Felieton

Rynki finansowe nie cenią demokracji

Brak zainteresowania tą kwestią najlepiej widać na przykładzie Chin.

Sytuacja geopolityczna powoli przechodzi ze stanu ostrego w przewlekły, co oczywiście bardzo się rynkom finansowym podoba. Pokazały to, entuzjastycznie reagując na orędzie prezydenta Władimira Putina – kiedy powiedział, że Rosja szanuje integralność Ukrainy i chce nienaruszalności jej granic.

Mam nieodparte wrażenie, że Rosja zgromadziła potężne siły wojskowe na granicy z Ukrainą po to, żeby rozegrać partię na bazie scenariusza opowiastki o kozie, Żydzie i rabinie. W odpowiednim momencie prezydent Putin przehandluje wycofanie dużej części wojsk za jakieś ustępstwo Zachodu. To oczywiście doprowadzi do euforii na Zachodzie. Politycy i media będą się klepali po placach, gratulując sobie skuteczności sankcji. A dyplomacja rosyjska będzie się pokładała ze śmiechu.

Zwiększyć siły wojskowe na granicy będzie można bardzo szybko, a zakładam, że rozgrywka wcale się jeszcze nie skończyła. Reformy przeprowadzane na Ukrainie (mimo akcji osłonowej) uderzą w obywateli Ukrainy, a z małą pomocą „turystów” zza granicy wschodnia i południowa Ukraina zacznie się burzyć. Przykład Krymu, gdzie wzrosną (zapowiedział to premier Miedwiediew) płace budżetówki i emerytury, też nie będzie władzom Ukrainy pomagał. To nie koniec gry – to jedynie antrakt.

Jednak rynki finansowe tak daleko w przyszłość nie patrzą. Dyskontują tylko to, co może się wydarzyć za kilka dni, tygodni, ostatecznie miesięcy. Gdyby inwestorzy patrzyli w odległą przyszłość (chociaż może nie tak znowu bardzo odległą), to zobaczyliby chińskiego juana opartego na złocie oraz marginalizację euro i dolara. Jestem przekonany, że Chiny będą do tego dążyć. Dlatego też Ludowy Bank Chin po cichu skupuje złoto.

Rynki finansowe bardzo lubią mieć jasną, zdefiniowaną na wiele miesięcy (najlepiej lat) przyszłość polityczną kraju, którym się interesują. Mniejsze znaczenie ma to, czy panuje tam demokracja.

Dlatego też fundusze inwestycyjne interesowały się Rosją i to one, a nie Rosja czy Rosjanie, najbardziej straciły na przecenie spowodowanej aneksją Krymu. Nawiasem mówiąc, indeks RTS dzielnie odrabia straty, a rubel w stosunku do euro i dolara jest silniejszy, niż był przed inwazją.

Ten brak zainteresowania graczy tym, czy w jakimś kraju jest demokracja czy też jej nie ma, widać najlepiej na przykładzie Chin, ale jest też wiele innych przykładów. Na Węgrzech i w Turcji panują przecież premierzy, którzy zawłaszczyli całą władzę. Co prawda zrobili to w sposób demokratyczny, bo ich partie (Fidesz i AKP) wygrały swego czasu wybory pozwalające na samodzielne rządzenie. AKP w ostatnich wyborach samorządowych (30 marca) potwierdziła, że ma zdecydowaną większość.

Od dawna wiadomo było, że w Turcji demokracja ma się coraz gorzej, że siły policyjne reagują bardzo brutalnie na manifestacje, że korupcja okazała się tam przepotężna. A jednak w naszych mediach niewiele jest krytyki tureckich władz. Jest, ale proszę porównać sobie krytykę byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowicza z krytyką tureckiego premiera Erdogana. A przecież to Erdogan bardziej na krytykę zasługuje (przy założeniu, że to nie Janukowicz kazał strzelać snajperom). Tyle tylko, że władcy tacy jak Orban czy Erdogan, którym marzy się władza absolutna, to są nasi ludzie, a Janukowicz był nie nasz. Podwójne standardy zależne od interesów biznesu i rynków finansowych.

To wszystko są jednak tylko dygresje. Obecnie najważniejsze dla rynków finansowych jest to (przy założeniu, że w danym kraju panuje spokój), czy rządy i bank centralny pomagają w niestandardowy sposób gospodarce. A te w dużych krajach pomagają lub obiecują, że pomogą. Tak działa rząd i centralny bank Japonii, to obiecuje rząd chiński i Ludowy Bank Chin. Jedynie Europejski Bank Centralny jeszcze się waha (może w czwartek 3 kwietnia przestanie się wahać) i pozwala na umocnienie euro, co jest szkodliwe dla gospodarki strefy euro. Pewnego rodzaju wyjątkiem jest amerykańska Rezerwa Federalna (Fed), która pierwsza zaczęła zalewać rynki nowymi pieniędzmi. Teraz zaczyna się powoli z tej polityki wycofywać.

Jeśli jednak sytuacja gospodarcza zmieni się na mniej korzystną, to Janet Yellen, nowa szefowa Fed nie zawaha się i zwiększy program skupu aktywów („druku” dolarów). Yellen nie traktuje obecnej sytuacji geopolitycznej jako zagrożenia dla gospodarki globalnej. Zmieniłaby zdanie, gdyby doszło do przekroczenie przez Rosję czerwonej linii (wejście na teren wschodniej lub południowej Ukrainy) i zastosowania przez UE i USA sankcji gospodarczych. To zmusiłoby Rosję do retorsji, co zaszkodziłby całemu światu, a Polsce najbardziej.

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.