Nie żeby było to jakimkolwiek zaskoczeniem, ale wiemy już, na kogo PiS ze swoimi przyszłymi koalicjantami zrzuci winę za brud, smród i ubóstwo, jakie przyniesie przeciągająca się wojna Trumpa. Od faktu, że podopieczni Kaczyńskiego nie mają już zbyt wiele do zaoferowania poza czyszczeniem butów amerykańskim patronom i kopiowaniem rozwiązań zza oceanu, uwagę odwróci „światopoglądówka” na polexitowych dopalaczach: czyli kobiety i ich aborcje, geje i ich związki, naukowcy i aktywiści oraz ich Zielony Ład. Za nami pierwsze solidne przymiarki.
Po piątkowym wyroku NSA mogliśmy już posłuchać poselskiego prymitywu fantazjującego o małżeństwach z kozą. Prezydent startuje z kampanią wymierzoną w europejski system handlu emisjami. Ale dziś zajmiemy się mniej na razie eksponowaną aborcją. Pracy na tym odcinku poświęciło się w ostatnich dniach zaplecze medialne PiS w postaci Kanału Zero i Zero.pl.
Nie po to prezes „Wyborczej” zgarnął dwie bańki…
Poszło o przyznawane przez „Wysokie Obcasy” nagrody dla Superbohaterek, które w tym roku dostały Zuzanna Stańska, twórczyni aplikacji DailyArt, Anna Przedpełska-Trzeciakowska, tłumaczka m.in. dzieł Jane Austen, oraz wybrana przez czytelniczki ginekolożka Gizela Jagielska. Łatwo się domyślić, że raczej nie tłumaczenia Austen stanowiły problem dla Roberta Mazurka i Krzysztofa Stanowskiego. Znamienne, że niemal wszyscy podlegający im dziennikarze i naśladowcy postanowili pominąć informację o tym, że Jagielską nagrodzili czytelniczki i czytelnicy, a nie Adam Michnik, Bartosz Hojka czy Aleksandra Sobczak.
Mimo większej, mniejszej lub żadnej sympatii dla wszystkich 12 nominowanych nie mam wątpliwości, że pod względem bohaterstwa Jagielska bije je wszystkie na głowę. Nawet Mazurek w konkursie na największego pisowskiego wycierucha powinien mieć większe problemy niż lekarka, którą za wykonywanie zawodu atakowali – również fizycznie – politycy, media, Kościół i państwo, w konkurencji z twórczyniami aplikacji, sportowczyniami czy podróżniczkami.
Ponieważ opisywana przeze mnie wielokrotnie dominacja prawicy w mediach przyczynia się do całkowicie zmanipulowanego obrazu świata, przypomnijmy, że Jagielska dokonuje legalnych aborcji. A od 5 lat wprowadzone przez PiS i cicho zaakceptowane przez obecny rząd prawo bardzo drastycznie ogranicza przypadki, które na legalność się klasyfikują.
Ginekolożka nie przestała rozwijać kompetencji, które porzucili jej liczni oportunistyczni koledzy i koleżanki, akceptujący bez szemrania wyroki trybunałów, przeciwko którym w 2020 roku zorganizowano jedne z największych protestów w historii. W zamian otrzymała naloty niezrównoważonych nazioli, oddalone dopiero pod koniec 2025 roku widmo procesu i nieprzedłużenie kontraktu w szpitalu w Oleśnicy. A także salomonowy wyrok kapituły „WO”, która uznała, że przeprowadzanie legalnych aborcji w takich okolicznościach pod względem bohaterstwa nie dorównuje stworzeniu 12 lat temu aplikacji dla koneserów sztuki.
Można się zastanawiać, czy decyzja redakcji nie wynikała z podobnych przyczyn, co zawieszenie emisji filmu o Marianie Turskim przez TVP – czyli strachu przed „polityczną awanturą”, a ujmując rzecz po ludzku – ze zwykłego tchórzostwa. Nie po to pan prezes wypłaca sobie dwie bańki premii w czasie, gdy jego media zwalniają setki dziennikarzy, i nie po to zaklepał sobie miejsce w gremium, żeby epatować jakimiś aborcjami. Tym bardziej na słowa uznania zasłużyły czytelniczki, które nie ugięły się przed histerią „obrońców życia” i nie posłuchały mężczyzn, którzy teraz są bardzo niezadowoleni z ich wyboru.
Fabrykanci płodów
Dla funkcjonariusza Mazurka, którego brat wspólnie z Przemysławem Czarnkiem rozdawał PiS-owi budynki pod sztandarem Willi Plus, czy oszczędnie rozwiniętego umysłowo Stanowskiego, który nie ukrywa, że po latach biegania za piłką poznaje w przyspieszonym tempie historię najnowszą z książek i podcastów prawicowych historyków, Jagielska jest tylko osobą, która przeprowadziła zabieg w dziewiątym miesiącu ciąży. Podziękowania od matki, która nie ma wątpliwości, że zabieg uratował jej życie, kara wlepiona niedawno szpitalowi za „naruszenie prawa pacjentki do informacji” (że pewnie umrze) czy fakt, że Jagielska jest jedną z niewielu lekarek w Polsce potrafiących w ten sposób ratować kobiety, nie mają prawa zmieścić się w optyce prawicowych dziennikarzy.
Jagielska w rozmowie z Krytyką Polityczną mówiła, że specjalizacja ginekologiczna jest szczególna, ponieważ jako lekarka opiekuje się dwoma lub więcej pacjentami i leczy ich oboje, jednak „kiedy musi wybierać, to dla niej zawsze na pierwszym miejscu będzie kobieta, a na drugim płód”. W przypadku Anity, której Jagielska uratowała życie, wybór był inny: czy płód z łamliwością kości zostanie siłą wyciągnięty i szybko umrze w męczarniach, zabierając ze sobą niedoszłą matkę, czy też znacząco zwiększymy szansę, by jeszcze trochę mogła se kobita podychać.
I tu jest pies pogrzebany – mężczyźni, którzy postanowili podważyć superbohaterstwo lekarki, nie troszczą się ani o ciężarną, ani płód. Oni jedynie wypełniają polityczne zadania. Gdy w II Rzeczpospolitej z podobnym ładunkiem hipokryzji walczono z aborcją, tuż po wyjściu ze szpitala rodzice płacili tzw. fabrykantkom aniołków, czyli kobietom, które zobowiązały się do przekazania dzieci do domu dziecka, ale w praktyce najczęściej setkami wyrzucały je na śmietnik. Ważne, że kler i polski kołtun zadowoleni.
Ze Stanowskim i Mazurkiem uderzającym w patetyczne konserwatywne tony i tak się przypadkiem składa, że mówiących stuprocentowym Braunem, jest podobnie – z pewnością nienawidzą kobiet, ale nie łudźmy się, że koniec końców naprawdę martwią się o jakieś płody. Najchętniej nagrodę przyznaliby pewnie ukaranemu szpitalowi za to, że przez 9 miesięcy, oczywiście w imię wyższych racji, utrudniał matce dostęp do info o nadchodzącym zgonie.
Konsensus neopampersów na płaszczyźnie aksjologicznej
Grupa medialna Stanowskiego zaoferowała też odbiorcom bardziej wyrafinowaną paszę. Marcin Darmas, umiarkowanie doświadczony pałkarz ekstremistycznych pism, takich jak „Fronda Lux” czy „Teologia Polityczna” i słup w TVP World za czasów PiS, stracił okazję, by siedzieć cicho, i jak to w Zerach: rzucił wszystko, by podlizać się szefom.
Tekst Darmasa, choć – jak to felieton dla piłkarzy – zbyt obszerny nie jest, to i tak na niewielkiej przestrzeni autorowi udało się zawrzeć prawie wszystkie mizoginiczne klisze, jakich udałoby się uniknąć każdemu odrobinę lepiej wykształconemu doktorowi socjologii. A to właśnie takim tytułem naukowym legitymuje się bojówkarz, co zresztą wyraźnie podkreślił zapowiadający tekst redaktor naczelny Zera Patryk Słowik, dając do zrozumienia, że o ile tytułowanie niemającej doktoratu Jagielskiej „dr” nie przystoi, dlatego zasłużyła tylko na pogardliwe „p.” przed nazwiskiem, o tyle socjolog jest zawodnikiem wagi ciężkiej.
Darmas nie ma żadnych istotnych publikacji naukowych na koncie i nikt poza Słowikiem nie traktuje go zbyt poważnie. Bo też jak poważnie traktować „doktora nauk”, który pisze, że aborcja to „zawsze tragedia, bez względu na poglądy i okoliczności”? Dzięki takim śmiechu wartym frazom możemy jednak bliżej przyjrzeć się temu postideologicznemu szkiełku i oku.
Z charakterystyczną dla Klubu Jagiellońskiego i innych współczesnych frondziarzy zgrabnością Darmas łączy wysokie z niskim, „erudycję” ze znajomością ulicy. Jest Tyrtajos, są mężni greccy wojownicy, przysięga Hipokratesa, poważny temat na płaszczyźnie aksjologicznej… Mam wrażenie, że tęgie umysły młodej prawicy ni z gruchy ni z pietruchy wplatają informacje zdobyte na studiach humanistycznych dla poparcia przygnębiająco nieoryginalnych, przewidywalnych stanowisk – czyli robią dokładnie to, co zarzucają lewakom po kulturoznawstwie i gender studies.
Doktor Darmas beszta więc z antycznym nadęciem czytelniczki „Wysokich Obcasów” (zaocznie), ale przede wszystkim samą Jagielską i resztę uczestniczek gali. Z maestrią reportera wojennego szkicuje pejzaż istnego pandemonium: „Z twarzy nie schodziły uśmiechy, ściskano się, całowano w niekończących się korowodach gratulacji i szczęścia” – czytamy. Zdrowemu chłopu nie mogło się to podobać.
Czy to nie piękne, że po latach, kiedy radykalne feministki domagały się, żeby faceci nie zmuszali ich do uśmiechu i zajęli się raczej własnymi facjatami, doktor socjolog z UW – a więc, jak sugeruje propaganda, człowiek faszerowany lewackim ideolo od pierwszego dnia na kampusie – wykminił, że spróbuje zajść temat pojedynku na miny od drugiej strony?
Felietonik Dumbassa najeżony jest retorycznymi pytaniami, takimi jak wciśnięta między baner a reklamę kontekstową puenta: „Czy to śmiech szyderczy, czy diaboliczny?”. To oczywiście żadna alternatywa: dla widzów Mazurka czy Stanowskiego oraz czytelników Słowika i Darmasa Jagielska tak czy siak cieszy się z martwych płodów, być może nawet je zjada, a czy jej śmiech jest szyderczy, czy diaboliczny, to już detale dla koneserów dyskursu dziwek i czarownic, który towarzyszy nam od początków kapitalizmu i został dogłębnie opisany w głośnej książce Silvii Federici.
Jak przegrać wybory? Oto JEDEN prosty sposób
To tylko dwa przykłady świętoszkowatych napomnień mężczyzn, którzy uznali za swój obowiązek wyjaśnić babom, z czego mają się cieszyć, jakie bohaterstwo nagradzać, i przede wszystkim – jaki stosunek do ratowania własnych żyć mają mieć w społeczeństwie, które dawno temu zredukowało je do roli inkubatorów. Dawno, bo ponad 50 lat temu – jak doskonale opisuje to Marcin Kościelniak w Aborcji i demokracji. A przypomnijmy, że nazwisko Adama Michnika jako żyranta układu narodowo-katolickiego, który postanowił wrzucić kobiety pod pociąg porozumienia z Kościołem, pojawia się w niej setki razy.
Dziś już Michniki nie są nikomu do niczego potrzebne: ideologicznie wbijany pseudokonsensus sprawia, że aborcja jest tematem, o którym można mówić jako „łączącym ponad podziałami” bez narażenia się na śmieszność. Jednym głosem mówią wszystkie Zera, łącznie z kobietami, Wojciechy Dąbrowskie z Polsatu, katolicy otwarci i zamknięci. I jak w latach 80., w samych początkach ultrakatolickiej ewolucji Solidarności i religijnej dyktatury w związku, głosy przeciwne można policzyć na palcach jednej ręki.
Gdy rok temu Rafał Trzaskowski przegrywał z supermęskim, nieobawiającym się zaproszenia dziennikarza na solo Karolem Nawrockim, reakcją obozu rządzącego było przekonanie, że nie potrafili opowiadać o sukcesach. Zatrudniono rzecznika rządu i wszystko miało pójść lepiej – tyle że nie poszło. Za 1,5 roku będziemy świadkami wyjątkowo rzadkiego widowiska: oto o ponowne zwycięstwo w wyborach będzie walczyć strona rządowa, której zaplecze medialne jest nieporównywalnie słabsze od opozycyjnego.
Już rok temu ta dysproporcja rzucała się w oczy: największe portale, jak Onet czy WP, można od biedy uznać za antypisowskie, ale trzeba naprawdę dużo dobrej woli, by klasyfikować jako proplatformerskie. Również TVP żyje w ciągłym terrorze zarzutów walki o stronniczość, co skutkuje umiarkowaną wyrazistością ideologiczną czy choćby jakimś oryginalnym pomysłem na media publiczne. Republika najpierw rozsadziła struktury TVP, by później wrócić do starej nazwy jako jedna z najpopularniejszych stacji informacyjnych w Polsce. Media braci Karnowskich, kanały na Youtube i podcasty mnożą się przez podział, a Kanał Zero w ciągu roku rozrósł się do tego stopnia, że faktycznie może już uchodzić za odpowiednik „Gazety Wyborczej” czy internetowego TVN dla prawicy.
Sam TVN zresztą też raczej w 2027 r. nie będzie już katamaranem demokracji liberalnej. Przejęcie Warner Bros. Discovery przez zbliżonych do Trumpa Ellisonów może nie pchnie stacji od razu w ramiona PiS, ale ci w jakimkolwiek pomaganiu Tuskowi, Czarzastemu czy Pełczyńskiej nie mają żadnego interesu, niezależnie od uwodzenia przez Adama Bielana i Jacka Kurskiego. Centrowcy i liberałowie tak długo wierzyli w uniwersalną ponętność swojej filozofii ciepłej wody w kranach i w sercach, że nie zauważyli, że prawicowy populizm jest znacznie bardziej hot. I tak właśnie przegrają wybory, a Donald Tusk będzie zastanawiał się, co poszło nie tak, skoro na aborcję ma podobne poglądy „jak wszyscy”, a na dodatek zbiera mnóstwo lajków na X.


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)







Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.