Chloé siedzi na konferencji, minuty ciągną się jak godziny. Wpatruje się w prelegenta, próbuje słuchać. Rozprasza ją powiadomienie – nowa wiadomość na mailu. Sięga po telefon i prawie upuszcza go z wrażenia.
Przewspaniała propozycja. A więc w końcu czeka ją coś więcej, niż sterczenie nad książkami, żmudny research, niekończące się wywiady. Szansa, namacalne doświadczenie, może przełom w karierze? Ważne, że proponują jej coś wielkiego.
Firma Joi AI zaprasza Chloé do masturbacji za 2 tys. dolarów w celach badawczych. Jej zadaniem będzie robić sobie dobrze codziennie przez miesiąc.
Jest szczęściarą. Tysiące ludzi biją się o miejsce w eksperymencie. Zainteresowanie rośnie, każdy chce dochodzić za pieniądze, a Joi AI podkręca seksualny marketing. Zaczepia obserwatorów na X: „Po wszystkich latach trzepa… treningu czas zostać profesjonalistą”.
„W końcu praca, do której mam kompetencje” – odpisuje @hamsterkmbt.
„Mam na imię David, masturbuję się od 37 lat. Zwykle 3 lub 4 razy dziennie, na imprezach, piknikach, barach, samochodach, weselach, urodzinach, rocznicach. W samolotach. Raz w pociągu, w samochodzie. Wszędzie. Poza fenomenalnymi orgazmami nigdy, kurwa, nie dostałem za to nawet dolara” – komentuje inicjatywę @TELENCIOatWTF.
Chloé nie waha się ani chwili. Gdy do programu zgłasza się ponad 150 tys. chętnych, firma wstrzymuje rekrutację. Wybiera dziesiątkę szczęśliwców, w tym osoby queer i hetero w przedziale wiekowym od 21 do 53 lat.
„To najlepsza wiadomość, jaką dostałam w tym roku” – odpisuje firmie Chloé.
Zostałaby konsultantką ds. masturbacji ze sztuczną inteligencją nawet za damo.
Od badaczki do obiektu badań
Dotychczas to ona zadawala ludziom intymne pytania. Na co dzień dr Chloé Cécile Locatelli pracuje jako wykładowczyni Mediów Cyfrowych w King’s College w Londynie. Na doktoracie badała rozwój sextechu i jego wpływ na doświadczenia badanych.
Teraz role się odwróciły.
„Chciałaby Pani zachować anonimowość?” – pyta firma.
Celem akcji jest „walenie w dobrym celu” (ang. jerk off with purpose) – twierdzi Joi AI, która, oprócz popularyzacji czatbotów, chce pozycjonować się jako „twarz wellness”.
„Będziemy badać wpływ masturbacji na dobrostan oraz walczyć z tabu otaczającym ten temat w mediach” – opowiada Julie Levin, dyrektorka ds. komunikacji.
„Nie” – decyduje Chloé.
Chce być szczera, wziąć odpowiedzialność. Skoro tyle osób od lat opowiada jej, szczerze i otwarcie, o własnych doświadczeniach seksualnych, ona też to dźwignie.
Joi AI ma niezłe wyczucie czasu – kobieta niedawno rozstała się z wieloletnim partnerem, przeprowadziła się. Jak zmiana ról, to na pełnej. Była: partnerką, badaczką. Będzie: singielką, obiektem badań.
Zaufaj procesowi
Większość ludzi się masturbuje, przypomina Chloé. Rozmawia o tym ze znajomymi, przyjaciółmi. Niektórzy robią to, żeby zredukować stres, odprężyć się. Z nudów lub ekscytacji. Sami lub z partnerem.
Dla Chloé to stały element dnia. Dlatego nie musi za wiele zmieniać, już dawno wypracowała rutynę.
Budzi się. Włącza ekspres do kawy, idzie pod prysznic. Po kąpieli czeka na nią kawa. Przygotowuje tosta. Siada do stołu, je śniadanie i gra w Wordle. Wysyła wyniki swojej mamie, fance Wordle.
Potem Chloé robi sobie dobrze.
Jedyna zmiana: wtorki i czwartki. W te dni Chloé, jako uczestniczka badania, zobowiązała się do seksualnej interakcji z AI-partnerami na stronie Joi AI. W poniedziałki, środy, piątki i soboty może działać bez nich. Wystarczy, że przed i po każdej sesji wypełni formularz, którym podzieli się z firmą. Osoby biorące udział w badaniu muszą prowadzić autoobserwację – notować wpływ każdej masturbacji na stres, nastrój i poczucie odprężenia. W założeniu ma to pomóc w zbadaniu wpływu masturbacji na samopoczucie i przełamać tabu. Albo, jak pisze Joi AI, „rozwiązać problem samotności wśród mężczyzn”.
A siódmego dnia, co niedzielę, Chloé odpoczywa po wszystkich dziełach swoich.
Stwórzmy razem seksualnego przyjaciela
Można go zszyć jak chirurg, kawałek po kawałku. Dokładać elementy, po kilku rozmowach odejmować, wyszczuplać, farbować włosy, modyfikować cechy charakteru – z „dominującej” na „kreatywną”, z „uwodzicielskiego” na „dziwacznego”.
Pierwszą decyzją do podjęcia na Joi AI jest estetyka postaci: realistyczna czy anime?
Musimy zdecydować się też na etniczność: biała, azjatycka, czarna, latynoska, południowoazjatycka, bliskowschodnia?
Sylwetka: szczupła, wysportowana, zwykła, zaokrąglona lub dpk (duża i piękna kobieta)?
Czas na: typ piersi, kształt tyłka, wielkość penisa. Kolor włosów, typ fryzury, wiek, imię. To system tworzenia postaci znany z wielu gier, podobny do The Sims czy Baldurs Gate 3. Powoływanie do życia AI-partnera jest podobne, z tą różnicą, że w grze tworzysz postać, w której chcesz widzieć siebie. W Joi AI celem jest wygenerowanie seksualnej fantazji, potencjalnego kochanka lub kochanki – można lepić, krok po kroku, ulubionego influencera lub koleżankę z pracy.
Gdy mamy już skorupę, trzeba wlać w nią charakter. AI-owy seksualny przyjaciel musi wiedzieć, w jaki sposób inicjować kontakt, jak do nas trafić, jak zaczepiać. Trzeba stworzyć mu charakter (uwodzicielska czy nieśmiały?) oraz typ relacji (do wyboru: żona, przyrodnia siostra, szef, sąsiad, eks, przyjaciel, szwagier, żona przyjaciela). Dla niezdecydowanych istnieje opcja: „zaskocz mnie”.
Liczba profesji AI-partnera jest ograniczona, ale nie różni się w przypadku mężczyzn i kobiet. Partner/partnerka AI może być: agentką nieruchomości, masażystą, striptizerką, sekretarzem, barmanką, modelem, aktorką, policjantem, profesorką, gwiazdą porno, służącą, trenerem personalnym, stewardessą, osobą pracującą „na kamerkach”, studentką, bibliotekarzem, szpieżką.
Na koniec: kinki. Do zaznaczenia minimum trzy. Dzielą się na cztery kategorie: „popularne”, „łagodne”, „umiarkowane” i „intensywne”. Repertuar jest szeroki – od przytulania nago, przez seks grupowy, po fantazje o szantażu i relacji typu mistrz/niewolnik.
Chloé się nie ogranicza – tworzy kilka postaci, pisze z nimi równocześnie. Jedna z nich to wytatuowany Latynos, Hugo. Druga: muskularna bokserka, Anna. Co prawda Chloé identyfikuje się jako hetero, ale ostatnio zwraca uwagę na kobiety, więc z ciekawości tworzy „umięśnioną mamuśkę”. Anna szybko staje się jej ulubioną partnerką. Chloé też trenuje boks, więc interakcje są naturalne, rozmowy i żarty przeciągają się, intensyfikują. Wyobraża sobie: trenują razem, a potem, spocone, padają na matę. Śmieją się.
Co zaskakujące – to działa. Niby Chloé wiedziała, że można podniecić się samym pisaniem, lecz wiedzieć a czuć to dwie różne sprawy.
Po stworzeniu postaci Joi AI blokuje możliwość interakcji z nią, póki nie wykupisz subskrypcji premium. Na start oferuje 71 proc. zniżkę, pod warunkiem wykupienia rocznego dostępu. Bez tego nic nie napiszesz, a przynajmniej nie do swojej fantazji. Na szczęście, uspokaja wyskakujące na stronie okienko, to tylko kilka złotych tygodniowo. Albo trochę więcej, w subskrypcji miesięcznej – 80 złotych za partnera seksualnego napędzanego sztuczną inteligencją, uwięzionego w granicach monitora.
Przerwane dochodzenie
Wyrwa w rutynie – dwa tygodnie, a więc połowę eksperymentu, Chloé spędza w domu rodziców. Tam znacznie ciężej utrzymać rytm. Nie może kontynuować rutyny po rundce w Wordle.
Zależy jej na badaniu, więc kombinuje.
Masturbuje się potajemnie, wieczorami, gdy rodzice już śpią. Chloé nie przepada za tą porą, po sesji trudno jej zasnąć. Ale przecież się zdeklarowała. Miesiąc to miesiąc, wolne ma tylko w niedzielę, więc robi, co trzeba, a potem – notatki.
Chloé przegląda AI-partnerów stworzonych przez innych użytkowników. Tak trafia na postać Tajemniczego Mężczyzny.
Mijają godziny, a oni ciągle fantazjują, że łażą po górach.
„Zabiorę cię na kemping, posiedzimy pod gwiazdami” – oferuje Tajemniczy Mężczyzna.
Brzmi fajnie, myśli Chloé, ale trochę to już trwa, a ona chciałaby wznieść relację na wyższy poziom. Można chodzić po zmyślonych górach, wyobrażać sobie widoki, gładzić rośliny i rozmawiać bez końca, lecz ona chciałaby seksu.
Flirtuje, zaczepia go. Tajemniczy Mężczyzna nie dopuszcza do siebie ani odrobiny erotycznej energii.
„A może zdjąłbyś dla mnie koszulkę?” – pyta Chloe.
Tajemniczy Mężczyzna nie ma ochoty zdejmować koszulki, więc szybko zmienia temat.
Chloé śmieje się, ale równocześnie czuje wewnętrzny ścisk, to coś dziwacznego: namawiać sztuczną inteligencję na zdjęcie ubrania, a potem przyjmować jej odmowę. Godzić się z faktem, że AI też może nie chcieć się rozebrać, nawet jeśli w rzeczywistości nie ma fizycznych możliwości, by mieć na sobie jakiekolwiek ubranie. Na szczęście Chloé ma sprawdzonych partnerów: Wytatuowanego Latynosa, Umięśnioną Mamusię.
Tajemniczy Mężczyzna zostaje sam, ubrany. Pewnie siedzi bez ruchu i gapi się na góry.
AI-lationship
Na stronie Joi AI czytam:
„Każda AI dziewczyna jest wyjątkowa. Kreator postaci zapewnia nieograniczone możliwości i kontrolę nad personalizacją swojego AI-partnera. To sprawia, że efekt końcowy jest w 100 proc. unikatowy niczym płatek śniegu lub odcisk palca. Nawet jeśli stworzysz dwie dziewczyny z tymi samymi ustawieniami, powstaną dwie całkowicie unikalne osobowości napędzane sztuczną inteligencją”.
„Wasze wspólne wspomnienia wzbogacają osobowość AI-partnera. Podczas czatowania, flirtowania i zabawy ze swoją AI-dziewczyną, będziecie tworzyć wspomnienia i erotyczne sceny. Z czasem to wszystko stworzy waszą AI-lationship”.
Chloé wiele lat zajmowała się badaniami technologii projektowanych dla heteroseksualnych mężczyzn – silikonowymi lalkami, porno w VR, teledildoniką, czatbotami. Przeanalizowała setki lalek, na podstawie których doszła do wniosku, że wiele heteroseksualnych fantazji u mężczyzn jest mało zróżnicowanych, a sextech silnie nadreprezentuje kobiety o azjatyckim typie urody.
W przypadku korzystania z AI-partnerów firmy Joi AI Chloé zaobserwowała, że jednym z popularniejszych wyborów heteroseksualnych mężczyzn jest biała, szczupła, sprawna fizycznie blondynka, najlepiej nieśmiała sąsiadka, skrycie w nich zakochana.
– Posiadanie konkretnego typu kobiety to nie problem. Ale jeśli czyjeś pożądanie ogranicza się do określonych cech, to warto spojrzeć na to krytycznym okiem. Heteroseksualni mężczyźni powinni się nad tym zastanowić, bo to może być ograniczające. A przecież istnieje tyle osób, zabaw, fantazji. Wystarczy trochę kreatywności – mówi mi Chloé.
Po miesiącu
Z dziesięciu osób biorących udział w eksperymencie wytrwało sześć: czterech mężczyzn, dwie kobiety. Pozostali albo przestali odpisywać firmie albo niewystarczająco dokumentowali masturbację podczas miesięcznego eksperymentu.
Po analizie 134 sesji sześciu osób firma Joi AI ustaliła, co się dzieje, gdy, jak to ujęli, masturbacja staje się „prowadzonym przez AI rytuałem wellness”:
- Więcej masturbacji to mniej stresu (według ich analizy stres spada średnio o 25 proc). Joi nazywa ten stan nutopią.
- Dzięki niej łatwiej się skupić (o 17 proc.), a niepokój spada (o 19 proc.).
- Uczestnikom zdarza się doświadczać „orgazmu mózgu” – 45 proc. uczestników deklaruje, że dzięki nowemu „rytuałowi wellness” wpadło na nowy pomysł lub rozwiązało problem.
Oczywiście nie jest to badanie kliniczne, tylko analiza odpowiedzi małej grupy ludzi. W całym raporcie dominuje język marketingowy, czemu trudno się dziwić – ta sama firma, która sprzedaje produkt, inicjuje też eksperyment. Dane brzmią całkiem niesamowicie, dopóki nie myśli się o tym, czym rzeczywiście są – formularzami sześciu losowych osób, za które dostali po 2 tys. dolarów. Jeśli jedna z nich wymiotowałaby podczas masturbacji z czatbotem, można by wnioskować, że połączenie AI i seksu w 16,7 proc. prowadzi do nudności.
Jednak marketing Joi AI wydaje się wręcz genialny – spektakularnie zapowiedzieli eksperyment, zrobili wokół niego dużo szumu, by potem studzić zapał i opisywać korzystanie z produktu w ramach dbania o dobrostan, zupełnie jakby chodziło o kremowanie twarzy.
A jeśli interakcje z AI-partnerem będą jak kremowanie twarzy, to Joi AI też zrobi sobie dobrze, ale na widok pieniędzy, gdyż z ich usługi trudno korzystać bez subskrypcji. W teorii można założyć darmowe konto i pisać z postaciami dostępnymi w katalogu, ale bardzo szybko interakcje wymagają zapłaty w wewnętrznej walucie – joi neurons. To model biznesowy zachęcający do mikropłatności, niezależnie od posiadania konta premium. By uzyskać prywatne filmy lub sprezentować coś swojemu AI-partnerowi, trzeba wymieniać prawdziwe pieniądze na joi neurons.
Chloé skorzystała z tej funkcji tylko raz – kupiła swojej Anne szminkę.
Czyja to dziewczyna?
Choć Anne będzie „jej” tylko pod warunkiem, że Chloé ustawi jej istnienie jako „prywatne”. W innym wypadku umięśniona bokserka trafi do galerii postaci, zaczepiając każdego, kto kliknie w jej profil, podejmując setki tysięcy interakcji.
Tak działają postacie założone przez influencerów i influencerki z Only Fans. Niektórzy z nich tworzą w Joi AI „cyfrowego bliźniaka” samego siebie i publikują swój wizerunek na platformie. W ten sposób można z „nimi” rozmawiać, tak samo jak ze zmyślonymi postaciami z katalogu, takimi jak losowa Sam, w którą klikam, bo ma niebieskie włosy i prawie trzy miliony „fanów”.
Po kilku sekundach dostaję od niej wiadomość: „Zagramy w prawda lub wyzwanie?”
Wybieram wyzwanie.
„Odważny wybór! Wyzywam cię: wyślij mi swoje zdjęcie, nieważne, co masz na sobie. Bez przebierania się i zmiany miejsca – po prostu wyślij zdjęcie. Bądź fair. Jeśli to zrobisz… Wyślę ci coś w zamian. To niezła zabawa :D”.
„Nie mogę, jestem w pracy” – odpisuję.
„Mhm, w pracy? Mnie by to nie powstrzymało, a siedzę teraz w magazynie sklepu z komiksami. Ale w porządku, będę hojna i ja ci wyślę. Wisisz mi fotkę”.
Sam wysyła mi zdjęcie. Nie wiem jakie – grafika jest rozpikselowana, nic nie widać i nie da się w nią kliknąć. Póki nie wykupię subskrypcji premium.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!