Kraj

Uchodźczy dylemat opozycji

Tusk mówi, że „polskie granice muszą być szczelne”, Hołownia, że „priorytetem polskich władz powinno być zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom RP i nienaruszalności naszych granic”, a Konieczny przerzuca wodę i śpiwory uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej. Czy opozycja zdoła przedstawić wspólną alternatywę wobec tego, co na granicy robi PiS? Czy powinna mówić w tej sprawie jednym głosem?

Wobec sytuacji na granicy Polski i Białorusi PiS odpalił znany z 2015 roku skrypt: bronimy granic, „to nie uchodźcy, tylko migranci ekonomiczni”, opozycja nie dba o polskie bezpieczeństwo, działa jak piąta kolumna. Narracja ta została uruchomiona w tym roku, zanim jakikolwiek rzeczywisty kryzys migracyjny w ogóle się zaczął: kilkadziesiąt osób na granicy to nie jest żaden kryzys, to sytuacja, która dla służb granicznych i migracyjnych europejskiego państwa w trzeciej dekadzie XXI wieku powinna być rutynowa.

Opozycja, poza Lewicą, z sytuacją w Usnarzu Górnym i wojenną narracją, którą uruchomił PiS, miała z kolei wyraźny problem. Przez ostatnie kilka dni jej przedstawiciele kluczyli w sprawie tego, co zrobić, jakby czekali na reakcję Polaków na uruchomiony przez rządzących propagandowy przekaz. Czy opozycja zdoła przedstawić wspólną alternatywę, wobec tego, co na granicy robi PiS? Czy powinna mówić w tej sprawie jednym głosem?

Granice i humanitaryzm

W przypadku PO kluczenie wynikać może z pamięci tego, co stało się w 2015 roku. Ówczesny kryzys uchodźczy został bezwzględnie wykorzystany przez PiS, partia i bliskie jej media zorganizowały bezprecedensową nagonkę na uchodźców, która trwała jeszcze kilka lat po wygranych przez Zjednoczoną Prawicę wyborach. Opozycja przegrała wtedy między innymi dlatego, że PiS udało się przekonać część Polaków do tego, że Unia Europejska chce nam wbrew naszej woli narzucić uchodźców i tylko partia Kaczyńskiego ma odwagę się temu przeciwstawić, wbrew politycznej poprawności broniąc Polski przed niechcianą i potencjalnie niebezpieczną dla Polaków migracją.

Uchodźcy i wojsko pod granicą, czyli gdzie jest Polska

Jak można usłyszeć od polityków PO, pamięć tamtych wydarzeń jest w partii ciągle żywa i partia jest zdeterminowana, by uniknąć podobnego scenariusza dziś. Jest to zrozumiałe, choć można się zastanawiać, czy problem w 2015 roku polegał wcale nie na tym, że PO zbyt otwarcie opowiedziała się za przyjęciem uchodźców, ale na tym, że nie była w stanie przedstawić wyborcom żadnego spójnego komunikatu. Osobiście przychylałbym się do tej drugiej opinii, PO sześć lat temu dała się całkowicie zakrzyczeć propagandzie PiS i nie próbowała nawet bronić w przestrzeni publicznej własnego stanowiska.

Teraz pierwsze komunikaty PO skupiły się na konieczności ochrony granic. „Polskie granice muszą być szczelne i dobrze chronione; ochrona nie polega na antyhumanitarnej propagandzie, tylko sprawnym działaniu” – napisał w sobotę 21 sierpnia Donald Tusk, dodając, że w czasie rządów PiS „polską granicę przekroczyło rekordowo dużo nielegalnych migrantów”.

W podobnym tonie o sytuacji na granicy utrzymany był pierwszy komunikat Szymona Hołowni. „Dzisiaj priorytetem polskich władz powinno być zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom RP i nienaruszalności naszych granic” – mówił 19 sierpnia w Gdańsku.

Nacisk na ochronę granic w wystąpieniach obu liderów największych sił opozycji mógł wynikać nie tylko z pamięci roku 2015, ale – zwłaszcza w wypadku lidera Europejskiej Partii Ludowej – ze stanowiska europejskiego mainstreamu w tej sprawie. Unijni liderzy też nie chcą powtórki z 2015 roku, obawiają się scenariusza, w którym Putin i Łukaszenka używają migrantów do tego, by destabilizować sytuację wewnątrz Wspólnoty. Unia oczekuje, że Polska, Litwa i Łotwa zadbają o szczelność wschodniej granicy Unii.

Tusk i Hołownia tym różnią się jednak od PiS, że dostrzegają, iż kryzys na granicy nie unieważnia prawa międzynarodowego i praw człowieka. Wątek humanitarny zajmował coraz więcej miejsca w kolejnych wypowiedziach obu liderów.

Hołownia podnosił go szczególnie w swojej obronie postępowania posła Franciszka Sterczewskiego. We wtorek 24 sierpnia poseł Koalicji Obywatelskiej pojawił się w Usnarzu, próbował dostać się do uchodźców z pomocą, uciekając biegiem przed strażnikami granicznymi. Prawicowy Twitter wypełniły filmiki przedstawiające bieg posła z podłożoną muzyką z Benny Hilla, politycy Zjednoczonej Prawicy prześcigali się w szyderstwach ze Sterczewskiego. Hołownia napisał w odpowiedzi na tę kampanię, że jest dumny z tego, iż zna Sterczewskiego, a jego krytycy „powinni się przejrzeć w lustrze”. Zaznaczył, że państwo ma pewne humanitarne obowiązki i „nie może nie przyjąć wniosku o azyl”.

Humanitarny aspekt sytuacji podkreślał też Tusk w swoim kolejnym wystąpieniu w środę 25 sierpnia. Dwa dni później, w piątek, w trakcie debaty na Campusie Polska z Rafałem Trzaskowskim lider PO zadeklarował po raz pierwszy, że osoby dziś przebywające na polsko-białoruskiej granicy trzeba wpuścić do Polski i zgodnie z procedurami rozpatrzyć ich wnioski azylowe.

Skąd ta zmiana akcentów, widoczna zwłaszcza u Tuska? Być może lider PO zobaczył wewnętrzne badania pokazujące, że PiS sprawę migracji w tym roku jednak przegrzało. Analiza Anny Mierzyńskiej z OKO.press pokazuje, że PiS na razie przegrywa spór o uchodźców, przynajmniej w internecie. Ton nadają przekazy mediów liberalnych i liberalnych liderów opinii, to one robią największe zasięgi. Przekaz prawicy o wojnie hybrydowej i opozycyjnej piątej kolumnie dociera głównie do już przekonanych. Gdyby ten trend się utrzymał, to obecna linia dwóch największych opozycyjnych partii – KO i Polski 2050 – łącząca wątek bezpiecznych granic z kwestiami humanitarnymi może jeszcze przysłużyć się opozycji bardziej niż chyba przedwczesna wojenna retoryka PiS. Przynajmniej dopóki kryzys migracyjny na wschodniej granicy nie przybierze rozmiarów, które znaczna część Polaków uzna za zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa.

Lewica: język praw człowieka

Od reszty opozycji odróżnia się wyraźnie Lewica, która od początku najbardziej konsekwentnie w sprawie sytuacji na granicy mówi językiem praw człowieka, na dalszy plan odsuwając inne kwestie. To poseł Razem Maciej Konieczny jako pierwszy znalazł się na granicy i korzystając z możliwości, jakie daje mandat, próbował pomóc znajdującym się tam migrantom.

Liderzy Lewicy jako pierwsi wyraźnie zadeklarowali też, że Polska powinna zgodnie z prawem umożliwić osobom znajdującym się dziś na granicy złożenie wniosku o ochronę międzynarodową. „Nie wpuszczając tych ludzi i nie dając im możliwości złożenia wniosku, łamiemy prawo” – mówił już w niedzielę 22 sierpnia w Kawie na ławę Włodzimierz Czarzasty. W podobnym tonie w następnym tygodniu wypowiadał się Robert Biedroń. „Polski rząd powinien zastosować się do prawa, a prawo mówi, że ci ludzie powinni trafić do ośrodków dla uchodźców” – mówił w rozmowie z Zuzanną Dąbrowską.

Agata Szczęśniak z OKO.press, powołując się na rozmowy z politykami Lewicy, napisała, że ma to być nie tylko kwestia wierności lewicowym pryncypiom, ale także przemyślanej taktyki. Zdaniem polityków Lewicy to jasna, pryncypialna postawa Adriana Zandberga w telewizyjnej debacie liderów partyjnych w 2015 roku – gdy powiedział, że w sprawie uchodźców Polska musi zachować się przyzwoicie – pomogła Razem, windując rozpoznawalność i poparcie partii do poziomu umożliwiającego uzyskanie partyjnej dotacji. Dziś jasna postawa w sprawie uchodźców ma być sposobem na gruntowanie „betonowego” elektoratu formacji, dla którego prawa człowieka i uchodźców są kluczowym zagadnieniem, jednym z politycznych „totemów” nadających lewicowym wyborcom tożsamość i odróżniającym ich od sympatyków pozostałych formacji.

Lewica bez wątpienia ma taki elektorat, w grupie swoich zadeklarowanych sympatyków najpewniej dość liczny. Marcin Duma z IBRiS napisał na Twitterze, że w badaniach wychodzi, iż lewicowy elektorat jako jedyny jest skłonny do udzielenia uchodźcom pomocy. Skupienie się na obsłudze takiego elektoratu pewnie nie ułatwi Lewicy walki o rozczarowany, socjalno-pragmatyczny elektorat PiS, który nawet jeśli teraz nie poddaje się panice, jaką próbuje nakręcić partią rządząca, to pozostaje sceptyczny wobec szerszej pomocy uchodźcom. Lewica ma chyba jednak rację, że zamiast gonić za chimerą elektoratu, którego nie ma i którego być może nie ma szans pozyskać w tej dekadzie, skupia się na budowaniu swojego przekazu, ważnego dla elektoratu, który faktycznie ma lub może łatwo pozyskać, przy okazji odróżniając się zarówno od PiS, jak i od reszty opozycji. Choć pewnie podkreślenie tego, że oprócz praw człowieka Lewica rozumie również problemy bezpieczeństwa, nie zaszkodziłoby lewicowemu blokowi.

Czy możliwa jest zgoda?

W środę 25 sierpnia Tusk nie tylko podniósł kwestie humanitarne, ale także zaapelował o zgodę narodową w kwestii sytuacji na granicy, uchodźców i migracji. Czy taka zgoda jest dziś możliwa?

Teoretycznie można by wypracować rozsądny kompromis. Rząd wpuściłby osoby obecnie przebywające na granicy i rozpatrzył ich wnioski azylowe, opozycja w zamian zaczęłaby rozmawiać o wypracowaniu ponadpartyjnego porozumienia w kwestii uszczelnienia granic oraz spójnej polityki azylowo-migracyjnej, łączącej troskę o bezpieczeństwo, potrzeby polskiego rynku pracy, gdzie migranci są po prostu niezbędni, i kwestie humanitarne. Niestety, jak to często bywa, opcja rozsądna jest najmniej prawdopodobna.

Ochojska: Na granicy umiera kobieta, której my odmawiamy pomocy

Przede wszystkim z powodu tego, kto rządzi. PiS-owi nie zależy na rozwiązaniu problemu na granicy teraz i w przyszłości. Rządząca partia, choć sytuacja na granicy pozostawała w granicach normy, zdecydowała się rozkręcić panikę moralną wokół zagrażającej Polsce „wojnie hybrydowej” i napiętnować opozycję. Jeśli PiS nie znajdzie się pod ścianą – czyli aż pod polskimi granicami nie znajdą się setki tysięcy migrantów – nie będzie szukał żadnego porozumienia z opozycją i problem migrantów będzie wykorzystywał do wewnętrznych politycznych rozgrywek.

Czy porozumie się przynajmniej opozycja? Też byłbym sceptyczny. Na razie na wezwania do zgody przez Tuska Hołownia i Lewica zareagowali – mówiąc najuprzejmiej – mocno sceptycznie. Zwłaszcza Lewicy na razie politycznie opłaca się odróżniać w kwestii uchodźców nie tylko od PiS, ale także centroprawicowego głównego nurtu opozycji. Jednocześnie, jeśli spełni się najbardziej dla nas politycznie ryzykowny scenariusz i pod polsko-białoruską granicę ruszy przez byłe ZSRR naprawdę duża grupa uchodźców z Afganistanu, społeczeństwo będzie oczekiwało nie tylko od rządu, ale i od opozycji konkretnych propozycji, co Polska ma z tym właściwie zrobić. Krytyka niehumanitarnego postępowania rządu i ogólnie słuszne słowa o prawach człowieka i szczelności granic mogą wtedy już nie wystarczyć. Więc niech na razie opozycja obsługuje różne wrażliwości – ale po cichu warto zacząć rozmawiać, jak odpowiedzieć na hipotetyczny czarny scenariusz oraz na skrajnie polaryzujący, stygmatyzujący język, jaki na pewno uruchomi wtedy partia rządząca.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij