Archiwum

Dość stronniczości mediów publicznych. RPO żąda wyjaśnień od prezesa TVP

Adam-Bodnar-RPO

Czy Telewizja Polska wywiązuje się z obowiązku przestrzegania w swoich audycjach wymogów pluralizmu, bezstronności, wyważenia i niezależności, a także równego traktowania startujących w wyborach na prezydenta kandydatów? Odpowiedzi na to pytanie od władz mediów publicznych domagają się obywatele oraz rzecznik ich praw, Adam Bodnar.

W czasie trwającej kampanii wyborczej najwięcej czasu antenowego w Wiadomościach poświęcono Andrzejowi Dudzie. Między innymi takie wnioski płyną z opublikowanego kilka dni temu raportu Towarzystwa Dziennikarskiego, które monitoruje medialne relacje z przebiegu wyścigu o fotel prezydenta. Nie trzeba jednak być ekspertem i zaglądać do statystyk, by wiedzieć, że telewizja publiczna z zarzutami o obiektywizm mierzy się od dawna, a przypieczętowaniem kroniki jej upadku była w ostatnim czasie chociażby tendencyjna debata prezydencka.

Dostrzegają to również obywatele i obywatelki, spośród których ponad połowa deklaruje w badaniach opinii publicznej, że jej zdaniem główny serwis informacyjny emitowany w telewizyjnej Jedynce wykazuje się nierzetelnością w przekazach dotyczących kampanii. Skargi w tej sprawie wpłynęły również do biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Jeszcze przed pierwotną datą wyborów (10 maja) Adam Bodnar w odpowiedzi na niepokojące sygnały płynące ze strony społecznej i po przeprowadzeniu analizy Biuletynu Informacji Publicznej TVP wystosował list do prezesa nadawcy publicznego.

Godziny dla Dudy, sekundy dla Biedronia

W piśmie tym RPO zażądał od prezesa Macieja Łopińskiego wyjaśnień w sprawie nierównego dostępu poszczególnych komitetów wyborczych do czasu antenowego. Bodnar wskazywał przy tym, że sytuacja kandydatów była dodatkowo utrudniona przez pandemię, dlatego media publiczne powinny być głównym kanałem prowadzenia kampanii oraz źródłem informacji dla wyborców.

„Zadania te są tym istotniejsze w trakcie obowiązywania stanu epidemii i ograniczeń praw obywatelskich z nich wynikających. Niemożliwym jest organizowanie spotkań z wyborcami, transmisja z tych wydarzeń, a nawet zbieranie podpisów wyborców” – pisał na początku maja rzecznik i podkreślił, że sposób, w jaki media publiczne „wypełnią ustawowe [wynikające z art. 21. Ustawy o radiofonii i telewizji – red.] obowiązki w tym zakresie, realizować prawo obywateli do informacji oraz gwarantować równość szans kandydatów, będzie mieć zasadnicze znaczenie dla wyników najbliższych wyborów”.

Adam Bodnar wytknął przy tym nadawcy publicznemu, że ten do wyżej wymienionych założeń się nie stosuje. RPO powołał się przy tym na twarde dane, które jasno pokazały, że np. w lutym w Telewizji Polskiej najwięcej czasu antenowego (PONAD 1,5 h) poświęcono komitetowi wyborczemu obecnie urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy. Dla porównania komitet Roberta Biedronia w tym okresie pojawił się w TVP zaledwie przez 44 sekundy.

Groteskowa TVPiS jako największe zaniechanie Donalda Tuska

Nie pierwszy raz

Okazuje się, że na kolejnym etapie kampanii wyborczej po ogłoszeniu nowego terminu głosowania media publiczne nie zmieniły swojej taktyki, pismo RPO pozostało bez odpowiedzi, a na biurku Adama Bodnara wylądowała kolejna skarga obywatelska.

Rzecznik ponownie postanowił zainterweniować w tym temacie, domagając się wyjaśnień w sprawie wątpliwości obywateli co do równowagi obecności kandydatów w mediach, ale także – obiektywności, rzetelności i bezstronności materiałów prezentowanych w TVP. W oficjalnym piśmie zaadresowanym do prezesa Łopińskiego można też przeczytać, że: „dodatkowo należy wskazać, że w zestawianiu danych statystycznych zamieszczanych w Biuletynie Informacji Publicznej TVP zabrakło informacji o kandydacie Koalicji Obywatelskiej Rafale Trzaskowskim”.

Argumentację o obowiązkach nadawcy publicznego Adam Bodnar oparł nie tylko o wymogi ustawowe, ale także o opinię Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która poddała ocenie sytuację w polskich mediach przed wyborami w 2019 roku.

A gdyby tak TVP skupiło się na niszach, w których komercyjnej alternatywy nie ma i nie będzie?

„OBWE wskazało w stanowisku z 14 października 2019 r., że wybory parlamentarne »były dobrze przygotowane, ale stronniczość mediów i nietolerancyjna retoryka kampanii wyborczej budziły poważne wątpliwości. Choć wszyscy kandydaci mogli swobodnie prowadzić kampanię wyborczą, wysocy rangą funkcjonariusze publiczni wykorzystywali wydarzenia finansowane ze środków publicznych jako okazję do agitacji wyborczej. Dominacja partii rządzącej w mediach publicznych jeszcze bardziej wzmocniła jej przewagę«” – podkreśla Adam Bodnar.

Europejscy eksperci wskazywali, że „wyraźna stronniczość mediów, zwłaszcza nadawcy publicznego, oraz brak aktywnego nadzoru negatywnie wpłynęły na możliwość podejmowania świadomych decyzji przez wyborców”. Ci sami analitycy wskazali, że „uprzywilejowane traktowanie partii politycznej przez media publiczne należy uznać za niezgodne z prawem wykorzystywanie środków publicznych”. Czy podobne wnioski wyciągną również z bieżącej kampanii? Jest to wysoce prawdopodobne.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco