Miasto

Cieszyńskie bóle fantomowe

O znaczeniu interwencji artystycznych w przestrzeni miasta mówią Magdalena i Ludomir Franczakowie.

Natalia Kałuża: W realizowanym w Cieszynie projekcie Przejście spojrzeliście na śródmieście po czeskiej i polskiej stronie jak na jeden organizm nieustannie ulegający transformacji, stanowiący symboliczne pole walki poszczególnych frakcji narodowościowych. Punktem wyjścia stała się dla was historia opowiedziana przez pryzmat dawnych mieszkańców miasta. W jaki sposób ludzie, którzy kiedyś mieszkali w Cieszynie, są obecni we współczesności miasta?

Magdalena Franczak: Czas jest widoczny w przedmiotach i architekturze, a za tym wszystkim stoją ludzie. Dawni mieszkańcy Cieszyna poprzez architekturę wpływają na ludzi, którzy tutaj żyją. Na to, jak dziś wygląda miasto. Ono jest nawarstwieniem wszystkich narodowości, które mieszkały w tym miejscu. Trudno te historie wymazać – trzeba by było miasto wyburzyć i zbudować je od nowa.

Ludomir Franczak: Punktem odniesienia dla tego regionu są Wiedeń i Budapeszt. Centrum, które znamy, zostało zbudowane w XIX wieku i wcześniej. Na tzw. ziemiach odzyskanych, gdzie nastąpiła całkowita wymiana ludności, do niemieckiej infrastruktury napływali Polacy często z małych wiosek, którzy po prostu nie mieli pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Tu tak nie było. Miasto zostało podzielone pomiędzy dwa narody, każdy dostał jakąś cząstkę. Polacy teoretycznie dostali część miasta związaną z kulturą i edukacją, Czesi z komunikacją i przemysłem. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że to ci drudzy bardziej wykorzystali swoją sytuację. Fabryczność jest tam bardziej akcentowana, miasto jest dobrze skomunikowane. Wszystko rozgrywa się na dwóch brzegach rzeki, w ciągłym sporze narodowościowym – między historią a rzeczywistością tu i teraz. Nagle rzeka, która dawniej łączyła centrum, była miejscem rekreacyjnym, staje się granicą.

Wasz projekt odwołuje się do rzeki. W pustostanie po czeskiej stronie zrekonstruowaliście działający tam dawniej klub wędkarski. Jednocześnie w jego witrynie wyeksponowaliście tableau przedstawiające dawnych mieszkańców Cieszyna. Tableau to swoisty cieszyński fenomen, sięgający swoimi korzeniami jeszcze czasów autro-węgierskich. Co roku w okresie wakacyjnym w sklepach znajdujących się w centrum pojawiają się tableau zawierające zdjęcia świeżo upieczonych absolwentów cieszyńskich szkół. Oba działania rekonstruują fragmenty przeszłości miasta. Dlaczego zdecydowaliście się akurat na taką formę działania i jakie znaczenie ma dla was przestrzeń, w której prezentujecie Przejście?

MF: Przestrzeń dawnego klubu wędkarskiego zaintrygowała nas zarówno na poziomie intuicyjnym, jak i estetycznym. Jest przestrzenią publiczną, do której trzeba wejść, ale posiada również gablotę, którą można oglądać z ulicy. Wchodząc do miejsca, które jest zamknięte, tak naprawdę nie wiemy, co zastaniemy w środku. Może tam być wszystko, a może tam być również zupełnie pusto i wtedy nie jesteśmy w stanie znaleźć żadnych śladów tego, kto był tam przed nami. Tutaj zastaliśmy przestrzeń wypełnioną różnymi przedmiotami. Były to rozliczne książki, które ułożyliśmy w stos, meble, przedmioty codziennego użytku. Niejako z powrotem zaaranżowaliśmy klub wędkarski. Dodaliśmy nasze elementy – w postaci kolaży, przedmiotów związanych z tym klubem. Atrakcyjne wydawało nam się również wpuszczenie ludzi do przestrzeni, w której dawno nikogo nie było. Wchodząc tam, tworzą kolejną warstwę, w jakiś sposób odczarowują pustkę, która się tam zagnieździła. To było symboliczne także w kontekście wielu pustych sklepów, które widzieliśmy po czeskiej stronie.

LF: Przedmiot jest czymś całkowicie obiektywnym, wchłania nasz zapach, energię. Używany przedmiot przeszedł przez wiele rąk, które odcisnęły na nim piętno. Jednocześnie jest całkowicie niemym i obiektywnym świadkiem wydarzeń. Nie jest w stanie powiedzieć złego słowa o człowieku, który go posiadał. My za pomocą przedmiotów staramy się wydobyć ducha miejsca. Klub wędkarski dodatkowo daje przepiękną warstwę związaną z rzeką Olzą, w której ludzie dawniej wędkowali. Istnieje również konflikt pomiędzy czeskim i polskim klubem wędkarskim, o to, kto może wędkować, kto nie może, w których miejscach. To są bardzo nawarstwione historie związane ze wspólną historią ludzi. Wędkarstwo staje się symbolem podziału, który się tutaj dokonał.

Jestem teraz w Cieszynie po raz drugi, ale mam wrażenie, że to jest tak jak z człowiekiem, który na wojnie stracił jedną nogę. Czuje ten fantomowy ból. Ma jakąś protezę, może najnowocześniejszą, ale to nie jest to, co było kiedyś – nie może już tak szybko chodzić.

Każda ze stron Cieszyna żyje jakby z odciętą nogą. Ciągle wszyscy wspominają przeszłość, przy czym jest to przeszłość zwykle nieokreślona, a jeśli już podrążyć, najczęściej dojdziemy do Austro-Węgier.

Projekt Włącz kulturę!, w ramach którego mogłyśmy was zaprosić do Cieszyna, poświęcony jest śródmieściu miasta. Jego celem jest m.in. budowanie nowych modeli uczestnictwa w kulturze poprzez działania dążące do rozwiązywania problemów śródmieścia przy udziale artystów oraz mieszkańców. Czy waszym zdaniem interwencje artystyczne w przestrzeni miasta mogą przynieść oczekiwane rezultaty?

MF: Są w stanie to zrobić, ale pod warunkiem, że będzie to proces długotrwały i czujny, że nie będzie to działanie spadochronowe. Kiedy przyjechaliśmy do Cieszyna po raz pierwszy, bardzo długo o tym myśleliśmy. Nie chcieliśmy zrobić działania, które wydarzy się raz i właściwie niewiele da mieszkańcom. To musi być proces, który rozłoży się w czasie. Ludzie powinni być w to angażowani, zapraszani do dyskusji. Muszą wiedzieć, skąd się wzięła ta opowieść. To może być zadanie ciche, niespektakularne, jak kropla drążąca skałę, ale drążąca przez długi czas.

LF: Sam zastanawiam się, na ile kultura ma siłę jakiejkolwiek zmiany. Myślę, że w Cieszynie kultura paradoksalnie ma najmniejszą siłę oddziaływania. Została najbardziej zaprzepaszczona. Pozostaje na poziomie pokazywania, kto tutaj rządzi. Epatowania kulturą narodową, która jest najprostsza i dawno oswojona. Rzeczy, które my robimy, nie zaczepiają się do końca w tej narodowej kulturze.

W tym kontekście bardzo istotna jest edukacja kulturalna. W ramach swojej wizyty w Cieszynie przeprowadziliście warsztaty z uczniami jednego z cieszyńskich gimnazjów. Czy dostrzegacie w młodych ludziach potrzebę odkrywania przeszłości dziadków, sąsiadów, miejsc, w których żyją?

MF: Gdy byłam nastolatką, interesowała mnie głównie teraźniejszość. Przypominam sobie sytuacje, w których mogłam coś spisać, lepiej zapamiętać, na przykład historie opowiedziane przez moją babcię. Jednocześnie myślę, że to zainteresowanie ze strony młodzieży istnieje, ale nie jest ono wnikliwe. Wiele zależy od bodźców zewnętrznych, od tego, czy pojawi się ktoś, kto wskaże, że o historii nie trzeba myśleć w kontekście wielkich nazwisk i bitew, tylko małych historyjek – rozgrywających się codziennie, na które ma wpływ to, co zdarzyło się ileś tam lat wcześniej.

LF: Istotna jest też wielość narracji. Nasze warsztaty miały pokazać, że wszystkie fakty historyczne zostały przez kogoś spisane czy zapamiętane, przez co nie są obiektywne. Do wszystkiego, co słyszymy, musimy podchodzić z pewną dozą sceptycyzmu. Mamy świadomość, że to, co robimy, jest dorzucaniem kolejnego kamyczka. Staramy się jednak dorzucić go tak, żeby rozluźnił trochę strukturę, którą buduje szkoła czy oficjalna wiedza.

Ludomir Franczak – artysta wizualny, reżyser teatralny, kurator. Stypendysta Fundacji Wyszehradzkiej (VARP), MKiDN (2014), Marszałka Województwa Pomorskiego. Zdobywca nagrody za najlepszy film eksperymentalny na festiwalu Euroshorts 2007. Laureat festiwalu Spotkania 2011 Fundacji Łódzkich Spotkań Teatralnych. Zajmuje się problemem pamięci i tożsamości. Za pomocą działań intermedialnych buduje złożone projekty, wykorzystując sztuki wizualne, historię czy literaturę. Wystawia w galeriach w Polsce i za granicą.

Magdalena Maria Franczak – artystka interdyscyplinarna, podczas realizacji prac posługuje się różnymi mediami: malarstwem, rysunkiem, fotografią, performance. Tworzy obiekty i pracuje z przestrzenią site specific. Członkini polsko-niemieckiej grupy AOUA (Academy of Ugly Arts). Współpracuje z artystami i artystkami z Polski i ze świata: Yael Frank, Marcinem Dymiterem, Ludomirem Franczakiem, Sarą Kurzinger oraz Jaśminą Wójcik i Weroniką Lewandowską (z którymi tworzy kolektyw „Łodygi”). Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2014 roku. Wystawia w galeriach w Polsce i za granicą (m.in. Miejsce Projektów Zachęty w Warszawie, Arsenał w Poznaniu, BWA Zielona Góra, Labirynt w Lublinie, CSW w Toruniu).

***

Stworzone przez artystów tableau będzie wędrowało po Cieszynie i Czeskim Cieszynie do końca 2016 roku.

Działanie zostało sfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach projektu „Włącz kulturę!”.

Anna-Cieplak-Ma-Byc-Czysto

 

**Dziennik Opinii nr 294/2016 (1494)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.