Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

AI na budynkach i w menu. Slopizacja miast postępuje

AI slop wychodzi z internetu na ulice. Czy to demokratyzacja reklamy, czy zamach na miejską estetykę, który odbywa się kosztem twórców – a może jedno i drugie?

ObserwujObserwujesz
Wygenerowane przez AI fast foody, na ich tle dziewczynka w rudych kręconych włosach mająca odruch wymiotny
Walka

Zdeformowane twarze, pies z ogonem na szyi, futrzany bałwan z okiem na policzku. Obok wielofunkcyjny kij – z jednej strony wiosło, z drugiej – psia łapa. Mężczyzna z twarzą kobiety, która wtopiła się w jego ramię. Z głowy kobiety wystaje hybryda psa i pandy rudej. Apokaliptyczno-surrealistyczny eksperyment odważnego artysty czy rysunek nastolatka, który odkrył prozę H.P. Lovecrafta?

Ani jedno, ani drugie. To 30-metrowy bożonarodzeniowy mural nad Tamizą, który zaszczycił londyńskich przechodniów typowym dla AI brakiem przywiązania do detalu. Szybko został usunięty – po tym, jak obśmiało go pół internetu.

To przykład z Anglii, ale w Polsce mamy swoje własne dowody na to, że AI slop staje się wielkoformatową częścią miasta. Tworzone przez sztuczną inteligencję projekty przyczyniają się nie tylko do niszczenia naturalnej flory memicznej internetu. Gdy w feedzie znajduje się coraz więcej filmów ze sztucznymi kotkami, to znak, że coś się dzieje: sztuczna inteligencja jest gotowa, by wyjść na ulicę.

Glasgow, Elbląg, Zakopane, San Francisco, Cebu, Gapan, Gurgaon, Kalkuta – wszystkie te miasta, mimo różnic społecznych i geograficznych, mają ze sobą coś wspólnego. To ekspresowo spromptowane AI slopy na budynkach, billboardach i w restauracjach.

Czytaj także Dominująca bokserka czy latynoski romantyk? Masturbacja z AI wchodzi na nowy poziom Aleksandra Kasprzak

Dramy o murale

Na facebookowej stronie „Miasta Elbląg” ogłoszono konkurs na mural z okazji 780-lecia uzyskania praw miejskich. Zaprezentowano dwa projekty, a mieszkańcy mieli wybrać zwycięski poprzez polubienia. Oba wyglądały jak przemielone przez AI – poza błędnymi herbami miasta znaleźli się na nich rycerze, którym bliżej do gry fantasy niż Krzyżaków. Miasto zareagowało i zmieniło formułę konkursu – mieszkańcy sami mają wysyłać swoje propozycje mailem. Na stworzenie samodzielnego projektu otrzymali zaledwie dziewięć dni. Chciałabym wierzyć w siłę dobrych chęci i lokalnego zapału, ale biorąc pod uwagę brak nagrody i regulaminu, Elbląg zapewne wróci do punktu wyjścia – kolejnych projektów wygenerowanych przez AI.

– W mediach społecznościowych jest mnóstwo treści promujących rozwiązania, które mają „zaoszczędzić czas” projektantom. Narzędzia te wykrzywiają rzeczywistość, zmyślają, nie odpowiadają na potrzeby, tworzą nielogiczne karykatury – komentuje Magdalena Milert, autorka książki Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba. –Jasne, możemy napisać prompt nakazujący umieszczenie różnych elementów w konkretnych miejscach, ale nie wiemy, czy AI stworzy wszystko chociażby w odpowiedniej skali. Jest to też idealna ilustracja kapitalistycznej rzeczywistości, gdzie liczy się szybkość, efektywność, ilość zrobionych projektów, a niekoniecznie jakość.

Wciąż świeża drama o mural w Gnieźnie, który podejrzewano o wpływy niewidzialnej ręki AI, oraz dyskusja wokół muralu w Elblągu, odsłaniają coś więcej – różne oczekiwania co do miejskiej estetyki. Części mieszkańców mogą podobać się wygenerowane murale, podczas gdy pozostali uważają je za hańbę, oszustwo, brak szacunku dla artystów i miasta.

– Nigdy nie zadowolimy wszystkich i to jest normalne. Problem pojawia się, gdy sztuka nie jest sztuką, a czymś, co powstało na nielegalnie zebranych obrazach innych twórców. Za murale robione przez AI nikt nie dostaje honorarium – zauważa Magdalena Milert. – Dodałabym do tego problem z autentycznością. W Elblągu to chociażby zabudowa, która nie istniała w takiej formie, jak przedstawiona na muralu.

Nie popadając w narrację alarmistycznego dziadersa – oczywiście istnieje wykorzystanie AI w przestrzeni miejskiej, które może być użyteczne społecznie. Milert zwraca uwagę na projekt Antirender, dzięki któremu można generować obrazy prezentujące efekty starzenia się budynków.

– Dzięki temu możemy podziwiać starzenie się lśniących fasad, przyłożyć wizualizacje do prawdy o funkcjonowaniu danego obiektu na co dzień. Przy czym trzeba mieć na uwadze, że to energochłonny i mało przyjazny dla środowiska proces.

Upiększanie miasta?

Miejski AI slop działa dwutorowo: wpływa na wygląd miasta, ale też halucynuje wygląd miast w prezentacjach. Skutki widać m.in. w Bengalu Zachodnim. W połowie czerwca urząd miasta Kalkuty opublikował dwa zdjęcia zbiornika wodnego, przed oczyszczeniem oraz po, w ramach prezentacji efektów kampanii „Swachhata Se Swagat”. Jak ustaliła redakcja „The Statesman”, zdjęcia „po oczyszczeniu” mogły zostać poddane edycji AI – w dolnym roku widać przycięty znak wodny Gemini. Urząd przeprosił, opublikował nowe zdjęcia i wszczął dochodzenie w sprawie.

Podobnie było w przypadku nowej identyfikacji graficznej dla kampanii turystycznej Bengalu Zachodniego. Zaprezentowany film został uznany za przykład AI slopu – można było podziwiać Wieżę Eiffla, piramidy, moskiewską cerkiew, czyli dużo dobra z całego świata, tylko nie rzeczywisty Bengal. Efekt wyszedł tak generyczny i globalny, że mieszkańcy mają trudności w rozpoznaniu w nim własnego miejsca zamieszkania.

Co jest uczuciem, z którym łatwo się utożsamić, gdy coraz trudniej rozpoznać jedzenie w AI-owej wersji menu.

Czytaj także Przejedzeni AI slopem wolimy Najgorszą Animację Świata. O fenomenie „Niu Lai” Aleksandra Kasprzak

Horror w menu

To trudny czas dla osób cierpiących na trypofobię. Jeśli kogoś odstręczają skupiska małych dziur i wypukłości, to lepiej zamykać oczy w restauracjach, bo czai się tam coraz więcej jump scare’ów – restauracjom na całym świecie zdarza się korzystać z wygenerowanego przez AI menu. Takie jedzenie wygląda jak z horroru – czy to Nowy Jork, czy Zakopane, czy Meksyk. Wystarczy spojrzeć na to burrito czy nuggetsy, które przypominają alternatywną wersję ludzkiego posiłku. Zupełnie jakby ktoś porwał kosmitę, opowiedział mu, czym jest filet i rozkazał go narysować, w efekcie otrzymując na talerzu rybi horror niczym z filmu Pirania 3D. Gdy już raz zauważymy estetykę insektoidalnego żarcia, widzimy je wszędzie, w różnych knajpach i miastach, choć nie jest to franczyza, a osobliwy styl, w jakim sztuczna inteligencja generuje zdjęcia jedzenia.

„Chciałem zamówić sobie pizzę przez Uber Eats. Znalazłem tam pięć różnych pizzerii, które używają tych samych zdjęć pizzy wygenerowanych przez AI” – opowiada Brendan Sweeney na łamach „WIRED”.

Takich historii jest cała masa – Magdalena Milert opowiada mi, że w jej sąsiedzkiej restauracji z kuchnią włoską wiszą plakaty wygenerowane przez AI, na których Koloseum ma o jedną kondygnację więcej niż powinno.

Do kolekcji dołącza też reklama baru mlecznego na dworcu PKP we Wrocławiu. Co prawda jedzenie nie ma dziur, ale projekt jest ewidentnie niedopromptowany – strzałki sugerują, jak gdyby w środku naleśników znajdowali się studenci i emeryci, których można zjeść ze zniżką podczas happy hours.

Krytyka AI slopu a klasizm

Projekty graficzne wygenerowane przez AI, dla niektórych brzydkie jak Jezus w formie krewetki, dla innych mogą być jedyną dostępną formą reklamy. Dla małych biznesów drzewko decyzyjne bywa proste: albo projekt typu AI slop, albo projekt typu żaden.

W internecie istnieją narzędzia, które perfekcyjnie odpowiadają na te potrzebę. Jednym z nich jest Tacoter – platforma stworzona z myślą o meksykańskich restauracjach, która pozwala generować nowe zdjęcia każdego dnia i adresuje problem wprost: „Profesjonalne zdjęcie jedzenia kosztuje ponad 100 dolarów za danie. Wygeneruj zdjęcie bez dodatkowych kosztów” (niepotrzebny fotograf). W ramach usługi można także stworzyć opisy potraw (niepotrzebny copywriter) oraz posty na platformy społecznościowe, jak również zmierzyć ich skuteczność (niepotrzebny social media manager). Jak czytam na stronie Tacoter: „Jesteśmy firmą AI, która kocha taquerías” i oferuje „cały zespół AI pracujący za kulisami”.

Czy wymaganie od małych przedsiębiorców, by rezygnowali z AI slopu ze względów estetycznych, jest fair? Znacznie bardziej zaskakiwać powinny duże firmy, mające rozpoznawalną markę i wystarczająco pieniędzy na zatrudnienie zespołu kreatywnego, wciąż decydują się na korzystanie z AI. Jak zauważa El Michelín:

„Dlaczego renomowany pub z dzielnicy Ranelagh – albo doświadczony organizator imprez w stylu latynoskim – miałby promować wydarzenie za pomocą grafik niemal identycznych jak te, których używają wszyscy inni? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista: bo tak jest szybciej i efektywniej. W krótkiej perspektywie plakaty i materiały promocyjne generowane przez sztuczną inteligencję pozwalają firmom na błyskawiczną reklamę oferty, podobnie jak głodni klienci coraz częściej szukają najszybszego sposobu na zaspokojenie apetytu”.

Czytaj także Reklamy w aplikacjach mobilnych tracą kontakt z rzeczywistością Aleksandra Kasprzak

Niektórzy w plakatach z wygenerowaną wersją oscypka widzą szybki i kreatywny marketing z użyciem AI, inni – sztuczne i oszukańcze brzydactwo.

– Nie jestem pewien, czy różne oczekiwania estetyczne mieszkańców trzeba godzić. Miasto nigdy nie było spójnym dziełem sztuki. Jest efektem nakładania się gustów, interesów i aspiracji. Jeden chce odrestaurowanej kamienicy, drugi muralu, trzeci złotych lwów, a czwarty wszystkiego w szarości, bo tak jest w Kopenhadze. Ludzie robili brzydkie rzeczy długo przed AI – mówi Ziemowit Szczerek, pisarz, który często komentuje estetykę polskich miast. – Problem zaczyna się wtedy, gdy instytucja publiczna uznaje, że nie potrzebuje już artysty ani grafika, bo generator zrobi coś „mniej więcej jak mural”. Jeśli właściciel kebaba chce wygenerować nad wejściem kebaba z trzema rękami – niby czemu nie? Właściciel małego baru często nigdy nie zatrudniłby grafika, a AI daje mu możliwość zrobienia czegoś, czego wcześniej zrobić nie mógł. Gdy bogata firma zastępuje grafików generatorem, chodzi przede wszystkim o redukcję kosztów.

Szczerek przyznaje, że krytyka AI może być klasistowska.

– To nie znaczy, że od mniejszych podmiotów nie można niczego wymagać – dodaje. – To też by była forma wyższości, coś jak „klasizm niższych oczekiwań”.

AI backlash

W AI wygenerowano też: plakat Dni Mogilna 2026, na którym celebryci wyglądają jak karykatury samych siebie, plakat z okazji Dnia Kaszubskiego Ogórka, a na Krupówkach – identyfikację graficzną parku dla dzieci do fotografowania się na jej tle.

W wielu osobach jawnie sztuczna, wygładzona i wygenerowana grafika budzi opór. Na budynku restauracji z AI-owym menu w San Francisco ktoś napisał sprayem „seriously?”, a pod postami o AI-muralach w Elblągu piętrzą się komentarze pełne oburzenia. Powstają liczne wątki na grupach i forach wyśmiewające wygenerowane przez AI grafiki i wieszczące koniec pewnej epoki. Internetowi twórcy zapraszają do korzystania z anty-AI naklejek na widok „szkaradnych grafik na mieście”. „Chce ci się rzygać na widok AI w menu? Napisz do mnie, a wyślę ci plik naklejek do druku za darmo!” – zachęca Tomasz Spell, autor komiksów.

Niektórzy sprzedawcy, chcąc odróżnić się od tych korzystających z AI, odmawiają uczestnictwa w maratonie promptowania i wydają zapisane ręcznie statementy:

„Nie będziemy korzystać z plakatów AI w celach promocyjnych. Zamiast tego użyjemy kartki i flamastra” – napisał na kartce pracownik amerykańskiej pizzerii, a następnie zamieścił zdjęcie na Instagramie. Post zebrał prawie 50 tys. polubień.

W pracy poświęconej „degeneratywnej sztucznej inteligencji” (AI-śmieciom, brainrotom i „sztuczkom” kultury generatywnej) Idil Galip i Ludmila Lupinacci piszą:

„Praca, wartość i czas ujawniają wewnętrzne sprzeczności generatywnej sztucznej inteligencji i dostarczają użytecznego punktu wyjścia do zrozumienia mieszanki fascynacji i niezadowolenia, które towarzyszy codziennym kontaktom z tymi produktami. Jako estetyczne formy o charakterze »chwytu« (ang. gimmick) zjawiska takie jak »slop« i »brainrot« cechuje niejednoznaczność: opierają się na wysoce zaawansowanych systemach obliczeniowych, a mimo to prowadzą do utraty umiejętności, przeniesienia procesów poznawczych na zewnątrz oraz zaniku twórczego rzemiosła, skutkując efektami postrzeganymi jako ubogie. Stanowią one »smutne cuda«, które »zawsze jednocześnie zachwycają i odpychają, nigdy zaś nie są tylko jednym albo drugim«”.

Jak zauważają badaczki, może i AI powstaje szybko i bezkosztowo dla twórcy, ale odbiorcy i tak uznają efekty za „wysoce drażniące” – „przykuwają one uwagę ludzi i algorytmów, jednocześnie degradując doświadczenie poznawcze i estetyczne”. Galip i Lupinacci twierdzą, że to kwestia „podejrzanego z natury charakteru” grafik stworzonych przez AI – budzą w obserwatorach nieufność, przedstawiają nieludzkie potknięcia (lub bardzo wiele makabrycznych potknięć, jak w przypadku londyńskiego muralu z początku tekstu).

W AI zawiera się więc niemożliwa do przeskoczenia sprzeczność – z jednej strony przyspieszają procesy, z drugiej – oznaczają mniej pieniędzy dla artystów, z trzeciej – umożliwiają powstanie muralu dla społeczności, która w innym wypadku nie miałaby na niego szans, z czwartej – ujednolicają przestrzeń, z piątej – dają możliwość wizualnego zaistnienia wchodzącym na rynek małym firmom. Wykorzystywanie AI jest tym wszystkim równocześnie i nie ma powrotu do czasów sprzed. Póki istnieje możliwość i pokusa, jest trochę tak, jak w micie o królu Midasie, który ekspresowo zamieniał w złoto wszystko, czego się dotknął – ale to złoto dla kogoś może być złotem, a dla kogoś innego „gównem”, w zależności kto, jak długo i gdzie patrzy.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x