Hanna Gill-Piątek

Czym obronimy Polskę?

Uwaga, oto gotowy plan strategiczny na obronę Polski. TEJ Polski

To ważkie pytanie spędza sen z powiek premiera. Niby to miło świętujemy 15. rocznicę naszego bezsprzecznie słusznego wstąpienia do NATO, dzięki któremu pakt zyskał najpożyteczniejszych idiotów w historii, ale wróg przecież nie śpi. Niby to obiecaliśmy koncernom zbrojeniowym dotację na sto miliardów, żebyśmy mieli nie tylko wisy na tygrysy, ale i leopardy, kraby, langusty i rosomaki, bo fajne chłopaki muszą się czym bawić, ale przecież wróg czuwa. I zbroi się, przemieszcza, stawia gazociągi, robi ćwiczenia i zaraz pewnie Polskę najedzie, TĘ Polskę, która przez wieki w niewoli, a teraz tylko w niewoli Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Premier nie ma lekkich nocy. Myśli, jakby tu budować naszą potęgę, oczywiście militarną, bo na technologiczną to nam raczej sojusznicy nie pozwolą. Zresztą jak porównać budżety na armię i naukę, można dostać depresji, a to poważnie nadwyręża zdolność bojową przeciętnego polskiego pracownika zatrudnionego na umowę-zlecenie. Oszczędźmy sobie mrzonek, jedyna technologia, jaką nad Wisłą będziemy oglądać, to ta wojskowa i raczej z importu. Polska husaria i jej metalowe zwierzątka, wielka potęga Europy i świata.

Jednak zanim wydamy te sto miliardów, podpowiem premierowi pewne rozwiązanie. Innowacyjne, tanie i oparte na rodzimych komponentach. Uwaga, oto gotowy plan strategiczny na obronę Polski. TEJ Polski oczywiście.

Obrona przed Niemcami. Jej strategiczną podstawą jest zapaskudzenie wód i środowiska. Wiadomo, Niemcy kochają i chronią piękny pejzaż, lubią także agroturystykę. Należy zatem zafundować nam jak najszybciej jakąś ekologiczną katastrofę na masową skalę i, panie premierze, ostatnie rozwiązania w zakresie wydobycia gazu łupkowego idą tu w jak najlepszym kierunku.

Obrona przed Francją. Przed Francuzami należy bronić się złym jedzeniem. W tym przypadku jesteśmy na najlepszej drodze w zakresie wdrażania zaleceń amerykańskich koncernów biotechnologicznych, które można znaleźć w depeszach Wikileaks. Trzeba nam dużo nieznakowanego GMO w żywności. Także rodzimi producenci i nierodzime dyskonty mają wprawę w produkcji i dystrybucji papki jedzeniopodobnej we wszelkich kształtach i smakach. Ta trafia wprost na stoły w polskich restauracjach. Francję zatem mamy z głowy.

Obrona przed krajami Beneluksu. Tu wystarczy nasza codzienna homofobia, przemoc domowa, szerzący się rasizm i wszelkie inne rodzaje pogardy dla odmienności. Gwarancja, że żaden Belg czy Holender nie przyjedzie tu bez wyraźnego przymusu. Panie premierze, proszę tego nie ruszać żadnymi ustawami w naszym dobrze pojętym narodowym interesie.

Obrona przed Rosją. To zadanie najtrudniejsze z uwagi na to, że trudno znaleźć w Polsce coś, czego Rosjanie by nie wytrzymali. Jedynym ratunkiem wydaje się tu rodzima literatura, której rząd słusznie skąpi rzetelnego wsparcia. Ponieważ pomimo starań ministra posiadamy też dużo literatury dobrej, należy ją ukryć przed ewentualnym najeźdźcą. Zadanie nietrudne, ponieważ z racji mikroskopijnych nakładów jest ona już teraz dobrze ukryta przed Polakami. Niemniej do celów bojowych polecam panu premierowi Vargę i Ziemkiewicza. Jak nie da rady, należy użyć Wrońca Dukaja.

Obrona przed Włochami. Jest mało prawdopodobne, żeby Włochy najechały Polskę, ale warto mieć się na baczności. Na szczęście nie jest prawdą, że naturalny habitat dla Włochów to korupcyjni kolesie i przedmiotowo traktowane kobiety, bo wtedy już dawno bylibyśmy prowincją Italii. Włosi jak Francuzi nie przepadają też za złym jedzeniem, jednak przewagę bojową zdobędziemy, pokazując im jakże popularne białe skarpety noszone latem do sandałów.

Obrona przed Watykanem. Tu już niestety nie ma czego bronić.

Obrona przez Czechami. Ale naprawdę?

Obrona przed Anglią. W razie inwazji brytyjskiej naszą jedyną nadzieją są polscy piłkarze. Pochwalam dalekowzroczność pana premiera, bo obecnie prowadzone manewry w tym zakresie już teraz trzymają Anglików z daleka. Gdyby zobaczyli to, co dzieje się na naszych boiskach, jeden po drugim popękaliby ze śmiechu. Z tej perspektywy inwestycja w Stadion Narodowy od razu nabiera właściwego znaczenia.

Obrona przed Szwecją lub Norwegią. Panie premierze, pomyślmy racjonalnie. Akurat ten najazd to by się nam bardzo przydał.

Oczywiście są też inne światowe potęgi, ale nie mogę zdradzić od razu całego planu. Ta próbka powinna wystarczyć. Od razu widać, że z większością zagrożeń jesteśmy w stanie poradzić sobie sami i już teraz czynimy w tym kierunku dobre kroki. Zamiast wydać sto miliardów na blaszane zoo, możemy sprawić sobie za to mieszkania, służbę zdrowia, ochronę środowiska, koleje i porządną edukację. Chociaż stop! Przecież zaraz potem wszyscy nas najadą. Rozbiory murowane. Tak, teraz widzę pana przenikliwość, panie premierze. W tym kraju nie ma sensu poprawiać czegokolwiek. A w strategicznym interesie obronnym leży psucie wszystkiego, co się da.

Za pomysł dziękuję Markowi Jedlińskiemu.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij