Archiwum

Kapela: Tydzień z ACTA

Co mają do ACTA leki i Jacek Kuroń? Co mówił minister Boni, a co wójt gminy Kraszewniki? Po której stronie stoi Pudelek? Najważniejsze opinie, argumenty i wydarzenia w debacie o ACTA - z prasy, telewizji i internetu - zebrał Jaś Kapela.

O problemie, jaki stanowić może przygotowywane w tajemnicy porozumienie ACTA pisaliśmy w serwisie pirackim już w lutym 2010 roku, gdy dzięki Wikileaks doszło do kolejnego przecieku z tajnych negocjacji. Donosiliśmy również, że MKiDN prowadzi coś na kształt konsultacji, jednak nie kwapi się z zapraszaniem strony obywatelskiej. Dziś znamy pełną listę podmiotów, które poproszono o zgłaszanie uwag. Są to prawie wyłącznie organizacje czerpiące zyski z obrotu własnością intelektualną i zainteresowane likwidowaniem możliwości jej darmowego użycia. 


Główne polskie media szerzej zainteresowały się ACTA, gdy niecały tydzień temu na rutynowym spotkaniu w kancelarii premiera przedstawiciele rządu zakomunikowali, że uchwała w sprawie tej umowy została przyjęta i ma być podpisana przez polską ambasador w Tokio 26 stycznia. „Oburzające. Premier publicznie obiecywał, że sprawa ACTA zostanie potraktowana przez rząd z uwagą. I że nie podejmie żadnych działań, zanim nie przedyskutujemy wątpliwości” – komentowała na łamach GW Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon. 


Dlaczego należałoby przedyskutować wątpliwości narastające wokół ACTA i co zrobić, żeby do takiej dyskusji doprowadzić, przeczytać możemy na stronie Panoptykonu właśnie. 


Opinię prawną dotyczącą wprowadzenia ACTA i zagrożeń, jakie może nieść, napisał też Konrad Gliściński z krakowskiego klubu KP. Wskazuje on, że założenie, wokół którego zbudowane jest ACTA („skuteczne dochodzenie i egzekwowanie praw własności intelektualnej ma decydujące znaczenie dla trwałego wzrostu gospodarczego”), jest nie tylko wątpliwie z punktu widzenia empirycznego, ale może wręcz prowadzić do spowolnienia innowacyjności gospodarek.


Do twierdzenia ministra Boniego, że wprowadzenie ACTA tak naprawdę nic nie zmienia w polskim prawie, odniósł się prezes fundacji Nowoczesna Polska Jarosław Lipszyc w tekście ACTA odbiera nadzieję na zmiany. Lipszyc twierdzi, że obecne prawo nie funkcjonuje, więc umacnianie go poprzez międzynarodowe traktaty może tylko Polsce zaszkodzić. A nawet być zagrożeniem dla polskiej racji stanu, zważywszy że kraje, które ACTA przygotowywały i firmy w nich działające, mogą być beneficjentami tego systemu, natomiast Polsce, jej twórcom i przedsiębiorcom pozostanie jedynie rola wasala blokującego swoje możliwości rozwoju w imię przestrzegania prawa przygotowanego przez silniejsze podmioty. 


Trzeba przyznać, że dawno żadna sprawa publiczna nie wywołała podobnego oddźwięku w internecie. Facebookowa strona popularnego blogera Krzysztofa Gonciarza „Nie dla ACTA w Polsce” powinna dziś przekroczyć liczbę 200 tysięcy fanów. Żarliwy apel obejrzano już blisko 300 tysięcy razy. Uaktywniała się również grupa Anonymus. Ataki hakerskie doprowadziły do zablokowania licznych stron rządowych, a także wykradzenia danych. Strach pomyśleć, co by było, gdy nasz rząd atakowali nie zaniepokojeni obywatela, ale hakerzy wrogich państwa. 


Z czterdziestu tysięcy ludzi deklarujących przybycie i protestowanie przeciwko ACTA pod warszawską siedzibą Parlamentu Europejskiego pojawiło się tylko kilka tysięcy, ale i tak było to dość niezwykłe zgromadzenie, jednoczące zarówno ludzi spod znaku Nowej Prawicy Janusz Korwinna-Mikkego, poprzez kiboli i hipsterów, aż po Ruch Poparcia Janusza Palikota czy anarchistów. Tę różnorodność dobrze pokazuje fotorelacja Miasta w Komie. Liczne i gromadzące tysiące osób demonstracje odbyły się również w innych polskich miastach. Największa z nich w Krakowie, zgromadziła 15 tysięcy osób.

ACTA stała się przedmiotem sporów nie tylko w internecie, ale również w innych mediach.

 

Tomasz Lis poświęcił temu tematowi połowę swojego programu „Tomasz Lis na żywo”. Wystąpili Zbigniew Hołdys i Jarosław Lipszyc. Pierwszy argumentował, że potrzebujemy ACTA, żeby zablokować handel nielegalnymi podróbkami torebek Louis Vuitton oraz, żeby Agnieszka Osiecka mogła żyć ze swojej twórczości, chociaż nie może grać koncertów. Lipszyc starał się wytłumaczyć, że w ACTA nie chodzi o torebki, ale zanim zdążył to zrobić, nadszedł czas na drugą część programu poświęconą nowym doniesieniom na temat katastrofy smoleńskiej.


W debacie publicznej pojawiły się też głosy, że ACTA dotyczy nie tylko handlu podrabianymi towarami, ale w swej istocie dokument ten wyznacza ramy przyszłego rozwoju świata. Jacek Żakowski dowodził, że „finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego”, a podpisanie tego dokumentu proces ten umocni. Żakowski twierdzi, że dobra kultury mogły krążyć swobodnie „dopóki między twórcą a odbiorcą nie było korporacji, której jedynym celem jest wynik finansowy”.


Z twierdzeniem tym polemizuje Wojciech Orliński w tekście Nie samą sztuką artysta żyje. Publicysta GW argumentuje, że gdyby nie pośrednicy w rodzaju wytwórni płytowych, czy – dawniej – mecenasów, wiele dobrej sztuki w ogóle by nie powstało. Artyści musieliby skupić się na graniu koncertów, zamiast komponować nowe utwory. Twierdzi też, że po raz pierwszy użyte w 1888 roku pojęcie „własności intelektualnej” tak naprawdę pojawiło się już w renesansie. 

 

Z wyjściowym założeniem ACTA nie zgadza się również Ludwik Trammer. Postuluje: „Zamiast skupiać się na utrzymaniu wszelkimi środkami starych modeli biznesowych korporacyjnych gigantów, powinniśmy zastanowić się, jak naprawdę działać w interesie twórców (którymi powoli stajemy się wszyscy)”.


Zastrzeżenia do ACTA zgłosił również Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Jego zdaniem umowa ta jest niebezpieczna dla konstytucyjnych praw i wolności oraz wbrew temu, co twierdzi rząd, spowoduje zmiany w prawie krajowym. 


Na brak zastanowienia nad możliwymi konsekwencjami wprowadzenia ACTA wskazuje Internet Society Poland. Dotyczyć mogą one nie tylko internetu, ale również „stosowania prawa patentowego w przemyśle farmaceutycznym i informatyce czy dostępu do leków”. „Istnieje uzasadniona obawa, że porozumienie rozszerzy swoje działanie na kraje, które nie są jego sygnatariuszami, ograniczając dostępność leków w krajach rozwijających się, które są uzależnione od tanich i dostępnych leków generycznych. ACTA przewiduje m.in. zajęcie przewożonych produktów, które tylko w kraju tranzytu (a nie produkcji czy konsumpcji) narusza przepisy własności intelektualnej”, tłumaczy Jędrzej Niklas na łamach „Zielonych Wiadomości”. 


O ile większość komentatorów zajmuje przewidywalne i jasno określone pozycje, o tyle zdarzają się też spektakularne zmiany poglądów. Chyba najbardziej zaskoczył wszystkich minister Boni, który z początku twierdził, że ACTA może nie zostać podpisana, dopóki nie zostaną przeprowadzone należyte konsultacje, następnie zaś uznał, że umowę można podpisać, a konsultacje przeprowadzić później. Zdanie zmienił też wójt gminy Kraszewniki i publicznie ogłosił, że został przeciwnikiem tej konwencji międzynarodowej. Kolejny nawrócony to Artur Kurasiński, autor popularnego bloga o nowych mediach AK74, gdzie ogłosił: „Oficjalnie zmieniam zdanie – użytek własny, ściąganie plików z sieci, cyfrowa dystrybucja, wszystko, co prowadzi do obniżanie zysków koncernów, jest w porządku. Wszystko, co zmusza „big players” do zmiany modeli biznesowych i dostosowania się do rzeczywistości jest dobre. Nawet jeśli cierpią na tym nieliczne jednostki (lub uważają, że ponoszą straty)”. 


W jaką stronę może pójść rozwój dystrybucji kultury, wskazuje Bartek Chaciński, przywołując raport sporządzony przez Międzynarodową Federację Przemysłu Fonograficznego, który „pokazuje efekty działania najbardziej drakońskiego systemu prawa antypirackiego, czyli francuskiego Hadopi”. Liczba osób korzystających z torrentów miała się od października 2010 zmniejszyć o ok. 2 miliony. Jak bardzo obecny system dystrybucji kultury kuleje, możemy przeczytać na blogu czarnaszkrzynka. 


Po stronie antyACTA stanął nawet Pudelek. Tym bardziej dziwi decyzja premiera Tuska, żeby dokument natychmiast podpisać. Komentuje „Dziennik Internautów”: „Czasem polityk musi podejmować niepopularne decyzje w obronie wyższych racji, ale ACTA to coś dokładnie odwrotnego. Rząd Donalda Tuska porzucił wyższe wartości, takie jak wolność słowa i demokracja, aby podpisać coś, czego społeczeństwo nie chce. Podpisał, bo inni koledzy po fachu to podpisali. Przerażające”. 


Co można z tym zrobić i jak zmienić prawo, żeby w przyszłości nie doszło do podobnych sytuacji, pokazuje  na swoim blogu Piotr „Vagla” Waglowski w notce: „Trzy «komitety», czyli elementy konstruktywnej agendy dla «postpolitycznego społeczeństwa informacyjnego»”. Walka o trwa. 

 

 

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.