Hanna Gill-Piątek

Malanowska, milcz, gdy mówią chłopcy

Jestem polskim autorem i mam ci, Malanowska, coś do powiedzenia. Ogarnij się, usiądź i grzecznie słuchaj.

Jestem polskim autorem i mam ci, Malanowska, coś do powiedzenia. Ogarnij się, usiądź i grzecznie słuchaj. Tak, słuchaj i nie gadaj, bo nie po to zostałaś wpuszczona na literackie salony, żeby się sforować przed szereg. Tu jest pewien porządek, my, panowie pisarze, mamy wyrobione nazwiska. I nie po to je sobie wykuwaliśmy w ogniu polskiej gospodarki rynkowej, żebyś ty, kobieta, mogła formułować wywrotowe postulaty, że pisarz musi z czegoś żyć. Tu jest klub dżentelmena, a oni, jak pewnie wiesz, o pieniądzach nie rozmawiają. Tylko je robią.

Dość tych histerii, Malanowska. I nie wyjeżdżaj mi tu z jakimś równouprawnieniem. My jak wiadomo jesteśmy już dawno postfeministyczni, o czym można się przekonać od archiwalnych głębin bloga kumple po podium działu kultura „Gazety Wyborczej”, z którego wyzierają główki panów krytyków polecających panów pisarzy. Zatem nie mazgaj się i nie kompromituj naszego zawodu tym, że jesteś za mało obrotna i nie piszesz na zlecenie książek dla dzieci pod cudzym nazwiskiem. Zarobiłaś 6800? To się, kurwa, ciesz! A może myślałaś, że za tobą staniemy? Doprawdy, brawurowa naiwność.

Udzielę ci kilku dobrych rad. Brzydko jest, kiedy dziewczynka mówi rzeczy, które my, macho polskiej literatury, wstydzimy się powiedzieć. Publicznie połajamy cię, że mogłaś wybrać sobie inny zawód i zostać milionerką, tylko nie chciałaś. Że możesz dorabiać na sto sposobów, bo mamy wolność i nikt ci nie zabrania. Po cichu będziemy się śmiać, bo doskonale wiemy, że nasze szanse na pracę jako mężczyzn są znacznie lepsze, a kasa znacznie wyższa. Taki jest naturalny porządek, mała.

Stałe rubryki z felietonami to w Polsce męska szatnia z kilkoma damskimi kwiatkami dla podtrzymania złudzenia różnorodności.

Na spotkania autorskie w powiatowych bibliotekach, z których wyciągamy pod tysiąc za jedno, zaprasza się o wiele częściej pisarzy. I to najlepiej przystojnych, bo tak się składa, że twarda publiczność takich spotkań to nauczycielki, panie domu, rezydentki ośrodków spokojnej starości. Czytają też Kalicińską, ale kochają grzecznych chłopców z brylantyną na włosach.

No właśnie, najważniejszy jest target. Ty sobie pewnie myślisz, że piszesz książki dla wszystkich. A to gruby błąd. Za sepiowe zdjęcie na okładce i ckliwą nostalgię pokochają cię starsze panie. Serca gimnazjalistów zdobędziesz graficznie stylizowaną trupią czachą na czarnym tle, pod którą kryje się bunt i muzyka, najlepiej zmiksowana ostro ze szkolnym dramatem. Portfele pokolenia, które swoją młodość przeżyło w latach 90. i ciągle myśli, że tym obaliło komunę, otworzysz jękami nad losem Muńka Staszczyka oraz obrazem świata, w którym chłopaki nie płaczą.

Jak masz wybrany target, konieczna jest stylówa. Piszesz dla młodzieży – trampeczki, czapeczka, trymowana broda. No i tu masz problem, bo brody nie zapuścisz. Pupilek leciwych dam? Surducik, laseczka, grzeczność. One to lubią. Kluczem wiarygodności dla byłych, pożal się boże, opozycjonistów z hondą goldwing w garażu jest nieco zadumany wygląd plus oryginalna koszulka, pamiętająca Polską Partię Posiadaczy Magnetowidów. Gdybyś miała ochotę nadać sobie nieco drapieżnego looku, polecam ci przykrótkie spodnie, buty z długimi noskami oraz częste powtarzanie, że pierdolisz Polskę.

No, to te sprawy mamy już załatwione. Czas pomyśleć o karierze. Ja wiem, Malanowska, że ty nad książkami naprawdę pracujesz. Żadne tam siedem godzin na fejsie, żeby dwie siedzieć nad tekstem. Tak, ty rzeźbisz. Ale zmień to jak najszybciej. Książkę pisz szybko, i tak większość nie zauważy różnicy, bo w Polsce ludzi umiejących czytać ze zrozumieniem już właściwie nie ma. Zamiast tego zajmij się lansem na bankietach, oczywiście po zrobieniu się na bóstwo, bo to przynosi sporo zleceń na różne fuchy. Ogarnij też jakiś chwytliwy temat, jakieś powstanie czy stan wojenny, cokolwiek. Tam możesz sobie te swoje psychologie umieszczać.

Nie myśl, że będziemy ci ułatwiać. Jak się wystawisz, przywalimy ci jak tym razem. Za daleko zaszłaś i jesteś już przeciwnikiem w wyścigu o sprzedaż i nagrody. Twoja sprawa, że chciałaś wejść w ten świat. Tobie się, Malanowska, wydaje za dużo. Co by to było, gdyby pisarz mógł w Polsce wyżyć z literatury. Mogłoby się okazać, że jest ktoś piszący ciekawiej od nas, choć może mniej obrotny towarzysko. W dodatku nie facet. I co my byśmy wtedy zrobili?

Czytaj także:

Eliza Szybowicz, Autokompromitacja agresywnych luzaków

Kaja Malanowska, Co wolno wojewodzie, to nie pisarzowi

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać