UE

Dzisiaj możemy swobodnie podróżować po Europie. A jutro?

Węzeł autostradowy

W teorii obywatelom UE przysługuje swoboda przemieszczenia się po całej wspólnocie. A jak to wygląda w praktyce? Rozmowa Dawida Krawczyka z Anthonym Valckem, założycielem europejskiej poradni prawnej EU Rights Clinic.

Dawid Krawczyk: Unia Europejska nie ma lekko. Nikt chyba nie myśli już na serio o federalnej koncepcji „Stanów Zjednoczonych Europy”. Chociaż jeszcze na początku lat dwutysięcznych nie był to pomysł z gatunku political fiction. Francuzi i Holendrzy odrzucili konstytucję dla Europy, a tym samym pogrzebali marzenia o pełnej integracji na starym kontynencie. Kilkanaście lat później Brytyjczycy ostatecznie pokazali UE środkowy palec i zbierają się do wyjścia ze wspólnoty. Ale jest coś, poza nagrodą Nobla przyznaną Unii w 2012 roku, co euroentuzjaści wciąż przywołują jako wielkie osiągnięcie unijnej integracji: wolność przemieszczenia się. Europa bez przejść granicznych to był pomysł, który towarzyszył Unii od zawsze?

Anthony Valcke: Zręby współczesnej Unii powstały w latach 50., po II wojnie światowej. Twórcy Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej wierzyli, że jeśli kraje europejskie będą połączone silnymi zależnościami ekonomicznymi, to nie dojdzie między nimi do militarnego konfliktu. Sposobem na zbudowanie tych zależności było ustanowienie zasady swobodnego przemieszczania się ludzi, dóbr, usług i zwierząt hodowlanych.

Tyle historia, a współczesna praktyka? Mogę jechać sobie gdzie chcę i zostać, jak długo mi się podoba?

Każdy, kto jest obywatelem Unii Europejskiej ma prawo podróżować wewnątrz Unii i przebywać na terenie jednego z krajów członkowskich do trzech miesięcy bez żadnych specjalnych zezwoleń i dokumentów. Wszystko, co potrzebne jest takiemu obywatelowi, to dokument ze zdjęciem, paszport lub dowód osobisty.

Polskie wizy, ukraińscy pracownicy i czeski Rohlik

A gdybym chciał zostać dłużej niż trzy miesiące?

Praktycznie rzecz biorąc, musisz wtedy pracować albo studiować. A jeśli nie pracujesz, to przynajmniej musisz dowieść, że posiadasz wystarczająco dużo środków, aby nie obciążać swoją obecnością pomocy społecznej.

Czyli wolność przemieszczania się przysługuje de facto tylko pracownikom i rentierom.

Nie do końca. Trzeba pamiętać jeszcze o studentach, którzy mogą przebywać dłużej niż trzy miesiące na terenie państwa, w którym się kształcą. Jeśli nie pracujesz, nie masz środków na samodzielne utrzymanie, ale szukasz pracy, to się liczy i wtedy możesz zostać dłużej, bo przysługuje ci czas na jej znalezienie.

Emigracja do Wielkiej Brytanii jako naturalny eksperyment edukacyjny

I mogę tak szukać w nieskończoność?

Nie, mówimy tutaj co najmniej o sześciu miesiącach, ale jeśli wykażesz, że szukasz pracy i masz realne szanse ją znaleźć, sąd powinien przedłużyć możliwość przebywania na terenie innego kraju.

To jeszcze inny scenariusz: jestem z Polski, jadę szukać lepszego świata na Wyspy, ale znowu w życiu mi nie wyszło. I zostaję tam bez pieniędzy dłużej niż trzy miesiące. Co się wtedy stanie? Skoro nie mam pracy, nie szukam jej, a trzy miesiące minęły, to zostanę deportowany?

Dobre pytanie. Większość krajów nie usuwa siłą obywateli krajów członkowskich UE. Nie jest do końca jasne, czy jest to w ogóle legalne. Żeby kogoś deportować, trzeba go najpierw pozbawić wolności, a zgodnie z prawem europejskim jest to możliwe tylko w przypadku popełnienia przestępstwa. Według mnie nie ma możliwości, żeby legalnie deportować kogoś, kto nie jest przestępcą. Oczywiście, władze mogą wysłać list z informacją, że utraciłeś prawo pobytu i powinieneś natychmiast opuścić terytorium danego kraju, ale nie powinny cię deportować.

Nie wierzę, że wszyscy są tacy praworządni. Wielka Brytania przecież deportowała bezdomnych do krajów Europy Wschodniej.

Rzeczywiście, donosiły o tym wiarygodne media. Urzędnicy bronili się, że były to dobrowolne powroty.

Wolność przemieszczenia się może zostać ograniczona jeszcze przed wjazdem do kraju docelowego. Swego czasu w polskich mediach furorę zrobił news o byłym księdzu, obecnie skrajnie prawicowym działaczu, Jacku Międlarze, który nie został wpuszczony na teren Wielkiej Brytanii.

Kraje członkowskie są uprawnione ograniczyć wolność przemieszczania się osobom, które stwarzają uzasadnione zagrożenie dla porządku, bezpieczeństwa, czy zdrowia publicznego. O ile pamiętam, tutaj poszło o nawoływanie do nienawiści. Pamiętam też sprawę norweskiego członka gangu motocyklowego Hells Angels, któremu zabroniono wjazdu na Islandię. Władze w Reykjaviku argumentowały, że byłoby to zagrożenie dla bezpieczeństwa ich kraju.

Pewnie znalazłyby się w historii unijnej wspólnoty jeszcze tysiące takich indywidualnych historii. A czy można ograniczyć prawo do swobodnego przemieszczenia się całych społeczności?

Tutaj sprawa jest jasna. Jest to niemożliwe i gdyby którykolwiek z krajów wprowadził zakaz wjazdu jakiejś wybranej mniejszości narodowej, byłby to przykład dyskryminacji.

Ale przecież i do takich sytuacji dochodziło. W 2011 roku Romowie byli siłą wydalani z Francji i wysyłani do Rumunii i Bułgarii.

Francja broniła się wtedy twierdząc, że rozpatruje każdą sprawę z osobna. W każdym konkretnym przypadku urzędnicy mieli dowieść, że istnieje uzasadnione zagrożenie dla bezpieczeństwa, publicznego porządku lub zdrowia publicznego. Z tym ostatnim jest tak, że można się na nie powołać tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy od przyjazdu danej osoby na teren kraju członkowskiego. Znowu, z doniesień prasowych wiemy, że na miejscu miało to wyglądać następująco: policja przyjeżdża do takiej romskiej osady, prosi mieszkańców o dokumenty, wpisuje ich dane do wypełnionych wcześniej wezwań do opuszczenia kraju. Powód? Agresywne żebractwo, uporczywe żebractwo i temu podobne.

Nigdy nie byłam na Erasmusie

I gdyby zarzuty okazały się prawdziwe, to byłoby to zgodne z francuskim prawem?

Tak. Ale wątpliwości co do tego, czy są prawdziwe, okazały się jak najbardziej uzasadnione. Prawnicy zaskarżyli niektóre przypadki i francuskie sądy anulowały poszczególne decyzje o deportacji. Organizacje pozarządowe we Francji skutecznie apelowały do Komisji Europejskiej, żeby wyjaśniła, czy w tej sprawie mieliśmy do czynienia z dyskryminacją. Żeby nie zagłębiać się przesadnie w szczegóły: Komisja stwierdziła, że w konkretnych przypadkach doszło do naruszeń, ale cała procedura nie miała charakteru dyskryminacji.

Przygotowując się do naszej rozmowy przejrzałem sobie unijne traktaty, które regulują prawo do swobodnego przemieszczania się. Fundamenty położone są w Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Do tego dochodzą dyrektywy, które określają, jak dostosować prawo na poziomie krajowym do prawa europejskiego. To nie jest literatura piękna, tylko unijny dokument, ale wszystko wydaje się w miarę jasne.

W teorii wszystko powinno działać jak dobrze naoliwiona maszyna. Doświadczenie pracy w poradniach prawnych pokazuje jednak, że z prawem do swobodnego przemieszczenia się w rzeczywistości bywa różnie.

Współpracujesz między innymi z EU Rights Clinic. Ile spraw w roku do was trafia?

Akurat w EU Rights Clinic zajmujemy się już naprawdę skomplikowanymi przypadkami. Jest to około setki spraw rocznie. Natomiast Your Europe Advice, platforma prowadzona od ponad 20 lat przez Komisję Europejską, obsłużyła już 210 tysięcy spraw, więc niejasności jest więcej, niż moglibyśmy się tego spodziewać.

Co to są za skomplikowane sprawy, którymi zajmujecie się w EU Rights Clinic?

Zajmowaliśmy się na przykład sprawą obywatelki Japonii, która wyszła za mąż za Europejczyka. Odebrano jej prawo pobytu, została zatrzymana i dopiero gdy jej przypadkiem zajęli się prawnicy, wypuszczono ją na wolność.

Skoro była małżonką obywatela Unii Europejskiej, to w czym w ogóle problem i dlaczego została zatrzymana?

Jej mąż utracił prawo do przebywania na terenie kraju, w którym się znajdowali. On wciąż był obywatelem Unii Europejskiej, więc nie można było go deportować, ale ją potraktowano już jak nielegalna imigrantkę. Często osoby spoza Europy będące w związku z obywatelami Unii obrywają najmocniej przy różnych życiowych zawirowaniach. Orientują się, że mają znacznie mniej praw, niż myśleli.

Menasse: Czas odejść od koncepcji państw narodowych

Spodziewam się, że pracujecie też z ludźmi, którzy tracą świadczenia po przeprowadzce do innego kraju.

Tak, dość często. Mamy taką sprawę, nad którą pracujemy od 2013 roku. Brytyjczyk utracił zdolność do pracy ze względu na niepełnosprawność, przysługiwała mu renta. Poznał kobietę. Ożenił się z nią i przeprowadził do niej, do Norwegii. A wtedy Wielka Brytania zdecydowała, że nie będzie już dłużej wypłacać mu renty. Najpierw procesowaliśmy się w sądach krajowych i wygraliśmy. Brytyjski rząd złożył apelację. W międzyczasie podobna sprawa zaczęła się toczyć w Luksemburgu. Czekamy na jej rozstrzygnięcie, żeby dalej toczyć prawniczą batalię.

Wielu obywateli Unii Europejskiej z krajów Europy Wschodniej, takich jak Polska, Bułgaria czy Rumunia, niepokoi się o przyszłość prawa do swobodnego przemieszczenia się po Brexicie. Zresztą Brytyjczycy mieszkający poza Wyspami też nie są pewni swojego losu. Czy to uzasadnione obawy?

Nie zapominajmy, że David Cameron jeszcze przed ogłoszeniem referendum wynegocjował z Unią Europejską możliwość zawieszenia wolnego przepływu osób przez Wielką Brytanię na jej własnych zasadach. Później jednak doszło do głosowania, Brytyjczycy opowiedzieli się za opuszczeniem wspólnoty, więc te ustalenia Camerona straciły na ważności. Co jeśli pozostałe kraje też chciałyby się wyłamać z przestrzegania tej fundamentalnej zasady funkcjonowania Unii Europejskiej? Skoro Wielka Brytania może, to dlaczego nie mogą Niemcy, Włochy, Holandia i tak dalej?

Europejska wojna domowa

Czyli z tego, co mówisz, wynika że Brexit to szansa, żeby wewnątrzunijna wolność przemieszczenia się przetrwała?

Niekoniecznie. Wyjście Wielkiej Brytanii to tak duża zmiana, że zdaniem niektórych prawników – ja też tak uważam – nie obejdzie się bez renegocjacji traktatów. Jeśli do tego dojdzie, to nie wiemy, jakie będą losy swobodnego przepływu osób.

 

**
Anthony Valcke – założyciel EU Rights Clinic, pierwszej poradni prawnej specjalizującej się w prawodawstwie Unii Europejskiej. Otrzymał doktorat z prawa na Università degli Studi di Palermo. Studiował również na King’s College w Londynie, Sorbonie w Paryżu i Wolnym Uniwersytecie Brukselskim.

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej
Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" oraz polskiej edycji "Le Monde Diplomatique". Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.