Gospodarka

Reddit, Robinhood i GameStop, czyli jak nie było rewolucji na Wall Street

Drobni ciułacze dorobili się na giełdzie, rolując fundusze hedgingowe dzięki aplikacji, która miała zdemokratyzować rynki finansowe. Spisek wielkich graczy stłumił rebelię, ale została przynajmniej budująca historia. Szkopuł w tym, że nie jest ona do końca prawdziwa. Tu nic nie jest tym, czym się wydaje.

Idę o zakład, że ktoś kiedyś nakręci hollywoodzki film na motywach akcji, jaką redditorzy uzbrojeni w aplikację Robinhood przeprowadzili z udziałami sieci handlowej GameStop, bo jest w niej wszystko, czego dobrej historii trzeba. Są zwykli ludzie, którzy skrzykują się, by pokonać możnych i butnych, i dzięki współpracy zostają bohaterami. Są potężne mechanizmy, którymi możni i butni trzymają zwykłych ludzi w szachu, i jest nowa technologia, która pozwala zwykłym ludziom wykorzystać te mechanizmy przeciwko ich potężnym twórcom. Schwarzcharaktery, które bez specjalnego wyolbrzymiania można oskarżyć o sporą część zła tego świata i którym do tej pory wiele uchodziło na sucho, dostają w tej historii solidnego łupnia. Co prawda, źli się w końcu dogadali i nieuczciwymi zagrywkami powstrzymali rebeliantów, a rewolucji ostatecznie nie było – bo też to prawdziwe życie, nie jakieś Igrzyska śmierci. Ale przynajmniej jest szansa na lepszy świat – jeśli tym razem po części się udało, to może następnym uda się więcej? Trochę romantyzmu, trochę realizmu, trochę nadziei – po prostu samograj.

Bohaterów też mamy gotowych. Na przykład anonimowy 23-letni student lub studentka z Londynu, z którymś z nich rozmawiał brytyjski „Guardian”. Ten ktoś wraz z innymi użytkownikami forum WallStreetBets na platformie Reddita zainwestował oszczędności w udziały podupadłej firmy GameStop. Jego działania – podobno – były motywowane czymś więcej niż tylko żądzą zysku. „Chcieliśmy powiedzieć Wall Street, że robienie pieniędzy na niszczeniu firm, miejsc pracy i gospodarki nie jest OK” – cytuje brytyjski dziennik. „Ludzie nie przebaczyli im za 2008 ani nie zapomnieli. Tu nie chodzi o pieniądze. Tu chodzi o sending the message”.

Grasz na giełdzie? Oto, dlaczego jesteś frajerem

czytaj także

Główny zły bohater tej historii to Melvin Capital – fundusz hedgingowy, który ostro grał na spadki akcji GameStop… i przegrał. Co prawda powstał on dopiero w 2014 roku, więc – technicznie rzecz ujmując – nie mógł się przyczynić do krachu z roku 2008, ale jak każdy fundusz hedgingowy, traktował giełdę niczym kasyno i już z tego powodu stwarzał zagrożenie dla systemu gospodarczego. Pogłoski o jego bankructwie są przesadzone, ale w styczniu wartość funduszu spadła z 12,5 mld dolarów do zaledwie pięciu. I Malvin z pewnością usłyszał message – portfolio funduszu jest obecnie najmniej ryzykowne od czasu jego założenia.

Są nawet gotowi bohaterowie drugoplanowi! Dziesięcioletni Jaydyn Carr z Teksasu dzięki działaniom redditorów zainkasował 3,2 tysiąca dolarów. Co prawda sam nie brał udziału w najeździe, ale kilka lat temu dostał od mamy akcje warte 60 dolarów, a teraz zdjęcie jego uśmiechniętej buzi obiega internety.

Nie piszę tego cynicznie ani nie kpię. W dużej mierze tak ta historia funkcjonuje w przestrzeni publicznej. Jednak fakty wydają się nieco rozczarowujące. Wydają – bo wciąż do końca nie wiadomo, co się właściwie wydarzyło.

Giełdy i epidemia, czyli jak nie ratować gospodarki

Zacznijmy od końca, czyli od tego, jak zakończyła się rebelia redditorów i krótkotrwała bonanza zwykłych ciułaczy. W czwartek 28 stycznia rano aplikacja Robinhood ograniczyła transakcje akcjami niektórych firm, w tym GameStop, AMC i Blackberry. Akcje te rosły od 12 stycznia, a 25 stycznia wystrzeliły i w ciągu raptem dwóch dni zwiększyły swoją wartość o kilkaset procent. Decyzja Robinhooda o ograniczeniu transakcji wyglądała dość podejrzanie. Podjęto ją bowiem, gdy okazało się, że na nagłym wzroście rzeczonych akcji zarabiają zwykli, drobni inwestorzy, a tracą fundusze hedgingowe, które obstawiały spadek ich wartości.

Blokada wzbudziła zrozumiałą wściekłość. Senator z Partii Demokratycznej Sherrod Brown, szef komisji ds. bankowości, stwierdził, że „ludzie z Wall Street przejmują się regułami tylko wtedy, kiedy to oni cierpią”, i zapowiedział, że zorganizuje w Kongresie wysłuchanie w sprawie działań Robinhooda. Lewicowa kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez nazwała na Twitterze decyzję o zawieszeniu transakcji „nieakceptowalną”, a zgodzili się z nią Elon Musk oraz reprezentujący prawe skrzydło Partii Republikańskiej senator Ted Cruz (ten sam, który odmówił uznania głosów oddanych na Joe Bidena, co mało subtelnie wypomniała mu AOC).

Ekonomista i były sekretarz pracy Robert Reich napisał wprost: „Kiedy miliarderzy z funduszy hedgingowych trzęsą rynkiem, dostają duże premie. Kiedy zwykli Amerykanie trzęsą rynkiem, są powstrzymywani przez Wall Street. System jest ustawiony”.

Najoczywistszym powodem oburzenia było to, że indywidualnym inwestorom odebrano możliwość wzbogacenia się na giełdowym zamieszaniu. Nie pomógł fakt, że podobnymi obostrzeniami nie były objęte tracące kosztem zwykłych ciułaczy fundusze hedgingowe – one mogły handlować do woli. Diabeł tkwił też w szczegółach: aplikacja nie pozwalała kupować akcji niektórych firm, ale pozwalała je sprzedawać. Innymi słowy, jedyna dostępna dla użytkowników Robinhooda opcja była korzystna dla funduszy – i niekorzystna dla nich.

Jednak jak zauważył Dean Baker, starszy ekonomista Center for Economic and Policy Research (think tanku, który trudno oskarżyć o sympatię do Wall Street), nie musiał to być żaden spisek. Po pierwsze, zdaniem Bakera prawdopodobnie brzmi wyjaśnienie zawieszenia obrotu akcjami na platformie Robinhood koniecznością dziesięciokrotnego zwiększenia depozytu, która wynikała z gwałtownego rozchwiania kursu akcji. Co więcej, ograniczenia zostały zniesione w piątek rano – podobno, jak tylko zdobyto odpowiednie fundusze. W tym czasie ceny akcji wyraźnie spadły, jednak potem znowu zaczęły rosnąć, co oznacza, że użytkownicy Robinhooda mogli kupić akcje GameStop… z niezłą zniżką! Z tej perspektywy cały skandal jest raczej zbiegiem okoliczności, a nie szemraną próbą ratowania ogarniętych chciwością banksterów.

Podobnie ma się sprawa z powstaniem zwykłych ciułaczy przeciwko potężnym graczom z Wall Street.

Faktycznie, na forum WallStreetBets redditorzy skoordynowali grę na wzrost cen akcji GameStop. Nabywali od pośredników opcje kupna akcji GameStop, które w niedalekiej przyszłości dawały im prawo zakupu tych akcji za określoną (wtedy jeszcze niską) cenę. Pośrednicy sprzedający opcje, aby uniknąć ryzyka, musieli kupować akcje GameStop. Sami redditorzy też je kupowali, by windować ich cenę, a opcje zrealizować za cenę ustaloną wcześniej, znacznie niższą. Cały ten zakupowy szał sprawił, że cena akcji GameStop zaczęła gwałtownie rosnąć.

Postkapitalistyczny hit lata

Prawdą jest również, że część funduszy hedgingowych, w tym wspomniany Melvin Capital, grała na straty GameStop i się na tym przejechała. Chodziło o tzw. krótkie pozycje, czyli swego rodzaju hazard: inwestor pożycza akcje, po czym je sprzedaje i czeka. Gdy akcje tanieją na giełdzie, kupuje je i oddaje temu, od kogo je pożyczył. Jeśli w tym czasie cena akcji spadła, inwestor zarabia: kupił tanio, a sprzedał drogo, tyle że w odwrotnej kolejności. Zyski z takiej operacji mogą być bardzo duże. Jeśli jednak sytuacja rozwinie się nie po myśli inwestora i ceny pożyczonych akcji wzrosną, to straci.

Tak właśnie – według romantycznej opowieści o buncie indywidualnych graczy przeciwko gigantom – stało się w przypadku Malvin Capital i gry funduszu na spadek wartości GameStop. Redditorzy z forum WallStreetBets kolektywną decyzją kupna i utrzymania akcji GameStop „wycisnęli” fundusze z krótkich pozycji. Malvin et consortes, aby oddać pożyczone akcje, musieli je odkupić po cenach znacznie wyższych niż cena, za jaką je wcześniej sprzedali. Sami stracili, a zwykli ciułacze zyskali – czasami, jak Jaydyn Carr, względnie dużo.

Jednak jak zauważyła Alexis Goldstein, główna analityczka organizacji pozarządowej Americans for Financial Reform, opowieść o walce Dawida z Goliatem – a właściwie Dawidów z Goliatami – jest mało przekonująca. Cała sytuacja przypomina jej zdaniem walkę Goliatów z Dawidem w charakterze listka figowego.

Dlaczego? Otóż użytkownicy Robinhooda nie kupują niczego bezpośrednio – między nimi a sprzedawcami znajdują się animatorzy rynku, czyli pośrednicy. Sami użytkownicy aplikacji nie mają wpływu na to, kto jest pośrednikiem: wpływ ma platforma Robinhood. Głównym pośrednikiem wykorzystywanym przez Robinhooda jest ogromny fundusz hedgingowy Citadel, a konkretnie jego część, Citadel Securities. Robinhooda i Citadel łączy relacja, która nazywa się „Pay for Order Flow”: fundusz płaci platformie stałą sumę za każdą transakcję. Dzięki temu aplikacja nie pobiera prowizji od swoich użytkowników, co przyczyniło się do jej sukcesu.

Citadel z kolei zarabia na tym dlatego, że łączy wiele zamówień z Robinhooda (i nie tylko) w jedno, kupuje duże ilości akcji i opcji po atrakcyjnej cenie, a później odsprzedaje je indywidualnym użytkownikom po nieco gorszej cenie. Cały trik polega na tym, że Citadel nie musi trzymać akcji czy opcji „w zanadrzu” (i narażać się w ten sposób na straty), tylko dzięki tzw. transakcjom wysokiej częstotliwości (dokonywanym nie przez ludzi, ale przez reagujące w milisekundach komputery) może „wepchnąć” się między indywidualnych klientów a sprzedawców.

Kiedy użytkownicy Robinhooda zaczęli masowo kupować akcje i opcje GameStop, Citadel na tym zarabiał. A kiedy rosnąca wartość GameStop „wycisnęła” Malvin Capital z krótkich pozycji, a fundusz stanął w obliczu bankructwa i potrzebował wsparcia, wtedy z pomocą przyszły mu firma doradcza Point72 (drugie wcielenie funduszu hedgingowego SAC Capital zamieszanego w nielegalne wykorzystywanie poufnych informacji w obrocie giełdowym) i… Citadel LLC, czyli spółka matka Citadel Securites.

Jeśli wygląda to podejrzanie, to dlatego, że tak jest. Gracze giełdowi podejmują decyzje na podstawie dostępnych im informacji. W przypadku GameStop sporo z tych informacji było dostępnych na forum WallStreetBet, ale Citadel był tutaj wyjątkowo uprzywilejowany z racji tego, że z Robinhoodem łączy go relacja Pay for Order Flow. Romantyczną historię o oddolnym buncie redditorów trudno też pogodzić z faktem, że udziałami GameStop handlowały największe banki Wall Street w ramach tzw. dark pools, czyli transakcji anonimowych i trzymanych w tajemnicy do czasu ich zrealizowania – aczkolwiek całkiem legalnych. (Ich celem jest ograniczenie wpływu transakcji, czy nawet informacji o chęci ich przeprowadzenia, na sytuację na rynku).

Jak śpisz, to pracujesz. Jak klikasz, też pracujesz. A Facebook zabiera ci wartość dodatkową

W tym miejscu upada też mit demokratyzacji rynków finansowych. Prawdą jest, że Robinhood ułatwił drobnym inwestorom indywidualnym dostęp do giełdy. Była to pierwsza platforma, która nie pobierała od użytkowników prowizji za transakcje i w tym sensie zmieniła rynek. Za nią poszły inne platformy i aplikacje.

Na tym jednak dobroczynny (?) wpływ Robinhooda się kończy. Sprawdza się i w tym przypadku motto twórców nowych technologii: „jeśli nie płacisz za produkt, to najpewniej dlatego, że sam jesteś produktem”. Tym bowiem, co Robinhood sprzedaje, są jego użytkownicy i dane dotyczące ich transakcji. Dodatkowo, ze względu na sposób zarabiania – wspomniany mechanizm Pay for Order Flow – platforma ma interes w tym, by jej użytkownicy dokonywali tych transakcji jak najwięcej: im więcej użytkownicy kupują i sprzedają, tym więcej aplikacja zarabia. Okazało się też, że Robinhood nie zapewniał swoim użytkowników najlepszych możliwych cen, co według Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) kosztowało ich 34 mln dolarów. SEC ukarał już za to Robinhooda grzywną w wysokości 65 mln dolarów. Nawet FINRA (Financial Industry Regulatory Authority), całkiem skompromitowany wewnętrzny kontroler Wall Street, uznał, że Robinhood nie dopełnił swoich powinności, i nałożył karę w wysokości 1,25 mln dolarów. Innymi słowy, twórcy i właściciele Robinhooda – firmy wartej obecnie niemal 12 mld dolarów – bogacili się kosztem prywatnych inwestorów, których rzekomo aplikacja miała wzmocnić.

Z punktu widzenia Robinhooda nie ma też znaczenia to, czy transakcje użytkowników odpowiadają ich wiedzy i zasobom finansowym. Dlatego zgamifikowany design aplikacji ma za zadanie ułatwić obrót akcjami i innymi papierami wartościowymi do maksimum oraz wzbudzać FOMO wynikające z „przepuszczanych” okazji. I faktycznie, użytkownicy Robinhooda częściej angażowali się w ryzykowne inwestycje i transakcje – takie jak opcje czy handel kryptowalutami – niż użytkownicy innych platform.

Lewico, nie oddawaj giełdy walkowerem

czytaj także

Robinhood jest narzędziem i produktem deregulacji rynków finansowych, a nie ich demokratyzacji. Drobni ciułacze nie ograli Wall Street na jej własnym podwórku, tylko – najpewniej – zostali wykorzystani do rozgrywki między potężnymi instytucjami finansowymi. W końcu to nie demokratyczne pospolite ruszenie redditorów, lecz dwa fundusze hedgingowe weszły na miejsce kurczącego się Malvin Capital. To pokazuje też, że zwiększony dostęp do z natury rzeczy ryzykownych rynków finansowych nie jest sposobem na demokratyzację rynków finansowych – jest nim tylko regulacja. Drobni inwestorzy nie mają szans w starciu z gigantami i muszą mieć wsparcie władz publicznych.

Całe drugie dno zamieszania z GameStop – od wątpliwej etycznie relacji Pay for Order Flow między platformą a funduszem hedgingowym, przez manipulacje gotowych na wszystko wielkich graczy, którzy prawdopodobnie wykorzystali masę drobnych inwestorów, po podejrzaną akcję ratunkową w wykonaniu Citadel LLT – pokazuje, że cała ta historia lepiej niż do hollywoodzkiego filmu pasuje do mrocznego thrillera à la John LeCarre.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jan Smoleński
Jan Smoleński
Politolog, członek zespołu Krytyki Politycznej
Politolog, pisze doktorat z nauk politycznych na nowojorskiej New School for Social Research. Absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Stypendysta Fulbrighta. Autor książki „Odczarowanie. Z artystami o narkotykach rozmawia Jan Smoleński”. Członek Zespołu Krytyki Politycznej.
Zamknij