Felieton

OFE i praca w KGHM w centrum uwagi

Nie potępiam polityków o ile polecani i zatrudniani ludzie mają odpowiednie kwalifikacje na dane stanowisko.

W minionych dwóch tygodniach dwa tematy z pogranicza gospodarki i polityki zdominowały przekazy medialne. Pierwszym była znowu reforma systemu emerytalnego, a drugim obietnice pracy w KGHM za odpowiednie głosowanie podczas wyborów lokalnych władz Platformy Obywatelskiej. 

W ostatnich kliku dniach projekt ustawy zmieniającej zasady reformy emerytalnej (zwanej zmianą ustawy o OFE) został ostro skrytykowany przez Prokuratorię Generalną (PG), Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) i Narodowy Bank Polski. Uwagi ma też prezydent Bronisław Komorowski. NBP jednak na początku swojej oceny projektu napisał wyraźnie, że zmiany są konieczne. To zresztą jest oczywiste, bo bez nich Polski dług uderzyłby w ciągu następnych 2-3 lat w konstytucyjny próg 60 procent, a to skończyłoby się prawdziwą recesją. O tym już wiele razy pisałem. 

Jestem zwolennikiem zmiany OFE (z wieloma zmianami w projekcie), ale dziwi mnie brak konsultacji z takimi organizacjami jak NBP, KNF czy PG. To już nie jest krytyka z ust ludzi, którzy lepiej zrobiliby, gdyby nic nie mówili, bo to oni odpowiadają za 10-procentową prowizję dla PTE od każdej przymusowo pobieranej składki. Jak słyszę, konsultacje były, organizacje podobno nadesłały uwagi, ale najwidoczniej do tego się ograniczono. Czy nie należało jednak, prowadząc sprawę tak ważnej ustawy, zadbać o to, żeby spotkać się z tymi organizacjami, przedyskutować projekty, wprowadzić kilka poprawek i zmiękczyć krytykę. Po co mnożyć sobie wrogów? 

Jaką mamy obecnie sytuację? Taką, że w ustawie budżetowej (złożonej przez rząd w Sejmie) zawarte są już skutki ustawy o zmianie systemu emerytalnego. Zmniejszenie zadłużenia i mniejsze koszty (choćby odsetkowe) oraz tzw. „suwak” pozwoliły ująć w projekcie budżetu wydatki na inwestycje publiczne, które mają rozruszać gospodarkę.

Co się jednak stanie, jeśli ustawa okaże się być niezgodna z Konstytucją, albo jeśli prezydent skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego? 

Słyszy się jednak, że zmiany w projekcie zostaną wprowadzone. Piszę tekst przed konferencją Jana Krzysztofa Bieleckiego, szefa Rady Gospodarczej przy premierze, więc mogę tylko zaznaczyć, że należałoby w trybie pilnym zmienić zasady deklarowania wyboru (każdy Polak powinien być zapytany), usunąć limit minimalnego pozsiadania akcji, pozwolić na informowanie (pseudo-reklamę) oraz razem z ustawą przyjąć rozporządzenie rady ministrów, które umożliwi OFE zabezpieczanie portfela instrumentami pochodnymi. Trzeba trzymać kciuki, żeby rząd wyciągnął nauczkę z zeszłotygodniowej krytyki i postarał się o znaczne jej złagodzenie. 

Drugi temat to załatwianie pracy w KGHM po linii partyjnej. Pisze się i mówi, że politycy mieli dbać o to, żeby było dobrze wszystkim, a tymczasem dbają o to, żeby było dobrze zarówno im, jak i ich rodzinie, i znajomym. Doskonałe miejsca pracy zajmują „krewni i znajomi króliczka”. Daleki jestem od pójścia po linii populistycznej demagogii. Nie mam bowiem nic przeciwko populizmowi – nie sposób wygrać wyborów nie reprezentując poglądów, które się wyborcom podobają. Jednak demagogia to już całkiem inna sprawa. Zbyt dużo w dyskusji używa się chwytów erystycznych, które jedynie brzmią jak prawdziwe, a naprawdę są albo kłamstwami albo przeinaczeniami. 

Dlatego też powiem, że ja polityków nie potępiam o ile polecani i zatrudniani ludzie mają odpowiednie kwalifikacje na dane stanowisko. Na całym świecie tego typu protekcja polityczna istnieje i oczywiste jest, że nie da się jej wytępić. To raczej nie jest kwestia zjawiska, a kwestia skali. Jest bardzo źle, jeśli (tak, jak na przykład podobno jest w Grecji) trudno znaleźć zatrudnienie bez protekcji. 

Nie czytałem jednak żadnych medialnych informacji o protekcji w Deutsche Bahn, czy France Telecom. Nie widzę też informacji o zatrudnianiu polityków w PKO BP, czy w PZU (spółki z dużym wpływem Skarbu Państwa). Problemem nie jest więc to, że w spółkach z udziałem Skarbu Państwa politycy znajdują zatrudnienie, a właśnie to jaka jest skala zjawiska

Jeśli problem dotyczy kilkuset ludzi, to jego zlikwidowania w najmniejszym stopniu nie poprawiłoby pozycji 25 procent bezrobotnych młodych ludzi. Nie poprawiłoby też sytuacji młodych, którzy należą do grupy NEET. To skrót od angielskich słów określających młodzież, która nie ma zatrudnienia, nie uczy się, nie przechodzi praktyk czy staży. W Polsce to 1,5 mln osób. To narybek, który zasila grupy „kiboli”. 

Politycy mogą coś zrobić, żeby zmienić ten ponury obraz. Nie o zatrudnianie znajomych tu jednak chodzi, a o działanie, które, poprawiając konkurencyjność i innowacyjność naszej gospodarki, da zatrudnienie młodym (i tym starym, którzy przez zmianę wieku emerytalnego wylądują na bezrobociu). 

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.