Czytaj dalej

Sześć rzeczy, których ci nie powiedzą o Miłoszu w szkole

Czesław Miłosz

Do przyjaciela Miłosz pisał: „Mnie trudno byłoby w Polsce żyć z powodu endecja redidiva w skali masowej…”.

Tekst ten ukazał się w książce Miłosz. Przewodnik Krytyki Politycznej (2011). W tym roku mija 15 lat od wydania pierwszego numeru Krytyki Politycznej. Przypominamy, o czym przez te 15 lat pisaliśmy.

***

1. Miłosz był queer

Nie chodzi tylko o słynne zdanie Iwaszkiewicza: „Mogłem w maju 1936 roku chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u Bazylianów w Wilnie”, bo ciągle nie wiadomo, czy mógł i teraz już nie może, czy mógł, ale tego nie zrobił. Na tym zdaniu wcale nie kończy się przygoda poety z homoseksualizmem. Osobiście pierwszymi uczuciami sympatii obdarzyłem Miłosza po lekturze kilku zdań wspomnień ze wstępu do wyboru pisanych do Iwaszkiewicza listów Józefa Rajnfelda, malarza i chłopca autora Tataraku. Cytuję: „Wilno tym między innymi różniło się od Warszawy, że nie było tam środowiska gejów, natomiast w Warszawie istniało i niemal utożsamiało się ze środowiskiem literacko-artystycznym. Byłem ładnym chłopcem i kiedy tam trafiłem, uważano mnie, ze zwykłym w tych kołach prozelityzmem, za swojego, tyle że nieuświadomionego i niechcącego przyznać się do tej skłonności. Kto zresztą tej skłonności nie ma”. No właśnie. Być może znalazłoby się kilku takich. Co prawda niektóre badania wskazują, że większość ludzi w mniejszym lub większym stopniu jest biseksualna, ale o tym ci nie powiedzą w szkole. A opinia Miłosza wydaje się jeszcze bardziej radykalna.

2. Miłosz był hejterem

Wystarczy przyjrzeć się korespondencji poety z Krzysztofem Myszkowskim, w której w sposób zupełnie wyśmienity ustawia pragnącego mu się przypodobać redaktora „Kwartalnika Artystycznego”. Robi to z klasą i wprawą. Widać, że ma w tym doświadczenie. Ale najlepszym przykładem pozostaje Zniewolony umysł, w którym po wyjeździe z kraju obsmarował dawnych przyjaciół. „Pisarze zachowywali się trochę jak dziewice: chętnie, ale bojaźliwie”. Adam Wiedemann twierdzi nawet, że Miłosz w ten sposób „przeobraził wszystkich pisarzy polskich w durniów” i „nie życzyłbym nikomu takiego kumpla”. Ostrych wypowiedzi zdarzało się poecie więcej. Bobkowskiego nazwał „prawicowym Lechitą”. O Marii Dąbrowskiej pisał: „nigdy nie przyszło mi do głowy, że można na nią spojrzeć jak na kobietę. Ten trochę zezowaty karzełek, z grzywką przyciętą na pacholę, był dla mnie ostatnią istotą, do której mógłbym zwracać erotyczne zapały”. O Lechoniu: „Uważałem go za człowieka głupiego”. Odwinąć się Miłoszowi próbował w wierszu Chodasiewicz Herbert, pisząc o nim: „był hybrydą w której wszystko się telepie / duch i ciało góra z dołem raz marksista raz katolik / chłop i baba a w dodatku pół Rosjanin a pół Polak”. Paszkwile Miłoszowi poświęcili też Sergiusz Piasecki i Jacek Trznadel. Ten pierwszy w eseju Były poputczik Miłosz krytykował jego decyzję o emigracji. Z kolei Trznadel w tekście zamieszonym w książce Hańba domowa stworzył klasyczny już dziś w prawicowych kręgach obraz poety jako twórcy antypolskiego. „Może człowiek błądzić, może popełniać różne, nawet bardzo złe czyny, bo ma wolną wolę, ale nie ma prawa o tym pisać, upowszechniać tego i zatruwać tym duszy Narodu. Tego czynić nie wolno! To jest wobec Narodu – zbrodnia” – miał ponoć podsumować lekturę wspomnień poety kardynał Wyszyński.

3. Miłosz był w antifie

„Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia w Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów, goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz”. W ręku trzyma szczątki krzesła i wyje. Tak wspomina Miłosza koleżanka ze szkoły. Autor Doliny Issy nigdy nie miał upodobania dla anima naturaliter endeciana, co jest parafrazą słynnego stwierdzenia Tertuliana o duszy z natury chrześcijańskiej. Po latach pisał do przyjaciela: „Mnie trudno byłoby w Polsce żyć z powodu endecja redidiva w skali masowej…”. Nacjonalizm PRL-owskiego ustroju wymieniał jako jedną z przyczyn emigracji. W Traktacie poetyckim pisał: „Jest ONR-u spadkobiercą Partia”, a cały KC PZPR byłoby mu raczej trudno pogonić ze szczątkami krzesła. Co nie znaczy, że zmienił swoje poglądy na temat endecji i jej szkodliwości. „Doświadczenia tego stulecia – a przede wszystkim myślę o okresie międzywojennym – wystarczą, żeby przekonać, że kultura polska jałowieje, jeżeli zwycięża w niej prawicowe myślenie. Kto więc sądzi, że krocząc na prawo, służy Narodowi przez wielkie N, ten wybiera drogę prowadzącą do jego paraliżu” – pisał.

4. Miłosz, śledzik i wódka

„Co więcej potrzeba do szczęścia, gdy jest śledź i wódeczka?” – miał powiedzieć Magdzie i Andrzejowi Dudzińskim, którzy to stwierdzenie przytaczają w swojej książce pt. Mały alfabet. Bujne życie poety jest dowodem, że jednak śledź i wódeczka mu nie wystarczały, ale alkohol był jego ważnym elementem. Doczekał się nawet własnego hasła w Abecadle Miłosza. „Prawdziwe picie zaczynało się w Warszawie za okupacji, z Jerzym Andrzejewskim i Janką” – wspomina i cieszy się, że w przeciwieństwie do Andrzejewskiego nie skończyło się to u niego marskością wątroby i chorobą alkoholową. „Nie moja zasługa, tylko genów”. Relacje o tym, że trudno było w piciu sprostać wieszczowi, są liczne. Wiązały się z tym jednak pewne problemy. Pisząc w Roku myśliwego o swojej żonie Jance, przyznaje: „później alkohol znienawidziła z powodu mojej potrzeby literackich gadań i nieodłącznego od nich picia, a także z powodu moich przynoszących wstyd zalecań się do kobiet po pijanemu”. Trudno mi się zgodzić z takim postawieniem sprawy. Moim zdaniem zalecanie się do kobiet po pijanemu jest raczej powodem do chluby. Oznacza, że Miłosz nie był robotem. Ani agentem obcych służb. Jak wiadomo: nie piją i nie zalecają się tylko roboty i agenci. Sam zresztą Miłosz też miał dla picia solidne, egzystencjalne wręcz uzasadnienie: „Wstyd, jaki się wtedy odczuwa, może mieć znaczenie pedagogiczne, przypominając, że jakiekolwiek nasze osiągnięcia są podminowane siedzącym w nas głupstwem, więc nie ma co się puszyć”. Zresztą hasło „Zstępować w głąb swoich wstydów” zdaje się patronować części twórczości poety. Znaczenie alkoholu może być w tym zakresie fundamentalne.

5. Miłosz, kobiety i śpiew

O tym, że „miał kochanki”, pisze choćby Herbert w wierszu Chodasiewicz. Że m.in. dla nich emigrował z Polski Ludowej, można się tylko domyślać. Biograf Miłosza Andrzej Franaszek przyznaje: „Biegł zachłannie, nie mógł się nasycić. I po drodze porzucał przyjaciół, kochanki… Najbardziej traumatycznym doświadczeniem było porzucenie narzeczonej z czasów studenckich, do której myślami wracał przez resztę życia. Myślami i wierszami. Ślub może był blisko, ale on się bał – że żona, że dzieci, praca, że ucieknie mu literatura”. Jedna z jego kobiet, Jadwiga Waszkiewiczówna, została później żoną Sergiusza Piaseckiego, co może tłumaczyć niechęć pisarza do jej byłego partnera. Choć sam potraktował ją niewiele lepiej, więc nie mógł to być jedyny powód. „Miłosz miał niewątpliwie wiele związków miłosnych, był niezwykle zmysłowym człowiekiem, ale nie dokumentował tego w sposób bezpośredni, nie pisał wierszy, które miałyby podbić serce wybranki”. To jeszcze raz Franaszek. Choć poeta wierszy miłosnych nie pisał, to jednak w tomie Wiersze ostatnie możemy przeczytać utwór, w którym podmiotowi lirycznemu stoi pała. Do końca nienasycony.

Spadkobiercą partii jest PiS

6. Miłosz popierał legalizację

„Logicznie rzecz biorąc, brak powodu, żeby nie skazywać na śmierć za palenie tytoniu i na długoletnie zamknięcie za picie alkoholu. Są to narkotyki niebezpieczne, jednakże, choć tytoń miał w niektórych krajach swoich powieszonych męczenników, srogie edykty przeciwko niemu poszły w zapomnienie, natomiast picie po przegranej prohibicji w Ameryce stało się rytuałem dowodzącym, że ktoś jest normalnym, porządnym, lojalnym obywatelem. Zważywszy, że cannabis sativa jest, w porównaniu z tytoniem i alkoholem, środkiem dość niewinnym, czyli wiele hałasu o nic, zaciętość, z jaką w ciągu wszystkich lat sześćdziesiątych policja ścigała marihuanę, miała cechy obsesyjne, podobnie jak ochrypła żarliwość Huberta. Przeszukiwanie kieszeni, kajdanki, wyroki, więzienia można wyjaśnić tylko poczuciem zagrożenia przez «inne», i nie bez powodu. Wątpliwe jest, czy użytek marihuany tak by się rozpowszechnił, gdyby nie służyła ona za znak rozpoznawczy dla wszystkich, którzy kwestionują ład ustalony. […] Być może nową erę ludzkości otwierają nie bronie atomowe i podróże międzyplanetarne, ale psychedelic drugs jako zapowiedź masowych, demokratycznych środków przeciwko nudzie” – wywodził poeta w Widzeniach nad Zatoką San Francisco. Czy było to widzenie po zażyciu, czy nie, nigdy już się pewnie nie dowiemy.

Więcej Miłosza. Na marginesie Paszportów Polityki

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista. Autor dwóch książek z wierszami ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje", "Janusz Hrystus, "Dobry troll") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu". Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!