadzie niespotykana w świecie parlamentarnym, co w sumie warto docenić. Komentarz Agnieszki Wiśniewskiej.

Przywykliśmy do tego, że politycy i polityczki mają odpowiedź na każde pytanie. Nieważne, czy sensowną, czy popartą jakąś ich wiedzą. Słyszą pytanie i rzucają odpowiedź. Jeśli nic konkretnego nie mają do powiedzenia, to odpowiedź ta zawiera parę ogólników z gatunku „po linii partii”, czyli że „opozycja kłamie”, „PiS kłamie”, „oni wszyscy kłamią, zróbmy referendum”. W zalewie takich politycznych przekazów dnia Borys Budka, który na pytanie o zapowiadany dawno temu ruch Trzaskowskiego odpowiada: „To było pod wpływem emocji. Rzuciliśmy hasło i potem trzeba się tłumaczyć”, brzmi naprawdę zaskakująco.

Mało którego polityka stać na taką szczerość. No bo rzeczywiście tak chyba było. Po wyborach, w których Rafał Trzaskowski zrobił zaskakująco dobry wynik, było ciśnienie, żeby wynik ten jakoś wykorzystać, coś z tą kampanijną energią zrobić, no to palnęli coś o ruchu, a potem zostali z tą deklaracją jak Himilsbach z angielskim.

Od wyborów do wyborów

„Ale to jest realna polityka. Miałem zebrać te dziesięć milionów i co z nimi zrobić?” – mówi Budka o wyborcach głosujących na Trzaskowskiego. No co miał zrobić? Ruch społeczny budować, kiedy oni są w PO od robienia partii? To ma nawet sens, że nie zrobili nic.

Matyja: Po stronie opozycji nie ma ośrodka zdolnego do prowadzenia gry z Kaczyńskim

Pytanie „co zrobić?” wraca w rozmowie z Budką kilka razy. Przewodniczący PO przytacza je jak refren. I im częściej powtarza „co zrobić?”, tym bardziej odnoszę wrażenie, że on sam tego nie wie, a w zasadzie przekonany jest, że nic się nie da zrobić. Polityka, ta „realna”, jak mówi o niej Budka, sprowadza się dla szefa PO do wyborów. Kiedy są wybory, to wiadomo – trzeba spiąć dupę i próbować wygrać. A jak nie ma wyborów, to trzeba… czekać do wyborów. Proste.

„Ale co można zrobić? – pyta enty raz Budka sam siebie chyba. – Nie ma wyborów, nie mamy większości w parlamencie. Mamy większość senacką, czyli przez trzydzieści dni możemy się cieszyć, że poprawkę wprowadziliśmy, którą PiS zaraz w Sejmie odrzuci”. Wcześniej pytany o Trzaskowskiego też mówi o wyborach: „Co się może dziać? Przecież nie ma żadnych wyborów. [Trzaskowski – przyp. red.] jest prezydentem Warszawy”. I dalej: „taki jest kalendarz wyborczy, że wybory mamy dopiero za trzy lata”. Powtórzone wiele razy chyba jasno nam mówi, jak ważne są wybory dla szefa PO. W sumie, gdyby jego słowa wziąć bardzo dosłownie, to trzeba by się zastanowić, po co w ogóle jest w parlamencie opozycja. Skoro i tak nic nie może.

Takie podejście może być dla opozycji niebezpieczne, bo zaraz ktoś zaproponuje, żeby opozycję zlikwidować, no bo po co utrzymywać niepotrzebne posłanki i posłów. Niech se trenują i jakieś sparingi rozgrywają w międzyczasie.

Na całe szczęście nie jest tak, że Borys Budka i PO nie robią nic, czekając do wyborów. Coś tam robią. „Oczywiście, trwają naprawdę intensywne prace z ekspertami, by jak już będzie czas przed wyborami, pokazać gotowe rozwiązania” – mówi Budka. Opowiada o edukacji, ochronie zdrowia, o tym, że uczenie teologii i historii na uniwersytetach jest bez sensu, a od węgla nie da się odejść z dnia na dzień.

Obok tematów, które często powtarzają się w rozmowach z politykami, czyli te, co wyżej, pojawiają się też bardziej wyrafinowane, np. pomysł praw wyborczych dla szesnastolatków w wyborach lokalnych. „Żeby obywatele czuli, że coś od nich zależy” – tłumaczy Budka i wspomina, że sam był najmłodszym szefem rady miasta w Zabrzu i doprowadził do powołania jej młodzieżowego odpowiednika. Szef PO widzi, że młodzi są ważni i że „te ostatnie protesty były też o tym, że młodzi chcą być słyszalni. To «wypierdalać», które krzyczeli, to było powiedzenie: «Zauważcie nas i nasze postulaty albo odejdźcie»”.

Budka, jak widać, nie obraża się na młodzieżowe „wypierdalać”, mówi wręcz, że było ono jakoś słuszne, „bo przez wiele lat kwestie podnoszone przez młodych były spychane na dalszy plan. To trzeba zmienić, przesunąć je na początek kolejki”. Dalej dodaje, że doświadczenie starszych polityków trzeba wykorzystywać, „ale ludzie domagają się nowych twarzy, nowego spojrzenia. Nie tego «dziaderstwa»”.

Opozycja nie jest gotowa na rozpad Zjednoczonej Prawicy

Nie wiem, czy to jakaś poważna zapowiedź zmian perspektywy w PO, czy tylko Budka rzucił hasło i potem się będzie z niego tłumaczył. W sumie po tym, jak na początku rozmowy Borys Budka uświadomił nam, że czasem to tak jest, że się z głupia frant rzuci hasło, trudno przywiązywać się do jakiejś propozycji szefa PO i samego PO.

Co się ludziom podoba?

Może dlatego najlepiej z całej tej rozmowy wyłowić te fragmenty, które nie brzmią jak obietnice wyborcze (bo wiadomo, do wyborów kupa czasu) czy propozycje programowe, tylko są refleksją nad tym, co tam można albo czego nie można dziś zrobić w polityce.

Można np. ciągle coś mówić, jak Hołownia. „Trzeba być jeszcze bardziej obecnym, tłumaczyć w sieci, pokazywać” – mówi Budka i dodaje, że „Hołownia tak robi, codziennie o czymś mówi, często na okrągło, ale ludziom i tak to się podoba”. Później co prawda przyznaje, że PO robi „setki różnego rodzaju eventów, konferencji”, ale widać wyraźnie, że jest tu jakiś rozjazd między tą bezsilnością, kiedy nie ma wyborów, a jednak jakimś w tym międzyczasie działaniem. Budka zdaje się w ogóle rozczarowany wyborcami.  PO robi te eventy i konferencje, a im i tak za mało, narzekają.

Przyznam szczerze, że myślałam, że problem z zaspokajaniem potrzeb wyborców jest bardziej typowy na lewicy – u nas to zawsze ktoś narzeka, że za mało radykalnie, za bardzo radykalnie, że ten temat nikogo nie obchodzi, tamtego nikt nie rozumie, że tamta za mało lewicowa, a siamta to już w ogóle jakaś liberałka podszywająca się pod lewicę.

Okazuje się, że Borys Budka też mierzy się z próbą odpowiedzi na różne, często sprzeczne oczekiwania swojego elektoratu. W codziennej polityce mają mu pomóc uproszczenie języka, większe zdecydowanie i cierpliwość.

Język stara się Budka uprościć przez samorozwój. Po prostu się tego uczy. „Bo są badania, które jasno pokazują, że o ile dla wyborców, tych takich korowych wyrazisty, mocny język jest wręcz zalecany, o tyle tych wahających się to odpycha. I to jest wielki problem, żeby to połączyć” – mówi wprost. Uczy się też Budka większej cierpliwości i tego, że musi „mieć szacunek dla ludzi, którzy na [PiS – przyp. red.] głosowali. Mnie nie wolno mówić, że oni są jacyś gorsi – to jest taktyka Kaczyńskiego. I czasem to jest trudne, bo mnóstwo jest tego hejtu na nas, ale musimy szanować wszystkich”.

Trzaskowski z fanbazą, PiS z kiełbasą, i tylko Kosiniak miał czas pogadać

Stara się być bardziej zdecydowany, bo współpracownicy zwracali mu uwagę, że jednak musi czasem decyzje podejmować, a nie się ciągle radzić, z kimś konsultować. Co prawda, jako przykład zdecydowania podaje kwestię aborcji i stanowisko PO w tej sprawie. Jak wiemy i jak przypomniał w tej samej rozmowie Budka, nad stanowiskiem partii pracowały najpierw posłanki Platformy, które przygotowały projekt, który potem zarząd przyjął w głosowaniu i który nie jest zobowiązujący, bo posłanki i posłowie w sprawie aborcji mogą głosować, jak chcą. Budka, przywołując historię pracy nad stanowiskiem PO w sprawie aborcji, kończy wypowiedź zdaniem: „I to właśnie wszystko tyle trwało”. Czego nie rozumiecie?

Szanuję szczerość Borysa Budki. Nie do końca wiem, jaki ma plan polityczny na wygranie wyborów, kiedy te już nadejdą, ale wiem przynajmniej, że dziś po prostu chłop nic nie może zrobić i czepianie się go, dopytywanie o jakieś ruchy, programy, jest bez sensu.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij