Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Nie pytaj, co Łukasz Gibała może zrobić dla Krakowa

Sukces nowego prezydenta Krakowa zależy w dużej mierze od przychylności rządu w Warszawie i Rady Miasta. Może się okazać, że najbliższe 2,5 roku upłynie pod znakiem personalnych utarczek, problemów finansowych, paraliżu decyzyjnego i nieustannej kampanii wyborczej.

1
Celnie!

1

„Nie obiecuję żadnych fajerwerków” – mówił Łukasz Gibała jeszcze przed drugą turą wyborów na prezydenta Krakowa. Teraz, mimo imponujących rozmiarów zwycięstwa, stanął w obliczu trudności – na czele z opozycją ze strony większości w Radzie Miasta oraz złymi stosunkami z koalicją rządową. Na co więc mogą liczyć Krakowianie?

Światopoglądowy krok w tył

Łukasz Gibała w ostatniej kampanii wyborczej wyraźnie sygnalizował prawicowemu wyborcy, że, cytując klasyka, „z gejami to dajmy sobie spokój” (podobnie jak z migrantami), a samochody w mieście to jednak nie taki najgorszy pomysł. Lewicowy i liberalny wyborca mógł jednak zaklinać rzeczywistość – w końcu kampanie rządzą się swoimi prawami –  i liczyć, że były poseł Ruchu Palikota jako prezydent miasta okaże się prowadzić przynajmniej symbolicznie progresywną politykę w zakresie sygnalizowania wartości. Jest to w końcu obecnie całkiem standardowa postawa włodarzy dużych miast.

W Krakowie, uznawanym za miasto raczej konserwatywne, Marsz Równości od 5 lat był objęty patronatem prezydenta miasta. Tymczasem pierwszą deklaracją Gibały po wygranych wyborach jest rezygnacja z udzielania przez magistrat wsparcia temu wydarzeniu – oficjalnie ze względu na jego „partyjny” charakter.

Oczywistym wydaje się, że jest to sygnał do prawicowego elektoratu w pierwszym akcie kampanii przed wyborami w 2029 roku, gdzie Gibała z dużą dozą prawdopodobieństwa może założyć, że znów będzie potrzebował wsparcia elektoratu PiS-u i obu Konfederacji w drugiej turze. I choć jest to akt symboliczny, to trudno oprzeć się wrażeniu, że progresywnym wyborcom Gibały pokazano tym samym miejsce w szeregu.

Tym bardziej że prezydent-elekt zarzeka się, że będzie transkrybował akty małżeńskie w zakresie ślubów osób tej samej płci, zawartych za granicą – z zastrzeżeniem, że będzie tak, dopóki nie zmieni się rząd. Wtedy przestrzeganie obowiązującego prawa (a prawo unijne ma tu pierwszeństwo nad rozporządzeniem ministra, jakie by ono nie było) nie będzie już według nowego włodarza Krakowa konieczne.

Najbardziej zadłużone miasto wojewódzkie

Skoro jednak Gibała broni stanowiska, że prezydent miasta powinien być „neutralny światopoglądowo” (bo jak wiadomo, światopogląd to wyłącznie poglądy w zakresie braku dyskryminacji mniejszości), to przyjrzyjmy się temu, co jest w stanie zrobić w sprawie sporego (a dokładnie dziewięciomiliardowego) problemu Krakowa, jakim jest zadłużenie miasta.

W kampanii wskazywał, że w zmniejszeniu deficytu budżetowego mogłyby pomóc ustawa metropolitalna oraz opłata turystyczna. W tym pierwszym przypadku oznacza to rozwiązanie, które przyjęto w tym roku na Pomorzu – 31 lipca zaczęła obowiązywać tam Ustawa o związku metropolitalnym w województwie pomorskim, zapewniająca należącym do niego gminom docelowo nawet 500 milionów złotych rocznie dodatkowych środków finansowych.

Czytaj także Kraków po referendum. Flis: KO dostała kubeł zimnej wody. Otrzeźwi ją czy po niej spłynie? Michał Sutowski rozmawia z Jarosławem Flisem

Rada Miasta Krakowa już za prezydentury Aleksandra Miszalskiego apelowała o podobne rozwiązanie dla Krakowa, czyniła to również sejmowa Lewica. Jednak aktualnie rząd, zamiast szczególnych ustaw (jak w przypadku Pomorza), planuje wprowadzenie rozwiązania prawnego w postaci ustawy o zrównoważonym rozwoju miast, mającego wprowadzać możliwość zawiązywania związków rozwojowych miast przez Radę Ministrów. W założeniu umożliwiałoby to wielu regionom w Polsce uzyskanie podobnych benefitów, jakie Pomorzu daje osobna ustawa. Przede wszystkim wiązałoby się to z dodatkowym finansowaniem dla miasta – i to może nawet już od przyszłego roku.

Jednak z szacunków Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej wynika, że byłaby to mniejsza kwota, niż sugerował Gibała, mówiąc o 500 mln zł, które ma otrzymać Pomorze. Ponadto należy pamiętać, że nawet zawrotna kwota przeznaczana dla Pomorza w minimum 40 proc. ma być kierowana dla mniejszych gmin uczestniczących w przedsięwzięciu.

Nie można również zapominać, że Gibała nie ma żadnego zaplecza politycznego, które mogłoby lobbować za korzystniejszymi rozwiązaniami dla Krakowa w Sejmie czy w rządzie. Ostatecznie więc ustawa metropolitalna (lub zbliżone rozwiązanie) nie załata raczej dziury w budżecie miasta.

Czytaj także Porażka mimo sukcesów? Krakowska Nowa Lewica po odwołaniu Miszalskiego Jakub Majmurek

Nowy prezydent Krakowa chciałby również przekonać rząd do zwiększenia ustawowego limitu opłaty turystycznej i w optymistycznych założeniach miałyby być to wpływy rzędu 250 milionów złotych rocznie. Problem w tym, że bez zaplecza politycznego na szczeblu ogólnopolskim i przy złych stosunkach ze swoją dawną, przedpalikotową partią, Gibała może mieć ograniczone pole do negocjacji, a wpływy z opłaty turystycznej będą znacznie niższe, niż zakłada.

Czy nowy prezydent jest w stanie znaleźć oszczędności gdzie indziej? Standardowym hasłem każdego kandydata, również Gibały, jest zwiększenie dochodów do budżetu poprzez zachęcanie firm i osób fizycznych do rozliczania się w mieście. Problem w tym, że nie przedstawił pomysłu, w jaki sposób skutecznie to zrobić. Plan zakłada również ograniczenie środków przeznaczanych na promocję miasta. I ponownie – był to postulat wspólny wszystkim kandydatom (nawet Marianna Schreiber mówiła o nim w wywiadach). Biorąc jednak pod uwagę, że obecnie te wydatki wynoszą 0,17 proc. budżetu miasta, wiele na tym pomyśle nie zaoszczędzimy.

Transport publiczny i prywatny

W szczególności, że czekają też potrzebne wydatki. Jednym z obszarów miejskiej polityki, które najlepiej to obrazują, jest planowana strategia w zakresie transportu, który był jednym z gorętszych tematów kampanii wyborczej i wcześniejszej, referendalnej, przed głosowaniem nad odwołaniem Aleksandra Miszalskiego.

Czytaj także Największe błędy Miszalskiego to komunikacja publiczna i koryciarstwo Jakub Majmurek rozmawia z Aleksandrą Owcą

Łukasz Gibała deklaruje powrót do cen biletów komunikacji publicznej sprzed podwyżek wprowadzonych przez jego poprzednika. Kandydaci na prezydenta reprezentujący wszystkie opcje polityczne zgadzali się z tym, że w szczególności należy przywrócić w mieście możliwość zakupu biletów 20-minutowych. Obecnie istnieje możliwości zakupu biletu 15-minutowego w tej samej cenie, w której wcześniej kupowaliśmy 20-minutowy. Taka inicjatywa faktycznie może mieć więc szanse zostać przegłosowana po myśli Łukasza Gibały, w szczególności w świetle dużego mandatu, który uzyskał w wyborach i konsekwencji politycznych dla radnych blokujących to rozwiązanie.

Innym pomysłem jest wprowadzenie biletu przystankowego. Takie rozwiązanie ma tę przewagę, że jest odporne na opóźnienia i korki – płacimy za to, ile faktycznie przejechaliśmy, zamiast szacować czas, który nam to zajmie. Problem w tym, że już teraz Kraków dopłaca do transportu publicznego około miliard złotych rocznie, trzeba więc znaleźć sposób na sfinansowanie kolejnych wzrostów nakładów. W szczególności, że prezydent–elekt planuje też przyspieszenie rozbudowy istniejących zasobów infrastrukturalnych.

Nowy włodarz musi proponować Krakowianom nowe linie tramwajowe także dlatego, że wydaje się rezygnować z budowy metra. Gibała od niedawna stał się sceptyczny wobec tego pomysłu, wskazując na brak środków na tak kosztowne przedsięwzięcie. To prawda, trudno byłoby zrealizować ten pomysł przy braku gwarancji ogromnego dofinansowania ze strony władz centralnych. W warstwie deklaratywnej takie słowa padły – już po niedzielnych wynikach wyborów premier podkreślał, że władze centralne będą wspierać budowę metra w Krakowie.

Czytaj także Żądam podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej Łukasz Łachecki

Pytanie, czy Gibała będzie w stanie skutecznie o takie finansowanie walczyć. W najnowszej kampanii nic na to nie wskazywało. W tym zakresie – w przeciwieństwie do wielu innych – prezydent-elekt zdaje się zakładać, że nie ma możliwości dojścia do porozumienia z rządem. W przeszłości Krakowianie poparli budowę metra w lokalnym referendum, co w obliczu odkrytego entuzjazmu nowego prezydenta wobec demokracji bezpośredniej powinno chyba być brane pod uwagę. Pozostaje również kwestia tego, czy gdyby Gibała jednak zdecydował się dążyć w kierunku budowy, to byłby skłonny kontynuować plany przedstawione w trakcie urzędowania Miszalskiego, czy tak jak wielokrotnie wcześniej zaczynałby wszystko od początku. Stan na październik 2026 roku jest taki, że metro raczej odpuszczamy. Nikt w Krakowie nie jest zdziwiony.

Mówiąc o transporcie, nie sposób również przegapić słonia w pokoju, czyli Strefę Czystego Transportu. Nieoczekiwanie (i w dużej mierze z powodu błędów przy jej wprowadzaniu) temat ten stał się punktem zapalnym w Krakowie i jednym z głównych powodów odwołania Miszalskiego. Gibała, podobnie jak niektórzy inni kandydaci, wycofał się więc z wcześniejszego poparcia wobec strefy, postulując w kampanii jej zniesienie (co w najbliższej przyszłości jest niemożliwe ze względów prawnych) lub ograniczenie.

Czytaj także W Krakowie wygrały pieniądze Jakub Majmurek rozmawia z Andrzejem Andrysiakiem

To drugie rozwiązanie jest możliwe, ale wymagałoby poparcia tego pomysłu przez Radę Miasta. Najprawdopodobniej nowy prezydent napotka tu na opór ze strony radnych reprezentujących poglądy lewicowe oraz przynajmniej części KO. Biorąc pod uwagę nastroje społeczne wokół SCT, część z radnych może wycofać się z wcześniejszego poparcia dla strefy w takim zakresie, w jakim jest obecnie. Być może jest to kwestia, w której Łukaszowi Gibale będzie dane przekonać większość radnych do poparcia swojej inicjatywy.

W dalszej perspektywie Gibała proponuje rozpisanie referendum w sprawie istnienia strefy oraz jej zakresu. W szczególności drugie pytanie może jednak rodzić trudności. Pół żartem, pół serio oczami: wyobraźni widzę tu mapkę Krakowa, gdzie będziemy rysowali naszą wymarzoną strefę, a później wyciągnie się z tego średnią.

Sukces planów nowego prezydenta Krakowa zależy więc w dużej mierze od przychylności rządu w Warszawie i opozycyjnej wobec Gibały Rady Miasta. Biorąc pod uwagę wszystko, co wiemy o tych relacjach, nie będzie to współpraca łatwa. Ostatecznie może się okazać, że najbliższe 2,5 roku upłynie pod znakiem personalnych utarczek, problemów finansowych, paraliżu decyzyjnego i bezustannej kampanii przed kolejnymi wyborami. A metro i dług pozostaną w stanie niezmienionym.

**

Karolina Wiśniowska – absolwentka prawa oraz filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autorka tekstów naukowych i publicystycznych z zakresu bioetyki, filozofii społecznej i filozofii prawa. Prywatnie fanka brytyjskiej popkultury i kibicka sportowa.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x