Miasto

Erbel: Bar mleczny dla wszystkich

Myśląc o lewicowym mieście przyszłości, szukajmy różnorodności, a nie sterylnych przestrzeni tylko dla wykluczonych.

Najnowszy „Duży Format” w tekście Michała Wybieralskiego ogłosił klęskę sojuszu lewicowych aktywistów z biednymi. Dowodem na to ma być rzekoma porażka walki o Bar Prasowy, w którym zamiast osób starszych stołują się hipsterzy i hipsterki z białymi słuchawkami, gdzie przyjeżdżają miłośnicy i miłośniczki skuterów Vespa oraz organizowane są spotkania ze stylistami. Ostatecznym argumentem na klęskę lewicowego projektu ma być obecność bezglutenowego jedzenia w menu.

Jest to wizja zabawna i groteskowa, ale nieprawdziwa, bo jednostronna. Wszystko, o czym Wybieralski pisze w swoim felietonie, rzeczywiście się dzieje. Są skutery, jest stylista, w daniach dnia pojawia się bezglutenowe jedzenie (choć w stałej karcie jedynym bezglutenowym wegetariańskim daniem są ziemniaki z surówką).

Jednak poza tym, co możemy przeczytać w tekście w „DF”, w Prasowym odbywa się wiele innych inicjatyw: coniedzielne teleranki dla najmłodszych i ich rodziców. Spotkania o mieście – Nasze miasto Warszawa, których kolejne tematy wynikają z nierozwiniętych wątków z poprzednich dyskusji (najbliższe odbędzie się we wtorek 10 września i będzie dotyczyło zagospodarowania miejskich pustostanów). Warsztaty z recyklingu – takie ekologiczne międzypokoleniowe ZPT-y. Spotkania z właścicielem sklepu komputerowego z lokalu obok, podczas których można uzyskać bezpłatną pomoc techniczną. Jest też giełda winyli oraz wycieczki z varsavianistą po okolicy, które łączą bardzo różne osoby. Prasowy zbiera zdjęcia okolicy, relacje okolicznych mieszkańców i mieszkanek i staje się miejscem chroniącym lokalną historię. Szykowany jest też cykl spotkań dla seniorek i seniorów, bo – choć Wybieralski ich nie widział, kiedy wybrał się raz do Prasowego na schabowego – to bywają tam, i to często (kto nie wierzy, może sprawdzić na zdjęciach z wydarzeń). Część z nich to mieszkanki i mieszkańcy najbliższej okolicy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Oleandrów. Wydarzeń jest więcej – warto zajrzeć na fejsbukową stronę Prasowego i znaleźć to, co pominął Wybieralski.

Postanowiłam bronić Prasowego nie tylko dlatego, że poświęciłam dużo swojego wolnego czasu, by razem z innymi osobami doprowadzić do sformułowania ram konkursu profilowanego, żeby bar mleczny mógł powrócić do lokalu przy ul. Marszałkowskiej 10/16. Ani też dlatego, że to ja jestem osobą, która walczy o bezglutenowe jedzenie w karcie, ale dlatego, że felieton Wybieralskiego reprodukuje niebezpieczną dla rozwoju miasta wizję lewicy, wykluczenia społecznego, zdrowia oraz stylów życia.

Po pierwsze, osoby niezamożne i biedne to nie tylko ludzie starsi. Szukając biedy, nie powinno się wyszukiwać tylko seniorek i seniorów, jak sugeruje tekst Wybieralskiego. Bieda jest często niewidoczna, ukryta za schludnymi ubraniami, czasami przykrywają ją również modne buty czy białe słuchawki. Biedni są nie tylko starzy, bezdomni i zaniedbani, ale całe rzesze młodszych i starszych osób pracujące na umowach śmieciowych. To, że ktoś umie się modne ubrać w lumpeksie czy na garażówce, nie oznacza, że stać go czy ją na wydawanie 20-30 złotych dziennie na posiłek w restauracji, a stołowanie się w Prasowym to tylko taki kaprys. Autor tekstu jako osoba znająca osoby walczące o prawo do miasta, śledząca prekarne warunki pracy i współzałożyciel związku zawodowego w korporacji powinien wiedzieć, że na brak pieniędzy narzekają nie tylko osoby na pierwszy rzut oka wyglądające biednie.

Po drugie, utyskując na tłumy hipsterów i hipsterek, warto pamiętać, że oni nie pojawili się zamiast starej klienteli, ale oprócz. Przez Prasowy przewija się codziennie mniej więcej pół tysiąca osób. Ta liczba ma znaczenie. Bar Prasowy nie dostał dotacji do posiłków ze względu na cięcia w Skarbie Państwa, ale mimo to jego właściciele postanowili utrzymać niskie ceny posiłków. Ta nadmiarowa warszawska hipsterka, która tłumnie żywi się w Prasowym i zapewnia wysoki obrót, pozwala utrzymać niskie ceny potraw. Warto o tym pamiętać.

Po trzecie to, że wegetariańskie, wegańskie i bezglutenowe jedzenie to oferta dla klasy średniej, to mit. Nie wiem, skąd przekonanie, że osoby mniej zamożne jedzą przede wszystkim mięso i bez mięsa nie przeżyją. Pewnie część osób rzeczywiście je go dużo, ale na pewno nie wszystkie. Nie widzę też powodu, dlaczego bar mleczny, który ma być przestrzenią inkluzywną, ma wykluczać osoby, które z powodów ideologicznych albo zdrowotnych nie jedzą mięsa. Zwłaszcza że bary mleczne z jakiegoś powodu nazywają się mleczne, a nie mięsne. Ustawa o pomocy społecznej z 2004 roku jako „bar mleczny” określa „przedsiębiorcę prowadzącego działalność gospodarczą w postaci samoobsługowych, bezalkoholowych, ogólnodostępnych zakładów masowego żywienia, sprzedających całodziennie posiłki mleczno-nabiałowo-jarskie” (Art. 6, podpunkt 17). Co więcej dieta bezglutenowa to nie wybór ideologiczny, dietetyczny kaprys kogoś, kto woli wafle ryżowe od bułki czy ryż lub kaszę od makaronu. To nietolerancja pokarmowa na gluten, która jest chorobą. Podobnie jest z nietolerancją laktozy, który dla wielu osób staje się powodem przejścia na dietę wegańską.Zdrowe jedzenie oparta na warzywnej diecie przeciwdziała chorobom i jest tanie, więc powinno znajdować się w karcie baru mlecznego.

Po czwarte, myśląc o lewicowym mieście, nie powinniśmy poszukiwać alternatywnych enklaw wolnych od hipsterki. Potrzebujemy hybrydalnych wielofunkcyjnych przestrzeni nastawionych na różnorodność, a nie gett dla wykluczonych – seniorów i seniorek, bezrobotnych, rencistek i rencistów, bezdomnych czy innych, które będą wizualnie równoważyć obecność drogich lokali. Takie miejsca jak bary mleczne powinny być przedłużeniem inkluzywnej przestrzeni publicznej. A przecież nikt nie potępia osób wyglądających na bardziej zamożne za to, że siedzą w parku na ławce albo korzystają z publicznego placu zabaw.

W obronie Baru Prasowego chodzi nie tylko o ten konkretny lokal, ale właśnie o lewicową wizję miasta, w której jest jak najwięcej takich lokalnych miejsc, które potrafią zgromadzić bardzo różne osoby – w różnym wieku, pochodzące z różnych klas społecznych, o różnych dochodach i stylach życia.

Mam nadzieje, że takich miejsc jak Prasowy będzie w Warszawie i w innych miastach więcej. Niekoniecznie muszą być to bary mleczne. Mogą to być domy kultury, które partycypacyjnie dzielą swoje budżety. Tak mogą działać skłoty czy takie przestrzenie jak działający w Warszawie Otwarty Jazdów. Myśląc o lewicowym mieście przyszłości, szukajmy różnorodności, a nie sterylnych przestrzeni tylko dla wykluczonych, zasadność bytu których podważa pojawianie się hipsterek i hipsterów.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij