Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Czy tak wygląda bezpieczne życie?”. 67 proc. Polaków popiera deportację ukraińskich mężczyzn

Wiadomości o tym, że ktoś pijany w jakimś miasteczku krzyczał do Ukrainek, żeby „wypierdalały z Polski”, nie odbierają mi ochoty na wyjście z domu. Ale sondaż dla „Rzeczpospolitej” – owszem. I każe gruntownie odświeżyć anglojęzyczne CV.

ObserwujObserwujesz
Crowd of protesters holding large cardboard signs with red handwritten Polish slogans outdoors; one sign reads 'DOŚĆ FUNDOWANIA CUDZEJ WOJNY' in bold letters.
4
Płacz

3

W jednym z pierwszych dni marca 2022 roku oprowadzałam po centrum Warszawy rodziców moich przyjaciółek z dzieciństwa. Mając osiem, dziesięć lat byłyśmy nierozłączne: łaziłyśmy po płotach i opowiadałyśmy sobie miejskie legendy o pobliskim cmentarzu. Potem one przeprowadziły się do innej dzielnicy i w świecie bez komórek i mediów społecznościowych straciłyśmy się z oczu na lata. Ich rodziców nie widziałam co najmniej dwie dekady.

Spotkaliśmy się, bo ci sześćdziesięcioletni ludzie przez Warszawę uciekali przed wojną do córek mieszkających w Londynie. Szczęśliwi posiadacze funtów i brytyjskich wiz chcieli ode mnie tylko spaceru, żeby uspokoić nerwy po wyjeździe z ostrzeliwanego przez Rosjan Kijowa. Pokazałam im Łazienki, Koszyki, próbowałam coś opowiadać o Trakcie Królewskim – rozmowa i tak wracała do wojny. Aż nagle tata moich koleżanek wystartował z nowym tematem: Lena, a wiesz, dlaczego Polacy tak dobrze teraz przyjmują Ukraińców?

Milczałam przezornie, czekając, jak sytuację wyjaśni człowiek daleki od polityki i zawiłości relacji polsko-ukraińskich. Wewnętrznie zdążyłam westchnąć i przewrócić oczami w oczekiwaniu na tyradę o I Rzeczypospolitej, Giedroyciu albo w ostateczności o sojuszu Piłsudski–Petlura.

— Bo ich jeszcze nie zepsuli migranci! Bo oni, w odróżnieniu od reszty Europy, nie ugięli się i przegonili tę dzicz z lasu, z granicy z Białorusią! Ukraińcy to biali, pracowici ludzie, a nie darmozjady – dlatego Polacy się cieszą!

Pamiętam, że próbowałam nieudolnie – ze zdumienia – polemizować, ale bezskutecznie. Oboje byli głęboko przekonani: istnieje widzialna i niewidzialna granica oddzielająca zachodni świat bezpieczeństwa i dobrobytu od Barbarii, i Ukraińcy w tym bezpiecznym świecie mają miejsce, a ludzie z Syrii, Afganistanu czy Sudanu – nie. Choć nie użyli tych słów wprost, ich pewność opierała się na różnicach rasowych.

Między Unsarzem a Ceutą

Przypomniałam sobie tę scenę niedawno, czytając komentarze moich ukraińskich – ale też części prodemokratycznych białoruskich i opozycyjnych rosyjskich – znajomych o kryzysie w Ceucie. Jedni szczerze się oburzali, dlaczego hiszpańscy pogranicznicy nie strzelają do tych, którzy przełażą przez mur. Inni ubolewali nad miękkością Europejczyków, którzy swoją socjalną hojnością i pobłażliwością zachęcają kolejnych Afrykanów do takich akcji.

Słuchaj podcastu:

Zapytani wprost, czy Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie mają miejsce w Europie – a jeśli przyjechali bez wizy i próbują na granicy składać wniosek o status uchodźcy? – odpowiadali jednoznacznie: oczywiście, że mają. Przecież to ludzie legalni. To, że legalne mechanizmy dla ich imigracji, takie jak wizy humanitarne czy ochrona czasowa, zostały specjalnie stworzone, a nie są pradawnym prawem człowieka, jakoś umknęło wschodnioeuropejskim strażnikom zachodnich granic.

Kilka lat wcześniej kryzys na granicy białoruskiej podobnie komentowała jeśli nie większość, to znaczna część moich ukraińskich znajomych w Polsce – i to ludzi raczej bardziej lewicowych i liberalnych niż średnia. W tym, że pod Usnarzem Górnym byli po stronie pograniczników, a nie uchodźców, był bez wątpienia element solidarności z Polską jako państwem przyjmującym. Ale było też słabo skrywane podbicie samooceny: o, to jest dno – a my wylądowaliśmy na drabinie przyjezdnych całkiem wysoko.

Dekadę przed Ceutą mniej więcej tak samo na moje teksty o kryzysie migracyjnym w UE – wzywające, by spojrzeć nań przez inną optykę niż Viktora Orbána – reagowali koledzy dziennikarze i analitycy w Kijowie. Na argument, że jutro w sytuacji Syryjczyków mogą znaleźć się Ukraińcy, odpowiadali z niezachwianym poczuciem: po pierwsze, nie znajdą się; po drugie, Ukraińcy to co innego. Lepszy sort migrantów.

Czytaj także Imigranci z Ukrainy zostaną z nami na zawsze. Pogódźcie się z tym Galopujący Major

Te wątki zabawnie i gorzko zestawia się z polską dyskusją o ukraińskiej migracji w ostatnich miesiącach. Życie w sposób brutalny uczy moich rodaków, że rasa to nie kolor skóry – to konstrukt społeczny.

Czarni to my

Po kilku miesiącach radykalnego wsparcia w 2022 roku, które przerodziło się w pozytywną dyskryminację ukraińskich uchodźców wojennych w niektórych relacjach z polskim państwem (bezwarunkowy dostęp do NFZ, 800 plus niezależnie od pracy, refundowane przez państwo zakwaterowanie w domach samych Polaków, żeby ludzie nie tłoczyli się w naprędce przerobionych halach magazynowych), karnawał solidarności się skończył.

Dopłaty za goszczenie uchodźców najpierw ograniczono do kategorii wrażliwych, a w 2024 zlikwidowano. 800 plus powiązano z pracą i płaceniem podatków po wulgarnych debatach kampanii prezydenckiej 2025. Jak pokazuje badanie Instytutu Krytyki Politycznej, właśnie wtedy większość Ukraińców w Polsce poczuła, że stosunek Polaków do nich radykalnie się pogarsza – bo zaczęli częściej spotykać się z obelgami i atakami w komunikacji miejskiej, w pracy i w sąsiedztwie. Dostęp do NFZ zlikwidowano w marcu 2026 r., nawet dla starych i niedołężnych.

Czytaj także „Nie mówmy po ukraińsku”. Jak zmieniło się życie Ukraińców w Polsce Olena Babakova

Chociaż Ukraińcy przynoszą polskiej gospodarce oczywiste korzyści – pracuje około 80 proc. z nich, a ich składki zdrowotne z nawiązką pokrywały koszty leczenia tych, którzy nie odprowadzali żadnych – polscy politycy, za wyrażoną w sondażach wolą polskiego społeczeństwa, wskazali Ukraińcom ich miejsce. Miejsce obcych. Miejsce tych, wobec których wolno.

W komunikatach MSWiA nie znajdziecie informacji o deportacjach pijanych Brytyjczyków czy Skandynawów, którzy przesadzili podczas wieczoru kawalerskiego w Krakowie albo Gdańsku. Znajdziecie za to dziesiątki o deportacjach Ukraińców, Kolumbijczyków czy Gruzinów. Nie znajdziecie masowego potępienia polskich przedsiębiorców, którzy zatrudnili cudzoziemców bez umowy albo fabrykując dokumenty – zobaczycie za to w mediach panikę moralną wokół nielegalnie pracujących cudzoziemców. Których, znowu, trzeba deportować. Takim ludziom nie wynajmuje się też mieszkań. Można ich obrazić w autobusie. Najgłośniejsze przypadki spotykają się z potępieniem i reakcją prokuratury, cichsze często nie kończą się nawet wszczęciem postępowania. Jeśli dziecko ma problemy w polskiej szkole – trzeba je przenieść do innej. Zresztą zbyt wiele ukraińskich dzieci w polskiej szkole to też źle.

Czytaj także Ukraińcy w Polsce stają się dla prawicy przedwojennymi Żydami Galopujący Major

Jak powiedziała ukraińska pracownica do jednego z polskich kolegów: „w Ukrainie myślałam, że czarni to Afrykanie, a tu się okazało, że czarni to my”. Po karnawale solidarności 2022 Ukraińcy w Polsce znaleźli się w sytuacji, w której od dawna są migranci z Azji i Afryki — w sytuacji ludzi gorszych, którym normalnie przysługuje mniej praw.

Dyskryminacja jest od dawna w głównym nurcie

Absurdem jest zrzucanie wszystkiego na skrajną prawicę. Owszem, zarejestrowanych przypadków przemocowych ataków na Ukraińców ze względu na pochodzenie, język czy akcent nie ma znowu tak wiele na tle 1,7-milionowej społeczności. Ale traktowanie Ukraińców jako gorszego sortu jest już od dawna mainstreamem. Kolejnym tego potwierdzeniem jest świeży sondaż IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” o poparciu dla programowej obietnicy PiS: deportować z Polski ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie mają tu legalnej pracy.

Kaczyński i Bocheński, wychodząc z tym pomysłem, opierali się zapewne na własnej zamkniętej socjologii. Ale nawet rozumiejąc to, 67 proc. poparcia dla deportacji mnie poraziło. To prawda, z projektu PiS nie dowiadujemy się, czy deportacje objęłyby wszystkich, czy jednak posiadaczy Karty Polaka i małżonków polskich obywateli już nie? A co z ludźmi, pod których opieką są w Polsce małoletnie dzieci? Co z tymi, którzy mają status rezydenta długoterminowego UE, a ich wysoki standard praw socjalnych i ekonomicznych chroni prawo unijne? Co w ogóle znaczy brak legalnej pracy – że kogoś złapano na naruszeniu, czy że człowiek został bezrobotny?

Te niuanse mają kolosalne znaczenie, ale odpowiedzi na te pytania nie znają też uczestnicy sondażu. Mimo to odpowiedzi „nie mam zdania” i „trudno powiedzieć” wybrało zaledwie około 10 proc. respondentów.

Poster with bold blue Polish title 'NIE JESTEŚMY W DOMU' on a yellow background; subtitle below reads 'Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami'; blue abstract shapes border the edges, conveying a protest/advocacy message.

Krytyka Polityczna już pisała, dlaczego pomysł PiS jest zły – szantaż deportacjami uczyni pracodawców panami życia swoich ukraińskich pracowników (chce się powiedzieć – chłopów). W rozbudowanym polskim prawie nielegalna praca to zresztą bardzo elastyczna kategoria. To praca zupełnie bez zezwolenia i umowy, ale też strzyżenie kobiet, kiedy w zezwoleniu i zgłoszonej umowie napisano „fryzjer męski”; praca na umowę o dzieło, kiedy w dokumentach przewidziano zlecenie. I po prostu praca na umowę, której pracodawca zapomniał zgłosić do ZUS-u.

Ale dwie trzecie Polaków, jak widać, i takich ludzi wysłałoby „na front” (postrzeganie ukraińskiej armii jako heroicznej i jednocześnie służby w niej jako najstraszniejszej kary świetnie się w wielu głowach uzupełnia). Moralna większość nie widzi za to zgrzytu w tym, że w opublikowanym zaledwie kilka dni wcześniej sondażu dla (tej samej) „Rzeczpospolitej” do „wypierdalania” na front w przypadku wojny gotowość zgłosiło zaledwie 27 proc. Polaków.

Eksperymenty na uchodźcach

Wyniki tego sondażu, powiem szczerze, przerażają mnie. Hejt w internecie, wiadomości o atakach na Ukraińców czy własne doświadczenie usłyszenia „ukraińska kurwa” w autobusie – nie przerażają. Chamy są wszędzie (co nie znaczy, że refleksja, dlaczego są tak aktywni właśnie wobec Ukraińców, jest zbędna). To każe widzieć przyszłość w czarnych barwach.

Czytaj także Ukraińcy mówią po polsku. Ale nie mają polskich przyjaciół Olena Babakova

Po pierwsze dlatego, że w ciągu roku od koncertu Maksa Korża przeszliśmy od deportacji za wykroczenie (które już wtedy były przesadą i były krytykowane przez obrońców praw człowieka) do dyskusji o deportacjach za brak legalnej pracy – praca czyni wolnym, świetna nazwa dla programu, nie? Jeśli nastroje społeczne ewoluują w ten sposób, co będzie dalej?

Po drugie, na państwo jako gwaranta zdrowego rozsądku liczyć nie sposób: w sprawach migracji idzie ono za instynktami tłumu. Kto ma wątpliwości, że o tym sondażu przypomni sobie Donald Tusk? Jak w przypadku 800 plus, decyzje mogą i będą zapadać nie tylko bez uwzględnienia praw człowieka (do tego już przywykliśmy), ale i bez rachunku ekonomicznego.

Po trzecie wreszcie, te liczby dobrze potwierdzają, że Ukrainiec w Polsce nigdy nie może być całkiem pewny, że wszystko będzie w porządku, dopóki nie dostanie obywatelstwa – a utrudnić jego uzyskanie obiecują wszystkie siły polityczne. Myślę, że KO nie opublikowała jeszcze swojego projektu ustawy tylko dlatego, że chce to zrobić bliżej wyborów, żeby pokazać elektoratowi: my z nimi też potrafimy twardo!

Tak jak przedwczesna była satysfakcja Ukraińców z powodu migrantów z Puszczy Białowieskiej i marokańskiej pustyni, tak przedwczesne może okazać się upojenie Polaków własnymi osiągnięciami we wskazywaniu obcym ich miejsca. Jak niedawno pisał prof. Ryszard Szarfenberg w OKO.press, nowe programy pomocy społecznej dla Polaków, przewidujące żmudną weryfikację sytuacji i dochodów najuboższych, to bezpośrednia filozofii reformy 800 plus dla Ukraińców – tej, która w najgorszej sytuacji zostawiła ludzi o niskich dochodach i nieregularnym zatrudnieniu. Migranci byli po prostu materiałem testowym.

Dla migrantów i uchodźców z Ukrainy sytuacja układa się zaś smutno, niezależnie od statusu pobytu – ten zawsze można zrewidować, nawet decyzję o obywatelstwie, o ile nie wydał go prezydent. Nieprzewidywalność, a raczej przewidywalność w kierunku coraz bardziej negatywnego nastawienia polskiej opinii publicznej i debaty politycznej sprawia, że to tylko kwestia czasu, kiedy kolejne prawa zostaną ograniczone, a możliwość pobytu dodatkowo uwarunkowana. Dla ukraińskich migrantów zarobkowych przed 2022 rokiem przeprowadzka do Polski była szukaniem lepszego życia, dla uchodźców wojennych – bezpieczniejszego. Ale czy tak wygląda dobre i bezpieczne życie?

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
4
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x