Kraj

Sułtanat polski

Czy rząd ma jakiś pomysł na politykę zagraniczną? Śledząc porażki Polski na arenie międzynarodowej, można by pomyśleć, że władzy zwyczajnie brak jakiegokolwiek planu. Niestety, jest dużo gorzej. Polski rząd mianowicie od dłuższego czasu inspiruje się polityką zagraniczną Turcji. Warto przyjrzeć się jej założeniom i efektom, żeby zdać sobie sprawę, na jakim kursie jesteśmy.

Prezydent Erdoğan sprawuje władzę w swym kraju z przekonaniem, że właśnie nadszedł czas na odbudowę jego mocarstwowej pozycji i podniesienie Turcji do rangi regionalnego imperium. Jego zdaniem moment do tego jest idealny: świat jest wyraźnie rozchwiany i wyłania się z niego porządek wielobiegunowy. Nie można zatem trwać przy dawnych przyzwyczajeniach i dawnych sojuszach. Trzeba mieć otwartą głowę, by móc skorzystać z nowych koniunktur i kryzysów. Jedyną zaś stałą w otaczającym nas chaosie powinien być własny interes definiowany na bieżąco, w zależności od nadarzających się okazji. Z tak mniej więcej zdefiniowaną agendą Erdoğan prowadzi swoją sułtańską politykę.

Efekty? Sankcje, radykalizm, konflikty

Wygląda to wszystko bardzo ambitnie, ale jakie są jej dotychczasowe efekty? Zacznijmy od Egiptu. Prezydent Turcji odszedł od idei świeckiego państwa realizowanej przez Kemal Atatürka przed wiekiem i swój projekt imperialny Turcji nasyca islamskim radykalizmem. Gdy w nieodległym w Egipcie władzę zdobywało Bractwo Muzułmańskie, udzielał mu wsparcia, mając nadzieję na bliski sojusz z religijnym rządem tego kraju. Po obaleniu Bractwa skrytykował zaś nowe władze, czym zaskarbił sobie ich szczerą niechęć – zaowocowała ona między innymi egipskim wsparciem Asada w Syrii właśnie przeciwko Erdoğanowi.

Rożawa krwawi, Węgrzy protestują, Orbán zaprasza Erdoğana

Choć Turcja jest członkiem NATO, jej prezydent nie chce czuć się ograniczany w swojej polityce obronnej i dlatego między innymi zakupił od Rosji rakiety S-400. Wywołało to furię Stanów Zjednoczonych, bo oprócz tego, że oznaczało wsparcie finansowe dla Putina, to jeszcze rakiety te stworzone zostały do zestrzeliwania amerykańskich myśliwców nowej generacji F-35. Dlatego właśnie USA zdecydowały się nałożyć sankcje na turecki przemysł zbrojeniowy.

Jak dość powszechnie wiadomo, Turcja jest od dziesięcioleci w konflikcie z Grecją. Erdoğan przeniósł go jednak na poziom wyższy od zwyczajowego. W 2020 roku rozpoczął na przykład przygotowania do odwiertów gazu, którego złoża znajdują się na wodach terytorialnych Grecji, przyznanych jej jeszcze w ramach traktatu z Lozanny podpisanego w 1923 roku. Rzekomą „podstawą” dla tych działań ma być porozumienie, które Turcja zawarła z… Libią, a które stwierdza, że kraje te łączy wyłączna strefa ekonomiczna – tak się składa, że przecinająca wody terytorialne Grecji. Przecina ona także szlak planowanego przez kraje sąsiednie rurociągu gazowego, co rozsierdza kraje skupione w EAESTMED (porozumienie gazowe), czyli bagatela: Grecję, Egipt, Cypr, Izrael, Terytoria Palestyńskie, Jordanię i Włochy.

Cypr: jedna wyspa, dwa bieguny

czytaj także

Cypr: jedna wyspa, dwa bieguny

Julia Aleksiejewa

Z powodów, o których nie ma tu miejsca pisać, Turcja ma również (mniej lub bardziej zadawnione) konflikty z Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Iranem i przede wszystkim Armenią. W zasadzie trudno znaleźć sąsiada, z którym Turcja miałaby stabilne i przyjacielskie relacje. Stała się bowiem krajem niewiarygodnym i nieobliczalnym. Przekonaliśmy się o tym zresztą niedawno, gdy to właśnie tureckie samoloty masowo przewoziły ludzi migrujących na Białoruś, przyczyniając się do wywołania kryzysu humanitarnego i międzynarodowego.

Szczyt proputinowski nad Wisłą

To, że nasi rządzący przy tej okazji zawiedli się na Erdoğanie, nie zmienia niestety ich fascynacji jego sposobem uprawiania polityki zagranicznej. Jesteśmy bowiem w dotyczącym praworządności konflikcie z Unią Europejską, a ze względu na niewykonywanie wyroku TSUE mamy dziś zablokowane 250 mld złotych z Funduszu Odbudowy. Rząd chciał je otrzymać, wykorzystując do tego kryzys migracyjny. Grał na to, że Polska powstrzymująca uchodźców mogłaby liczyć na specjalne traktowanie. Telefon kanclerki Merkel do prezydenta Łukaszenki rozwiał jednak te nadzieje. W odpowiedzi premier RP zapowiedział powołanie… Instytutu Strat Wojennych, który będzie pracował na rzecz wypłacenia reparacji Polsce przez Niemcy.

Jednocześnie zamiast pieniędzy z Unii Europejskiej, które nam się należą, rząd rozpoczął negocjacje w sprawie wypuszczenia polskich obligacji na rynku chińskim. Zadajmy sobie pytanie, czy wywoła to odpowiednio ciepłe uczucia Amerykanów. Przy okazji ostatniego kryzysu na granicy rosyjsko-ukraińskiej nie zadzwonili nawet do Warszawy, żeby nas poinformować o swej strategii przed rozmowami Biden–Putin, nie mówiąc nawet o uwzględnieniu naszego stanowiska.

PiS znów o krok bliżej Turcji. Policja będzie bogatsza, urzędnicy zbiednieją

Wobec trudnej i napiętej sytuacji na naszych wschodnich granicach rząd, zamiast postawić na odbudowanie relacji z najważniejszymi partnerami na Zachodzie, czyli Niemcami, Francją i USA, podejmuje się awanturniczych projektów politycznych, choćby stawiając na budowę antyunijnej opozycji prawicowej w UE. Zaprasza więc do Warszawy proputinowskich polityków, na czele z Marine Le Pen, licząc, że być może ta wygra wybory we Francji, dzięki czemu PiS będzie miał Budapeszt także w Paryżu. Przypomnijmy jednak, że w 2017 roku kandydat Macron dostał 20 mln głosów, a szefowa Zjednoczenia Narodowego połowę tej liczby. Le Pen zwyciężająca w drugiej turze – o ile w ogóle do niej wejdzie, biorąc pod uwagę popularność innego kandydata skrajnej prawicy, Erica Zemmoura – to scenariusz fantasy. Macron jednak zapamięta jej wizytę w Warszawie.

Polska buforowa

Polska uprawiająca sułtańską politykę staje się coraz bardziej osamotniona na scenie międzynarodowej. Nie budzi zaufania i nie jest przewidywalnym partnerem. Jest odbierana jako kraj pogłębiający niestabilność międzynarodową. Najgorsze jest jednak to, że w Warszawie wywołuje to nawet chyba zadowolenie, ponieważ w przekonaniu rządzących właśnie dlatego możni tego świata „wreszcie muszą się z nami liczyć”. Prawda jest jednak taka, że w Europie coraz większą popularność zdobywa pogląd, że wobec problemów na wschodnich granicach Unii należy raczej przyspieszyć integrację wokół twardego zachodniego jądra, a wschód, czyli na przykład Polskę i Węgry, pozostawić jako swojego rodzaju strefę buforową między jądrem Unii a strefą wpływów Rosji. Jeśli zatem Polska uprawia doraźną i nieprzewidywalną politykę, to odpowiedzią na nią także będzie doraźna polityka krajów połączonych wspólnymi wartościami i długofalowymi interesami, nastawiona nie na budowanie partnerstwa, lecz tylko rozwiązywanie bieżących kryzysów. Dokładnie tak postąpiono z naszym kryzysem granicznym.

Wizja Polski rozgrywającej imperia jest kusząca dla rządzącej prawicy, ale w chaotycznym świecie jest niebezpieczna i może skończyć się na pasie ziemi niczyjej – między Unią a Rosją.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maciej Gdula
Maciej Gdula
Poseł Lewicy
Poseł Lewicy, socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.
Zamknij