Narkopolityka

Narkotykowy HIT tego lata prosto z Barcelony: Nie spier… imprezy

Wakacje to sezon na narkotyki, ryzyko i… profilaktykę. Nie od dziś wiemy, że polskie kampanie społeczne przestrzegające dzieci i młodzież przed dragami wymyślają nawiedzeni abstynenci, ale znalazłem na nich antidotum!

Kampanie społeczne są różne. Lepsze i gorsze, ale raczej gorsze. Niektóre wyglądają, jakby brały udział w jakimś nieoficjalnym konkursie na najmniej realistyczne przedstawienie „kultury młodzieżowej”. Wszyscy je widzieliśmy. Okazuje się, że tak wcale nie musi być. Nowy spot hiszpańskiej organizacji Energy Control poświęcony imprezowaniu i przemocy seksualnej wygląda i brzmi bardzo sensownie. Klip znajdziecie na końcu tekstu. Ale zanim hiszpański deser, musicie zapoznać się z bigosem polskich kampanii, które chyba bardziej niż same narkotyki, wywołują chęć zresetowania sobie mózgu.

„Dopalacze zrobią z Ciebie potwora”, czyli Główny Inspektorat Sanitarny straszy i stygmatyzuje użytkowników substancji psychoaktywnych, Anno Domini 2017.

Zniewolenie

Pierwszy towar prosto z 2010 roku. Jeszcze długo będzie się odbijać echem i pouczać nas z zakamarków pamięci. Jedna z tych rzeczy, które nie chcą dać o sobie zapomnieć. Chyba najlepiej wyprodukowany spot Monaru. Młody chłopak zadziornie wchodzi do gabinetu Biura Usług Niezwykłych (Monaru?) i pyta bezpośrednio: „Chciałbym zmarnować sobie życie”. Słyszy propozycje: małżeństwo z rozsądku, dożywocie i coś bardziej „cool”: narkotyki! Dowiadujemy się, że narkotyki są drogie i groźne, a kiedy zaczniesz brać stracisz majątek i swoich bliskich. Wniosek jest prosty – zażywasz? Przegrywasz! Także najlepiej nawet nie próbuj.

Reklama jest tak efektowna jak i ślepa na coś zupełnie oczywistego – większość osób, która się odurza, wcale nie jest uzależniona. Potwierdza to Światowa Organizacja Zdrowia: między 80-90% osób, które próbowały substancji psychoaktywnych, nie uzależniły się. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma ryzyka w próbowaniu czy stosowaniu używek, ale do narażonej mniejszości trudno dotrzeć opierając przekaz na fałszywych przesłankach. Kłamstwo ma krótkie nogi.

Byłbym zapomniał, w klipie występuje Stefan Friedmann. Zdecydowanie najlepsza rola od występu w teledysku do Będę brał cię w aucie.

Kuszenie

„Na co mi to. Odleć z nami, nie z narkotykami!” kusi Kampania Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, które od 2011 roku koncentruje się na zwróceniu młodym ludziom uwagi na to, że większość z nich wcale nie używa środków odurzających. Faktycznie przydatna inicjatywa w czasach, w których osoby publiczne i środki masowego przekazu mniej lub bardziej bezpośrednio często promują zażywanie jednych z najbardziej niebezpiecznych substancji – alkoholu i tytoniu. W przypadku tego spotu problem leży jednak w sposobie zwrócenia uwagi na problem, kampania koncentruje się na promocji rozwijania różnych pasji, jak jazda na rowerze czy pilotowanie samolotu.

Promocja zdrowia to zawsze dobry pomysł, w tym wypadku nie jest inaczej. Zdaniem jednej z najgłośniejszych teorii uzależnień nałóg to nic innego jak brak więzi. Niechemiczne namiętności to nawet lepszy gwarant oszczędzenia sobie niepotrzebnego ryzyka niż przysłowiowa „szklanka wody zamiast”. Idea szczytna, gorzej z wykonaniem. Wyobraźcie sobie nastolatka, który próbuje pierwszy raz marihuany – w jaki sposób adekwatna ma być porada, aby poszedł na rower? Reklamowanie abstynencji i życia „pure” jest nieszczególnie skutecznym działaniem, ale też na pewno nie jest szkodliwe. Przynajmniej nie stygmatyzuje użytkowników ani uzależnionych.

Nawiedzenie

Pamiętacie jeszcze kampanie antydopalaczowe? Tak, było ich nawet kilka, regionalnych i ogólnopolskich, nie będziemy się znęcać, ale warto wymienić więcej niż jeden przykład. Nie (tylko) dlatego, że będzie śmiesznie, ale ponieważ za publiczne pieniądze zrealizowano i emitowano spoty, które były po prostu szkodliwe dla stanu zdrowia publicznego.

Najgłośniejsza medialna kampania antydopalaczowa została zrealizowana przez dyrektora Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Marka Posobkiewicza. W piwnicy (?), w wiszącej bluzie Everlasta występuje na mikrofonie jako raper GISu i nawija po młodzieżowemu o tym, że za 10 zł kupisz śmierć. Film, jak sam Inspektor Posobkiewicz przyznał w wywiadzie, powstał szybko i społecznie (za darmo), bo lepsza jakaś akcja niż żadna, a jest oddźwięk. Tylko czy naprawdę liczbę wyświetleń można tak prosto przełożyć na skuteczność?

No więc nie, chyba jednak nie lepsza jakaś (re)akcja, niż żadna, przecież nawet nastolatek wie, że dopalacze nie równają się od razu śmierci. To nie sama substancja psychoaktywna powoduje uzależnienie, ale to, jak jej używamy (dawka, miejsce, towarzystwo) oraz np. nasze osobiste i społeczne predyspozycje. Fałszywy, nawet jeśli przez uproszczenie, przekaz, wygłusza ludzi na to, co mogło by być w nim dobre. Jak zbadał z zespołem prof. Sałustowicz z SWPS ludzie czerpią głównie informacje o narkotykach od znajomych, bo jak mieliby inaczej, skoro każdy „kryształ” jest równie losową substancją?

Fanom rapera GISu polecamy też spot, w którym diler napastuje dzieci na trzepaku.

Inne warte wzmianki dzieło antydopalaczowe to spot Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie, w którym coś (a nawet kilka rzeczy) tragicznie nie wyszło. Nastolatki wchodzą do sklepu monopolowego i próbują kupić wino, jednak nie mają dowodu. Postanawiają „zabawić się inaczej”, palą pod mostem dopalacze i tracą przytomność. Typowy trip, prawda?

Miał to być oczywiście przykład oparty na straszeniu „zażywasz – przegrywasz”. Powstał w okolicy wydarzeń związanych z Mocarzem, który faktycznie wysłał do szpitala dużo osób po tym, jak tylko go spróbowały, ale nie można przedstawiać, nawet najgroźniejszego ekstremum, jako standard. Przez takie uproszczenie ten groźny wyjątek, o którym autorzy chcieli ostrzec, zupełnie umyka. Jakby nie można było szczerze powiedzieć, że dzięki narkotykom można zaznać relaksu, jak i stracić przytomność.

Opętanie

Najnowsza kampania antynarkotykowa zrealizowana na zlecenie Głównego Inspektoratu Sanitarnego to „Melanż. Oczekiwania vs Rzeczywistość”. Jak nazwa wskazuje, możemy zobaczyć pozytywny i negatywny scenariusz doświadczenia po różnych substancjach, własną fantazję i rzeczywistość. Kampania zebrała dobre recenzje za wykonanie spotów (klipy przypominają profesjonalne teledyski) oraz chwalona jest za namówienie kilkuset tysięcy osób na wypełnienie na stronie melanż.tv quizu, z którego można się dowiedzieć, co nieco na temat redukcji szkód.

Krokiem milowym okazało się w ogóle przedstawienie, nawet tylko ewentualnych, pozytywnych aspektów działania używek. Tajemnicą poliszynela jest przecież, że narkotyki mają też… pozytywne działanie! Dlaczego ludzie mieliby ich używać w innym wypadku? Jasne, dragi mogą być głównym bohaterem ogromnej tragedii, ale zanim zacznie się nadużywać, tak samo joint jak wino i morfina służą zaspokojeniu naszych potrzeb. Nie od parady od mileniów substancje psychoaktywne pobudzają kulturę i  życie towarzyskie. Zabrakło jedynie sympatii w stosunku do „porobionych” bohaterów, widzowie mogą czuć albo litość, albo zażenowanie.

Katharsis

Aby znaleźć prawdziwie pozytywny przykład kampanii społecznej dotyczącej imprezowania, trzeba niestety wyjrzeć poza polskie podwórko. Na początku sierpnia premierę miał wakacyjny spot hiszpańskiej organizacji Energy Control pod tytułem No Jodes la Fiesta, czyli w wolnym tłumaczeniu: Nie spierdol imprezy. Ekipa znajomych idzie do klubu, jeden gość zaczyna kleić się do dziewczyn, obmacuje je najpierw po kostkach, później się przystawia po wciągnięciu kreski z klopa, zresztą sami zobaczcie.

Dziewczyny postanawiają odpowiedzieć mu śpiewająco:

Bardzo dziękuję, kochanie,
To taki malutki detal,
Ale chociaż zaprosisz mnie na kreskę i drinka
To nie jest handel wymienny.
Co ty sobie pomyślałeś?
Że niby coś więcej miało się zdarzyć?

Nie, nie spierdol…

Spójrz na mnie uważnie,
Jestem czymś więcej niż mięsem i skórą,
Dużo więcej niż trofeum,
Dużo więcej niż tylko ciało.
Zostaw mnie w spokoju,
Chcę zająć się pracą, [śpiewa barmanka]
Rachunki same się nie zapłacą.

Muzyka wpada w ucho, przyznaję zupełnie szczerze, pewnie dlatego, że bit w tle jest łudząco podobny do hitu zeszłego lata Get Lucky (Daft Punk ft. Pharell Williams). Ale zwróćmy uwagę na treść. Nikt nikogo nie namawia tutaj do abstynencji. To normalne, że ludzie używają substancji, ale nie uprawnia ich to, do obmacywania osób bez ich zgody – zdaje się brzmieć prosty komunikat hiszpańskiej kampanii. Spot osadzony jest w klubie, czyli tam, gdzie naprawdę dzieje się życie nocne i gdzie bierze się narkotyki – nie na trzepaku (kto jeszcze wysiaduje na trzepakach?), czy ciemnej piwnicy (kto w ogóle wysiaduje gdziekolwiek w zamkniętym pomieszczeniu po ciemku?). Wreszcie, kampania nie jest zbudowana na prostej ramie „zażywasz – przegrywasz”, tylko zwraca uwagę na problem będący częścią kultury imprezowania, czyli seksizm i przemoc seksualna. Konstruktywnie też mówi, co robić – zamiast nierealistycznej „szklanki wody zamiast” słyszymy, aby szanować swoje granice. Całość stanowi profesjonalnie opakowany, spójny i atrakcyjny przekaz. Nie wiem, jak wy, ale ja to kupuję. Jeśli wciągasz czy pijesz, nie spierdol imprezy!

Bio

Jerzy Afanasjew

| Badacz narkotyków
Student piątego roku socjologii i aktywista redukcji szkód. W Instytucie Socjologi Uniwersytetu Warszawskiego pisze pracę magisterską o dopalaczach. Zajmował się problematyką polityki narkotykowej na stażach w „Romanian Harm Reduction Network” w Rumunii oraz w „Check!t” w Portugalii i „Energy Control” w Hiszpanii. W Społecznej Inicjatywie Narkopolityki prowadzi laboratorium poświęcone wykrywaniu nowych substancji psychoaktywnych.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Spot No Jodes la Fiesta ma na końcu napisane, że jest o molestowaniu w klubach, więc to chyba słaby przykład kampanii antynarkotykowej.

..." pozytywny przykład kampanii społecznej dotyczącej imprezowania"...

Tylko trzeba by zapytać (nie tyle ciebie, a raczej autora tekstu), o czym właściwie miał być ten tekst? O kampaniach antynarkotykowych (bo o tym jest pierwsza część tekstu, przytaczająca złe przykłady), czy o "kampaniach dotyczących imprezowania" (co to w ogóle za dziwna konstrukcja myślowa? - nie ma kampanii "dotyczących imprezowania", tylko są kampanie dotyczące konkretnego problemu społecznego, w tym przypadku molestowania seksualnego, i jest to wyraźnie napisane na końcu klipu). Bo tak, to nie wiadomo, o co autorowi chodzi - najpierw przytacza negatywne przykłady kampanii antynarkotykowych, a potem przytacza dobry, przynajmniej jego zdaniem, przykład kampanii przeciwko przemocy seksualnej, w której przypadkiem i mimochodem pojawia się temat narkotyków? Jedno z drugim ma niewiele wspólnego.

"bit w tle jest łudząco podobny do hitu zeszłego lata Get Lucky" 🙂 Oj, to "zeszłe lato" to chyba już bardzo zeszłe (4 lata temu). Hiszpański klip bardzo dobry tylko, że jest to kampania przeciwko przemocy seksualnej a nie antynarkotykowa. Mam wrażenie, że autor tego artykułu zaakceptowałby tylko i wyłącznie kampanię, która mówiłaby: "narkotyki są fajne. bierzcie je". Być może błędem wszystkich kampanii jest w ogóle używanie słowa "narkotyk". Co to do cholery oznacza? Trawa nie zrobi ci większej krzywdy, a kokaina - jeśli masz nadciśnienie - może spowodować wylew. Nie mówiąc już o cięższych rzeczach. Może lepiej uczyć dzieciaki, co jest czym i jakie ma skutki, zamiast wrzucać do jednego wora tysiące substancji i przestrzegać w sumie przed nie wiadomo czym.

...."pozytywny przykład kampanii społecznej dotyczącej imprezowania"....

Jeśli temat substancji psychoaktywnych porusza się w realistycznym kontekście, to przekaz siłą rzeczy jest znacznie bardziej treściwy, niż jakiekolwiek strasznie "antynarkotykowe". Kampania jest o tyle właśnie skuteczniejsza, że jest bardziej subtelna niż "ZA 10ZŁ KUPISZ ŚMIERĆ". Nie powstała do szuflady tylko faktycznie stara się coś zrobić z istniejacymi problemami.

Autor nie mówi, ze używki są fajne - autor po prostu zdaje siebie doskonale sprawę, ze co najmniej 50% młodych ludzi miało taki czy inny kontakt z różnymi substancjami. Więc mówienie ludziom "narkotyki = śmierć" jest równie sensowne jak budowanie kampanii bezpieczeństwa na drodze hasłem "rozmowa przez telefon w czasie prowadzenia samochodu = śmierć" (serio, ktoś w to uwierzy?)

Niestety problem jest w tym, że 20 lat oszalałej polityki antynarkotykowej doprowadziło w Polsce do masowej histerii wśród dorosłych (zwłaszcza rodziców). Kilka razy zdarzyło mi się rozmawiać z osobami w wieku 40-60 lat o tzw. narkotykach. Ani jedna osoba z którą rozmawiałem nie miała najmniejszego pojęcia czym się różni trawa od heroiny itp., ale większość z nich było przekonanych, że wszystko to razem to największe zło.
Polskie kampanie (pomijając to, że są kręcone komórka w garażu) są właśnie adresowane do przerażonych mamuś.

W Polskich szkołach jest niewiele lepiej - profilaktyka narkotykowa w szkołach ogranicza się często do zrobienia wystawki szkolnej "narkotyki to zło" albo lekcji z nauczycielem, który o substancjach psychoaktywnych wie mniej niż jego uczniowie.

Te kampanie tym cięższe, że coraz powszechniejszy staje się pogląd, iż narkomana w zasadzie można zaciukać paralizatorem na komisariacie. Sam był sobie winny poniekąd. Plakacik o robieniu z kogoś potwora brzmi jak bardzo ponury żart w tym kontekście.

W przeciwieństwie do autora mnie akurat hiszpański spot się nie podoba.
Jest to właściwie videoklip, który można by puszczać w lokalu i pewnie nikt nie zauważyłby różnicy, ze to kampania, a nie zwykła muzyka rozrywkowa, wg mnie większość potencjalnych odbiorców z tego klipu zapamięta bardziej roznegliżowane dziewczęta niż treść piosenki.

Natomiast zadziwiająco pozytywnie zaskoczył mnie film o alkoholu "Oczekiwanie vs. rzeczywistość". Nie wiedziałem, ze w Polsce kręci się tak dobre filmy.

Drodzy czytelnicy, ja wiem, że przywykliśmy do "edukowania" nas obuchem po głowie, ale kampania o negatywnych skutkach przyjmowania substancji (bo tym de facto jest molestacja przez podpitych i nawąchanych typów) jest jak najbardziej profilaktyką antynarkotykową.

Pozdrawiam i dzięki za uwagę 🙂

Nie, to nie jest kampania antynarkotykowa. To jest kampania mówiąca o tym, że możesz sobie brać narkotyki, bylebyś po nich nie molestował dziewczyn. To jest zupełnie coś innego.