Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Czy Andy Burnham skończy brytyjski kryzys, czy skończy jak Starmer?

Andy Burnham chce odbudować brytyjski przemysł, obniżyć koszty życia i pokonać prawicowy populizm. Czy jego plan ma szansę powodzenia?

ObserwujObserwujesz
Two men wearing glasses and dark blazers sit closely together at a social or meeting setting, smiling slightly as they talk.
2
Walka

1

Nowy premier Wielkiej Brytanii, Andy Burnham, jest dziś najpopularniejszym politykiem w swojej ojczyźnie. Nie ma nikogo, kto byłby poważnym konkurentem dla jego przywództwa w Partii Pracy, a w Izbie Gmin dysponuje potężną, samodzielną większością ponad 70 posłów. Mimo tego trudno powiedzieć, czy Burnham dotrwa do końca kadencji, a tym bardziej czy w następnych wyborach zdoła obronić swój rząd.

Burnham obejmuje bowiem kraj w głębokim politycznym, społecznym, gospodarczym i kulturowo-cywilizacyjnym kryzysie. Gdzie w ciągu dziesięciu lat urząd sprawowało pięciu premierów, gdzie od czasu wielkiego kryzysu z 2008 roku płace realne stoją w miejscu, gdzie napięcia związane z migracją, wielokulturowością i ekspansją radykalnej prawicy są na tyle znaczące, że jak pisał niedawno dziennikarz tygodnika „New Statesman” „łatwiej wyobrazić sobie gdzie wybuchnie następny pogrom na tle rasowym niż gdzie zostanie wybudowana nowa kolej wysokich prędkości”.

Odwrócić neoliberalną rewolucję

Czy Burnham zdoła sobie poradzić z tymi wszelkimi problemami? A przynajmniej zająć się nimi tak, by opinia publiczna oceniła to lepiej, niż w przypadku jego poprzednika, sir Keira Starmera? Starmer miał ten problem, że tak naprawdę nie lubi polityki, od pierwszych dni swoich rządów sprawiał wrażenie kogoś, dla kogo urząd premiera jest wielkim, wyjątkowo niedogodnym ciężarem. Burnham lubi polityczne rzemiosło, bezpośredni kontakt z wyborcami i przynajmniej na razie pełen jest energii i optymizmu. A to w polityce ważne umiejętności.

Czytaj także Czy facet ze śmietnikiem na głowie zatrzyma Nigela Farage’a? Jakub Majmurek

Starmerowi zarzucano też, że nigdy nie miał planu na to, co zrobić po zdobyciu władzy, ani diagnozy tego, co właściwie jest nie tak z brytyjskim systemem. Burnham obiecał, że jeszcze w tym roku przedstawi szczegółowy dziesięcioletni plan swoich rządów. Już teraz ma diagnozę brytyjskich problemów i naszkicowane główne filary swojego pomysłu na to, jak je rozwiązać.

Winny problemów Wielkiej Brytanii jest, zdaniem nowego premiera, thatcheryzm i rewolucja, jaką przyniósł w ostatnich dwóch dekadach XX wieku. W swoim pierwszym wystąpieniu jako premier Burnham mówił przed słynnymi drzwiami na Downing Street: „W latach 80. Wielka Brytania podjęła kilka złych wyborów. Władza polityczna została zcentralizowana, władza ekonomiczna sprywatyzowana, duże obszary kraju zostały zdeindustrializowane i do tej pory się z tego nie podniosły”. W tej samej mowie obiecywał, że jego rządy zadziałają jak „wyłącznik bezpieczeństwa”, przynoszący brytyjskiej polityce „największą zmianę od 40 lat”.

Dewolucja i industrializacja

Na czym polegać ma ta zmiana? Jej dwa najważniejsze filary to dziś dewolucja i reindustrializacja. Czyli, jak lubi przedstawiać to premier, przeniesienie jak najwięcej władzy bliżej ludzi i nowa polityka przemysłowa, która nie tylko odbuduje przemysłową bazę Wielkiej Brytanii, ale także przyniesie „rozwój gospodarczy w każdym kodzie pocztowym”.

Czytaj także Keir Starmer albo dramat nieadekwatności Jakub Majmurek

Wielka Brytania ma dziś jeden z najbardziej scentralizowanych systemów rządów wśród państw OECD – i to mimo istnienia lokalnych rządów w Irlandii Północnej, Walii i Szkocji. Jak podaje National Institute of Economic and Social Research, 92 proc. wszystkich przychodów rządowych wpływa do rządu centralnego, podczas gdy w średnia dla państw OECD to 53 proc.

Burnham chce przenieść władzę i pieniądze bliżej lokalnych wspólnot. W Manchesterze, mieście, gdzie przez ostatnie lata pełnił funkcję burmistrza, ma powstać „oddział” Downing Street, zajmujący się sprawami północy Anglii – kiedyś przemysłowego serca kraju, co najmniej od 40 lat znajdującego się w kryzysie, poza takimi wyjątkami jak właśnie Manchester,. Zapewne jeszcze w tym roku poznamy konkretne propozycje tego, jakie kompetencje mają zostać przeniesione do samorządów.

Drugi kluczowy filar to odbudowa bazy przemysłowej kraju. Ma ona realizować kilka celów: nie tylko czysto gospodarczy, ale też strategiczny, społeczny i polityczny. Burnham przedstawia bowiem reindustrializację jako element polityki bezpieczeństwa, mający zapewnić Wielkiej Brytanii maksymalną samowystarczalność w takich obszarach jak produkcja stali, żywności, energii i broni.

Wydatki na obronność mogą stanowić ważny komponent nowej polityki przemysłowej Burnhama. Sugeruje to wybór kanclerza skarbu – ministra odpowiadającego tradycyjnie za politykę finansową i gospodarczą rządu – którym został John Healey. W gabinecie Starmera pełnił on funkcję ministra obrony, zrezygnował z niej w proteście przeciw niezapewnieniu przez rząd wydatków na obronność koniecznych z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju.

Reindustrializacja ma też być dla rządu Burnhama narzędziem społecznej reintegracji, odrodzenia najbardziej zaniedbanych części kraju i wyrównaniem regionalnych nierówności. Jeśli się uda, pozwoli ona odzyskać poczucie sensu, przynależności i godności klasie pracującej, mającej poczucie, że we współczesnej Wielkiej Brytanii po prostu nie ma dla niej miejsca.

Polityka przemysłowa to też oferta złożona młodym pokoleniom. Burnham obiecuje inwestycje w szkolnictwo techniczne i zawodowe oraz program staży dla młodych pracowników – co w sytuacji, gdy pracom w usługach wymagających wyższego wykształcenia coraz bardziej zagraża AI, może się okazać atrakcyjną ofertą.

Za reintegracją społeczną ma iść polityczna deradykalizacja – odzyskanie dla socjaldemokratycznego projektu sfrustrowanego, coraz bardziej gniewnego, podburzanego przez algorytmy techoligarchów elektoratu kuszonego przez Reform UK.

Dać ludziom odetchnąć

Zanim jednak wszystkie te plany się zmaterializują, pierwszym wyzwaniem, z jakim chce się zmierzyć Burnham, są koszty życia – zadeklarował też w swojej pierwszej mowie, że na początku będzie chciał dać ludziom odetchnąć finansowo. Decyzje ogłoszone w pierwszych trzech dniach istnienia rządu można uznać za taki „pakiet oddechowy”.

Pierwszego dnia Burnham zapowiedział bowiem, że jego rząd skończy z bezdomnymi śpiącymi na ulicach miast – każdy będzie mógł liczyć na schronienie na noc. Podobne działanie obecny premier podjął jako burmistrz Manchesteru. Po początkowym sukcesie napotkał jednak kłopoty, gdyż okazało się, że ściąga do Manchesteru bezdomnych z całego kraju.

Czytaj także Henry Nowak i „białe życia”: rasizm nie może już zaszkodzić brytyjskiej prawicy Jakub Majmurek

Drugiego dnia premier ogłosił plan obniżki VAT na energię dla gospodarstw domowych, trzeciego zamrożenie cen przejazdów autobusów. W planach są dalsze, bardziej długoterminowe polityki mające odpowiedzieć na problem wysokich kosztów życia. Np. ponownie uspołecznienie sprywatyzowanych usług publicznych, tak by strona publiczna odzyskała kontrolę nad ich cenami.

Burnham obiecał „największy program budowy domów i mieszkań na wynajem” od okresu powojennego. Budowę półtora miliona nowych domów w ciągu pięciu lat rządów Partii Pracy obiecywał już Starmer, ale eksperci są sceptyczni, czy uda się osiągnąć te cele. Sukces mógłby znacząco zwiększyć dostęp do dobra, którego pozyskanie i koszty stanowią dziś największy problem wielu gospodarstw domowych.

Czy to się może udać?

Czy Burnham ma determinację, know-how, realny polityczny kapitał i plany, jak od radykalnej retoryki przejść do realnej politycznej zmiany? Nominacja Healeya – związanego ze starą prawicą Partii Pracy byłego współpracownika Gordona Browna – na kluczowe gospodarcze stanowisko w rządzie wzbudziła sceptycyzm wielu komentatorów co do tego, na ile faktycznie radykalną zmianę polityczną przyniesie nowy rząd.

Podobne głosy było słychać wśród nieufnie nastawionej do rządu post-corbynowskiej lewicy – jak Owen Jones – ale także w bardziej centrowych środowiskach. Jak w newsletterze „Financial Timesa” pisze Stephen Bush: „Powszechnie oczekuje się, że Healey będzie wydawał na obronność więcej niż [jego poprzedniczka] Rachel Reeves. Ale poza tym to fiskalnie ortodoksyjny polityk. […] Moim zdaniem to dobrze, ale niesie też określoną cenę. Z pewnością wyklucza zasadnicze zmiany w polityce fiskalnej”. Pytanie, czy bez takich zmian możliwe będzie sfinansowanie ambitnego programu Burnhama.

W swoim ciekawym portrecie nowego premiera opublikowanym na łamach UnHerd Johny Ball dziennikarz specjalizujący się w tematyce Partii Pracy zauważa, że Burnham wychowywał się między Liverpoolem i Manchesterem, a jego polityka zawsze była wypadkową radykalnie socjalistycznej retoryki związanej z tradycją tego pierwszego miasta i pragmatyzmu kojarzonego z tym drugim. Ball przewiduje, że podobnie będą wyglądały rządy Burnhama w Londynie: „Ostatecznie przyjmie więc pewnie model rządów mniej definiowanych przez bunt i rewolucyjne zmiany, a bardziej przez ulepszenia i adaptacje. Będzie się starał sprzedać dziedzictwo Starmera – publiczna własność kolei i turbin wiatrowych – jako rewolucyjny przełom. Sprawi, że lewica znów będzie mogła uznać Partię Pracy za swój dom, nie przyjmując przy tym jej bardziej radykalnych żądań”.

Czy taka polityka wystarczy, by zmierzyć się ze wszystkimi brytyjskimi problemami? Krytycy Burnhama wskazują, że najbardziej produktywna część brytyjskiej gospodarki to wysokospecjalistyczne usługi – na nich też rozwój budował Manchester pod rządami obecnego premiera – i industrializację trzeba robić z głową, a na pewno nie ma co liczyć na powrót do społeczeństwa przemysłowego sprzed epoki Thatcher. Cały szereg problemów ze wzrostem wynika też z takich kwestii, jak reżim planistyczny czy weto, jakim przy nowych inwestycjach dysponują różne lokalne grupy interesów – czego program Burnhama nie rusza. Podobnie jak tego, jak obecna umowa społeczna uprzywilejowuje – choćby przez system waloryzacji emerytur – starszą, nieproduktywną część populacji. Optymizm Burnhama i wizja Wielkiej Brytanii, która znów może patrzeć na siebie z nadzieją, mogą nie wystarczyć, gdy pojawią się kolejne rasistowskie zamieszki amplifikowane przez algorytmy pełnych rasowych obsesji techoligarchów.

Plany reindustrializacji mogą też wymagać nowego otwarcia w relacjach z Europą – choćby po to, by Wielka Brytania mogła rozwijać bazę przemysłową wspólnie z partnerami z kontynentu – które może okazać się trudne do pogodzenia z ambicjami odbicia elektoratu Reform UK. Wielką niewiadomą pozostaje również to, jak Burnham ułoży sobie relacje z Trumpem.

Czytaj także Prawica i mit „upadłego Londynu” Jakub Majmurek

Stawka większa niż Westminster

Kolejni brytyjscy premierzy ponosili klęskę w starciu z brytyjskimi problemami, niezależnie od tego, czy recepta, jaką oferowali, miała hiper-thatcherowski charakter – jak w przypadku rządu Liz Truss – czy opierała się na wizji solidarnego społecznie konserwatyzmu, jak w wypadku rządów Theresy May i Borisa Johnsona. Starmer wprowadził kilka dobrych socjaldemokratycznych polityk, ale nie był w stanie połączyć ich w przekonującą socjaldemokratyczną wizję.

Wszyscy postbrexitowi premierzy działali w warunkach coraz bardziej sfragmentaryzowanej i zapośredniczonej przez algorytmy sfery publicznej, gdzie politycy nie mogą liczyć na lojalność wyborców, a bardzo łatwo zmobilizować przeciw nim negatywne publiczne emocje.

Burnham podlegał będzie wszystkim tym naciskom i wyzwaniom. To, czy i jak sobie z nimi poradzi, zdeterminuje nie tylko jego własną polityczną przyszłość, ale też jego partii. Komentując objęcie władzy przez nowego premiera Neal Lawson napisał na łamach lewicowego tygodnika „New Statesman”: „Jedynym [jak dotąd] osiągnięciem Burnhama jest to, że daje on Partii Pracy jeszcze jedną szansę na pokazanie, że socjaldemokracja może odegrać istotną rolę w środkowych dekadach XXI wieku, że liberalna demokracja może zostać ocalona, a populizm pokonany. To zaledwie szansa i to niewielka”. Od tego, czy Burnham ją wykorzysta, będą zależeć losy progresywnej polityki nie tylko w Wielkiej Brytanii – stawka jest znacznie wyższa niż Westminster.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
2
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x