Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

10 sporów, które rozrywają Unię Europejską

Od polityki klimatycznej po relacje z USA i Rosją – państwa członkowskie coraz częściej ciągną Unię Europejską w przeciwnych kierunkach. Efekt? Wspólnota reaguje późno, ostrożnie i często nieskutecznie.

ObserwujObserwujesz
Stetoskop na fladze Unii Europejskiej
Walka

Liczne napięcia wewnętrzne gnębiące Unię Europejską to główna przyczyna indolencji Europy w przestrzeni międzynarodowej. Chociaż UE nie jest jednolitym podmiotem polityki globalnej, to rozliczana jest ze swojej skuteczności na równych zasadach z państwami – USA, Chinami czy Rosją. Nic więc dziwnego, że na ich tle wygląda, jakby była nieustannie spóźniona. Waszyngton i Pekin są w stanie być zawsze o krok do przodu, gdyż wiele decyzji jest tam podejmowanych właściwie jednoosobowo.

Europa najpierw musi przeprowadzić niezliczone rozmowy między głowami poszczególnych państw członkowskich, wielogodzinne debaty plenarne na forum Parlamentu Europejskiego, przebrnąć przez nużące przepychanki między organami unijnymi, długie prace w komisjach, setki small talków z lobbystami, wysłuchania publiczne, konsultacje… Na końcu tej drogi pojawia się wreszcie dyrektywa lub rozporządzenie, liczące setki stron i napisane biurokratyczną nowomową, których termin implementacji lub czas na adaptację są tak odległe, że wszyscy machają na nie ręką, bo i tak wypadają dopiero w przyszłej kadencji.

Poniżej 10 głównych osi sporu, z powodu których UE wciąż nie wie, w którą stronę zmierzać.

1. Francja vs Niemcy

Chociaż prawica nieustannie przestrzega przed „tandemem niemiecko-francuskim”, to w większości kluczowych spraw omawianych w ostatnich latach na forum unijnym Berlin i Paryż stoją na przeciwnych pozycjach. Co ciekawe, zwykle te spory wygrywają Francuzi i ich zmieniający się sojusznicy. Niemcy były głównym piewcą polityki oszczędności, tymczasem Francuzi postulowali poluzowanie unijnych reguł fiskalnych oraz uwspólnotowienie długu. Od tamtej pory Europejski Bank Centralny uruchomił kilka tur luzowania ilościowego, czyli skupywania długów państw członkowskich z rynku wtórnego, co w pierwszych latach kryzysu wydawało się wręcz tematem tabu. UE dwukrotnie zdecydowała też o zaciągnięciu wspólnego długu – w czasie pandemii uruchomiła Fundusz Odbudowy, a właśnie teraz startuje fundusz SAFE.

Czytaj także 7 argumentów za zniesieniem weta w UE Piotr Wójcik

Poza tym Niemcy oczekiwali wykreślenia energii jądrowej z listy niskoemisyjnych źródeł energii, jednak także w tym przypadku przegrali z koalicją, którą dla podniesienia morale można określić „polsko-francuską”. Berlin nie chciał również nałożenia ceł na chińskie pojazdy elektryczne i tutaj również musiał poczuć gorycz porażki, chociaż połowicznej, gdyż przyjęte przez UE stawki okazały się kilkukrotnie niższe od choćby tych narzuconych przez USA. Mało kto zdaje sobie sprawę, że wcześniej obie stolice spierały się o powstanie strefy euro, co popierali Francuzi, za to blokowali Niemcy, chociaż finalnie ci ostatni najlepiej na niej wyszli. Berlin ma też na koncie sukcesy – sfinalizowana umowa handlowa z krajami grupy Mercosur była popierana przez Niemców i blokowana przez Francuzów. Zwolennicy teorii o „tandemie niemiecko-francuskim” zatrzymali się na etapie współpracy między Nicolasem Sarkozym i Angelą Merkel, która miała miejsce kilkanaście lat temu i była raczej chwilową anomalią.

2. Wuj Sam vs Americans, go home!

Podejście do Stanów Zjednoczonych wśród krajów UE jest bardzo różne, lecz przed epoką Trumpa było dosyć uśpione. Polska wcześnie jednak przekonała się, że nie każdy podziela jej miłość do USA. Ówczesny prezydent Francji Jacques Chirac rzucił w kierunku państw Europy Środkowo-Wschodniej, że „zmarnowali okazję, by siedzieć cicho” w sprawie poparcia Waszyngtonu w wojnie z Irakiem. Wojna z Iranem i w ogóle awanturnicza polityka Trumpa dała okazję, by te uśpione animozje wzmóc. Spór administracji amerykańskiej z Madrytem nie jest niczym dziwnym, gdyż Hiszpania jest od lat nie tylko amerykosceptyczna, ale też NATO-sceptyczna. Po jej przystąpieniu w 1982 roku wielokrotnie powracał temat przeprowadzenia referendum w sprawie członkostwa.

Wśród największych krajów UE ograniczenie obecności USA na Starym Kontynencie chętnie zobaczyłby Paryż, który postuluje „suwerenność strategiczną Europy”, czego z kolei nie chcą Niemcy – dla nich amerykańskie bazy, początkowo założone jako okupacyjne, obecnie są najlepszym ubezpieczeniem na wypadek wojny. Tradycyjnie bardzo proamerykańskie są kraje bałtyckie i Polska, przy czym te pierwsze czysto utylitarnie, zaś nad Wisłą pojawia się dodatkowo element uczuciowy. Znacznie mniej proamerykańskie są pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Słowacja i Węgry), które nie czują się specjalnie zagrożone i nie mają takich więzów społeczno-kulturowych z USA.

3. Klimat vs wzrost PKB

Polityka klimatyczna wzbudza największe kontrowersje ze wszystkich polityk UE. Nigdzie nie budzi aż takich emocji, jak w najbardziej węglowej Polsce, ale naciski na Brukselę, by złagodzić klimatyczne obostrzenia, idą z wielu stron. Niemiecki przemysł walczył z zakazem produkcji pojazdów spalinowych od 2035 roku i udało mu się wybić tym zmianom zęby. Przeciw Zielonemu Ładowi regularnie protestują rolnicy z Francji, Holandii czy Belgii. Niedawno premier Tusk jako sukces ogłosił opóźnienie rozszerzenia systemu EU-ETS o budownictwo mieszkalne i transport do końca dekady. Politykę klimatyczną popierają za to państwa Europy Południowej, które w największym stopniu odczuwają skutki zmian klimatycznych i związanych z nimi migracji.

4. Rusosceptycyzm vs Russlandversteher

Podejście do Rosji to kolejna, niezwykle istotna oś sporu. Rusosceptyczne są przede wszystkim państwa Morza Bałtyckiego – szeroko rozumiane, czyli włącznie z Polską, Skandynawią i Finlandią. A nawet z Niemcami, gdzie także nastąpiła głęboka zmiana w percepcji działań Kremla. Pozostała część regionu Europy Środkowo-Wschodniej i Europa Południowa patrzą na Rosję mniej jednoznacznie. Tradycyjnie najbardziej prorosyjskim państwem UE jest Bułgaria, która jako jedyna posługuje się cyrylicą, dominuje tam prawosławie, a Rosję traktuje bardziej jako wybawiciela od jarzma tureckiego niż zaborcę i brutalnego okupanta. Bliskie relacje z Moskwą wciąż mają też Budapeszt i Bratysława. Polityka Czech również przez długi czas była przyjazna Rosji, zmieniła się dopiero po zamachu GRU na skład amunicji w 2014 roku, w którym zginęły dwie osoby. Na kontrze do Kremla stoją za to interesy Rumunii, która chciałaby przyciągnięcia swoich pobratymców z Mołdawii w ramy UE.

Czytaj także Jak Mołdawia stała się poligonem rosyjskich wpływów Paweł Jędral

W większości państw UE podejście do Rosji zależy od tego, kto rządzi. Niedawno w Rumunii do drugiej tury wszedł polityk wypowiadający skrajnie prorosyjskie hasła, a dopiero po jego wykluczeniu tamtejszą prawicę zdominował niespecjalnie prorosyjski George Simion. Dojście AfD do władzy w Niemczech zasadniczo oznaczać będzie katastrofę, której jednym jej elementów będzie drastyczna zmiana polityki względem Kremla. Mniej radykalna, ale także wyraźna zmiana postawy wobec Moskwy nastąpiłaby w wyniku zwycięstwa Zjednoczenia Narodowego we Francji.

5. Federalizm vs Europa ojczyzn

W tym przypadku krajowe sympatie partyjne odgrywają największą rolę. Spór między euroentuzjastami a eurosceptykami trwa w każdym państwie członkowskim. Zwykle przebiega po linii liberałowie-prawica, ale nie wszędzie. Rządzący Słowacją Robert Fico formalnie jest socjaldemokratą, a przy tym eurosceptykiem. W Holandii za czołowych eurosceptyków robią klasyczni liberałowie z Partii Wolności. W każdym większym państwie UE znajdziemy przynajmniej jedną silną partię zdecydowanie eurosceptyczną. W Hiszpanii to VOX, we Francji Front Narodowy, we Włoszech Liga Salviniego, w Niemczech AfD. W Polsce mamy aż trzy.

Faktem jest też, że po dojściu do władzy eurosceptycy hamują swoje zapędy i zaczynają coraz bardziej przypominać główny nurt. Bracia Włosi Meloni, jak i sama premierka, skorygowali swoje podejście do UE. Rząd Morawieckiego był eurosceptyczny jedynie w domu, bo na wyjazdach zgadzał się z grubsza z polityką unijną. Równocześnie jednak federalistyczny główny nurt zaczyna coraz bardziej przypominać eurosceptyków. Kanclerz Merz jest zdecydowanie mniej euroentuzjastyczny niż jego była koleżanka partyjna Angela Merkel.

To jeden z głównych hamulców procesu decyzyjnego w UE, gdyż nawet jeśli na czele członka UE stoi akurat zwolennik integracji, to musi mieć z tyłu głowy, że w kraju rywale tylko czekają, by rzucić mu się na głowę.

6. Unijna vs krajowa

Uśpiony spór dotyczy strefy euro. Aktualnie mało kogo on obchodzi, bo problemów jest tyle, że kwestia wspólnej waluty nie jest nawet w trzecim rzędzie. Strefa euro jest oczywiście otwarta dla chętnych, niedawno dołączyła Bułgaria – ale innych zainteresowanych brak. Może jak do UE wejdzie Czarnogóra, to znajdzie się kolejny. Skandynawia i większość Grupy Wyszehradzkiej są bardzo przywiązane do swoich walut, a Polsce dodatkowo przyniosła ona gigantyczny boost do wzrostu gospodarczego, z którego Warszawa (słusznie) zrezygnować nie zamierza. Gdy jednak sytuacja globalna się uspokoi, na tapet może wrócić temat dalszej ekspansji strefy. Polska nie tylko zobowiązała się do wejścia do UE (szczęśliwie bezterminowo), ale też czerpie największe chyba w UE korzyści z własnej waluty. Dzięki niedowartościowanemu złotemu od lat tylko Rumunia i Bułgaria są tańsze niż Polska. W nadchodzących latach, gdy zbliżymy się poziomem rozwoju do średniej UE, ta przewaga Warszawy może zacząć uwierać unijnych konkurentów handlowych.

7. Imigracja vs granice

Powyższy śródtytuł można uznać za umowny, gdyż aktualnie wszystkie partie głównego nurtu – oraz oczywiście prawica – są za zdecydowaną obroną granic. W niektórych państwach krajowa opozycja może krytykować za to rząd od lewej strony, ale to folklor.

Co nie oznacza, że państwa członkowskie nie kłócą się o politykę migracyjną. Głównym punktem konfliktu jest tak zwany Pakt Migracyjny, który umożliwia między innymi przesuwanie migrantów między państwami UE. Te transfery wszędzie budzą kontrowersje, podobnie jak na przykład budowanie ośrodka dla imigrantów w sąsiedztwie, jednak chyba nigdzie nie nabrały takiego kolorytu, jak w Polsce, gdzie swego czasu niezwykle aktywny był Ruch Obrony Granic z Robertem Bąkiewiczem i komisarzem Jackiem Wroną na czele. Podejście do imigrantów, którzy już są na terenie UE, w nadchodzących latach będzie jednym ze źródeł sporów na forum unijnym. Tym bardziej że konstrukcja Paktu Migracyjnego, która zakłada możliwość „przesuwania” części imigrantów między państwami, to po prostu maszynka do generowania konfliktów między członkami Unii.

8. Zbroić się vs nie zbroić się

Różnica w podejściu do kwestii zbrojeń wynika w największej mierze z położenia. Basen Morza Bałtyckiego jest zagorzałym zwolennikiem wzmacniania siły wojskowej europejskich członków NATO. Czechy, Słowacja i Węgry wydają pieniądze na wojsko zdecydowanie niechętnie – trudno powiedzieć, czy bardziej nie wierzą w wojnę, czy w to, że będą w stanie się obronić. Raczej to drugie, bo przecież każde z tych państw ma w pamięci „interwencję” sowiecką. Europa Południowa, z Hiszpanią na czele, nie wierzy w wojnę – a przynajmniej nie w taką, która będzie groźna dla jej integralności terytorialnej. Dlatego również patrzy na zbrojenia jak na przykry obowiązek, z którego warto próbować się wywinąć.

Przed wojną w Ukrainie ten spór odbywał się wyłącznie na forum NATO, więc UE nie dotykał. Po 24 lutego 2022 roku sytuacja diametralnie się zmieniła. Nastąpiła europeizacja obszaru bezpieczeństwa zewnętrznego, a UE uruchomiła nawet finansowany ze wspólnego długu program SAFE, który sam w sobie stanowi źródło potencjalnych konfliktów. Istnieją przecież partie (np. PiS, CDU/CSU), które popierają zbrojenia, ale równocześnie nie popierają skorzystania z SAFE.

9. Zadłużać się vs oszczędzać

Spór między oszczędną i surową północą a znacznie chętniej wydającym pieniądze południem ucichł, gdyż po kryzysie z 2008 roku ekspansywna polityka pieniężna weszła do głównego nurtu i zaczęła być stosowana przez EBC i KE. Surowa ciotka Bruksela stała się nieco bardziej tolerancyjna dla swoich odwiedzanych co jakiś czas pociech i nie karze za każde odstępstwo od fiskalnych norm. Sama nawet przynosi pieniądze, chociaż w zamian oczekuje spełnienia mnóstwa przykrych obowiązków, takich jak reformy. Środki unijne już nie płyną bezwarunkowo, coraz częściej są blokowane lub wykorzystywane jedynie w części. Warunkowość funduszy unijnych zastąpiła kryteria fiskalne jako główne narzędzie nacisku na państwa w rękach Komisji Europejskiej.

Czytaj także W UE wraca zaciskanie pasa. Jak długo można tkwić w błędzie? Dario Guarascio i Franscesco Zezza

Nie oznacza to, że KE zupełnie przestała kontrolować także deficyt i dług. Polska jest jednym z państw objętych procedurą nadmiernego deficytu, co w wymierny sposób utrudnia chociażby dofinansowanie ochrony zdrowia, gdyż ogranicza wydatki budżetowe państwa. Spory wokół budżetów między KE a państwami członkowskimi są źródłem konfliktu same w sobie, ale dodatkowo mogą przyczyniać się do tworzenia innych źródeł – na przykład prowadząc do wzrostu niechęci do UE w społeczeństwach.

10. Bruksela vs Bruksela

Unia Europejska jest też paraliżowana w samym swoim centrum, czyli w Brukseli i innych miejscach urzędowania. O wpływy rywalizują między sobą organy UE – szczególnie KE z PE. Parlament Europejski stara się być obecny przy każdej znaczącej decyzji, co daje większą legitymację decyzjom unijnym, ale niemiłosiernie wydłuża proces decyzyjny. Co gorsza, o wpływy w Brukseli rywalizują ze sobą niezliczeni lobbyści różnych grup interesu, a w wyniku ich działalności finalne akty unijne wyglądają pokracznie i przypominają patchwork, tym samym dokładając kolejną cegiełkę do ogólnego braku sterowności Unii Europejskiej. Ryba nie zawsze psuje się od głowy, ale jeśli już nawet głowa się psuje, to nie wróży to dobrze.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x