Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Donald Tusk stał się politycznym zakładnikiem Romana Giertycha

Już sam fakt, że Giertych jako adwokat broni klientów przed oskarżeniami prokuratury swojego politycznego kolegi Żurka, może budzić zrozumiałe wątpliwości. Ale jego relacja z Tuskiem jest jeszcze bardziej problematyczna.

ObserwujObserwujesz
Walka

Przypomnijmy pokrótce zarzuty, jakie dziennikarze śledczy od dłuższego czasu stawiają wiceprzewodniczącemu klubu parlamentarnego KO Romanowi Giertychowi. Jednym z nich jest afera giełdowej spółki Polnord, z której znany polski milioner Ryszard K. miał ponoć chcieć wyciągnąć pieniądze kosztem akcjonariuszy mniejszościowych. W jaki sposób? Inna spółka Ryszarda K., Prokom, miała spór prawny z miastem Warszawa. Prokom sprzedał więc wierzytelności z tego sporu na rzecz szybko założonej spółki bez majątku, od której następnie wierzytelności odkupił właśnie Polnord. I cyk – w zamian za bardzo wątpliwe wierzytelności dla Prokomu, z Polnordu wypłynęły całkiem realne pieniądze.

Czytaj także Giertych Giertychem, ale junta juje Michał Sutowski

Założycielem „tajemniczych” spółek nie był jednak Giertych, a jego wieloletni ochroniarz i współpracownik Sebastian J., zwany „Foką”. To „Foka” miał, zdaniem prokuratury, wymyślić całą operację. W innej sprawie – pozwu frankowiczów przeciwko Getinowi, którego reprezentowała kancelaria Giertycha – „Foka” miał pełnić rolę tzw. interwenienta ubocznego. Teoretycznie to instytucja prawna służąca pomocy powodom, ale faktycznie „Foka”, niczym kret, miał – wedle mediów – celowo opóźniać i sabotować postępowanie.

Kilka dni temu media ujawniły, że afera ma kolejny, jeszcze grubszy wątek. „Dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl dotarli do byłej pracowniczki kancelarii Romana Giertycha, na którą założono w Liechtensteinie podmiot, przez który przelano blisko milion złotych do spółki polityka” – czytamy w zajawce tekstu Szymona Jadczaka i Karoliny Wysoty. Znajdziemy tu Rosjankę obsługującą rodaków w rajach podatkowych, bezczynność prokuratury i zbliżone do „polnordowych” daty całej operacji.  

Zostawmy jednak kwestie zarzutów karnych i tego, czy w tej sprawie da się je postawić Romanowi Giertychowi. Skupmy się na ciekawszym aspekcie – politycznym.

Atmosfera, która pogrążyła PiS

Nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości, że każdy inny polityk w świetle tak poważnych zarzutów medialnych byłby automatycznie zgilotynowany przez Donalda Tuska. Dość rzec, że za drobniejsze sprawy stanowiska traciły osoby chociażby z Lewicy, a co najmniej od czasów usunięcia z PO Zyty Gilowskiej – czyli od 20 lat – bezceremonialne pozbywanie się problemów mniejszych lub większych jest znakiem rozpoznawczym premiera.

Czytaj także Dziennikarstwo śledcze w 2025 roku nie ma większego sensu Łukasz Łachecki

Tu zaś mamy frankowiczów w sporze z Getinem czy Polnord, budujący – o ironio – Miasteczko Wilanów. Dodatkowo zarzuty te stawia dziennikarz Szymon Jadczak, którego – owszem – beton KO nie znosi, ale który ma ogromne zasługi w ujawnianiu skandali PiS-u. Nie da się więc tak łatwo zrzucić, że jacyś niezbyt wiarygodni dziennikarze znów coś sobie ubzdurali.

Tymczasem Tusk wciąż brnie w relacje z Giertychem. Prokuratura, która nawet dla świętego, medialnego spokoju mogłaby śledztwo przedłużać, od razu je umarza. A cała prawica (i nie tylko) ma na Giertychu i Tusku używanie.

O ile do tej pory udawało się obecnej ekipie rządzącej unikać afer, tak teraz wygląda to jakby z premedytacją w nią wchodzili i tylko czekali na kolejne wątki, z których będą strzelać do Tuska w Kanale Zero albo Wirtualnej Polsce. Dlaczego?

Czy Donald Tusk jest tak naiwny, że wierzy, że to nie ma znaczenia? Czy kolejne rewelacje o praniu pieniędzy, rosyjskich powiązaniach i podejrzanych umorzeniach prokuratorskich nie przypominają mu dokładnie tej samej atmosfery, która zaczęła gęstnieć wokół rządów PiS-u, ostatecznie pomagając w odsunięciu partii od rządzenia?

Moim zdaniem Tusk doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Tyle że nie ma wyjścia, bo jest politycznym zakładnikiem Giertycha na skutek swoich dwóch podstawowych błędów.

Dwa błędy Tuska w sprawie Giertycha

Pierwszym z nich było pozwolenie, by Giertych był jednocześnie i adwokatem, i politykiem partii rządzącej. Już sam fakt, że Giertych jako adwokat broni klientów przed oskarżeniami prokuratury swojego politycznego kolegi Żurka, może budzić pewne wątpliwości.

Ale w przypadku Tuska mamy do czynienia z sytuacją, gdy powierzył on Giertychowi jako adwokatowi wiele swoich tajemnic, a następnie wprowadził go do polityki, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone. Ciekawe, czy patrząc na kolejne doniesienia o aferze Polnordu, Tusk próbuje sobie odtworzyć, co wie o nim Giertych – i jak bardzo zaczyna się przy tym pocić. I nie chodzi o to, że Giertych coś chce robić albo robi przeciwko Tuskowi. Chodzi o samą świadomość niewygodnej wiedzy, która może paraliżować Tuska.

Czytaj także To nie jest tylko sprawa Giertycha, to sprawa całej adwokatury Paulina Siegień

Drugim błędem było pozostawienie w rękach Giertycha lejców do szczególnie aktywnego w internecie elektoratu KO. Choć tak naprawdę Giertych sam to sobie stworzył. Jako osoba dość sprytna dostrzegł niszę w KO, która jako partia o wyjątkowym uwiądzie intelektualnym nie potrafiła nawet robić farm w sieci. Giertych zrobił to wręcz ostentacyjnie, chełpił się zasięgami. Za każdym razem, gdy się z niego śmiano, podkreślał z uporem, jak to on i jego sieć wygrywa wybory Tuskowi. Można było czuć zażenowanie, patrząc na ten neoficki zapał Silnych Razem, ale politycznie zagrało to na korzyść Giertycha.

Mało tego, były przewodniczący LPR zbudował wokół siebie także sieć pomniejszych propagandystów. Takich, jak chociażby Jan Piński – znany m.in. z tego, że Grzegorza Brauna nazywa swoim mistrzem i wydał książkę Za co Żydzi powinni przeprosić Polaków, czy będący pośmiewiskiem na X, znany z realu dłużnik, niejaki „Tomasz Wiejski”. Obaj wykręcają bardzo wysoką liczbę klików i stanowią element szeroko rozumianej giertychowej stajni.

W ten prosty sposób Tusk zarzucił sobie polityczną pętlę na szyję. Giertych jednocześnie wie o Tusku naprawdę wiele i ma w rękach maszynerię propagandystów w sieci. Mimo braku własnej frakcji potrafił już wymusić w KO wewnętrzne prawybory z Sikorskim na czele. Wcześniej wielokrotnie zwalczał Trzaskowskiego, prąc przeciwko lewicy na „niezatapialnym lotniskowcu”, który prowadzi w mediach jak zawsze mu przyjazna Monika Olejnik.

Najbliższy czas pokaże, czy Tusk będzie chciał się z tego uścisku wyzwolić, czy pozwoli, by Giertych ciągnął go na dno. A za jakiś czas być może nawet przejął od niego partię.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie