Kraj

Czy to koniec reprywatyzacyjnej grabieży?

Podpisana właśnie przez prezydenta nowelizacja kodeksu postępowania administracyjnego cieszy, ale jednocześnie wcale nie oznacza, że partia Kaczyńskiego jest odporna na naciski środowisk, którym zależy na kontynuowaniu reprywatyzacji – mówi nam posłanka z partii Razem, Magdalena Biejat.

11 sierpnia – jak pisał na naszych łamach Jakub Majmurek – z uwagi na przeprowadzoną bezprawnie reasumpcję przegranego przez PiS głosowania i przepchnięcie Lex TVN to w jeden z „najczarniejszych dni w historii polskiego parlamentaryzmu”, ale nie w dziejach batalii z dziką reprywatyzacją. Podczas burzliwej debaty w Sejmie przyjęto finalną wersję korekty przepisów kodeksu postępowania administracyjnego, która ma szansę uchronić przed nagłą utratą dachu nad głową tysiące ludzi, głównie w Warszawie.

O co chodzi?

– Nowelizacja jest realizacją postulatów ruchów lokatorskich, kończy bowiem reprywatyzacyjną grabież. Mieszkańcy budynków, których status był dotąd nieustalony, będą mogli odetchnąć z ulgą, ponieważ nie trafią wraz z kamienicami w ręce prywatnych kamieniczników – mówi nam Piotr Ciszewski, przedstawiciel Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów i współautor upamiętniającej działania i tragiczną śmierć Joanny Brzeskiej książki Wszystkich nas nie spalicie.

Brzeska zapłaciła najwyższą cenę za walkę z rażącą niesprawiedliwością i ludzką krzywdą

Nasz rozmówca przypomina, że to mocno spóźnione wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z maja 2015 roku, kiedy funkcję prezesa tego niezawisłego jeszcze organu sprawował Andrzej Rzepliński. – To Trybunał orzekł, że istnienie roszczeń, które nie mają okresu przedawnienia, jest sprzeczne z konstytucją – słyszymy.

W dużym uproszczeniu chodzi o to, że decyzję administracyjną wydaną bez podstawy prawnej lub „z rażącym naruszeniem prawa” można było do tej pory zakwestionować w dowolnym momencie. Tak też działo się w kontekście spraw o bezprawne odebranie i znacjonalizowanie mienia w czasie II wojny światowej lub tuż po niej w PRL-u. Po 1989 roku właściciele i spadkobiercy mogli ubiegać się o odzyskanie utraconych gruntów i nieruchomości. Ale tacy nie zawsze się znajdowali, zaś na ich miejsce przy asyście urzędników miejskich i polityków wskakiwali handlarze roszczeniami, patoreprywatyzatorzy i mafia.

Resztę historii i tragedii, do jakich doszło w wyniku popełnianych przy tym nadużyć, opisały media i osoby broniące praw lokatorskich, w tym m.in. prawniczka Beata Siemieniako w książce Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu wydanej przez Krytykę Polityczną.

Teraz nowe prawo ma zakończyć kwestię roszczeń, które dotyczą decyzji administracyjnych wydanych bez podstawy prawnej lub prawo naruszające, jeżeli od dnia doręczenia lub ogłoszenia upłynęło dziesięć lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne. Poza tym w przypadku decyzji co najmniej 30-letnich nie będzie można w ogóle wszcząć żadnego postępowania, a te, które są w toku, zostaną umorzone.

Aktywista miejski Jan Śpiewak szacuje, że w samej Warszawie miejsc, które mogłyby ulec reprywatyzacji, jest ok. 10 tys. Z kolei z opinii wydanej przez Strategie 2050, czyli think-tank partii Szymona Hołowni, wynika, że nowelizacja k.p.a. przyczyni się do umorzenia około 2,3 tys. spraw z udziałem drżących o swoją przyszłość lokatorów.

Ustawę nowelizacyjną zdążył już podpisać prezydent Andrzej Duda, który tak argumentował swoje stanowisko: „Jestem przekonany, że wraz z moim podpisem kończy się epoka chaosu prawnego – epoka mafii reprywatyzacyjnych, niepewności milionów Polaków i braku poszanowania dla elementarnych praw obywatelek i obywateli naszego kraju. Wierzę bowiem w państwo dające obywatelom ochronę przed niesprawiedliwością”.

„To był jej dom” [KOMIKS]

czytaj także

Nie tak prędko

Ogromnego entuzjazmu prezydenta nie podziela jednak Magdalena Biejat z partii Razem, która wprawdzie uważa, że nowelizacja stanowi niewątpliwie ważny krok w obszarze walki z reprywatyzacją w Polsce, ale nie porządkuje całkowicie spraw związanych z roszczeniami rewindykacyjnymi i rekompensatą zarówno za straty poniesione przez ofiary zarówno wojny, wywłaszczeń czy nacjonalizacji, jak i reprywatyzacji.

– Przypominam też, że mamy do czynienia z korektą kodeksu postępowania administracyjnego, a więc zmiany obejmą te miasta i nieruchomości, których nacjonalizacja była przeprowadzona na gruncie prawa administracyjnego, czyli głównie w ramach warszawskiego dekretu Bieruta. A co z takimi miastami, jak Kraków czy Poznań, w których reprywatyzacja również odcisnęła ogromne piętno? Gdyby prezydent chciał odtrąbić sukces faktycznego domknięcia kwestii reprywatyzacji w Polsce, powinien doprowadzić do podpisania oddzielnej ustawy reprywatyzacyjnej, np. tej autorstwa Lewicy – twierdzi parlamentarzystka, przypominając, że w sejmowej zamrażarce czeka kompleksowy projekt przygotowany po przeprowadzonych przez polityków i polityczki Lewicy konsultacjach z lokatorami i samorządami we współpracy m.in. wraz ze wspomnianą wcześniej Beatą Siemieniako.

O szczegółach tych propozycji pisaliśmy tutaj. Przypomnijmy jednak najważniejsze z nich: całkowite wygaśnięcie roszczeń i zapewnienie stronie społecznej możliwości sprawowania kontroli nad tym procesem, koniec zwrotów w naturze, rekompensaty ograniczone tylko dla określonych grup i tylko dla osób fizycznych, niezbywalność prawa do rekompensaty, które mają wynieść 10 proc. wartości nieruchomości wyliczanej historycznie na dzień jej przejęcia przez Skarb Państwa.

Lewica: Czas powiedzieć „stop” mafii reprywatyzacyjnej

PiS na razie jednak nie pali się do dyskusji nad dużą ustawą reprywatyzacyjną, choć takie ruchy zapowiadali już kilka lat temu Jarosław Kaczyński czy Patryk Jaki, który z pomysłu ostatecznie się wycofał, gdy stanął do wyścigu o fotel włodarza stolicy. „Duża ustawa reprywatyzacyjna może i by pomogła, ale tak naprawdę wystarczy stanowczy prezydent Warszawy” – mówił.

Niewiele wskórała też PiS-owska komisja weryfikacyjna, która miała przede wszystkim obciążyć odpowiedzialnością za afery reprywatyzacyjne polityków Platformy Obywatelskiej i doprowadzić do zmian systemowych. Tak się jednak nie stało, co każe myśleć, że reprywatyzacja to jedynie nośne hasło na plakaty wyborcze lub do atakowania wroga. Ostatecznie rząd w sprawie milczy lub koncentruje się na Warszawie tak, jak przyjęta w zeszłym roku tzw. mała ustawę reprywatyzacyjna, która ma ukrócić działalność stołecznych czyścicieli kamienic i zapewnić poszkodowanym wynagrodzenie strat.

– Nie jest tajemnicą, że cała sprawa ma podłoże polityczne. W PiS brakuje wystarczającej woli, by kwestię reprywatyzacji doprowadzić do końca, co tylko zadaje kłam wszystkim kampaniom propagandowym, w których ten rząd chwalił się i nadal chwali rzekomą walką z układami i czyścicielami kamienic – mówi Magdalena Biejat.

– Podpisana właśnie przez prezydenta nowelizacja kodeksu postępowania administracyjnego cieszy, bo spokój każdej rodziny lokatorskiej jest na wagę złota. Ale jednocześnie to wcale nie oznacza, że partia Kaczyńskiego jest odporna na naciski środowisk, którym zależy na kontynuowaniu reprywatyzacji. A tę najłatwiej jest krytykować wtedy, gdy trzeba w złym świetle pokazać Platformę – słyszymy.

Jednocześnie posłanka i nasz drugi rozmówca, Piotr Ciszewski, podkreślają, że nowelizacja k.p.a. będzie korzystna dla samorządów. – Te będą mogły wreszcie inwestować czy prowadzić remonty budynków, nie obawiając się ich nieuregulowanego statusu – zaznacza przedstawiciel ruchu lokatorskiego.

Magdalena Biejat przypomina z kolei, że argument o nieopłacalności remontowania kamienic z mieszkaniami komunalnymi albo pustostanów często podnosił ratusz w stolicy.

– W Warszawie istnieje wiele kamienic, które zapadają się pod własnym ciężarem, bo włodarze miasta obawiali się, że nie ma sensu nic z nimi robić, skoro tak zaraz trzeba będzie je zwracać. Cieszę się, że ta przesłanka upada, bo z jednej strony – może wreszcie samorząd zapewni lokatorom życie w godnych warunkach i zajmie się niszczejącymi budynkami, a po drugie – wykorzysta puste nieruchomości i zacznie inwestować w mieszkalnictwo komunalne – podkreśla posłanka.

Nie słuchaliście Ikonowicza w 1995, to posłuchacie Jakiego w 2017

Tło międzynarodowe

Niewielka korekta w prawie może całkowicie odmienić losy miasta i jego mieszkańców, ale oprócz tego jeszcze bardziej zepsuć relacje polsko-izraelskie i polsko-amerykańskie, bo nowelizację odebrano jako przejaw antysemityzmu ze strony polskiego rządu. PiS-owi zarzuca się, że ustawą chce pozbawić osoby pochodzenia żydowskiego prawa do ubiegania się o utracone w czasie Holokaustu i później ziemie oraz nieruchomości, a także możliwości otrzymania rekompensaty za przejęcie tychże. Wprawdzie przepis nie zamyka możliwości wnioskowania o zwroty, bo wciąż można to robić na drodze cywilnej. Jednak taka narracja nie przekonuje władz Izraela i krytykujących te przepisy Amerykanów do słuszności podpisania noweli.

„Polska zaaprobowała dziś – nie po raz pierwszy – niemoralne, antysemickie prawo. Dzisiejszego wieczoru poleciłem charge d’affaires naszej ambasady w Warszawie, aby natychmiast wrócił do Izraela na konsultacje, na czas nieokreślony. Nowy ambasador Izraela w Polsce, który miał wyjechać do Warszawy, na razie pozostanie w Izraelu” – takie oświadczenie wydało kilka dni temu izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Szef tamtejszej dyplomacji, Jair Lapid, stwierdził, że „dawno minęły czasy, kiedy Polacy krzywdzili Żydów bez reakcji”. „Żydzi mają dziś własne dumne i silne państwo. Nie boimy się antysemickich gróźb i nie mamy zamiaru przymykać oczu na haniebne zachowanie antydemokratycznego rządu polskiego” – dodał.

Z kolei premier Naftali Bennett napisał, że „Izrael z ogromną powagą traktuje zaaprobowanie prawa uniemożliwiającego Żydom otrzymywanie odszkodowań za mienie, które zostało im ukradzione w czasie Holokaustu i ubolewa nad faktem, że Polska zdecydowała się dalej krzywdzić tych, którzy stracili wszystko”.

Sekretarz Stanu USA Anthony Blinken przyjął wiadomość o podpisaniu noweli przyjął z „głębokim żalem”, wzywając polski rząd do przygotowania prawa, które w klarowny i sprawiedliwy sposób będzie pozwalało potomkom ofiar Holokaustu ubiegać się o zadośćuczynienie.

„Przy braku takiej procedury to prawo skrzywdzi wszystkich obywateli Polski, których własność została niesprawiedliwie zabrana, w tym polskich Żydów, którzy byli ofiarami Holokaustu” – stwierdził Blinken.

Polski rząd niespecjalnie zdaje się przejmować zarzutami. Nic nie wskazuje też na to, by próbował załagodzić konflikt, który zaognia się, zresztą, od dawna. Wystarczy wspomnieć o aferze wywołanej przez PiS próbami majstrowania przy ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. Można więc stwierdzić, że na ostrą reakcję Izraela pracowaliśmy od dawna, a teraz pojawił się kolejny pretekst do uderzenia. Ale czy faktycznie słuszny?

Chcieliście polskich obozów koncentracyjnych, no to je macie

– Granie kartą „antysemityzmu” oraz „pamięci” o ofiarach Holokaustu jest w tym kontekście haniebne. Wystawia jak najgorsze świadectwo starającym się ingerować w wewnętrzne sprawy Polski prawicowym politykom z Izraela. Roszczenia „nie mają ojczyzny” – można powiedzieć. Bez względu na to, czy składa je organizacja twierdząca, że reprezentuje potomków ocalonych z Holokaustu, czy spadkobiercy dawnych arystokratów, bawiący się w „szlachtę”, są równie szkodliwe – mówi Piotr Ciszewski.

Zdaniem Magdaleny Biejat mamy do czynienia z niewątpliwą porażką dyplomatyczną polskich władz, bo sprawę roszczeń można było rozegrać znacznie lepiej, a na pewno nie dolewać oliwy do ognia, procedując w tym samym momencie Lex TVN, przez który znaleźliśmy się de facto na międzynarodowym celowniku.

– Rząd PiS, który robi wszystko, żeby pozycja Polski w świecie oraz relacje z USA czy UE były jak najgorsze. Natomiast strategię Izraela uważam za skandaliczną. Holokaust był straszliwą tragedią, która kładzie się ogromnym cieniem na historii ludzkości, która dotknęła w szczególności polskich obywateli żydowskiego pochodzenia. Nie wolno zapominać o tej krzywdzie ani jej umniejszać, ale nie można też traktować jej jak usprawiedliwienia dla krzywdzenia dzisiejszych obywateli naszego kraju. Dawnych krzywd nie naprawia się nowymi. Wykorzystywanie tej sprawy przez Izrael do prowadzenia swojej polityki wewnętrznej należy zdecydowanie potępić – dodaje posłanka.

Piotr Ciszewski przypomina z kolei, że w sprawie roszczeń obywateli USA władze PRL podpisały w roku 1961 umowę indemnizacyjną ze Stanami Zjednoczonymi. – Strona polska przekazała Amerykanom pieniądze i od tego momentu oni odpowiadali za wypłaty odszkodowań – zauważa nasz rozmówca.

Czy jednak w tej skomplikowanej układance da się pogodzić interesy lokatorów i ofiar Zagłady? Pomysłów jest kilka, a wśród nich pomysł symbolicznego zadośćuczynienia, jak powołanie funduszu, który podtrzymywałby pamięć o mordach na ludności żydowskiej. Ale do tego potrzeba dobrej woli i sprawności dyplomatycznej.

– Tak naprawdę wszystkie rozwiązania dotyczące regulacji znajdują się w projekcie dużej ustawy reprywatyzacyjnej. Tylko dzięki jej uchwaleniu będziemy w stanie zamknąć ten temat raz na zawsze i z korzyścią dla wszystkich – podsumowuje Magdalena Biejat.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij