Kraj, Michał Sutowski

Giertych Giertychem, ale junta juje

Aresztowanie Giertycha wywoła efekt mrożący wobec wszystkich, także dziennikarzy, którzy chcieliby ujawniać kwity na władzę. Czytaj: nazbyt solidnie wykonywać swoje obowiązki. Naprawdę nie ma powodu, by złośliwie chichotać z faktu, że CBA wjechało na kwadrat nielubianemu nacjonaliście. Komentarz Michała Sutowskiego.

Nie lubię Romana Giertycha. Nie tylko dlatego, że jak dla mnie zdecydowanie za mało zmienił poglądy od czasów Ligi Polskich Rodzin. W takiej kwestii jak prawa LGBT wciąż mu bliżej do Moskwy niż Brukseli (choć nieco w tej sprawie powściąga język).

Ze swoim obecnym anty-PiS-owskim zapałem Giertych przypomina mi antykomunistę ostatniej godziny. Takiego działacza, co to do 1985 roku był w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, a potem go oświeciło, że to jednak obrzydliwy i antypolski reżim.

Założona (czy tam reaktywowana) przez niego Młodzież Wszechpolska to jeden z mateczników Konfederacji – partii, która obecnie zajeżdża PiS od prawej strony. Nie mam wątpliwości, że (współ)rządząc Polską, zrobiłaby ona państwu te same, a nawet jeszcze gorsze rzeczy niż Prawo i Sprawiedliwość.

Ziobro i konfederaci: koalicja z piekła

Gwoli anegdoty, jeden z moich pierwszych kontaktów z Krytyką Polityczną, lat temu, z okładem, piętnaście, dotyczył właśnie ówczesnego szefa resortu edukacji, który chciał wtedy tworzyć osobne placówki dla niegrzecznej młodzieży, a Gombrowicza zastąpić Dobraczyńskim. W gronie kilku osób ze środowiska KP odbywało się jakieś knucie akcji protestacyjnej. Z naszego knucia wyszło wtedy niewiele, a protesty – całkiem liczne i udane – zrobił kto inny. Aczkolwiek grozę, jaką wiało z ówczesnych pomysłów ministra z LPR, pamiętam dość dobrze.

Czytelnik domyśla się zapewne, że lada moment pojawi się jakieś ALE.

Otóż tak – uważam, że wsadzenie w taki sposób i w tym momencie za kraty Giertycha to sygnał bardzo groźny i niebezpieczny. Naprawdę nie ma powodu, byśmy w ramach Schadenfreude chichotali z faktu, że CBA wjechało na kwadrat nielubianemu przez nas nacjonaliście i prawnikowi oligarchy. I nie tylko dlatego, że facet jednak leży w szpitalu, a informacje o jego stanie zdrowia są niejednoznaczne. I że za ministra Ziobry było już jedno aresztowanie z ofiarą śmiertelną. Powody są, by tak rzec, natury ogólnej.

Raz, że chodzi tu o efekt mrożący wobec adwokatów, ale też sędziów. Jeśli taką szychę jak Giertycha, adwokata Tuska i Sikorskiego, można dojechać w ten sposób, to już każdego można. Oczywiście ukryty przekaz nie brzmi: każdy w Polsce jest równy wobec prawa, tylko: nie podskakujta, bo się doigrata.

Dwa, trudno się pozbyć wrażenia, że Giertycha zatrzymano nie tyle za – nie rozstrzygam, czy popełnione, bo nie mam podstaw – przestępstwo, ile za ciągłe atakowanie władzy PiS w Polsce. Czasem celne, nieraz wnikliwe i kłopotliwe dla rządzących. Była to akcja na zasadzie „nie za co, tylko po co”.

Problem polega nie tylko na tym, że przy obecnym stanie prokuratury i służb raczej trudno będzie nam stwierdzić, czy Giertych to rzeczywiście jakiś przekręt, czy porządny obywatel, choćby o niemiłych nam poglądach. Jest gorzej: nawet jeśli zasługiwałby on na zarzuty i wyrok, to dla mnóstwa ludzi w Polsce – nie tylko głosujących na PiS – będzie jasne, że nie za to jest ścigany. A takie „prawo dla wrogów, miłosierdzie dla swoich” demoralizuje chyba jeszcze bardziej niż ogólne bezprawie. Jeszcze bardziej wzmaga nasz cynizm i niszczy resztki zaufania do państwa prawa.

Trzy, że zatrzymanie wpływowego adwokata na dzień przed procesem, w którym miał bronić problematycznego dla PiS klienta, czyli Leszka Czarneckiego, i który zapowiadał, że ujawni ciekawe dla opinii publicznej kwity na władzę – to już standardy rosyjskie. I niech się Giertych cieszy, że mu pół kilo heroiny w lodówce nie znaleźli. Znów, nie wiem, co w tych „kwitach na władzę” było, ale jak widać, PiS postanowił działać szybko. Giertych to nie jest Patryk Vega – co to nim rzekomo filmy z afery podkarpackiej tak wstrząsnęły, że aż nakręcił kolejne dzieło – więc władza potraktowała sprawę poważnie.

Mamy zatem do czynienia z działaniami obliczonymi na efekt mrożący wobec wszystkich, w tym dziennikarzy, którzy chcieliby w przyszłości ujawniać materiały kompromitujące obóz rządzący. Czytaj: nazbyt solidnie wykonywać swoje obowiązki.

Wreszcie, kwestia czwarta – czemu akurat teraz go zatrzymano? Krążą spekulacje o jakichś grach wewnętrznych w Zjednoczonej Prawicy, ale sprawa może być dużo prostsza. Kiedy krzywa zakażeń, hospitalizacji i zgonów na skutek COVID-19 złowrogo szybuje pod niebo, rząd funduje nam spektakl rzekomej walki z korupcją. I znów, pal sześć, że to ten sam rząd, co kupił lewe respiratory od handlarza bronią, maseczki od znajomego instruktora narciarstwa, a niedziałające testy po prostu wysłał opiece zdrowia – na zdrowie! Hipokryzja, odwracanie kota ogonem, złodziej krzyczy „łapać złodzieja” – nic nowego. Tyle że obecnie PiS i przystawki wyraźnie utracili kontrolę nad sytuacją ze śmiertelnymi dla ludzi konsekwencjami.

Frajerstwo zamiast przywództwa

Rząd ostentacyjnie bagatelizuje zagrożenie dla nauczycieli („giną też w wypadkach”), żeby chwilę potem wprowadzić w szkołach nauczanie hybrydowe. Zarzuca brak zaangażowania ludziom ochrony zdrowia, tyrającym w takich warunkach i takim kosztem, że pacjentom polskich szpitali zamiast lekarzy zostanie za chwilę tylko lewoskrętna witamina C, a ze środków ratujących życie faktycznie zostaną już tylko jabłka.

Dalej, to ekipa, która chce surowo karać mandatami za nieprzestrzeganie standardów higienicznych, ale której ludzie sami regularnie pokazują się bez maseczek. Wreszcie, ten rząd nie tylko miesiącami głosił bzdurną propagandę, że wirus został pokonany, ale najwyraźniej sam w nią uwierzył, skoro nie zrobił nic, by np. przygotować szkoły do nauczania zdalnego czy zwiększyć zasoby ochrony zdrowia w Polsce.

W tych warunkach – wyczerpywania się dostępnych respiratorów z obsługą, odsyłania z kwitkiem pacjentów z innymi chorobami, kolejnych (i bez tego brakujących) lekarzy i pielęgniarek na kwarantannie, a ostatnio też umierających na COVID-19 nauczycieli – zatrzymanie Romana Giertycha to ordynarna zasłona dymna.

Tak że Giertych Giertychem, ale junta juje.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Michał Sutowski
Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.
Zamknij