Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

XTB – tu pracują twoje pieniądze. Dobrze, tylko na kogo?

XTB poprzez influencerów skutecznie sprzedaje wizję bezpiecznego inwestowania, ale zarabia głównie na CFD, gdzie większość klientów traci pieniądze.

Clown with red nose and painted smile wearing a colorful bow tie and plaid shirt, posing beside stock market screens.
Walka

Kiedy popularny komentator piłkarski i youtuber Tomasz Ćwiąkała reklamuje usługi maklerskie platformy XTB, to za każdym razem – tak samo, jak przy reklamowaniu bukmacherki – wypowiada formułkę o tym, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem, może być dla kogoś nieodpowiednie i trzeba to robić z głową, zawsze z głową, moi mili. To całkiem zabawne, jak łatwo uznajemy, że takie wymagane przepisami ostrzeżenia załatwiają sprawę, choć wiemy przecież, że działa to jak napis na etykiecie piwa oznajmiający, że nie wolno jeździć po alkoholu. Albo jak ostrzeżenie przed nowotworem na paczce fajek. Przyzwyczajamy się. Taki komunikat bardzo szybko staje się dla konsumenta przezroczysty.

Już w 2011 roku Amerykańska Agencja Żywności i Leków opublikowała badania dowodzące, że w przypadku wyrobów tytoniowych skuteczniejsze od samych napisów są makabryczne obrazki. Może więc w momencie, gdy Tomasz Ćwiąkała troskliwie przypomina, że inwestować należy z głową, zawsze z głową, to na ekranie wyświetlane powinny być obrazki z ludźmi, którym jeszcze chwilę temu zdawało się, że pomnożą swój majątek, a jednak stracili kwotę równą miesięcznej wypłacie?

Czytaj także Nielegalne zakłady bukmacherskie pułapką na graczy Jakub Szafrański

Ktoś mógłby powiedzieć, że to zbędne dramatyzowanie. Przecież redaktor Ćwiąkała uchodzi za jednego z rozsądniejszych piłkarskich ekspertów, więc nie polecałby nam byle czego. Podobnie jak musi mieć rację, gdy reklamując zakłady bukmacherskie podaje swoje typy na mecze – one się zwykle sprawdzają, bo redaktor wie, o czym mówi, i dzięki czemu jego widzowie opływają w dostatek, prawda?

W komunikatach Ćwiąkały i innych influencerów reklamujących XTB (a jest ich mnóstwo, obecnie firma sponsoruje połowę polskiego YouTube’a) inwestowanie to zwykle świetny sposób na zadbanie o przyszłość. A dbanie o przyszłość to najrozsądniejsza rzecz, jaką można zrobić. Dlatego słyszymy od nich o emeryturze, o kontach IKE i IKZE. Tyle że te komunikowane instrumenty finansowe może i są w ofercie brokera, ale nie stanowią istotnego źródła jego przychodu. Nie są nim nawet prowizje od stosunkowo bezpiecznego i długofalowego inwestowania przez klientów w akcje czy ETFy. Platforma zarabia przede wszystkim na kontraktach CFD, które w 2025 roku odpowiadały za 96,3 proc. przychodów spółki (co przekłada się na ponad 2 mld zł). O nich Tomasz Ćwiąkała nie wspomina.

Każdy jest kowalem własnego losu. A potem widzi reklamę

Gdyby nasz piłkarski influencer w swojej komunikacji był zobowiązany tymi samymi przepisami, które dotyczą strony internetowej XTB, musiałby powiedzieć coś dużo bardziej kłopotliwego niż to, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem. A mianowicie wspomnieć o tym, że 74 proc. rachunków detalicznych klientów tego konkretnego brokera odnotowuje straty na kontraktach CFD.

Taki właśnie komunikat widnieje na stronie głównej XTB. Firmę zobowiązuje do tego unijna dyrektywa MiFID (Markets in Financial Intruments Directive). Jak to się dzieje, że na stronie głównej platformy inwestycyjnej jest to wyłożone czarno na białym, a mimo to ludzie się na niej rejestrują, korzystają z ryzykownych instrumentów finansowych i w większości tracą pieniądze? Czy twarz znanego piłkarza i sportowego komentatora wystarczą, by człowiek uwierzył w swoją wyjątkowość i uznał, że właśnie on jest w stanie przezwyciężyć nieubłagane statystyki? Dodajmy, że średni wynik osiągany przez klienta w 2025 roku wynosił 6373 zł… straty.

Nie dotyczy to wyłącznie XTB – na całym rynku walutowym Forex statystycznie zwykle się traci. Według najnowszego raportu Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego w 2025 roku straty odnotowało 72,2 proc. inwestorów indywidualnych, a średni wynik takiego klienta to 5248 zł na minusie. XTB nie odbiega pod tym względem daleko. Te liczby mogą szokować w zestawieniu z obiegową opinią, według której reklamy nie mają żadnego znaczenia i każdy człowiek wie, co jest dla niego najkorzystniejsze.

Każdy jest kowalem swojego losu. A potem wystarczy znany piłkarz i mglista obietnica zysku, żeby cała ta argumentacja legła w gruzach.

Czym są kontrakty CFD?

Kontrakty CFD są kontraktami na różnicę kursową, w których strony zobowiązują się do pokrycia różnicy między kursem danego instrumentu finansowego w momentach otwarcia i zamknięcia pozycji. Mogą dotyczyć rynku Forex, gdzie gra się na wzrosty i spadki kursu walutowego, są jednak czymś zupełnie innym niż inwestycją w walutę. Mogą dotyczyć cen akcji i ETFów, nie są jednak zakupem samych akcji ani inwestycją w spółkę. Bardziej przypomina to rodzaj zakładu, choć w świetle prawa nie ma nic wspólnego z hazardem.

Czytaj także Rynki prognostyczne: od „mądrości tłumu” po zabójstwa na zlecenie Cory Doctorow

Tego rodzaju kontraktom towarzyszy często dźwignia finansowa, powodująca, że zysk może być wysoki i szybki, ale jednocześnie zwiększa potencjalne straty. Dodatkową kontrowersję wzbudza fakt, że drugą stroną takiego kontraktu jest często broker, w tym wypadku XTB. O ile przy innych, bezpieczniejszych instrumentach finansowych platforma pobiera prowizję od zysku, tak tutaj strata klienta to zysk brokera. Z zasady mamy więc do czynienia z konfliktem interesów.

Dark patterns przy rejestracji

Można się upierać, że nikt nikogo nie zmusza do korzystania z tych ryzykownych instrumentów finansowych. A jednak tzw. dark patterns istnieją od lat choćby w branży gier wideo. Dotyczą głównie gier-usług, gdzie projektowanie interfejsów uwzględnia zasady behawioryzmu po to, żeby pomóc graczowi podejmować impulsywne decyzje skutkujące zostawieniem w grze jak największej ilości waluty.

Dostęp do oferty XTB skonstruowany jest w bardzo podobny sposób i tutaj właśnie leży wyjątkowość tej konkretnej platformy. Podczas gdy u konkurencji kontrakty CFD są wyraźnie oddzielone od bezpieczniejszych instrumentów finansowych (czasem wymagają wręcz otworzenia osobnego, dedykowanego tylko im rachunku), w XTB są one dostępne pod kciukiem tuż obok zwykłych (i bezpieczniejszych, a przy okazji niekuszących szybkim zyskiem) inwestycji w akcje i ETFy. Nie da się też tego w żaden sposób wyłączyć. Albo bierzemy wszystko, albo nic. To wrażenie potęguje ankieta, którą musi wypełnić każdy klient zakładający konto na XTB. To kolejna rzecz, do której platformę zobowiązuje wspomniana wcześniej dyrektywa MiFID. Teoretycznie ankieta ma ocenić, czy klient wie, co robi ze swoimi pieniędzmi. Znowu mamy tutaj wyraźny podział: jedna ankieta dotycząca ryzykownych CFD, osobna o całej reszcie. Jednak przy zakładaniu konta klient wypełnia je obie, jedna po drugiej, w zasadzie połączone w jedno i to też jest dość szczególna sytuacja, gdyby porównać ją z podejściem konkurencji.

Michał Żuławiński, który pod koniec kwietnia opisał proces onboardingu nowego klienta XTB na portalu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, zwrócił uwagę na jeszcze jedną niepokojącą rzecz. Mianowicie na pytanie o stosunek nowego klienta do ryzyka. Brzmi ono: „Czy akceptujesz ryzyko potencjalnej straty do wysokości całości zainwestowanych środków?” Do wyboru są dwie odpowiedzi: a) Tak, akceptuję b) Nie akceptuję żadnego ryzyka. A więc znowu: albo wszystko, albo nic. Gdybyśmy więc traktowali ankietę całkowicie poważnie, to – biorąc pod uwagą przytoczone wcześniej statystyki dotyczące strat na ryzykownych instrumentach CFD – należałoby uznać, że większość klientów XTB to zwyczajnie przesadni ryzykanci, a aplikacja brokera w prosty sposób ten stan rzeczy wykorzystuje, mieszając CFD z bezpieczniejszymi instrumentami. Niemniej ankieta to tylko formalność, a znalezienie prawidłowych odpowiedzi w sieci nie stanowi problemu. Gdyby nawet uprzeć się, że kontrakty CFD formalnie nie są hazardem, to udostępnianie ich w tak bezproblemowy sposób sprzyja zachowaniom hazardowym i spełnia wszystkie przesłanki, by potrzebę hazardu zaspokajać.

W marcu Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na XTB karę w wysokości 20 mln zł, zwracając uwagę na nierzetelne informowanie nowych klientów o ryzyku, niewłaściwe przydzielanie klientów do grup docelowych i udostępnianie im nieodpowiednich instrumentów finansowych oraz nieodpowiednią implementację wspomnianej ankiety, wymaganej przez dyrektywę MiFID. Kara dotyczy działalności brokera w latach 2022-2023 i według oficjalnego stanowiska firmy „zarówno sam formularz, jak i mechanizm onboardingu zostały już zmienione zgodnie z wytycznymi Komisji”.

Wcześniej XTB (jeszcze pod nazwą X-Trade Brokers) otrzymało od KNF karę w wysokości 9,9 mln zł za stosowanie w latach 2014-2015 tzw. asymetrycznej dewiacji. Bez zakopywania się w zbędnych szczegółach, chodzi o świadome działanie na niekorzyść klienta. Rzecz dotyczyła właśnie kontraktów CDF, a więc – przypomnijmy – tych, gdzie strata indywidualnego inwestora to zysk brokera, będącego w tym wypadku drugą stroną kontraktu.

Czytaj także W minutę można przegrać fortunę Mateusz Kowalik

Nie sposób nie zauważyć, że wysokość tych kar nie wpływa specjalnie na płynność finansową XTB. Firma ma je wkalkulowane w ryzyko. Można o tym przeczytać w jej corocznych raportach finansowych, gdzie wśród przewidywanych czynników ryzyka obok m.in. wydarzeń całkowicie losowych znajdziemy też takie, za które spodziewać się można finansowych kar. Bierzemy do ręki Skonsolidowany raport całoroczny grupy kapitałowej XTB S.A. 2025, znajdujemy rozdział Zarządzanie ryzykiem, a w nim sekcję Czynniki ryzyka i zagrożenie. Przesuwamy palcem w dół, aż dojdziemy do miejsca, w którym wśród tychże czynników wymienia się „Niewłaściwe wyznaczanie grup docelowych oraz stosowanie przepisów prawa związanych z pozyskiwaniem i klasyfikacją klientów”. Cóż, w tej branży trzeba być gotowym na wszystko, nawet na stosowanie prawa.

Tak jak kary od KNF nie zaszkodziły brokerowi ze względu na ich wymierną finansową dotkliwość, tak samo informacja o nich nie wpłynęła na wizerunek czy notowania. Spółka jest obecnie droższa niż kiedykolwiek wcześniej, wyceniana na 12 mld zł, a w pierwszej połowie maja 2026 roku pobiła niespotykany dotąd w Polsce rekord miliona otwartych rachunków.

Wszystko to jest dokładnie tak głupie, jak wygląda. Mamy firmę oferującą dostęp do ryzykownych instrumentów finansowych, na których zdecydowana większość klientów traci, a które stanowią ponad 90 proc. jej przychodu. Firma ma prawny obowiązek mówić o tym wprost, a jednocześnie jest żyłą złota. Jeśli kiedyś będziecie zastanawiać się nad tym, dlaczego społeczeństwa wynoszą do władzy wszelkiej maści Tusków i Trumpów, przypomnijcie sobie o XTB.

Co przyciąga takie rzesze klientów?

Na klientów działa przede wszystkim rozmach, z jakim od jakiegoś czasu XTB prowadzi swój internetowy marketing. Ich logo zobaczycie nie tylko u influencerów piłkarskich, którzy już dawno przetarli szlaki reklamami bukmacherów, ale też u polskich youtuberów, których łączy wyłącznie jedno kryterium: ogromne zasięgi. Z marketingowego punktu widzenia należy docenić fakt, że wizerunek firmy zarabiającej na CFD udało się połączyć z roztropnym zabezpieczeniem przyszłości.

Nie bez znaczenia dla popularności XTB są również warunki i konkurencyjne ceny tych wszystkich usług, jak IKE i IKZE, inwestycje w akcje i ETFy. Tylko – powtórzmy – nie na tym XTB zarabia. Może sobie pozwolić na konkurencyjne ceny tych usług właśnie dzięki temu, że zarabia głównie na tym, czego nie reklamuje. Na ryzykownych kontraktach CFD, które ja jednak nazywałbym zakładami.

Mam nadzieję, że powyżej udało mi się przybliżyć wszystko, co jest nie tak z XTB na tyle przystępnie i jasno, że kiedy Krzysztof Stanowski znów będzie chwalił się, że jego sponsor wsparł zbiórkę charytatywną paroma milionami złotych, to czytelnicy Krytyki Politycznej będą pamiętać, skąd się te miliony wzięły.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x