Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Tusk szczujący na Ukraińców zmniejsza bezpieczeństwo Polaków

Donald Tusk w obliczu wykroczeń dokonanych przez obywateli Ukrainy stosuje swoją starą strategię „na szeryfa”. Problem w tym, że nie osłabi one skrajnej prawicy, tylko normalizuje jej język. I pogłębia niechęć wobec Ukraińców żyjących w Polsce.

Donald Tusk na tle Morskiego Oka obok niedźwiedzia
Kontekst

💥 Politycy KO coraz częściej mówią o deportacjach, zaostrzeniu prawa migracyjnego i „surowych konsekwencjach”.

🇵🇱 Eksperci alarmują, że język stosowany wcześniej głównie przez skrajną prawicę przenika dziś do głównego nurtu polityki.

📈 Jednocześnie rośnie liczba przestępstw motywowanych ksenofobią wobec Ukraińców w Polsce.

29
Celnie!
Walka
Cyrk

8

Znasz to doskonale. Ten scenariusz powtarzał się już wiele razy, co najmniej od czasu „walki z dopalaczami”. Jego schemat jest bezlitośnie prosty i składa się z dwóch składników. Pierwszym jest temat. Sprawa, która zdaje się poruszać i oburzać zdecydowaną większość społeczeństwa. Drugim – publiczna wypowiedź premiera Tuska charakteryzująca się srogością i stanowczością. Kiedyś w postaci konferencji prasowej – dziś najczęściej jako tweet wrzucony w przypływie nagłego geniuszu w stylu iście amerykańskim. „Tusk się wściekł” – ogłaszają wtedy media.

Od „walki z dopalaczami” do szczucia na mniejszości

Na pierwszy ogień poszły sklepy z legalnie dostępnymi zamiennikami narkotyków. Zażarło wtedy tak, że premier do dziś goni ten haj, ale on już nigdy nie będzie taki, jak był wtedy. Tak jak „Gwiezdne wojny” już nigdy nie będą cię bawić tak, jak gdy byłeś nastolatkiem; ale to nie one się zepsuły – to ty jesteś stary.

Przy okazji takich popisów premier wykazuje się niebywałą łatwością ignorowania skutków ubocznych, w czym zwykle pomaga mu opinia publiczna. Dziś mało kto pamięta, że przy okazji zastosowania manewru „na szeryfa” w kontekście alkotubek dwa lata temu pracę stracił dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, Piotr Jabłoński. Fachowiec ceniony na tyle, że środowiska terapeutów uzależnień zorganizowały wówczas petycję o jego przywrócenie.

Poleciał, bo ktoś musiał polecieć. Skoro premier zapowiedział surowe konsekwencje, to trzeba było znaleźć kogoś, kto je poniesie. Sama walka z dopalaczami, dziś wspominana jak legenda o dawnej potędze, na poły prawdziwa, na poły mityczna, także przyniosła sporo szkód. Dopisywanie kolejnych substancji na listę środków zakazanych powodowało wówczas pojawianie się coraz to nowszych „produktów kolekcjonerskich”. Coraz groźniejszych i coraz mniej znanych, dlatego w razie  ich przedawkowania lekarze bywają bezradni.

Od paru lat Donald Tusk za cel nie bierze sobie już zjawisk takich jak dostępność używek dla młodych ludzi czy przesadne kibolskie harce. Teraz starym, sprawdzonym przez zachodnie społeczeństwa zwyczajem premier celuje w znienawidzone przez większość grupy. Takie, które nie za bardzo mają jak się odwinąć. Dołącza do konfiarsko-pisowskiego chóru szczującego jak nie na aktywistów klimatycznych, to na mniejszości etniczne. Po tym, jak rząd „rozwiązał” problem migracji przez polsko-białoruską granicę, zawieszając prawo międzynarodowe przy milczącej aprobacie Unii Europejskiej, antagonizuje Polaków i żyjących w Polsce Ukraińców.

Najwierniejsi kibole partyjni w rodzaju Silnych Razem dopisują do tego narrację: oto nasz europejski, nowoczesny i kochający prawa człowieka wódz po pierwsze dba o nasze bezpieczeństwo, a po drugie odbiera głosy prawicy. Jakby sam prawicą nie był. Oczywiście, taka strategia jest skazana na porażkę, czego dowody widzimy w Europie – od Danii przez Niemcy po Zjednoczone Królestwo. A i samej Koalicji Obywatelskiej nie przyniosło to nigdy sukcesów. W ostatniej kampanii prezydenckiej straszyć Ukraińcami próbował Rafał Trzaskowski i wyszło jak zwykle. Taka strategia tylko uwiarygodnia tych, których próbuje się pokonać. Po zapożyczeniu postulatów od PiS-u i Konfederacji politycy KO mają jeszcze czelność mówić, że tylko oni ochronią Polskę przed faszyzmem.

Deportacje jako polityczny spektakl

Ostatnio Donald Tusk zabrał głos w sprawie ukraińskiego influencera, który wjechał autem na Morskie Oko. Było – klasycznie – coś o surowych konsekwencjach i brakowało tylko, żeby dodał na końcu: „śmierć wrogom ojczyzny”. Do Tuska dołączył znany z niechęci do nocnej sprzedaży alkoholu szef MSWiA Marcin Kierwiński, zapowiadając pięcioletni zakaz wjazdu do Polski dla Ukraińca.

Czytaj także Rząd o migracji mówi językiem Konfederacji. Jak odpowie lewica? Korzyści materialne to za mało Olena Babakova

Nie zrozumcie mnie źle. Patokierowców należy zwalczać, a patokierowców-influencerów moglibyśmy, jak dla mnie, wytarzać w smole i pierzu. Ale w tym wypadku temat został podjęty publicznie przez polityków rządu nie ze względu na sam czyn, a na narodowość sprawcy. Ma to niebagatelny wpływ na stosunek społeczeństwa do Ukraińców. To jest tworzenie nagonki w imię zdobywania poparcia, które i tak ostatecznie powędruje do brunatnych krzykaczy pokroju Czarnków i Mentzenów.

Podobnie było w przypadku Crawly’ego, tiktokera, który swoimi „prankami” zatruwał dzień uczciwie pracującym ludziom. Kiedy ogłoszono jego deportację, nawet ludzie niekojarzący się z prawicą wyrażali radość. Crawly miesiąc temu znowu pojawił się w Polsce. Pokazuje to, że jedyne co zyskujemy takim działaniem, to antagonizacja.

Czytaj także Agresja czy pacański wajb ze Wschodu? Maks Korż – Białorusin, który zebrał 70 tys. fanów na Narodowym Paulina Siegień

Po koncercie Maksa Korża na Stadionie Narodowym deportowano do Ukrainy ponad 60 osób za popełnianie wykroczeń. Najgłośniejszym echem w mediach odbiła się historia 18-latki, która została wysłana do kraju, na który spadają rosyjskie bomby, za to, że niesiona psychologią tłumu miała czelność przeskoczyć barierkę na koncercie. Co dalej? Będziemy deportować Ukraińców za przejście na czerwonym świetle?

W społeczeństwie aspirującym do miana demokratycznego powinna obowiązywać równość wobec prawa bez względu na narodowość. Kiedy Ukraińcom grożą deportacje i zakazy wjazdu do Polski za popełnianie wykroczeń, mamy do czynienia z systemowym szowinizmem.

Gość, który wjechał autem na Morskie Oko i nastolatka skacząca przez płot zostali w świetle prawa zrównani z ministrem spraw wewnętrznych Izraela Itamarem Ben-Gwirem. On również został objęty zakazem wjazdu do Polski, ale za znęcanie się nad bezprawnie porwanymi z wód międzynarodowych obywatelami krajów europejskich i chwalenie się tym w internecie.

Państwo utrudnia integrację, potem obwinia migrantów

Polskie państwo robi, co może, żeby obrzydzić Polakom Ukraińców, ale też żeby obrzydzić Ukraińcom Polskę. Specustawa ułatwiająca pobyt w naszym kraju uchodźcom z Ukrainy jest systematycznie nowelizowana, ograniczając pomoc państwa, a najsłabszym całkowicie ją odbierając.

Po marcowych zmianach na lodzie zostały osoby starsze i z niepełnosprawnościami. Zaostrzyliśmy wymogi dotyczące przyznawania 800+; w wypadku Ukraińców co najmniej jedno z rodziców musi pracować. Pogarsza to ich pozycję na rynku pracy, powoduje, że będą godzić się na gorsze warunki. A potem z prawicowych odmętów sieci słychać głosy, że to migranci psują rynek pracy. Pierwsza nowelizacja wspomnianej specustawy miała miejsce jeszcze w 2022 roku – tylko na tyle starczyło nam sympatii do ukraińskich uchodźczyń.

W swoim szowinizmie rząd staje się coraz bardziej aktywny. Kierowane przez wspomnianego Kierwińskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zapowiedziało niedawno dwa antyludzkie projekty zmian w prawie. Jeden ma znacznie uprościć i przyspieszyć procedurę deportacji, tak aby organizacje prawnoczłowiecze nie miały czasu reagować na poszczególne przypadki. Drugi ma z kolei utrudnić otrzymywanie polskiego obywatelstwa.

Oba pomysły nie mają żadnego racjonalnego uzasadnienia poza tanim populizmem w jego najbardziej niebezpiecznej wersji. Takim, który podlega na podsycaniu nienawiści do mniejszości. Wydaje się, że to zjawisko jest już całkiem dobrze zbadane i opisane przez historyków.

Kto naprawdę zyskuje na antyukraińskiej nagonce?

KO nie odbierze w ten sposób głosów Konfederacji, a tylko ją umocni. Takie działanie to przyznanie racji skrajnej prawicy. Potwierdzenie, że rzekomo zawsze miała rację. A że przy okazji ktoś obskoczy wpierdol, jak niedawno ukraiński 16-latek w Warszawie, który skończył z pęknięciem czaszki? Trudno. Jak się nie podoba w Polsce, to może wracać do siebie.

Ale ironia na bok. Między 2024 a 2025 rokiem liczba aktów przemocy na tle ksenofobicznym, których ofiarą padali w Polsce Ukraińcy, wzrosła wg Onetu o 70 procent. Można przy okazji odnieść wrażenie, że Polaków bardziej porusza obywatel Ukrainy popełniający tutaj wykroczenie niż drony i bomby spadające na cywili w Kijowie. Potem będziemy narzekać – już narzekamy – że ci wredni Ukraińcy nie chcą się w Polsce integrować, że się gettoizują. A przecież państwo polskie robi wszystko, żeby tę integrację torpedować. Nie wystarcza już nawet ta mityczna „bliskość kulturowa”.

Niechęć między Polakami a Ukraińcami jest na rękę wyłącznie Kremlowi. Dlatego jeśli Polska ma być bezpiecznym i odpornym na geopolityczne wstrząsy krajem, potrzebujemy ogromnej zmiany. Myślenia o społeczeństwie i osobach je tworzących. Porzucenia powtarzania bzdur o narodzie i narodowości jako wyznaczniku tego, które przepisy kogo dotyczą. Tożsamość narodowa może być czymś naprawdę milutkim, dopóki nie służy deportowaniu nastolatek do strefy wojny za popełnianie wykroczeń. Jeśli od tego zaczynamy, to gdzie skończymy? Sky is the limit.

Wszyscy bylibyśmy bezpieczniejsi, gdybyśmy dopuścili do siebie wizję Polski jako państwa wieloetnicznego. Na dobry początek mogłoby być nawet dwunarodowe.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
29 komentarzy
29
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x