Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Doktor czy inżynier? Kontrolować na granicach to my, ale nie nas

Nie ma niczego ważniejszego niż granice i ich kontrola. Problem pojawia się, gdy obcym poddawanym kontroli jest prawicowy polityk. Kto to widział, żeby husarza z Polski traktować jak jakiegoś Hindusa?

ObserwujObserwujesz
12
Walka
Cyrk

5

Na granicy państwa pojawia się przybysz ze wschodu, z innej kultury, o dość radykalnych poglądach i niejasnych z perspektywy władz zamiarach. Służby graniczne grzecznie, choć stanowczo, zapraszają go na rutynową kontrolę. Zostaje umieszczony w bocznym pokoju na lotnisku, by odpowiedzieć na pytania urzędnika imigracyjnego strzegącego bezpieczeństwa kraju. Zapewne sprawdzali, czy jest doktorem, inżynierem, czy na przykład zbędnym z perspektywy lokalnego rynku pracy politykiem.

W związku z tą rutynową procedurą natychmiast pojawiają się protesty, interwencje, apele, a media społecznościowe rozgrzewają się do czerwoności. Padają słowa o „totalitaryzmie”, „orwellowskiej polityce” i upadku cywilizacji. W obronie prawa człowieka do wolności przemieszczania się staje… prawica. Bowiem zatrzymanym jest lider Konfederacji Sławomir Mentzen.

Czytaj także Slopaganda w Zjednoczonym Królestwie, czyli AI w walce o Anglię dla Anglików Wojtek Żubr Boliński

„Zostałem dziś zatrzymany na ponad trzy godziny na lotnisku w Londynie, ponieważ Brytyjczycy bali się, że będę przemawiał na jakimś spotkaniu politycznym, na które nawet się nie wybierałem. To upadające państwo nie ma problemu z tym, że jest kolonizowane przez Hindusów i Arabów, ale ma problem z tym, że mogłem chcieć coś komuś tutaj powiedzieć” – napisał Mentzen na X. „Wielka Brytania jest państwem totalitarnym” – podsumował.

Kto tu jest obcy kulturowo?

Konfederacja z Mentzenem na czele opowiada nam od lat, jak ważne są granice i ścisła kontrola państwa w kwestii tego, kogo chce wpuszczać, a kogo nie. I nic do tego „lewakom” czy jakimś tam „aktywistom od praw człowieka”. Jeśli to prawo miałoby zostać podważone, Polska powinna wyjść z Unii. Nie ma niczego ważniejszego niż granice i ich kontrola, wieżyczki strażnicze, koncertiny, kamery, oczy dookoła głowy, rewizje osobiste, pushbacki. Obcy, wszędzie obcy.

Problem pojawia się wtedy, gdy nagle okazuje się, że dla kogoś innego to ty jesteś obcym i to ty poddawany jesteś kontroli. Wówczas to jawna niesprawiedliwość i skandal. Tak być nie może, żeby husarza z Polski na granicy zatrzymywać i traktować gorzej niż Hindusów! Mniejsza z tym, że katolik z Polski jest kulturowo bardziej obcy niż osoba z kraju byłego Imperium Brytyjskiego, zrzeszonego obecnie w Commonwealth of Nations.

Człowiek ze wschodniej Europy nie rozumie, że Wielka Brytania, a zwłaszcza jej wielkie metropolie takie jak Londyn, od setek lat jest pełna ludzi z wielu kontynentów. To echo kolonialnej historii. Polacy pojawili się tam niedawno w większej liczbie, najpierw jako uchodźcy w czasie II wojny światowej, potem migranci ekonomiczni. Część z nich uznała, że z powodu koloru skóry ma mieć więcej praw niż, powiedzmy, osoba z Pakistanu, choć Polska i Wielka Brytania nie mają aż tak splecionych dziejów. W tym kontekście użycie przez Mentzena akurat słowa „kolonizacja” przez Brytyjczyków może zostać uznane za kolejny powód do odmowy dalszych wizyt tego pana, który najwyraźniej nie rozumie, do jakiego kraju wjeżdża i próbuje siać zamęt. Poseł robi z Brytyjczyków ofiary procesu kolonizacji, którego przez wieki byli bezwzględnymi sprawcami i co próbują jakoś przepracować.

Mury na granicach, ale tylko dla innych

Nacjonaliści często wykazują zdziwienie, że postulat silnych granic wyznają także nacjonaliści z innych krajów. Zwolennicy „polexitu” będą mocno zaskoczeni, kiedy bez ścisłej kontroli nie będą mogli wjechać nie tylko do Wielkiej Brytanii, ale w ogóle gdziekolwiek. Zwłaszcza jeśli w Niemczech do władzy dojdzie zaprzyjaźniona z polską prawicą AfD. Kiedy Niemcy też wstaną z kolan i zacznie się ostra „selekcja na bramce”, wrzasków będzie co niemiara.

Czytaj także AfD jest partią teflonową, bo Niemcy są przestraszonym społeczeństwem Michał Sutowski rozmawia z Łukaszem Grajewskim

Koncepcja nacjonalistów opiera się na tym, że to my decydujemy, kogo wpuszczać do nas, ale jednocześnie domagamy się wolności podróżowania dla siebie. Logika jest pokrętna, próby nadania jej sensu jeszcze bardziej: rzekomo „tamci” nie pracują, a „my” pracujemy; „tamci” są niebezpieczni, a „my” potulni jak baranki. Statystyki przestępczości wcale tak różowo dla Polaków nie wyglądają, podobnie jak kwestia pracy. Zresztą, dla nacjonalizmu – np. brytyjskiego – to, że ktoś „ciężko pracuje”, a nie „żyje z socjalu”, nie jest żadnym argumentem, bo jeśli pracujesz, to znaczy, że zabierasz pracę „naszym”; a jeśli nie, to pasożytujesz. Zawsze źle i nie ma przebacz. Nacjonalista ma na wszystko wykutą na pamięć odpowiedź.

Celem nacjonalistów jest kontrola populacji, zarówno tej „obcej”, jak i autochtonicznej. Obie te grupy mają być zastraszone, choć na różne sposoby. Nie oznacza to zablokowania wszelkiej migracji – to hasło wyłącznie dla naiwnych i narodowo wzmożonych, a tu przecież chodzi o biznes. Wszak ważni działacze Konfederacji sami zarabiali na pośrednictwie pracy dla obcokrajowców, a za rządów PiS w budowę petrochemii dla Orlenu zaangażowano do pracy migrantów m.in. z Indii. Jak wynika z relacji dziennikarzy Uwagi TVN, panował tam „wyzysk, nieodpowiednie traktowanie i skandaliczne warunki zakwaterowania”. Reportaż nagłośnił też istnienie specjalnych obozów dla pracowników. Wszak nie można dopuścić, żeby obie grupy pracownicze – „tutejsi” i „tamtejsi” – się spotkały, ponieważ mogą zacząć razem coś knuć, przełamywać bariery międzykulturowe i zakładać wspólne związki zawodowe, psując złoty interes. A jego podstawą jest obniżanie pozycji przetargowej obu grup za pomocą taktyki „dziel i rządź”.

To wszystko w żadnym wypadku nie może dotyczyć nas, kiedy akurat polski nacjonalista chce wybrać się na wycieczkę albo popracować w innym kraju.

Takiego infantylnego sposobu myślenia nie prezentują już tylko zatwardziali zwolennicy partii prawicowych, rozlewa się on na całe społeczeństwo. Warto więc jak najczęściej przypominać, że kontrola granic działa w obie strony i dotyka wszystkich, nie tylko „innych”. Docelowo wszyscy zostaniemy zamknięci w narodowych klatkach.

Solidarność elit politycznych

Na rozpaczliwe wpisy Mentzena natychmiast zareagował cały establishment polityczny, trzęsąc się z oburzenia. „W zakresie swoich kompetencji i w zgodzie z moim przekonaniem, zwrócę uwagę stronie brytyjskiej na nieadekwatność takich środków i fakt, że sytuacje takie nie wpływają korzystnie na wizerunek naszego sojusznika w oczach Polaków” – obiecał Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Interwencję podjął też szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, czym zaskarbił sobie wdzięczność lidera Konfederacji: „Bardzo dziękuję szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu i Pani konsul Agnieszce Fabryczewskiej za kontakt oraz obietnicę wysłania pytań i próśb o wyjaśnienia do brytyjskich instytucji” – napisał na X Mentzen.

Przedstawiciele polskich władz ruszają z odsieczą, by uspokoić roztrzęsiony płatek śniegu, który musiał spędzić jakiś czas w jednym pomieszczeniu z – jak sam to określił – „przybyszami z Bliskiego Wschodu”. Horror! Z powodu takiego skandalu warto postawić na szali relacje z sojusznikiem.

A bariery biurokratyczne wciąż się mnożą. Na przykład od początku 2026 roku Wielka Brytania zaczęła rygorystycznie egzekwować wymóg posiadania Electronic Travel Authorisation dla obywateli Polski, nawet na krótkie wyjazdy. Wraca kwestia deportacji Polaków w przypadku problemów z prawem, również drobnych. Polskie media na Wyspach alarmują, że „brytyjskie władze zintensyfikowały kontrole osób posiadających status pre-settled, szczególną uwagę skupiając na ciągłości pobytu w kraju. Posiadaczami pre-settled status są m.in. Polacy. […] Niekorzystna dla mieszkańca weryfikacja pociągnie za sobą ryzyko utraty prawa do legalnej pracy czy wynajmu mieszkania”. Pojawiają się informacje o błędach w biurokratycznych systemach na granicy, które mogą skończyć się poważnymi konsekwencjami dla wielu osób. To najwyraźniej polskich polityków nie oburza.

Czytaj także Czy uchodźca może zachować godność w kraju, który odmawia jej własnym obywatelom? Olena Babakova

Tymczasem wiadomo od dawna, że wielu prawicowców, którzy w Polsce uchodzą niemal za centrum, w Wielkiej Brytanii jest traktowanych jak radykałowie. Wspomina o tym sam Mentzen: „Nie byłem zaskoczony, że chodzi im o moje poglądy. Już kilka lat temu problemy z wjazdem mieli przecież Rafał Ziemkiewicz i Janusz Korwin-Mikke”. Notabene, w sprawie Rafała Ziemkiewicza, który nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii przez tamtejsze służby w 2021 roku, także interweniowały najwyższe władze.

Są ludzie pod specjalną opieką i są zwykli zjadacze chleba, którzy mogą co najwyżej dostać pouczenie, że mają stosować się do obowiązujących przepisów. A Mentzen i spółka nadal będą kreować się na „antysystemowców” czy wręcz „męczenników za Polskę”, cierpiąc niesamowite katusze na swoich pluszowych krzyżach. Czy to nie żenujące?

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
12 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
12
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x