Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Między Izraelem a islamistami. Czy syryjscy Druzowie obronią autonomię?

Po upadku Rożawy zamieszkała w większości przez Druzów prowincja As-Suwajda pozostaje ostatnim ogniskiem oporu przeciwko centralizacji Syrii pod flagą nowego, narodowo-islamistycznego reżimu.

Po lewej stronie widoczna przycięta twarz Benjamina Netanjahu, po lewej Ahmada asz-Szary, w środku żandarmeria druzyjska z 1921 roku
Walka

Gdy w listopadzie 2024 roku w mediach pojawiła się informacja o ofensywie rebeliantów z Hajat Tahrir asz-Szam (Ruchu Wyzwolenia Lewantu) zagrażającej rządowi centralnemu, społeczność syryjską na całym świecie ogarnęła euforia. Nawet moi zsekularyzowani znajomi żartowali, że zakończony zdobyciem Damaszku rajd HTS rozbudził w nich „ducha islamu”.

Trudno się dziwić – u kresu swych dni u władzy Baszszar al-Asad cieszył się opinią egocentrycznego despoty odpowiedzialnego za brutalne tortury w tajnych więzieniach oraz przedłużanie trwającej od 2011 roku wojny domowej. Syria pod rządami al-Asadów pozostawała swoistym skansenem zimnowojennej rzeczywistości. Objęta przez Zachód dotkliwymi sankcjami, funkcjonowała w politycznej i gospodarczej izolacji. Takie usytuowanie zmuszało kraj do utrzymywania ciepłych stosunków z Rosją, Iranem, Kubą i Koreą Północną.

Obalenie Baszszara al-Asada i wygnanie go do Moskwy przyniosło Syrii wymierne korzyści. Mowa o wypuszczeniu na wolność dziesiątek tysięcy dysydentów politycznych przetrzymywanych przez reżim w obozach tortur, takich jak niesławne więzienie Sajdnaja w Damaszku, gdzie osoby uznane za zagrożenie dla reżimu poddawane były głodzeniu i przemocy, więzione bez formalnego procesu sądowego czy możliwości kontaktu z bliskimi.

Czytaj także Czy to koniec Rożawy? Syryjska armia rządowa atakuje Kurdów Ida Zając

Wraz z przejęciem władzy przez Ahmada asz-Szarę Syria wydostała się z kordonu międzynarodowej izolacji. W marcu 2025 roku Damaszek odwiedziła szefowa MSZ Niemiec, nieco później nowy przywódca został przyjęty z honorami w Pałacu Elizejskim. W czerwcu ubiegłego roku Trump ogłosił zniesienie sankcji na Syrię, domykając tym samym proces integracji kraju ze światowym systemem gospodarczym. Krok ten pozwolił Syrii na import potrzebnych towarów: przede wszystkim trudno dostępnych wcześniej leków i maszyn, a także na handel z Europą i krajami arabskimi oraz dostęp do systemu bankowego i międzynarodowych inwestycji.

– Jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe, Asz-Szara naprawdę dużo osiągnął. Przede wszystkim udało mu się doprowadzić do zniesienia większości sankcji – mówi mi dr Tina Zintl, politolożka zajmująca się Syrią przy German Institute of Development and Sustainability. – Pozostaje jednak zależny od międzynarodowej pomocy finansowej. Niezależnie od tego, czy chodzi o prywatne inwestycje, przede wszystkim z krajów Zatoki Perskiej, czy o współpracę rozwojową lub pomoc humanitarną, Syria nie jest w stanie stanąć na własnych nogach. Asz-Szara doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Początkowy entuzjazm wynikający z obalenia znienawidzonego dyktatora szybko zaczął ustępować miejsca obawom o dalsze losy kraju. Szczególny niepokój wzbudziła wśród części Syryjczyków islamistyczna proweniencja nowego przywódcy. Trzon HTS stanowiła bowiem organizacja Dżabhat an-Nusra, w latach 2012-2016 będąca częścią struktur Al-Kaidy. W zbiorowej pamięci regionu wciąż żywe są wspomnienia terroru, jakiego Syryjki i Syryjczycy doświadczyli z rąk tzw. Państwa Islamskiego. Choć reżim Asadów nie stronił od przemocy, panująca pod jego rządami ideologia panarabizmu oferowała osobom niebędącym Arabami i sunnitami obietnicę świętego spokoju – tak długo, jak nie stawiali otwartego oporu wobec władzy. Przejęcie sterów w państwie przez następców Al-Kaidy stworzyło warunki do podważenia względnie tolerancyjnego wobec mniejszości status quo.

Po upadku dyktatury powróciła etniczna przemoc

Obawy syryjskich mniejszości i świecko zorientowanych Arabów bardzo szybko znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. Jeszcze w grudniu 2024 roku doszło do ataków na Alawitów – mniejszość etnoreligijną, z której wywodzi się obalony klan al-Asadów. Kolejne rozruchy ogarnęły wybrzeże Syrii na początku 2025 roku – tylko w marcu zabito przeszło 1500 osób. Udział żołnierzy podlegających prezydentowi asz-Szarze w brutalnej przemocy względem Alawitów potwierdziło m.in. dochodzenie Human Rights Watch.

Celem udokumentowania zbrodni na Alawitach asz-Szara powołał specjalną komisję, jednak zdaniem dr Tiny Zintl jej osiągnięcia są znikome.

– W sprawie wydarzeń określanych jako masakry z marca 2025 roku nie zapadły jeszcze żadne wyroki, a rząd Syrii nie zajął jednoznacznego stanowiska – tłumaczy. – Mam wątpliwości, czy w obecnych warunkach taka komisja mogłaby działać w sposób swobodny i przejrzysty. Obserwowałam funkcjonowanie komisji powołanej przez rząd do zbadania zbrodni reżimu Asada. Informacje o jej procedurach, które docierały do mnie z lokalnych źródeł, nie były szczególnie wiarygodne. Przypuszczam, że w przypadku komisji powołanej do zbadania masakr na Alawitach sytuacja wyglądałaby jeszcze gorzej, ponieważ chodzi o zbrodnie popełnione już pod rządami Ahmada al-Szary.

Do kolejnych rozruchów doszło na przełomie kwietnia i maja, kiedy rozpowszechniona za pośrednictwem mediów społecznościowych plotka o znieważeniu proroka Mahometa doprowadziła do eksplozji przemocy względem Druzów zamieszkujących przedmieścia Damaszku. W starciach w Dżaramanie i Sahnaji zginęło co najmniej 80 osób. Zdaniem Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka za co najmniej część morderstw bezpośrednią odpowiedzialność ponoszą siły podlegające nowemu rządowi. MSZ Syrii określiło zajścia jako „starcia uzbrojonych grup” i zapowiedziało „ukaranie sprawców”. Na dzień dzisiejszy brak jest informacji o pociągnięciu do odpowiedzialności żołnierzy biorących udział w wybuchu przemocy wobec Druzów.

Zniszczona prowincja i nierozliczona przemoc pokazują skalę kryzysu w Syrii

W połowie lipca w południowej prowincji As-Suwajda, zamieszkałej w większości przez Druzów, doszło do gwałtownych walk pomiędzy druzyjskimi bojówkami a beduińskimi milicjami. Bezpośrednią przyczyną eskalacji było porwanie przez Beduinów miejscowego handlarza warzywami. Według danych OCHA walki zmusiły do ucieczki nawet 176 tysięcy osób. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podaje, że śmierć poniosło przeszło 1500 Druzyjek i Druzów z As-Suwajdy. Z kolei WHO potwierdziło co najmniej 5 ataków na placówki medyczne.

Wybuch walk skłonił rząd w Damaszku do błyskawicznej reakcji. Już 14 lipca w okolice prowincji wysłano oddziały podlegające rządowi centralnemu. Oficjalnie – celem ustabilizowania sytuacji. Międzynarodowe media relacjonujące przebieg wydarzeń nie zdobyły się na odwagę, by określić, kto w „etnicznym konflikcie na południu Syrii” jest sprawcą, a kto ofiarą – publikacje Al-Jazeery czy Reutersa mówiły o „obustronnej przemocy”. Miejscami pojawiało się stwierdzenie, że „większość ofiar” stanowili Druzowie. Z relacji miejscowych i ich rodzin wyłania się jednak obraz wydarzeń dalece odbiegający od narracji dostępnej w mediach głównego nurtu. Środowiska druzyjskie konsekwentnie podkreślają, że siły asz-Szary przybyły do prowincji w momencie, gdy walki z beduińskimi bojownikami ustały, a karna ekspedycja rządu centralnego wzięła na cel druzyjskich cywilów.

– W lipcu 2025 roku siły rządu tymczasowego wkroczyły do wsi Al-Thaalah, skąd pochodzę – mówi Tameem Alhammoud, lekarz i działacz druzyjskiej diaspory, angażujący się jako wolontariusz przy fundacji SanaD, zajmującej się pomocą humanitarną dla mieszkańców Syrii. – Nasz dom został splądrowany. Mojemu 75-letniemu ojcu strzelono w głowę. Tego samego dnia żołnierze poszli do domu mojej siostry. Jej mąż i dzieci ukryli się. Tłumaczyła, że mieszka sama w obawie o życie bliskich. Żołnierze asz-Szary zmusili ją do złożenia deklaracji, że jest muzułmanką. Przez cały ten czas grozili jej gwałtem i porwaniem. Przez dwa dni była świadkiem, jak palono i plądrowano wszystkie sąsiednie domy. Wiele osób rozstrzelano. W mojej wsi w ciągu zaledwie dwóch dni zginęło łącznie 76 cywilów. Podobny scenariusz powtórzył się w 42 wsiach w zachodniej i północnej części prowincji.

Gorąca faza walk w As-Suwajdzie trwała aż do ogłoszenia przez rząd centralny rozejmu 19 lipca 2025 roku. Poprzedziła go interwencja sąsiedniego Izraela, który przedstawia siebie jako obrońcę sprawy druzyjskiej w regionie. 16 lipca IDF ostrzelał szereg celów wojskowych w Damaszku oraz bazę sił rządowych w Al-Thaalah. W poczuciu wielu Druzyjek i Druzów to właśnie izraelska interwencja powstrzymała połączone siły beduinów i rządu przed ostatecznym rozprawieniem się ze zbuntowaną prowincją.

– W mojej ocenie Druzowie zostaliby wymordowani, gdyby Izrael nie wmieszał się w wojnę – twierdzi Alhammoud. – Taki był cel wojsk, które wkroczyły do miasta. Choć nie mówimy tu o jednolitej strukturze wojskowej, oddziały działały w sposób skoordynowany. Według raportu Niezależnej Międzynarodowej Komisji Śledczej ONZ ds. Syrii utrzymywały kontakty z dowódcami armii centralnej i atakowały szpitale. Wycofały się dopiero po izraelskich uderzeniach na Damaszek. Następnie ogłoszono rozejm, który jednak nie jest przestrzegany przez rząd tymczasowy. Moja rodzina i wiele innych osób do dziś pozostaje przesiedlonych, a nasze wsie stoją spalone i wyludnione.

Czytaj także Dlaczego powinien nas interesować atak na kobiecą rewolucję w Rożawie? Ida Zając

We wspomnianym przez Alhammouda raporcie, datowanym na 27 marca 2026 roku, Komisja śledcza ONZ uznała, że za pierwszą i najkrwawszą fazę przemocy w dniach 14-16 lipca 2025 roku odpowiadały siły rządowe, działające razem z bojownikami beduińskimi. Raport dokumentuje liczne przypadki egzekucji druzyjskich mężczyzn, tortur, arbitralnych zatrzymań, grabieży, ataków na domy oraz miejsca kultu, przemocy seksualnej, a także upokorzeń motywowanych fanatyzmem religijnym.

Dokument powstał w oparciu o wywiad z 400 osobami, które przeżyły brutalne masakry oraz o obserwacje z wizyty ekspertów na miejscu. Członkowie komisji zastali w As-Suwajdzie „rozległe zniszczenia – szczególnie w druzyjskich wsiach, gdzie spalono dziesiątki tysięcy domów, firm oraz miejsc kultu”.

Raport potwierdził również doniesienia krążące dotąd przede wszystkim wewnątrz samej społeczności druzyjskiej. Mowa nie tylko o współudziale wojsk asz-Szary w czystkach etnicznych, lecz także o eskalacji przemocy po interwencji wojsk centralnych. W ocenie autorów raportu udokumentowane działania „mogą stanowić zbrodnie wojenne”, a potencjalnie także zbrodnie przeciwko ludzkości.

– Postanowienia rozejmu nie są respektowane przez rząd – mówi Alhammoud. – Moja rodzina, podobnie jak wiele innych, uciekła do miasta As-Suwajda. Wieś, z której pochodzę, stoi splądrowana i opustoszała, podobnie jak dziesiątki innych. Ci, których stać, wynajmują w As-Suwajdzie mieszkania. Ale większość ludzi do dziś mieszka w schronieniach tymczasowych, ponieważ budynki szkół, które służą za schronienia, są przepełnione. W samej prowincji As-Suwajda znajduje się dziś około 155 tys. uchodźców wewnętrznych.

Jak asz-Szara próbuje skleić syryjską mozaikę

Gdy siły HTS triumfalnie wkraczały do Damaszku, pod kontrolą rządu centralnego znajdowało się około 65 proc. kraju. Większość terytorium na wschód od Eufratu było w rękach Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), zwanych potocznie Rożawą. Część północnych regionów pozostawała pod turecką okupacją, a kontrolę nad skrawkiem terytorium przy przejściu granicznym At-Tanf sprawowała wspierana i szkolona przez USA Wolna Armia Syryjska.

Położone na zachodzie kraju Wzgórza Golan od 1967 roku znajdują się pod izraelską okupacją. Dzięki nim Izrael ma wyłączną kontrolę nad największym źródłem wody pitnej w regionie – Jeziorem Galilejskim. Choć asz-Szara deklaruje chęć odzyskania kontroli nad Wzgórzami Golan, scenariusz ten wydaje się dziś mało prawdopodobny – choćby z uwagi na militarną przewagę Izraela.

Ofensywa sił rządowych i nacisk Stanów Zjednoczonych zmusiły demokratyczne siły Rożawy do podpisania porozumienia zakładającego docelowo integrację wszystkich struktur SDF z państwem syryjskim. Choć w kurdyjskich centrach, takich jak al-Hasaka, Kamiszli czy Kobanê nadal działają ugrupowania zbrojne wywodzące się ze struktur Rożawy, rząd asz-Szary przejął kontrolę nad polami naftowymi, przejściami granicznymi oraz opanował tereny zdominowane przez Arabów. Klęska Rożawy, choć jeszcze nie pełna, wydaje się przesądzona.

Polish podcast promo banner: title JEST INBA, host Kai Puto, pink background, portrait on right, listen on YouTube, Spotify, Apple Podcasts.

– Sytuacja Kurdów na północnym wschodzie kraju pozostaje niejednoznaczna – mówi Zintl. – Jednak jeśli chodzi o sytuację militarną i kontrolę bezpieczeństwa, siły centralne są w Rożawie zdecydowanie bardziej aktywne, niż miało to miejsce przed podpisaniem porozumienia integracyjnego.

W tej sytuacji kontrolowana przez druzyjskie bojówki południowa prowincja as-Suwajda pozostaje ostatnim autonomicznym regionem Syrii opierającym się kontroli reżimu asz-Szary.

Z kulturoznawczego punktu widzenia Druzowie są stuprocentowymi Arabami. Nie wyznają jednak ani chrześcijaństwa, ani islamu: ich wspólnota zbudowana została wokół doktryny tawhidu, będącej ezoteryczną interpretacją ismailickiej teologii. To jednak nie czas i miejsce na tłumaczenie zawiłości druzyjskiej religii: większość prawd wiary i tak znana jest wąskiemu gronu wtajemniczonych. A lwią część społeczności stanowią osoby świeckie, których druzyjskość wyraża się w poczuciu wspólnotowości, a nie praktykach czy przekonaniach religijnych.

Czytaj także 15 lat po rewolucji: klęska za klęską i milion trupów. Kiedy kolejne arabskie wiosny? Artur Troost

Kluczowe jest tu wspólne dla wszystkich Druzów doświadczenie dyskryminacji. Zarówno w Egipcie rządzonym przez Fatymidów, jak i w XIX-wiecznym Libanie pod panowaniem osmańskim, Druzowie byli ofiarami krwawych prześladowań zarówno ze strony muzułmanów, jak i chrześcijan. Nie dziwi więc, że ich społeczność, od wieków zakorzeniona w Górach Druzów (tak po arabsku określa się region As-Suwajdy), z przerażeniem przyjęła przejęcie władzy przez islamistę. Ich obecny przywódca duchowy, szejk Hikmat al-Hidżri, określił rząd asz-Szary „ekstremistycznym w każdym znaczeniu tego słowa” jeszcze w marcu 2025 roku.

Postrzegani od wieków jako „heretycy” i „odszczepieńcy” Druzowie przywykli do wrogości. W obliczu egzystencjalnego zagrożenia, jakim wydaje się dla nich reżim asz-Szary, trwanie społeczności pozostaje celem samym w sobie. Syryjscy Druzowie niekoniecznie kochają Izrael. Z uwagi na zostawienie ich na pastwę losu przez tzw. społeczność międzynarodową, Druzom nie pozostaje dziś nic innego, jak liczyć na izraelskie wsparcie. Sam Izrael traktuje tę sprawę raczej instrumentalnie. Bardziej niż na przetrwaniu Druzów zależy mu na rozbiciu i destabilizacji Syrii, aby nie stanowiła dla niego militarnego zagrożenia i nawet nie myślała o odzyskaniu okupowanych Wzgórz Golan.

Zachód po stronie reżimu, przeciwko mniejszościom i prawom człowieka

Niemal rok po krwawych czystkach w As-Suwajdzie nadal przebywają setki tysięcy uchodźców wewnętrznych. Zachodnia część prowincji, zajęta przez wojska rządowe, pozostaje zniszczona i wyludniona. Rząd asz-Szary kontynuuje presję na zbuntowaną prowincję. Jedną z metod nacisku na Druzów jest odmawianie absolwentom działających w As-Suwajdzie uczelni uznania dyplomów. Z kolei emeryci i renciści albo w ogóle nie otrzymują świadczeń, albo dostają je z dużym opóźnieniem. – Rząd chce w ten sposób zmusić cywilów do opuszczenia tego terenu – mówi Alhammoud.

„Tymczasowy” prezydent asz-Szara rządzi od półtora roku, a jego władza pozbawiona jest jakichkolwiek znamion demokratycznego mandatu. W październikowych wyborach do nowej syryjskiej legislatury jedynie 10 ze 140 miejsc przypadło przedstawicielom niearabskich i niesunnickich mniejszości. Dopuszczeni do startu w wyborach kandydaci musieli wcześniej uzyskać specjalną akredytację od rządu. W wyniku wyborów i tak wyłoniono jedynie 70 deputowanych – drugą połowę nominował osobiście asz-Szara. Sytuacja w Rożawie i As-Suwajdzie, a także sposób zarządzania krajem dobitnie pokazują, jak niewiele zostało z pierwotnych zapewnień prezydenta, że będzie przywódcą „wszystkich Syryjczyków”.

Czytaj także Nas, Syryjczyków, zbrodnie Rosji nie zaskoczyły Bohumir Krampera

Tymczasem Zachód kontynuuje zbliżenie z nowym reżimem. 18 maja Rada Unii Europejskiej zdecydowała o zniesieniu sankcji na syryjskie ministerstwo obrony. Pełna legitymizacja reżimu asz-Szary przy jednoczesnym przemilczeniu jego zbrodni wojennych pokazuje, że również tam Zachód nie stoi po stronie wartości, które deklaratywnie wyznaje.

Po wojnie w Gazie i niesprowokowanej agresji na Iran wiarygodność Zachodu w oczach świata jest dziś niemal zerowa. A jego postępowanie wobec nowego reżimu w Syrii dobitnie pokazuje, że w kwestii humanitaryzmu i praw człowieka przestał nawet starać się o zachowanie pozorów. Czy krwawa przemoc wobec niesunnickich mniejszości i dalsza degradacja i tak już zszarganej opinii Zachodu to cena, którą warto zapłacić za wznowienie handlu bronią z władzami Syrii?

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x